http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Grzywka Jagi Hupało

Magdalena Grzebałkowska
09.08.2010 , aktualizacja: 05.08.2010 14:38
A A A Drukuj
Moja najstarsza siostra jest mądra, dużo się uczy. Druga jest niezwykle pracowita, czwarta piękna. Są dla mnie wyjątkowe i niedościgłe. A ja - trzecia z kolei - wyróżniam się tym, że notorycznie płaczę. Zanim powiem cokolwiek, muszę sobie popłakać
Jaga Hupało
Fot. Jan Zamoyski
Jaga Hupało
<b>Jaga Hupało</b>
- ur. 1966, jedna z najbardziej znanych fryzjerek w Polsce, kreatorka wizerunku wielu gwiazd. Szkoliła się u mistrza fryzur Edwarda Szymańskiego w Kłodzku. Pierwszy salon otworzyła w Nowej Rudzie. 
Od 2000 r. prowadzi salon
Fot. Jan Zamoyski
Jaga Hupało - ur. 1966, jedna z najbardziej znanych fryzjerek w Polsce, kreatorka wizerunku wielu gwiazd. Szkoliła się u mistrza fryzur Edwarda Szymańskiego w Kłodzku. Pierwszy salon otworzyła w Nowej Rudzie. Od 2000 r. prowadzi salon
Cięcie. Panienka ładnie układa narzędzia

Mistrz Edward Szymański: - Prowadziliśmy z żoną Adelą zakład fryzjerski w Kłodzku. Mieliśmy bardzo dużo klientek i dużo panienek chętnych do nauki zawodu. To był chyba 1983 rok, gdy przyjęliśmy na naukę pannę Janinę Schmidt z Wojborza na Dolnym Śląsku. Wyróżniała się wśród innych uczennic. Była bardzo spokojna, zrównoważona i posłuszna, wpierw myślała, potem robiła. Panienki po pracy po prostu odkładały narzędzia, ona jedyna je pięknie układała. Bywało, że przy natłoku klientek ja strzygłem, a Janina modelowała im fryzury. Czasem klientkom nie podobało się, że oddaję je w ręce uczennicy. Janina szła wtedy w kąt i płakała. Mówiłem jej: 'Nie martw się, kiedyś będziesz jedną z pierwszych'.

Cięcie. Uczucia muszą być gorące

Opowiem wam o sobie. Nazywam się Janina Teresa Schmidt, mam już 19 lat i właśnie trzymam w dłoni klucz do drzwi dawnego zakładu fryzjerskiego w Nowej Rudzie. Teraz ja będę wynajmować tę ruderę z beżowymi ścianami z perforowanej dykty. Szyję fioletowo-czarne firanki, przechodnie pytają, czy tu będzie zakład pogrzebowy. Wieszam więc w oknie na dwóch żyłkach odręcznie napisany szyld: 'Modne strzyżenie, trwała z zagranicznych płynów. Janina Teresa Schmidt'. Imię Teresa dopisuję, bo uważam, że mnie wyraża. Myślę, że dorosłam też już do Janiny. Nie nazywam siebie fryzjerką. Jeszcze nie wiem, jak się określić, na razie mówię, że zajmuję się włosami. Mój salonik nie ma ogrzewania, woda do mycia głowy siurka rurką z bojlera. Jest tu za to stary błyszczący, czarny telefon. Jak w amerykańskim filmie. Nigdzie się nie ogłaszam, ale klientki czekają w kolejkach od piątej rano. Rozeszła się wieść, że wróciła słynna Jagusia z Kłodzka, ta młoda zdolna, co lubi asymetrię i goni precz trwałą. Ale jeśli jakaś klientka życzy sobie trwałej, staram się wykonać ją jak najlepiej. Nie można być egoistą w tym zawodzie.

Kiedy powiedziałam w domu, że zamiast do studium nauczycielskiego pójdę po podstawówce do zawodówki fryzjerskiej, były krzyki. Fryzjer?! Oszalałaś, dziecko! Lekarz, prawnik, nauczyciel - to są zawody. Zawodówka fryzjerska to obciach, a w Kłodzku nie ma technikum! - Nie poradzisz sobie, Jagusiu - mówiła mama - jesteś taka słaba, ty nic nie potrafisz. Bordowo-czarny salon mistrza Szymańskiego, zapach zagranicznych płynów, które przywoził z pokazów w Paryżu, jego opowieści przenosiły mnie do innego świata, gdzie są modelki, a moda jest sztuką i jest pięknie. Tam byłam naprawdę szczęśliwa. Ceną za to były bezmyślne koleżanki w szkole fryzjerskiej, obojętni nauczyciele, brak nauki. W salonie mistrza zamiatałam włosy, myłam głowy i podglądałam jego pracę. Skóra na dłoniach pękała mi od płynów do trwałej i farby do włosów, więc musiałam skończyć z lekcjami pianina. Pierwszą klientkę, moją koleżankę, obcięłam po dwóch miesiącach. Miałam elastyczne palce dzięki czterem latom gry na pianinie. Mistrzowi Szymańskiemu spodobała się moja praca. Zostałam jego osobistą asystentką. Okazało się, że nic mnie nie męczy, nogi nie puchną od stania, nie brakuje sił do przenoszenia ciężarów i od razu wiem, jak klientka powinna wyglądać. Znieczuliło mnie zadowolenie. Po trzech latach przeniosłam się z mistrzem do Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie otworzył swój nowy zakład. Pół roku później poczułam jednak, że muszę wrócić i zacząć robić coś innego, że jest mi już za łatwo, że emocje mam chłodne, a po to, żeby tworzyć, muszą być gorące.

Wtedy właśnie znalazłam swoje miejsce w Nowej Rudzie.

Nowa Ruda to fenomen w komunistycznym państwie. Bogate żony górników robią zakupy w specjalnych sklepach, jeżdżą taksówkami bawić się w mężami do Polanicy, ubierają się modnie i czeszą u mnie. W mieście powstaje na krótko Królewska Szkoła Sztuk Pięknych, którą otwiera jakiś Hiszpan, zjeżdżają artyści. Przesiadują u mnie w pracowni, w nowym już lokalu, bliżej centrum. Mam poczucie wyrwy edukacyjnej, jaką zrobiła we mnie zawodówka. Uczę się więc prywatnie angielskiego i niemieckiego, czytam szkolne lektury i książki z psychologii, próbuję sił w studium biurowo-ekonomicznym, robię uprawnienia mistrzowskie w zawodzie fryzjera. Po pracy chodzę tańczyć do dyskoteki albo na wieczory poetyckie i teatralne. Mam wujka w Londynie, czasem wyjeżdżam do niego, chodzę tam na seminaria i szkolenia zawodowe, szkicuję i tropię nowości modowe. Mam chłopca. Kochamy się bardzo, mieszkamy razem w Nowej Rudzie. Też stał się fryzjerem, chodzimy razem na kurs szycia, słuchamy dużo muzyki. Ale potem płonie nasze mieszkanie, kolekcja płyt stapia się w czarną kulę, chłopak zrywa ze mną w moje urodziny. Kolega psycholog, który pracuje z uzależnionymi, przychodzi do mojej pracowni i zwraca uwagę, że pracuję od ósmej rano do czwartej w nocy. Nocami obsługuję klientki, które przyjeżdżają z Warszawy lub Opola i nie mają do rana pociągu powrotnego. Nie chcę jeść, spać, nie chcę myśleć o utraconej miłości.

Psycholog mówi któregoś dnia: - Pakuj plecak, jutro jedziemy na obóz z dziećmi alkoholików do Augustowa. Tam odpoczniesz.

Wracam z obozu pociągiem, obok mnie koleżanka - psycholog i poetka, która pracowała w Augustowie z dziećmi, a o piątej rano zrywała się na jogę. Ona mnie nagle pyta: - Co ty byś chciała robić w życiu, ale tak naprawdę? - Modę, pokazy, wielkie wydarzenia - odpowiadam. Jestem zaskoczona tym, co mówię, ponieważ wcześniej sobie tego nie uświadamiałam.

- A ja marzę, żeby pisać książki. Ta koleżanka to Olga Tokarczuk.

Cięcie. Dwie dziewczyny z prowincji

Olga Tokarczuk: - O, tak, pamiętam tę podróż. To musiał być 1991 albo 1992 rok, jeszcze przed moim debiutem. Dziwny moment, jakbyśmy wypowiedziały, dwie młode dziewczyny z prowincji, swoje marzenia we właściwej chwili i we właściwym miejscu (gdzieś koło Białegostoku, pamiętam, że widziałam kopuły cerkwi). Bardzo się polubiłyśmy. Jeździłam do niej często do Nowej Rudy, wystrzygała mi piękne fryzury. Ale jeździłam do niej nawet nie po te fryzury, tylko żeby trochę z nią pobyć, pogadać. Gdziekolwiek się znalazła, zawsze wokół był specyficzny świat. To były bardzo przaśne czasy - Nowa Ruda, Wałbrzych, a nawet Kłodzko wydawały się leżeć gdzieś na krawędzi świata. Było tak strasznie brzydko wokół, tandetnie, mrocznie. Przejazd z Wałbrzycha (do którego zawitałam kilka lat wcześniej) do Nowej Rudy był estetycznie bolesny. Ściskało się gardło wobec tej kruchości i brzydoty materii. Jaga umiała w tej marności stworzyć enklawy porządku, spokoju i harmonii. Zawsze ciągnęli do niej ludzie, bo ona, zajmując się ich włosami, w istocie zajmowała się nimi samymi, ich psychiką. To bardzo dziwne, ale tak właśnie jest - prawdziwy dobry fryzjer przywraca zaburzoną harmonię psychiki i ciała, sprawia, że się akceptujemy i na powrót integrujemy wewnętrznie. Jaga, myślę, zawsze tak to rozumiała.

Cięcie. Dziennikarze biegną, flesze strzelają

Opowiem wam o sobie. Nazywam się Jaga Hupało i mam 27 lat. W Nowej Rudzie, z pomocą przyjaciół, wraz z moją siostrą Anną przygotowujemy się do pierwszego w naszym życiu pokazu na festiwalu sztuki fryzjerskiej w Poznaniu. Kolega robi dla mnie choreografię, makijaż - artyści z Akademii Sztuk Pięknych, znajoma z Niemiec szyje białe sukienki z winylu i przezroczystej folii, wynajmujemy z dyskoteki aparat do robienia mgły i lampę stroboskopową, pożyczonymi samochodami ruszamy w drogę. Hala Areny w Poznaniu, gdzie ma się odbyć pokaz, rozczarowuje mnie. Wyobrażałam sobie, że festiwal będzie w jakimś teatrze. Przecież to sztuka! Oświetleniowcy są zmęczeni, ekipy zagraniczne obsługiwane jako pierwsze. Kiedy rusza pokaz, wokół wybiegu jest niemal pusto. Modelki wyłaniają się z mgły, mają proste, geometryczne fryzury w różnych kolorach, potem wychodzą w wielkich kokach. Nagle widzę, jak z całej hali zaczynają biec dziennikarze, błyskają z daleka flesze, trudno im się dopchać do wybiegu. Sukces! Zaraz po pokazie udzielam kilkunastu wywiadów, dostaję zaproszenia na szkolenia i pokazy, otrzymuję propozycję współpracy z magazynem 'Elle'. Podczas pierwszej sesji w 1994 roku czeszę dla nich modelkę Agnieszkę Maciąg. Sesję podpisuję imieniem Jaga. Janina Teresa ma dla mnie pracować, Jaga zostaje artystką.

Męża poznaję w dyskotece. Siostra chce tańczyć, ja siadam w kącie z książką na kolanach. Człowieka, który mnie zaczepia, znam z pracowni. Ma piękne, ciemne włosy. Podobają mi się jego oczy, takie będzie miała nasza córka Ania. Wydaje mi się, że jak ktoś ładnie wygląda i dobrze tańczy, będzie zgranym partnerem w życiu. Zakochujemy się, jestem pewna, że na wieczność. Wychodzę za mąż. Chciałabym zachować nazwisko panieńskie, ale urzędniczki przez pomyłkę wpisują mi do aktu nazwisko męża - Hupało. To cudowny człowiek. Ale ja pakuję walizki, chcę jechać na sesję mody do Warszawy, a on marzy o kolacji i siedzeniu w domu. Ja biegiem, on stop. Jest przy mnie bezradny, ale nie ma nic poza mną, skończył technikum górnicze i nie pracuje. Ja chcę jeździć do domu Olgi Tokarczuk, rozmawiać z jej przyjaciółmi, on się wśród nich źle czuje, onieśmielają go. Kilka lat po ślubie wyprowadzam się z domu z naszą córką Anią. Później wezmę rozwód.

Mam dwa życia. W tygodniu jestem z Anią w Warszawie. Wynajmujemy mieszkania. W jednym zostaję okradziona, z drugiego uciekam przed karaluchami i pijakiem, który śpi na wycieraczce. Biegam na sesje, kreuję wizerunek gwiazd muzycznych i filmowych, poznaję świat reklamy, szkolę fryzjerów, organizuję pokazy, biorę udział w projektach operowych, teatralnych i filmowych, to dla mnie spełnienie. W piątek wsiadam do auta i za pięć godzin jestem w Kłodzku, zatrzymuję się u siostry. Anię prowadzę do taty i biegnę do pracy - mam dwa salony fryzjerskie w mieście, które pomagają mi prowadzić brat z siostrą. Jestem słaba, zmęczona, sprzedaję jeden salon, praca w drugim mnie nuży, nie inspiruje. W Warszawie czuję się dobrze. Polski świat mody dopiero się staje, wszyscy wokół mnie są tacy jak ja. Podobnie czują, podobnie myślą, nikt nie uważa tego, co robię, za dziwaczne lub nieważne. - Jagusiu, zostaw tę Warszawę - mama się martwi - zobacz, tyle osiągnęłaś, chcesz teraz wszystko zniszczyć?

Ostatniego dnia sierpnia budzę się rano w mieszkaniu siostry i wsłuchuję w swoje ciało. Wstaję, zaczynam pakować walizki, ubieram córkę i wsiadamy do samochodu. Ania ma siedem lat, znalazłam jej szkołę w Kłodzku i Warszawie, muszę podjąć decyzję, gdzie jutro rozpocznie nowy rok szkolny. Od wielu tygodni wsłuchuję się w głos intuicji, która ma mi podpowiedzieć, gdzie powinnam osiąść. Następnego dnia Ania idzie do pierwszej klasy w Milanówku pod Warszawą, gdzie wynajęłam mieszkanie. Jest we mnie mnóstwo strachu.

Cięcie. Od razu wyczuwa nastrój

Ewa Sarnowicz, szefowa działu urody w 'Twoim Stylu': - Pojawiła się w Warszawie wystraszona, niepewna siebie, martwiła się o Anię, którą wyrwała z korzeniami z Kłodzka. Ale była w niej jednocześnie ogromna siła, pracowała od rana do nocy. Ludzie często jej nie rozumieją, idą do niej, płacą kilkaset złotych za wizytę i są rozczarowani, że to zwykły bob, a myśleli, że będzie nie wiadomo co. A do niej nie idzie się jak do fryzjera, tylko jak do terapeuty. Od razu wyczuwa nastrój klienta. Po urodzeniu dziecka miałam depresję, nikomu o tym nie mówiłam, robiłam dziarską minę. Usiadłam u Jagi w fotelu, spojrzała na mnie i od razu wiedziała, że nie jest ze mną dobrze. Ścięła mnie na krótko, pomogło. Są tacy fryzjerzy sesyjni, którzy wykonają każde zadanie, które przed nimi postawię, inni wnoszą coś swojego, ale Jaga musi mieć możliwość tworzenia podczas sesji swojej wizji. Inaczej nie podejmie się zadania. Obserwuję fryzurę Jagi. Jeśli ma krótką grzywkę, wszystko jest dobrze. Jak zaczyna zapuszczać, w jej życiu zaczyna być źle. Na szczęście ostatnio trochę ją skróciła.

Cięcie. Hair designer to ja

Podziel się