http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Prezydentowa i jej mąż

Bartosz T. Wieliński
27.07.2010 , aktualizacja: 22.07.2010 16:37
A A A Drukuj
Świeżo zaprzysiężony prezydent Niemiec Christian Wulff i jego żona Bettina na progu pałacu prezydenckiego, 2 lipca 2010 r. Fot. Wolfgang Rattay/REUTERS Świeżo zaprzysiężony prezydent Niemiec Christian Wulff i jego żona Bettina na progu pałacu prezydenckiego, 2 lipca 2010 r.
Nowa pierwsza dama Niemiec jest młodą rozwódką, słucha hard rocka, a na ramieniu ma tatuaż. Czegoś takiego za Odrą jeszcze nie było
Niemcy są w stanie wybaczyć jej rozwód i dziecko z innego małżeństwa, ale już drugi tydzień nie przestają pytać, czy to przystoi, by pierwsza dama była wytatuowana
Fot. REETZ/STAR PRESS/SIPA/East News
Niemcy są w stanie wybaczyć jej rozwód i dziecko z innego małżeństwa, ale już drugi tydzień nie przestają pytać, czy to przystoi, by pierwsza dama była wytatuowana
ZOBACZ TAKŻE
OBettinie Wulff zrobiło się w Niemczech głośno, jeszcze nim jej mąż Christian został prezydentem. Na łamach kolorowej prasy pojawiała się regularnie. 'To najpiękniejsza żona polityka w Niemczech' - pisał dwa lata temu największy niemiecki tabloid 'Bild'. Gdy trzy tygodnie temu została prezydentową, obwieścił, że wysoka (180 cm wzrostu) blondynka 'przyciąga wzrok'. O pierwszej damie nawet 'Bildowi' nie wypada wszak napisać, że jest seksowna.

Bettina Wulff ustanowiła już kilka precedensów. W historii Niemiec nie było jeszcze pierwszej damy celebrytki. Przeglądam zeszłoroczne numery 'Bunte', najpoczytniejszego kobiecego czasopisma za Odrą. Pani Wulff pozuje fotografom w drogiej kreacji na czerwonym dywanie tuż przed jakimś berlińskim balem albo w dżinsach podczas zakupów. Zdjęciom towarzyszy krótka recenzja stroju czy makijażu. Zawsze przychylna z akcentem na to, że piękna pani Wulff ubiera się ze smakiem, ale bez ekstrawagancji. Nic dziwnego, zanim została pierwszą damą, była żoną premiera trzeciego co do wielkości niemieckiego landu. Musiała nieustannie uważać, by czymś nie podpaść jego wyborcom.

Żony dotychczasowych prezydentów były zwykle cieniem swoich mężów. Wystąpień publicznych uczyły się na gorąco, a nad ich kontaktami z mediami czuwał sztab doradców. Bettina Wulff ich nie potrzebuje, bo sama jest doświadczonym PR-owcem. Zanim została pierwszą damą, pracowała w dziale PR sieci supermarketów kosmetycznych Rossmann. Pisała tam m.in. teksty do wydawanej przez koncern darmowej gazetki reklamowej. Ostatni wysłała do druku tuż przed wyborem jej męża. To wywiad z nową gwiazdą telewizji ARD Peterem Hahne. O kosmetykach.

Nigdy jeszcze pierwsza dama nie była tak młoda. Pani Wulff ma 36 lat. Jej mąż, notabene najmłodszy prezydent w historii RFN - 51. Do tej pory w prezydenckiej rezydencji mieszkały małżeństwa mniej więcej 60-latków. Na dodatek teraz do berlińskiego pałacu Bellevue wprowadzili się rodzice z małymi dziećmi - siedmioletnim Leandrem i dwuletnim Linusem.

Wulff jest pierwszym niemieckim prezydentem po rozwodzie. Nie było też pierwszej damy rozwódki - Leander jest synem Bettiny z pierwszego małżeństwa. - To nowoczesna, łatana rodzina - mówią komentatorzy. Nad upadkiem wartości nikt nie ubolewa. Poznali się w Afryce w 2006 r. Wulff, który od trzech lat rządził Dolną Saksonią, z delegacją miejscowych biznesmenów poleciał do RPA. W delegacji była też Bettina. Nosiła panieńskie nazwisko Körner i pracowała jako PR-owiec dla produkującego opony koncernu Continental. Prasa pisze, że coś między nimi wówczas zaiskrzyło. Przyszły prezydent mawiał potem, że Afryka zmieniła jego życie.

Bettina kilka lat wcześniej rozstała się z pośrednikiem w handlu nieruchomościami i samotnie wychowała dziecko. W Niemczech takich samotnych matek jest półtora miliona. Za Odrą, a w szczególności na zachodzie, nie ma całodziennych przedszkoli ani szkół, w których matki mogłyby zostawić dzieci i jechać do pracy. Wiele żyje więc z zasiłków, bo nie udaje im się połączyć pracy z wychowywaniem dzieci. Konserwatywne niemieckie społeczeństwo traktuje je jak ludzi drugiej kategorii. Ona jednak się zaparła i poszła do pracy na pół etatu. Uparta podobno była zawsze. Wychowała się w Großburgwedel, 10-tys. miasteczku pod Hanowerem. Ojciec pracował w banku, matka prowadziła dom. Twarda babka - wspominają na łamach 'Sterna' jej szkolni koledzy. Była przewodniczącą klasowego samorządu i potrafiła wykłócać się o swoje z nauczycielami. Grała w koszykówkę, śpiewała w chórze (bardzo dobrze oceniano jej sopran) i udzielała się w teatrze. Koledzy mówili o niej per 'Brigitte Nielsen' - porównując ją do żony Sylvestra Stallone i obiektu westchnień nastolatków na początku lat 80.

W wieku 18 lat wyjechała na studia do Hanoweru, a potem do Monachium. Podobno chciała poświęcić się teologii i być może zostać pastorem, w końcu zdecydowała się na media. - Kiedyś trzeba było wyjechać ze wsi - opowiadała dziennikarzom.

Już kilka miesięcy po powrocie z RPA premier Wulff przedstawił ją na salonach Hanoweru jako swoją dziewczynę.

Wówczas wyszło na jaw, że Wulff od dłuższego czasu planował rozwód z żoną Christiane, z którą ma córkę. - Mieszkamy osobno. Nie wychodzi nam. Ja żyję polityką, ona swoimi sprawami - przyznawał dziennikarzom. I rozpływał się nad nową partnerką. - Bettina jest cool - mówił. Kilkanaście miesięcy później okazało się, że Bettina jest w ciąży. Ślub brali w tajemnicy przed mediami zaledwie kilka tygodni przed narodzinami Linusa. Ceremonię w luksusowym hotelu pod Hameln prowadził urzędnik z pobliskiej gminy, bo Wulff jako katolik nie mógł wziąć powtórnie kościelnego ślubu.

Choć należy do konserwatywnego skrzydła w niemieckiej chadecji, ba, wywodzi się z Osnabrück, najbardziej religijnego regionu Niemiec, to porzucenia żony nikt mu nie wypomina. Niemcy chyba już przywykli do tego, że ich politycy, zbliżając się do pięćdziesiątki, porzucają dotychczasowe żony i szukają młodszych partnerek. Dawny socjaldemokratyczny kanclerz Gerhard Schröder rozwodził się trzykrotnie, szef MSZ Joschka Fischer - czterokrotnie. Jeszcze 20 lat temu, gdy na jaw wyszedł romans ówczesnego ministra finansów Theo Weigla z mistrzynią narciarską Irene Epple, wybuchł tak duży skandal, że pogrzebał polityczne plany Weigla. A Wulff niedługo po rozwodzie w cuglach wygrał wybory. Czy to Niemcy stali się mniej pruderyjni? Czy zadziałał urok jego nowej żony, która na dodatek wiedziała, jak go dozować?

Bettina zmieniła swojego męża. W niemieckiej polityce miał zawsze mocną pozycję (w chadecji zaczynał jako licealista), ale komentatorzy mówili o nim, że jest biedermannem, czyli poczciwiną, wręcz pierdołą. Nowa żona napełniła go energią.

- Zrobił się bardziej elegancki. Zaczął też rozmawiać z ludźmi w bardziej żywy sposób. Zaczęło mu na nich zależeć. Ona zaś ma charakter alpinistki. Chce się piąć wyżej i wyżej. Na imprezach Bettina chce poznać każdego - opowiadają niemieckim dziennikarzom znajomi państwa Wulffów. Złośliwi twierdzą, że o jej charakterze najwięcej mówi jej tatuaż (rok temu niespodziewanie pokazała go podczas bankietu). Czarne linie na jej prawym ramieniu mają splatać się w symbol oznaczający osobę, która uparcie dąży do celu. Prasa sugeruje zresztą, że to ambicja Bettiny pchnęła Wulffa do walki o najwyższy urząd w państwie.

1 czerwca po południu Bettina myślami była już na koncercie ulubionych Scorpionsów (Christian słucha muzyki poważnej, ona woli hard rocka), a okazało się, że zamiast tego musi jechać do Berlina. Kanclerz Angela Merkel zaprosiła jej męża na rozmowę w cztery oczy. Chodziło o przejęcie schedy po prezydencie Horście Köhlerze, który dzień wcześniej niespodziewanie zrezygnował ze stanowiska. Pani kanclerz, najpotężniejsza kobieta Niemiec, widziała na jego miejscu właśnie premiera Dolnej Saksonii. Wulffa czekała noc pełna trudnych przemyśleń. Komentatorzy wróżyli mu długą karierę. Mówiono, że prędzej czy później zastąpi coraz bardziej krytykowaną Angelę Merkel. Było jasne, że żelazna kanclerz nie odda łatwo władzy, ale Wulff był jedynym politykiem CDU, który mógł jej zaszkodzić. Tymczasem w Niemczech prezydentura to ukoronowanie kariery. Oznacza życie w pięknym pałacu i nieustannym błysku fleszy, ale też minimalny wpływ na życie polityczne. Dlaczego więc młody polityk z tak dobrymi perspektywami zdecydował się zostać głową państwa? Czy decyzji nie podjął aby pod wpływem ambitnej żony lubiącej być w centrum zainteresowania?

Tak czy owak Niemcy są zadowoleni z nowej prezydenckiej pary. Z sondaży wynika, że większości podoba się to, iż w Bellevue wreszcie urzędują młodzi ludzie. Jedyne kontrowersje wzbudza jej tatuaż. Konserwatywni komentatorzy są w stanie wybaczyć jej rozwód i dziecko z innego małżeństwa, ale już drugi tydzień nie przestają pytać, czy to przystoi, by pierwsza dama była wytatuowana. Tydzień temu jej mąż pojechał z pierwszą wizytą do Paryża. Żony ze sobą nie wziął, więc Bettina nie poznała Carli Bruni, żony Nicolasa Sarkozy'ego. Tymczasem prasa za Odrą zaczyna obydwie ze sobą porównywać, a o pani Wulff pisze nawet, że to niemiecka Michelle Obama. 'Są z tego samego pokolenia. Młode, dobrze wykształcone i wiedzą, czego chcą' - podsumowuje 'Rheinische Post'

Niemcy liczą na to, że skoro pierwsza dama wprowadza do pałacu Bellevue tyle świeżości, to powinna też zmienić ten konserwatywny kraj. Na przykład uwrażliwiać Niemców na problemy samotnych matek. Wspierać je, promować zakładanie w kraju nowych żłobków i przedszkoli. Albo w ogóle promować macierzyństwo. Niemcy w końcu od 30 lat borykają się z ujemnym przyrostem naturalnym. Jeśli Niemki nie zaczną wreszcie rodzić dzieci, kraj za kilkadziesiąt lat zacznie wymierać.

Mogłaby też promować zdrowy tryb życia. Zanim została prezydentową, uwielbiała jeździć na rowerze (ciągle tak odprowadza najstarszego syna do szkoły) i biegać w maratonach. Może też jak poprzedniczki zająć się walką z nieuleczalnymi chorobami, wsparciem dla niepełnosprawnych czy pomocą dla Afryki.

Pytanie tylko, jak przyjmie ją Berlin. Prasa pisze, że stolica to basen pełen rekinów. Przypomina przy tym, że wielu polityków z prowincji boleśnie się o tym przekonało. - Na razie jest bardzo powściągliwa, jakby bała się zrobić fałszywy krok. To dobrze rokuje na przyszłość. Można mieć nadzieję, że rozmowy na temat jej roli jako pierwszej damy nie będą się ograniczać tylko do kwestii mody - podsumowuje nową pierwszą damę 'Die Welt'.

Podziel się