http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Manikiurzystka

Joanna Sokolińska
19.07.2010 , aktualizacja: 15.07.2010 16:05
A A A Drukuj
Panna z dzieckiem. Mieszka u taty, nie pracuje, wychowuje małą. Po rozstaniu z narkomanem Mariuszem ma przygodne związki, nic poważnego, nic rokującego - reportaż Joanny Sokolińskiej
Kto spędza z dzieckiem osiem do dziesięciu godzin dziennie pięć razy w tygodniu? Niania i kot.
Fot. Tim Tadder Tim Tadder/Corbis
Kto spędza z dzieckiem osiem do dziesięciu godzin dziennie pięć razy w tygodniu? Niania i kot.
ZOBACZ TAKŻE
Pani Justyna. 30 lat, włosy kasztanowe w naturalnym kolorze. Bezbarwny lakier na paznokciach, żadnych tipsów, zero makijażu. Elegancki uniform służbowy i styl bycia urzędniczki średniego szczebla dużego banku. Pracuje jako manikiurzystka w luksusowym warszawskim salonie piękności. Elegancka, dyskretna, żadnego spoufalania się z klientkami, żadnego: 'Ja jej na to, a ona do mnie, pani sobie wyobraża?!', żadnego: 'Kurde, ale ja dziś dzień miałam'. Anioł nie kobieta, po prostu. Po roku regularnego piłowania mimochodem wspomina, że ma córkę.

- Córkę? Ach, te dzieci! Mój ostatnio zapytał: 'Mama, a po co życie?'. A panina córka też trudne pytania zadaje? Bo wie pani, ja je zbieram.

- Coś było ostatnio... A, już wiem! Przeglądałam kalendarz, bo we wrześniu wychodzę za mąż i chciałam sprawdzić cykl, czy przypadkiem mi miesiączka akurat wtedy nie wypadnie, a Paulinka patrzy i mówi: 'Cooo, spóźnia ci się?' - no dosłownie takim tonem! Jak kumpela!

- A co pani na to?

- 'Nie - powiedziałam - nie spóźnia mi się'. Ona ma dziesięć lat!

- Ale po ślubie będzie pani pracowała, prawda?

- Będę, ale nie tutaj. Wyjeżdżamy z narzeczonym. Chcemy kupić domek pod Włocławkiem.

- Pod Włocławkiem?!

- Wie pani, jakie tu są ceny? A tam znaleźliśmy śliczny domek z działeczką, z ogródkiem. Paulinka będzie miała blisko do szkoły.

- A wychodzi pani za mąż za tatę Pauliny?

- Nie, Boże uchowaj.

Justyna, 21 lat, absolwentka zawodowej szkoły handlowej, trzpiotka. Mieszka na Pradze z tatą, kierownikiem działu w fabryce Mazowszanki. Pracuje z mamą w spożywczaku w warszawskim Śródmieściu, spotyka się z uroczym chłopakiem - kino, randka w parku, takie rzeczy. W mięsnym vis-a-vis pracuje Mariusz. Kilka lat starszy, bezczelny, z tatuażami. Ona u niego kupuje cielęcinę, on wpada do niej po bułki, browar i chipsy. I co ją widzi, to zaczepia.

- No i, jak to się mówi, od nienawiści przeszło do miłości. W końcu się z nim umówiłam. Z ciekawości. Myślałam: raz się spotkamy, co mi szkodzi, kawka, herbatka, potem da mi święty spokój. Ale jak się spotkaliśmy po pracy, to do domu dopiero nad ranem wróciłam. Nie mogliśmy się nagadać. On był inny niż wszyscy, których do tej pory znałam. Wszyscy mnie przestrzegali, żebym dała sobie spokój, ale ja byłam jak urzeczona. Tamtego chłopaka odprawiłam, a to był złoty człowiek, i tylko Mariusz się dla mnie liczył. Boże, jaka ja głupia byłam.

- Dlaczego panią przestrzegali?

- On chuligan był. Towarzystwo miał szemrane, jakieś ciemne sprawy. Wszyscy to od razu widzieli, tylko ja nie.

- I?

- Zaraz jak się poznaliśmy, to on powiedział, że ja będę jego żoną i będziemy mieli córkę Paulinkę. I właściwie on mi to dziecko zrobił, jak chciał. Jak się zorientowałam, że jestem w ciąży, przyleciałam do niego wściekła.

- Wściekła?

- No tak. Bo ja dziecka wtedy nie planowałam. I byłam coraz bardziej wściekła, że ja nie planowałam, a on się cieszy.

- Rodzice co na to?

Zobacz więcej na temat:

Podziel się