http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

O miłości możliwej

Izabela Szymańska
11.08.2010 , aktualizacja: 20.08.2010 13:40
A A A Drukuj
Z czego zrezygnowałem dla Niej? Co zyskałam dzięki Niemu? - O Ewie Woydyłło i Wiktorze Osiatyńskim pisze Izabela Szymańska
Ewa Woydyłło
Fot. Natalia Osiatyńska
Ewa Woydyłło
WAZON Z KWIATAMI ZGINĄŁ WŚRÓD PAPIERÓW

Małżeństwo nieporównanie więcej mi dało, niż zabrało. Nienawidzę zajmować się nieruchomościami: kiedy mam oglądać, wybierać mieszkanie, dostaję gęsiej skórki. A już budowanie! Z kolei mój mąż to uwielbia. W samej Warszawie przeprowadzaliśmy się siedem razy, mieszkaliśmy też za granicą. Na szczęście ja się dosyć szybko adaptuję do nowych warunków, więc mogłam takie wyrzeczenia podjąć. Mamy także inne podejście do pracy. Oboje pracujemy w domu. Kiedy ja piszę, w moim pokoju gra radio, drugie w kuchni, mogę odejść od komputera, pobiegać, pojechać rowerem do sklepu po śmietanę, bo zapomniałam, a po powrocie usiąść do komputera i skończyć zdanie, które zaczęłam. A mój mąż potrzebuje się oddalić, nie tylko w sensie psychicznym, ale także fizycznym. Zawsze wynajmował jakieś mieszkania do pracy, dobudowywał piętra w domu, mamy dom na wsi. Na początku zdarzało mi się niespodziewanie wtargnąć do takiego mieszkania, ale z czasem zrozumiałam, że on potrzebuje pustelni. Jednak karkołomną tolerancją musiałam się wykazać w podejściu do traktowania przestrzeni. Mój mąż nie tylko chomikuje rzeczy, ale musi mieć wszystko na wierzchu. Zakupy - ja chowam do lodówki, on - wyjmuje, bo kiedy są schowane, nie widzi ich, więc sądzi, że ich nie ma. I tak jest ze wszystkim. Każde nasze mieszkanie ma hektary blatów i stołów. Kiedy jestem w domu sama - na stole stoi wazon z kwiatami. Kiedy mąż przyjeżdża - wazonu nie widać, bo z każdej strony obłożony jest notatkami, portfelikami, aparatami.

CO ZYSKAŁAM?

Ja, jedynaczka, egocentryczka, z domu, w którym mama dostosowywała się do mnie, mogłabym bardzo łatwo stać się dyktatorką czy osobą zdesocjalizowaną. Silna osobowość męża, wręcz wymuszająca zauważenie, że ktoś obok mnie ma swoje potrzeby, sprawiła, że te złe cechy jedynaczki zostały zepchnięte. Ciekawa jestem, co powie pani mój mąż. Nie umawialiśmy się.

WOLNOŚĆ I SAMOTNOŚĆ ODDAŁEM

Zrezygnowałem dla niej z nieskrępowanej wolności decyzji w życiu osobistym. Z upływem czasu uważam, że kobieta zawsze może zostawić mężczyznę, ale mężczyzna nie może zostawić kobiety, zwłaszcza jeśli razem się zestarzeli - to wyjątkowa podłość. U nas nie ma ku temu powodów, ale decydując się na ślub, zrezygnowałem z takiej wolności. Zrezygnowałem też z samotności, którą lubię. Ale proszę zauważyć różnicę - zrezygnowałem, ale nie utraciłem jej. Zawsze mogę wyjechać, by pisać czy kontemplować.

CO ZYSKAŁEM?

Przyjaciela. Osobę, z którą zawsze mogę i lubię rozmawiać. Moja żona jest twórcza, bogata wewnętrznie, cały czas coś robi. Ostatnio więcej siedzi przy komputerze niż ja - to ja namawiam ją, żebyśmy zjedli razem śniadanie czy wypili kawę. Nie wisi na mnie ani ja na niej. Zyskałem dzięki niej także dziecko i ojcostwo. Z początku tego nie doceniałem, ale z czasem zrozumiałem ważność tego wydarzenia.

EWA WOYDYŁŁO

psycholog i terapeutka uzależnień, autorka wielu książek. Pracuje w Ośrodku Terapii Uzależnień w Warszawie, kieruje programem antyuzależnieniowym Fundacji Batorego

WIKTOR OSIATYŃSKI

prawnik konstytucjonalista, wykładowca wielu uczelni, autor m.in. "Zrozumieć świat" - cyklu wywiadów z najwybitniejszymi uczonymi świata

Podziel się