Kelly Williams-Bolar, mieszkanka miasta Akron w stanie Ohio, została skazana za oszustwo, fałszerstwo i kradzież. Samotnie wychowująca dwie córki 40-letnia afroamerykańska matka zdecydowała się przenieść dorastające pociechy do położonej na obrzeżach miasta szkoły publicznej oferującej wysoki poziom nauczania. W tym celu posłużyła się adresem ojca, który mieszkał w tej prestiżowej okolicy, co okazało się czynem prawnie zakazanym. Sfałszowała też własne dokumenty, prawo jazdy, kartę do głosowania, podała nieprawdziwe informacje o dochodach. Wszystko po to, by - jak wyznała przed sądem - zapewnić swoim córkom lepszą przyszłość.
Nazywana w debacie publicznej raz bohaterką, raz kryminalistką Williams-Bolar zapłaciła za tę decyzję wysoką cenę.
Po długim śledztwie i czterodniowym procesie została skazana na dziesięć dni więzienia (w zawieszeniu na trzy lata) i prace społeczne. Zabroniono jej kontynuowania studiów nauczycielskich, a tym samym zburzono perspektywy na przyszłość. Zmuszono do pokrycia kosztów nauki córek, które wyceniono na, bagatela, 30 tys. dol. Oczywiście usunięto je ze szkoły, w której spędziły kilka lat i zawarły przyjaźnie.
Urzędnicy zarzucający Kelly Williams-Bolar oszustwo z łatwością udowodnili przed sądem jej winę, dodając, że środki wydane na edukację jej córek powinny zostać przeznaczone na nauczanie tych dzieci, których rodzice działają zgodnie z prawem. W odpowiedzi na to Williams-Bolar przyznała, że czuje, iż szkole nie zależy na jej pieniądzach, lecz raczej na tym, by stała się antyprzykładem dla innych rodziców, którym przyszłoby do głowy zrobić to samo.
Potwierdziła to zresztą sędzia Patricia Cosgrove, przyznając w telewizji ABC, że wysokość kary ma być przestrogą dla demoralizującego się społeczeństwa.
A społeczeństwo podzieliło się w ocenie czynu Williams--Bolar. Najpierw w Ohio, gdzie po otrzymaniu kilku tysięcy listów, e-maili i petycji podpisanej przez 165 tys. zwolenników uniewinnienia Williams-Bolar gubernator John Kasich zlecił ponowne wszczęcie śledztwa. Sprawa stała się głośna w całej Ameryce, kiedy znany nowojorski obrońca praw człowieka Al Sharpton zorganizował wiec w obronie Williams-Bolar. Przemawiając do ponadtrzystuosobowego tłumu, Sharpton zaznaczył, że działanie Afroamerykanki zasługuje na szacunek, a nie na areszt. Dopatrzył się w decyzji sądu kontekstu rasistowskiego
i przypomniał o słynnym w latach 50. procesie 'Brown kontra Rada Edukacji', dzięki któremu prawnie zakończono segregację rasową w szkołach publicznych. 'Zapewnienie najlepszej edukacji swoim dzieciom nie powinno być przestępstwem' - stwierdził Sharpton, a zaraz potem powtórzył, że jest to nie tyle sprawa wyboru, ile równego dostępu do szkolnictwa powszechnego i równej ochrony praw.
Dyskusja o Kelly Williams--Bolar toczy się na forach internetowych i blogach. Mary L. Tabatcher z portalu Mogadore twierdzi, że przykład Williams-Bolar i potraktowanie jej jak niebezpiecznej kryminalistki udowadnia tylko, że amerykański system sprawiedliwości jest przeznaczony dla uprzywilejowanych - zdecydowanie nie ubogich, czarnoskórych i walczących. Przeciwstawia się jej Donna Blair, która w dzienniku 'Akron Beacon Journal' pisze: 'Wstyd i hańba! Wszyscy chcemy jak najlepiej dla naszych dzieci. Ale czy w związku z tym powinniśmy dopuszczać się przestępstw? Komunikat, który tym samym Bolar przekazała swoim córkom, jest jednoznaczny - nie ma niczego złego w kłamaniu, oszukiwaniu i kradzieży'.
W dyskusji nad przypadkiem Kelly Williams-Bolar pojawiają się nie tylko pytania o zasadność jej decyzji, o przestępstwo, wyrok i karę, ale również o skuteczność amerykańskiego systemu edukacji. Z badań przeprowadzonych przez sekretarza edukacji Arne Duncana w 2010 r. wynika, że 75 proc. niekończących szkoły uczniów wywodzi się ze środowisk latynoskich i afroamerykańskich. Wielu dopatruje się w tym braku równości w systemie edukacji i ogromnych dysproporcji w jakości i sposobach nauczania (szkoły publiczne w USA w głównej mierze finansowane są z podatków samorządowych w porównaniu z 8,5 proc. podatków federalnych przyznawanych na szkolnictwo przez rząd, co oznacza niższy poziom nauczania w szkołach usytuowanych w ubogich rejonach i dysponujących ograniczonym budżetem).
Badania wykazują, że placówki wypadające słabo w rankingach szkół publicznych skupiają głównie dzieci ze średniozamożnych domów. Jednocześnie segregacja ze względu na dochód staje się prawdziwym powodem do zmartwień. Mieszkańcy biednych dzielnic amerykańskich miast mają mniejsze możliwości edukacyjne. Czarnoskórzy i latynoscy uczniowie zwiększają swoje szanse na ukończenie nauki i lepszy start w przyszłość, jeśli wybór ich szkoły padnie na dzielnicę finansowaną z podatków dobrze zarabiających rodziców.
Jednak w czasie, gdy toczy się debata nad szkolnictwem publicznym, i mimo starań administracji tworzącej liczne programy edukacyjne (prezydent Obama w ostatnim orędziu uznał to za priorytet) mające na celu podniesienie jakości nauczania (tzw. szkoły społeczne - charter schools), rodzice tacy jak Kelly Williams-Bolar nie otrzymują wsparcia, a przede wszystkim możliwości wyboru. Amy Stuart Wells, profesor socjologii na uniwersytecie Columbia,w dzienniku internetowym 'Huffington Post' zaznacza, że 'żaden amerykański obywatel nie powinien być zmuszony do dokonywania wyboru pomiędzy złamaniem prawa a zapewnieniem swoim dzieciom dobrego nauczania niezależnie od rasy, narodowości czy majętności'.
Sprawa Kelly Williams-Bolar jest pierwszym od lat 60. nagłośnionym w USA przypadkiem walki rodzica o dostęp do edukacji publicznej podszytym kontekstem rasistowskim. Przyznaje to Susan Gates, ekonomistka zajmująca się problemem jakości edukacji w szkolnictwie publicznym: 'To pierwsza tego typu sytuacja, w której konsekwencji następuje areszt, zarzut i skazanie'. Podkreśla jednocześnie, że łamanie prawa w tej kwestii jest powszechne - udowadniają to przeprowadzone przez nią badania.
Przypadek Kelly Williams-Bolar jest właściwie bitwą bez zwycięzcy. Kogo możemy obarczać winą za poniesioną przez nią porażkę? Wielu Amerykanom wydaje się oczywiste, że przez ponad 50 lat sami stworzyli sobie mit kiepsko zarabiających kolorowych rodziców, z góry skazanych na klęskę, bez szansy wyjścia z tego od lat toczącego się koła.