Jest rok 1949. W kafeterii szpitala znanego nowojorskiego Uniwersytetu Columbia grupa studentów w towarzystwie ulubionej pani profesor od anestezjologii Virginii Apgar je śniadanie i żywo dyskutuje. - Warto by coś wymyślić, co pomogłoby nam oceniać stan noworodków zaraz po urodzeniu, bo dziś trochę się w tym gubimy - mówi jeden z młodych adeptów medycyny. - Ależ to dziecinnie proste! - odpowiada błyskawicznie Virginia Apgar. - Należy to zrobić w następujący sposób - pani profesor chwyta najbliższą dostępną kartkę papieru i szybko wypisuje na niej pięć punktów:
1. czynność serca,
2. oddech,
3. napięcie mięśni,
4. odruchy na drażnienie,
5. zabarwienie skóry.
Studenci nie mają czasu, by zareagować, gdyż Virginia zrywa się na równe nogi i z kartką w dłoni biegnie wprost do położników, by dopytać, co sądzą o jej pomyśle. Tak wyglądały narodziny słynnej skali Apgar służącej do oceny stanu zdrowia noworodków. Oceny, którą do dziś obowiązkowo przeprowadza się w każdym szpitalu położniczym na świecie. Można by rzec, że każde dziecko, które rodzi się w asyście lekarza czy położnej, jest wciąż oglądane oczami Virginii Apgar. Bohaterka tego tekstu wymyśliła swoją skalę, mając 40 lat. A co działo się z nią wcześniej?
Cztery tysiące dolarów długu
Przychodzi na świat 7 czerwca 1909 roku w Westfield w stanie New Jersey jako najmłodsza z trójki dzieci agenta ubezpieczeniowego Charlesa E. Apgara i Helen May Apgar. Od dziecka mówi z szybkością karabinu maszynowego. Ta cecha pozostanie jej do końca życia. Porusza się tak szybko, że nikt nie jest w stanie za nią nadążyć. W college'u stanowi podporę aż siedmiu sportowych drużyn, jest reporterem szkolnej gazetki, gra w szkolnym teatrze i na skrzypcach w orkiestrze. Doskonale się uczy i jeszcze znajduje czas, by imać się różnych zarobkowych zajęć (jednym z nich jest łapanie kotów do celów laboratoryjnych). W wieku 20 lat robi dyplom z zoologii i idzie na medycynę na nowojorską Columbię. Jest jedną z dziewięciu kobiet w gronie 90 studentów. Studia zaczyna w szczególnym momencie. 24 października 1929 roku ceny akcji na Wall Street spadają na łeb na szyję, zaczyna się Wielki Kryzys. Młoda studentka zdaje sobie sprawę, że bez wsparcia z zewnątrz nie ma szans na kontynuowanie nauki. Zamożny przyjaciel rodziny wspaniałomyślnie udziela jej pożyczki. W 1933 roku Virginia kończy (na czwartej pozycji) studia z długiem wynoszącym równo 4 tys. dolarów. Astronomiczna suma jak na samotną młodą kobietę marzącą o tym, by zostać chirurgiem.
Chirurgia - to nie dla kobiety
Świetna lokata na studiach ułatwia Virginii zdobycie prestiżowego dwuletniego stażu w Presbyterian Hospital na macierzystej Columbii. Cel stażu to zdobycie uprawnień chirurga. Wszystko idzie świetnie aż do momentu, kiedy to jeden z operowanych przez nią pacjentów niespodziewanie umiera. Śmierć jest tym bardziej zagadkowa, że stosunkowo prosty zabieg się udał. Ale wkrótce potem stan chorego szybko się pogarsza. Virginia zaczyna podejrzewać, że przez nieuwagę naruszyła pewne niewielkie, acz ważne naczynie krwionośne. Uzyskanie zgody na sekcję w takiej sytuacji nie wchodzi w grę. Virginia decyduje się więc na samowolne wejście do kostnicy i własnoręczne przeprowadzenie badania. Przypuszczenia się potwierdzają - chory wykrwawił się na skutek jej błędu. Apgar natychmiast powiadamia ordynatora oddziału chirurgii dr. Allena Whipple'a. - To się może zdarzyć każdemu. Taka jest cena medycyny - uspokaja ją szef. Kolejne miesiące stażu nie przynoszą już podobnie przykrych niespodzianek, ale przyszłość i tak nie rysuje się różowo. Dr Whipple namawia Virginię, by porzuciła myśl o chirurgii. - To zajęcie nie dla kobiety, szczególnie w tych czasach. A ty przecież masz spore długi - przekonuje. Whipple wie, o czym mówi. W czasach Wielkiego Kryzysu nawet dobrzy chirurdzy mężczyźni mają wyraźnie niższe dochody, a co dopiero mówić o kobietach. Żadna z jego wcześniejszych protegowanych nie odnosi w chirurgii finansowego sukcesu. - Powinnaś się zająć anestezjologią - twierdzi Whipple. - Ta dziedzina medycyny będzie się rozwijać i tam ze swymi zdolnościami zrobisz karierę - argumentuje.
Poszło nieźle, ale chory się nie obudził
Anestezjologia sprzed 80 lat niewiele przypomina tę dzisiejszą. Królują w niej wciąż eter i chloroform. Ówcześni chirurdzy zdają sobie jednak sprawę, że powodzenie coraz dłuższych i bardziej skomplikowanych operacji zależy nie tylko od ich sprawnych dłoni i odwagi, ale też od odpowiedniego uśpienia pacjenta i dbania, by jego serce i płuca w czasie zabiegu pracowały prawidłowo. Anestezjologia przez lata jest domeną pielęgniarek, nie lekarzy. Jednak w miarę postępu nauki, a szczególnie fizjologii i farmakologii, coraz bardziej rośnie zapotrzebowanie na tych drugich. Virginia Apgar wstrzela się w ten czas, aczkolwiek znalezienie miejsca, gdzie dałoby się zdobyć odpowiednie umiejętności, nie jest łatwe. W połowie lat 30. w całych Stanach odbywa się raptem 13 kursów dla anestezjologów, z czego zaledwie dwa oferują jakiekolwiek wynagrodzenie.
Virginia chowa dyplom lekarski do kieszeni i odczekuje rok, pracując na stanowisku pielęgniarki anestezjologicznej w Presbyterian Hospital. Jej upór jednak procentuje - pod koniec 1936 roku jedzie do Medison na Uniwersytet Wisconsin, gdzie pod okiem dr. Ralpha Watersa będzie zdobywać szlify w nowym trudnym fachu. Początki nie są łatwe. 'Uśpiłam pierwszego pacjenta. Poszło nieźle, ale chory się nie obudził. Dziś też przerażający moment, pacjent o mały włos nie umarł' - notuje w dzienniczku 28-letnia stażystka. Pobyt w Medison znosi źle. W ciągu sześciu miesięcy przeprowadza się trzykrotnie. W swoich zapiskach daje też upust złości, iż jako lekarka ma co prawda prawo uczestniczyć w naukowym spotkaniu ('Całkiem ciekawe'), ale po nim na wspólną kolację mogą się udać wyłącznie mężczyźni. Jej, z racji płci, nikt nie zaprasza.
Anestezjolog też człowiek
Z głową nabitą wiadomościami dr Apgar wraca na nowojorską Columbię i obejmuje stanowisko dyrektora ds. anestezjologii w Presbyterian Hospital. Jest pełna entuzjazmu, ale szybko się przekonuje, że czeka ją praca ponad siły, a na dodatek wieczne utarczki z dyrekcją szpitala i z kolegami. Zaczyna wykłócać się o nowe etaty dla anestezjologów. Liczba operacji przeprowadzanych w Presbyterian sięga 5 tys. rocznie i do każdej potrzebny jest ktoś do usypiania i pilnowania funkcji życiowych pacjentów. Szefowie doceniają wysokie kwalifikacje Virginii, jednak upierają się, że do pomocy w zupełności wystarczą jej pielęgniarki. W efekcie przez dwa lata, tj. do sierpnia 1940 roku, Apgar jest jedynym lekarzem anestezjologiem na cały szpital. Zresztą nawet gdyby były etaty, o zmienników nie byłoby łatwo. Wybucha wojna i wielu lekarzy mężczyzn zostaje zmobilizowanych. Virginia złości się, że chirurdzy nie traktują jej jak równorzędnego partnera - nawet nie z racji płci, lecz z przyzwyczajenia, iż anestezjolog jest od wykonywania poleceń, a nie od mądrzenia się. Dochodzi kwestia pieniędzy. Całe honorarium za operację należy się chirurgowi. - To wyzysk - twierdzi Apgar. - My też musimy sporo umieć i ponosimy odpowiedzialność za zdrowie pacjenta. Należy się nam przynajmniej 10 proc. zapłaty za zabieg. Dyrekcja pozostaje niewzruszona. - W takim razie bawcie się tu dalej sami. Odchodzę - oświadcza pewnego dnia Virginia. Zaczynają się pośpieszne negocjacje z chirurgami. Jakieś pieniądze dla anestezjologów ostatecznie się znajdują i dr Apgar wraca do pracy.
Zrób to, co należy, i zrób to natychmiast
Jej pozycja w szpitalu się umacnia. Nawet chirurdzy stopniowo zaczynają doceniać jej wiedzę i zaangażowanie. Uwielbiają ją studenci. Jej zasadnicze pomoce naukowe to stary ludzki szkielet oraz własna anatomia. Jeśli akurat pod ręką nie ma wysłużonego szkieletu, każe studentom obmacywać swoją miednicę lub kość ogonową. Ważną częścią szkoleń są zasady resuscytacji osób nieprzytomnych lub pozbawionych oddechu. Apgar wbija do głów studentom, że powinni być w każdej chwili przygotowani do zastosowania nabytych umiejętności zarówno w szpitalu, jak i poza nim. 'Zrób to, co należy, i zrób to natychmiast' - tak brzmi motto tych zajęć, które de facto jest mottem całego życia Virginii. - Powinniście zawsze mieć przy sobie nożyk do wykonania nagłej tracheotomii [nacięcia szyi i tchawicy w celu dostania się bezpośrednio do dróg oddechowych], rurkę tracheotomijną i laryngoskop [oba narzędzia służą do zapewnienia choremu dostępu do tlenu] - tłumaczy Apgar. - Ja sama nigdy się z nimi nie rozstaję. Nikt, ale to nikt, nie udusi się w mojej obecności. To bynajmniej nie poza. Jej nożyk i rurka zostają użyte poza szpitalem co najmniej kilkanaście razy.
W 1949 roku liczba świeżo wykształconych lekarzy anestezjologów w Presbyterian Hospital jest już na tyle duża, że uniwersytet decyduje się utworzyć odrębny zakład, w którym będzie się nie tylko uczyć, ale też prowadzić prace badawcze. Wszyscy są pewni, że szefem zostanie Virginia. Jednak władze uczelni decydują, że zakładem pokieruje mężczyzna - prof. Emmanuel Papper ściągnięty z Bellevue Hospital. Dr Apgar będzie jego prawą ręką, a na osłodę dostanie tytuł profesora. To pierwsza kobieca profesura w historii Uniwersytetu Columbia. Apgar przełyka porażkę. Do pewnego stopnia nawet się cieszy, bo funkcja kierownicza nieodmiennie łączy się z administrowaniem i papierkami, a tego nie znosi. I będzie miała wreszcie czas zająć się tym, co pochłania ją najbardziej - anestezjologią w położnictwie, a więc opieką nad rodzącą i jej przychodzącym na świat dzieckiem.
Jest skala!