http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Mamo, wyjdź już z tego cmentarza

Anna Kamińska
16.09.2010 , aktualizacja: 09.09.2010 18:45
A A A Drukuj
Alicja Witkowska na Cmentarzu Centralnym 
w Szczecinie przy nagrobku rodziny Riessów Fot. Rafał Witkowski Alicja Witkowska na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie przy nagrobku rodziny Riessów
Znalazłam dwóch Walterów Riessów. Pomyślałam, że rodzina tokarza niekoniecznie wystawiłaby tak okazały nagrobek, poszłam więc tropem właściciela zakładu hafciarskiego
ZOBACZ TAKŻE
Kiedy w 1960 roku przyjechała do Szczecina z Warszawy, nie miała nawet ochoty zapamiętywać nazw ulic. Dziś wie, co było w tym mieście przed wojną na rogu obecnych Wyszyńskiego i Sołtysiej - zakład Plisowanie i Hafciarstwo (dawna Breitestrasse 85), czy kiedy zmienił się właściciel zakładu pogrzebowego przy ul. Małkowskiego (dawna Philipstrasse). Skąd to wie? Alicja Witkowska: - Historia miasta jest na cmentarzu.

70-latka ze Szczecina Alicja Witkowska dzięki temu, że wciągnęła ją historia miasta, jest na emeryturze ciągle zajęta, ćwiczy głowę, czyli trenuje pamięć, a nie ogląda telewizję. Wzrusza się nie na 'Barwach szczęścia', tylko tymi ludzkimi historiami, które zbiera z nagrobków. Pasja odkrywcy przyszła do pani Alicji pięć lat temu, kiedy to zapisała się do stowarzyszenia Nasze Wycieczki. Wcześniej też, gdy szła cmentarzem, nieraz zatrzymywała się przy niemieckich nagrobkach, czytała napisy (nie sztampowe jak na polskich grobach, tylko takie od serca, z osobistym podejściem) i zastanawiała się: kto to był? Jak żył? W końcu zajęła się tym na poważnie. I szybko się w to zaangażowała. Ma do tego serce. Jakby nie miała, rzuciłaby to w diabły.

Czy mając taką pasję, nie myśli się za dużo o śmierci? Nie! O życiu się myśli. O tym, kto i kiedy mieszkał na jakiejś szczecińskiej ulicy i w której z kamienic, z których dzisiaj tylko przepiękne balkony zostały. Idzie się ulicą i myśli się: a tu kiedyś kino było i je ten a ten prowadził Tak się myśli. A nie o śmierci.

Zaczęło się od rodziny Riessów. Alicja Witkowska, przychodząc po śmierci męża na Cmentarz Centralny w Szczecinie, zatrzymywała się przy nagrobku tej niemieckiej rodziny - rzeźbie czterech półnagich chłopców. Przystawała przed rodzinnym grobem Riessów i zastanawiała się: o co chodzi z tymi czterema chłopcami? Dlaczego taki nagrobek? Co to za rodzina?

I zadawała sobie pytania: może w tej rodzinie wydarzyła się jakaś tragedia? Jakaś choroba? Nagrobek stał na uboczu schowany za cisami. Nie wyglądał na opuszczony. Nie był zaniedbany. Alicja Witkowska widziała, jak nieraz na Wszystkich Świętych szczecinianie zapalają na tym grobie znicze. Nagrobek intrygował ją od zawsze, ale dopiero z czasem postanowiła odkryć jego historię.

Wtedy, gdy 1 listopada 2004 roku w szczecińskiej 'Gazecie Wyborczej' ukazała się fotografia nagrobka rodziny Riessów z pytaniem do czytelników o jego historię. Dziennikarze zadali szczecinianom pytania podobne do tych, które o rzeźbę czterech chłopców zadawała sobie Alicja Witkowska: 'Kim byli, dlaczego ich tam umieszczono? Czy to echa jakiejś rodzinnej tragedii?'. Alicja Witkowska postanowiła to sprawdzić. Kiedy zainteresowała się bliżej nagrobkiem, zauważyła na jego bokach napisy: 'Walter Riess (12.8.1896 - 8.8.1940), Erna Riess (10.12.1904 - 19.01.1995)', i zaczęła poszukiwania od Erny. Chciała się dowiedzieć, czy zmarła dziewięć lat temu Erna mieszkała w Szczecinie. W urzędzie miasta w ewidencji ludności okazało się jednak, że Erna Riess po wojnie w Szczecinie nie mieszkała. Skoro po wojnie nie, to może przed wojną? Alicja Witkowska, próbując odpowiedzieć na to pytanie, poszła do Archiwum Państwowego i zajrzała do niemieckiej książki teleadresowej z 1938 roku. Alicja Witkowska: - Niemcy prowadzili w Szczecinie książki adresowe od 1858 do 1943 roku (z przerwami). W tych książkach jest spis mieszkańców według zawodów, urzędów itd. Lekarze, prawnicy. Są też spisy lokatorów poszczególnych kamienic. Szukając Erny w jednej z takich książek, znalazła... Waltera Riessa.

Na znalezienie Erny Riess były mniejsze szanse. Bo z kobietami jest w tych książkach teleadresowych gorzej. Znaleźć można panny lub wdowy. W książkach figurowali głównie mężczyźni, kobiety wpisywano wtedy, gdy mężów traciły lub z nich w życiu rezygnowały. W spisie nazwisk z 1938 roku, do którego dotarła Alicja Witkowska, zamiast Erny wpisane było nazwisko Waltera Riessa. A właściwie nawet dwóch Walterów Riessów. Walter Riess, tokarz, i Walter Riess, właściciel zakładu Plisowanie i Hafciarstwo przy Breitestrasse 85 (dzisiejsza Wyszyńskiego, niedaleko której mieszka bohaterka tekstu). Alicja Witkowska: - Pomyślałam, że rodzina tokarza niekoniecznie wystawiałaby tak okazały nagrobek, i poszłam tropem właściciela zakładu hafciarskiego.

Dziś pani Alicja nie wyciągnęłaby pewnie takiego wniosku, bo jak się z czasem dowiedziała, okazały nagrobek na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie ma np. praczka, ale wtedy intuicja dobrze jej podpowiedziała. Kiedy bowiem poszła do biblioteki szczecińskiej Książnica Pomorska zamówić mikrofilm z gazetami od 1938 roku, wszystko (prawie) stało się jasne. Skąd Alicja Witkowska wiedziała, gdzie pójść i szukać informacji? - Jestem z wykształcenia geologiem. Jak byłam autorką dokumentacji geologicznej, to musiałam nauczyć się poruszać w archiwach. 31 lat pracowałam w swoim zawodzie - wyjaśnia. Dziś wie jeszcze lepiej, jak szukać. Wyspecjalizowała się, bo od roku i czterech miesięcy szuka intensywnie. W bibliotece Książnica Pomorska spędza tyle godzin co etatowy pracownik. Wtedy, gdy poszła szukać niemieckich gazet, zależało jej, by znaleźć informację o rodzinie Riessów. Choćby nekrolog Waltera Riessa z 1940 roku. I znalazła. W jednej z gazet Erna Riess dziękowała za udział w pogrzebie męża. Dziękowała w imieniu swoim oraz ich synów: Hansa Georga, Wolfganga, Petera Jürgena oraz Udona. - Pewnie czterech małych chłopców z nagrobka - pomyślała wtedy Alicja Witkowska, ale domyślając się - słusznie, jak się potem okazało - nie poprzestała na odkrywaniu ich rodzinnej historii. W bibliotece zrobiła ksero nekrologu Waltera Riessa i udała się do administracji cmentarza.

Okazało się, że o pochówku Erny Riess na szczecińskiej nekropolii w administracji pamiętano. Alicja Witkowska: - Dowiedziałam się, że trumna Erny Riess przyjechała w 1995 roku z Berlina. Wcześniej przez wiele lat Erna Riess płaciła za miejsce na Cmentarzu Centralnym. Chciała być pochowana obok męża. Pogrzeb Erny organizował Wolfgang Riess, jej syn. Kiedy Alicja Witkowska zdobyła jego adres, wysłała mu do Niemiec (jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia) zdjęcie grobu, ksero nekrologu Waltera Riessa z niemieckiej gazety, list i życzenia świąteczne. Alicja Witkowska: - Zapytałam w liście, kto jest autorem ich rodzinnego nagrobka i jaka jest ich historia. Jeszcze przed sylwestrem do pani Alicji zadzwonił znajomy rodziny Riessów, Polak z Koszalina, który opowiedział jej, że rodzina Riessów jest poruszona listem i że chcą się spotkać. On sam nie chciał jej nic powiedzieć, polecił tylko, by przyjrzała się dokładnie głowom z nagrobka.

- Który z panów jest który? - zapytała braci Riessów, kiedy spotkali się w styczniu 2005 roku przed bramą cmentarza w Szczecinie. I wszystko stało się dla niej jasne, kiedy zobaczyła przywiezioną przez Riessów rodzinną fotografię (to ich wspólne spotkanie w 2005 roku Alicja Witkowska też chciała uwiecznić na fotografii, miała aparat, ale z wrażenia zapomniała o zdjęciu). Bo, jak opowiedzieli bracia Riessowie, od rodzinnej fotografii się zaczęło. W lipcu 1944 roku Riessowie wyjechali z czterema synami nad morze do Ahlbecku. Tam Walter Riess zachorował i sam wrócił do domu do Szczecina. W sierpniu obchodził urodziny. Erna Riess poprosiła fotografa w Ahlbecku, by zrobił chłopcom zdjęcia na plaży. Miały być dla Waltera prezentem urodzinowym. Nie zdążyła mu ich podarować, cztery dni przed swoimi 44. urodzinami Walter Riess zmarł. Alicja Witkowska: - Na białaczkę. Peter Riess, który przyjechał z Wolfgangiem na nasze spotkanie w styczniu 2005 roku, opowiadał, że miał pamiętnik matki, w którym zapisywała, na co ojciec chorował i jakie przyjmował leki.

Peter Riess (ur. 1935) jest dziś lekarzem. Mieszka i pracuje w Szwajcarii. Fotografię chłopców siedzących w 1940 roku na plaży w Ahlbecku Erna Riess zaniosła dyrektorowi szczecińskiej szkoły rękodzieła i rzemiosła artystycznego Walterowi Müllerowi (dziś szkoła przy ul. Pułaskiego), który podjął się wykonać na podstawie zdjęcia nagrobek. Matka chłopców poprosiła go, by rysy twarzy zostały zmienione, rzeźba nie miała być kopią, tylko raczej symbolem prezentu dla ojca. Alicja Witkowska: - Bracia Riessowie byli zaskoczeni, że znalazłam nekrolog w niemieckiej prasie. Żona Wolfganga Riessa powiedziała, że kiedy dotarł do nich list z Polski z odbitką ksero nekrologu, widziała męża po raz pierwszy ze łzami w oczach. Bracia Riessowie, którzy przyjechali do Szczecina na spotkanie z Erną, pamiętali z pogrzebu ojca dużo grobów dzieci wokół i kwitnące róże.

Ich rodzice nie byli długo małżeństwem - dziewięć lat. Pobrali się w 1931 roku. Erna Riess dziękowała w nekrologu uczestnikom pogrzebu, m.in. właścicielom innych zakładów pogrzebowych. Bo okazało się, że Walter Riess prowadził od lat 20. zakład hafciarski, ale po śmierci swego ojca w 1937 roku przejął zakład pogrzebowy przy Philipstrasse w Szczecinie (dziś ul. Małkowskiego). Rodzinny zakład pogrzebowy Riessów istniał od 1888 roku. Walter Riess należał do instytucji zrzeszającej właścicieli zakładów pogrzebowych. To właśnie głównie ta firma przynosiła Walterowi i Ernie Riessom dochody. Jak powiedzieli jego synowie, zakład hafciarski był tylko dodatkiem.

Po śmierci męża Erna Riess mieszkała w Szczecinie ponad dwa lata. W 1943 roku przeprowadziła się z dziećmi do szwagierki na wieś koło Harzburga (w Górach Harcu). Bała się, że jej, samotnej matce, naziści odbiorą dzieci. Alicja Witkowska: - Jak zaczęły się bombardowania, Niemcy wywozili dzieci w Koszalińskie, na tereny bezpieczniejsze. Pod Harzburgiem wybudowała malutki domek (24 m kw.) i mieszkała tam prawie do śmierci. Sama. Nie związała się do końca życia z żadnym mężczyzną. Najmłodszy z braci Riessów - Udo (ur. 1937) - był inżynierem górnictwa i drogownictwa, Wolfgang (ur. 1933) - właścicielem firmy przetwórstwa owocowo-warzywnego, Hans Georg (ur. 1932) został inżynierem górnictwa. Nie żyje najmłodszy z braci. W 1987 roku w wieku 50 lat zmarł na to samo co ojciec. W 1968 roku Hans Georg Riess przyjechał służbowo do Polski, do Poznania. Wybrał się przy okazji do Szczecina, chciał odnaleźć grób ojca. Znalazł go na Cmentarzu Centralnym po kilku godzinach błądzenia. Nagrobek był przewrócony, czterem chłopcom brakowało głów. Po wojnie tak samo wyglądały wszystkie - poza jednym - niemieckie nagrobki (z postaciami).

Erna Riess starała się w RFN o wizę do Polski, ale dwa razy jej odmówiono. Udało jej się w końcu przyjechać do Szczecina w 1973 roku z niemiecką wycieczką z Lubeki. Znalazła Polkę, żonę kamieniarza, która zobowiązała się odtworzyć nagrobek. Został poprawiony przed urodzinami Waltera Riessa w sierpniu 1975 roku. Za 2 tys. marek. W 1995 roku Erna Riess zmarła w wieku 91 lat i zgodnie z życzeniem została pochowana obok męża. Na jej grób przyjeżdżają synowie. Kiedy w 2005 roku spotkali się z Alicją Witkowską, pytali, czemu poświęciła tyle czasu na to, by odkryć ich rodzinną historię. Odpowiedziała dyplomatycznie, że na cmentarzu jest historia i niemiecka, i polska, i że miała nadzieję, iż przy okazji się czegoś dowie. Poza tym Alicję Witkowską zawsze interesowały te niemieckie napisy na nagrobkach. Jaki to był człowiek? Jak żył? Bo o tym, czym się zajmował, bardzo często Niemcy na nagrobkach pisali. Czasami też coś o czyjejś śmierci. Np. na jednym nagrobku był napis: 'Dlaczego?'. Alicja Witkowska odkryła, że to grób elektromontera, który miał śmiertelny wypadek w czasie pracy i osierocił córki. I m.in. dlatego te niemieckie nagrobki tak chwytają za serce.

Po nagrobku Riessów zaintrygował ją też jeden grób z postacią, której na Cmentarzu Centralnym nie obcięto głowy. To rzeźba kobiety trzymającej na ręku dziecko. Jak Madonna. Alicja Witkowska: - Piękny nagrobek Toni Meister (z domu Wolff) pochowanej z teściem. Zmarła ona w wieku 21 lat. Alicja Witkowska opowiedziała ostatnio jej historię wycieczce, która przyjechała na cmentarz. Pani Alicja poznała historię Toni, choć trwało to długo - zajęło jej kilka lat. W końcu w 'Życiorysach szczecinian' znalazła życiorys męża Toni i dowiedziała się, że młoda kobieta zmarła przy porodzie syna Wolfganga.

O innych dawnych szczecinianach też może sporo opowiedzieć: - Jacy ci ludzie z nagrobków byli? Zaradni. Bogaci. Właściciele gorzelni, drożdżowni, kamienic, willi. Obecnie pisze książkę (z kierowniczką Cmentarza Centralnego) o historiach z nagrobków - podjęła się dotarcia do historii 900 cmentarnych nagrobków ze szczecińskiej nekropolii. To żmudna praca, bo nie wszyscy byli w książkach teleadresowych i nie wszyscy zamieszczali nekrologi. Po kilku godzinach siedzenia na cmentarzu albo w archiwum pani Alicja przychodzi do domu i dalej myśli, gdzie szukać. Wciągnęło ją to poszukiwanie ludzi z nagrobków. Jest już na takim etapie, że odkrywa nawet koligacje między niektórymi mieszkańcami. Niektóre informacje zaczynają do niej same przychodzić. W lapidarium był nieczytelny napis na nagrobku, ale w części urnowej są zdjęcia wieczek urnowych. Jeden z pracowników Cmentarza Centralnego kolekcjonował napisy z urn (różne pasje mają ludzie). I w ten sposób udało się odkryć jedno nazwisko! Palec boży!

Alicja Witkowska pochodzi z Ostródy, mieszkała w Warszawie, lecz dziś jej miastem jest Szczecin. W 1960 roku myślała, że przyjechała do Szczecina tylko na jakiś czas, ale już stąd nie wyjechała - poznała tu swojego męża, urodziła syna. Powiedział do niej kiedyś: 'Mamo, wyszłabyś już z tego cmentarza'... Na razie to niemożliwe, bo pani Alicja zaangażowała się w swoją pracę i się z tego zadania wywiąże. - Zmuszona jestem, by tym żyć, bo się tego podjęłam. Chciałabym coś zrobić dla Szczecina. Inne miasta, jak choćby Wrocław, już dawno takie monografie cmentarne o niemieckich grobach mają opracowane. Pani Alicja żartuje, że myślała kiedyś o doktoracie i teraz, na emeryturze, robi taki trochę doktorat. Najpierw z nagrobkami było tak, że to była zwykła ludzka ciekawość, ale szybko przerodziła się w pasję. Alicja Witkowska mówi o Szczecinie tak jak Georg Hannig (jego historię też odkryła), pierwszy dyrektor Cmentarza Centralnego, który zaprojektował te wszystkie zielone cmentarne aleje i w ogóle nadał mu kształt (a potem też mu głowę obcięli): - Szczecin? Najpiękniejsze miasto na świecie.

Stowarzyszenie Nasze Wycieczki ma stronę www.naszewycieczki.pl. W 2008 przygotowało ono (we współpracy z Urzędem Miasta w Szczecinie) pierwszą trasę tematyczną 'Śladami Quistorpów' (rodziny przedsiębiorców i filantropów), a obecnie rozpoczęło cykl działań pod wspólnym tytułem 'Wilhelm Meyer dla Szczecina - Szczecin dla Wilhelma Meyera'. Wystawę o Wilhelmie Meyerze (największym architekcie przedwojennego Szczecina, który zaprojektował m.in. Wały Chrobrego, najważniejsze budynki użyteczności publicznej oraz założenie Cmentarza Centralnego) można oglądać w Muzeum Narodowym w Szczecinie do końca września.

Podziel się