http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Flannery ze schroniska dla ptaków

Anna Arno
09.07.2010 , aktualizacja: 09.07.2010 10:29
A A A Drukuj
Jestem członkiem i głosicielem Kościoła, w którym ślepi nie widzą, kulawi nie chodzą, a to, co jest martwe, takim pozostaje - o amerykańskiej pisarce Flannery O'Connor pisze Anna Arno
Flannery O'Connor
 - ur. w 1925 r. amerykańska powieściopisarka i nowelistka. W Polsce ukazała się jej powieść 'Mądrość krwi' 
i zbiory opowiadań: 'Trudno 
o dobrego człowieka', 'Sztuczny Murzyn' 
i 'W pierścieniu ognia', 
w których z czarnym humorem opisywała stosunki społeczne i obyczajowość amerykańskiego Południa. Ostatnie 13 lat życia spędziła z matką na rodzinnej farmie. Zmarła w 1964 r., mając 39 lat
fot. BAPIC/Getty Images/Flash Press Media
Flannery O'Connor - ur. w 1925 r. amerykańska powieściopisarka i nowelistka. W Polsce ukazała się jej powieść 'Mądrość krwi' i zbiory opowiadań: 'Trudno o dobrego człowieka', 'Sztuczny Murzyn' i 'W pierścieniu ognia', w których z czarnym humorem opisywała stosunki społeczne i obyczajowość amerykańskiego Południa. Ostatnie 13 lat życia spędziła z matką na rodzinnej farmie. Zmarła w 1964 r., mając 39 lat
ZOBACZ TAKŻE
Był rok 1931. W USA szalał kryzys. Autorzy kronik filmowych szukali pogodnych tematów. Wydelegowany z Nowego Jorku kamerzysta Pathé News zawitał na podwórko państwa O'Connor w Savannah. Na Południe filmowca przyciągnęła fama niezwykłego kurczaka, którego Mary Flannery, sześcioletnia córeczka państwa O'Connor, rzekomo nauczyła chodzić tyłem. Dziewczynka nigdy nie zobaczyła krótkiego ujęcia z kroniki filmowej, w której pojawia się ze swym podopiecznym. Ale Flannery O'Connor, już jako jedna z największych pisarek amerykańskiego Południa, wspominała to wydarzenie, które 'naznaczyło jej życie': 'Od tej pory wszystko było rozczarowaniem'. Kilkadziesiąt sekund przed kamerą stało się zalążkiem pasji. Mała Mary Flannery zaczęła hodować drób. Swoje ptaki przedstawiała na rysunkach i w opowiadaniach. W 1941 r. poemat 'Pomylona tożsamość' o pomyłkach płci wśród gęsi poprzedziła przedmową: 'Oto dramat specjalnie przygotowany dla wybitnie inteligentnych dorosłych i przedwcześnie dojrzałych dzieci'.

Za debiut pisarski Flannery O'Connor trzeba jednak uznać powiastkę 'My Relitives' ('Moi krewni' - z błędem ortograficznym), której bohaterami byli członkowie jej rodziny. Dziełko dziesięciolatki, które zachwycony ojciec pomógł jej przepisać i oprawić, to zbiorek przenikliwych portretów, na których krewni woleli się nie rozpoznawać. Było to preludium do czekających Flannery i jej bliskich literackich skandali. Najbliższą osobą był dla niej ojciec - chowała wierszyki i rysunki pod jego talerzem. Kiedy miała 15 lat, umarł. Wspominała go rzadko, ale jego brak zaznacza się w jej opowiadaniach, których bohaterami często są wdowy i sieroty. 'Byłam bardzo starą 12-latką - wspominała Flannery. - Swoimi poglądami przypominałam weterana wojny secesyjnej. Dzieci dźwigają ciężar stuleci'. Ale nie była typem starej malutkiej, raczej rozmarzoną dziewczynką. Prowadziła dziennik, dużo czytała, na marginesach książek notując recenzje. 'Okropne. Nie czytałabym tej książki' - nagryzmoliła na 'Alicji w krainie czarów', a 'Małych mężczyzn' Louisy May Alcott oceniła bardzo wysoko. Nie była też grzeczną dziewczynką. Żeby nie dzielić się z innymi drugim śniadaniem, od czasu do czasu smarowała kanapki olejem napędowym.

Wczesną jesienią 1945 r. do biura Paula Engle'a, dyrektora Warsztatów Pisarskich w Iowa, zapukała nieśmiała dziewczyna. Mówiła z tak silnym południowym zaśpiewem, że nie mógł jej zrozumieć. Na kartce, którą jej podsunął, napisała: 'Nazywam się Flannery O'Connor. Nie jestem dziennikarką. Czy mogę przyjść na warsztaty pisarskie?'. Poprosił o próbki tekstów. Została przyjęta. Pisarz Andrew Lytle wspominał jej zmysł obserwacji i wyczucie sytuacji. Kłopot sprawiało jej chyba tylko opisywanie spraw damsko-męskich. 'Kładła mężczyznę do łóżka z kobietą, a ja mówiłem: » To nie tak, Flannery, to się trochę inaczej odbywa «- wspominał Lytle. - Odstraszała chłopców ironią'. Być może nieudana randka zainspirowała satyryczny rysunek 18-letniej Flannery: okularnica podpiera ścianę na potańcówce i mówi do siebie: 'Zawsze mogę zrobić doktorat'. Jej ubiór przypominał mundur: szara spódnica, jedwabna bluzka, nylonowe pończochy i brązowe mokasyny. W liście do przyjaciółki wspominała, że miała tylko jedną koszulkę z naszywką - przedstawiała buldoga i napis 'Georgia'. 'Nosiłam ją na okrągło, bo moją strategią było robienie złego wrażenia'. W jej studenckim pokoju w Iowa nie było nic zbędnego poza pudełkiem wafelków obok maszyny do pisania. Mówiła, że pogryza ciasteczka, bo nie pali.

'Fakt, że wiara w Chrystusa to dla niektórych sprawa życia i śmierci, zawsze był kamieniem obrazy dla czytelników, którzy woleliby ją uważać za rzecz bez większego znaczenia' - pisała w 1962 r. Dla niej kwestie wiary były na pierwszym miejscu. Dzień zaczynała od modlitwy brewiarzowej, a do snu czytywała św. Tomasza z Akwinu. Ale już jako dziewczynka podważała reguły katolickich szkół. W niedzielę omijała szkolne nabożeństwo i w zamian towarzyszyła rodzicom na mszy dla dorosłych. Chwaliła się, że 'unikała majowych procesji i tym podobnych inspirowanych przez zakonnice zwyczajów'. Kiedy pod koniec życia pojechała z matką i przyjaciółką do Lourdes, odmawiała kąpieli w słynącym z cudów źródle. 'Należę do ludzi, którzy raczej umarliby za wiarę, niż wzięli za nią kąpiel'.

W 1955 r. w liście do przyjaciółki Flannery przedstawiała się jako 'katoliczka o szczególnie nowoczesnej świadomości, którą Jung opisuje jako niehistoryczną, samotną i obarczoną winą'. Tworzyła bohaterów opętanych wiarą, szaleńczo poszukujących Boga, ale także fanatycznych heretyków. 'Jestem członkiem i głosicielem Kościoła, w którym ślepi nie widzą, kulawi nie chodzą, a to, co jest martwe, takim pozostaje. Jeśli ktoś mnie zapyta, powiem mu, że jest to Kościół nieskalany krwią Jezusa... Jezus był kłamcą' - mówi Hazel Motes, bohater 'Mądrości krwi', pierwszej powieści O'Connor. Motes głosi Kościół bez Chrystusa, ale w końcu oślepia się, aby odpokutować za swoje grzechy. W usta Motesa Flannery włożyła najtwardsze argumenty przeciwko religii. A potem pokazała go oślepionego, umartwiającego się, z odłamkami szkła i kamieni w butach. Stworzyła bohatera, który nie potrafi uciec przed wiarą w Chrystusa. 'Zapewniam cię, że tylko katolik mógł napisać » Mądrość krwi «, chociaż jest to książka o pewnego rodzaju protestanckim świętym' - pisała do Bena Griffitha. 'Pomniejsza ona protestantyzm do bliźniaczych skrajnych absurdów Kościoła bez Chrystusa i Świętego Kościoła bez Chrystusa, czego żaden pobożny protestant by nie zrobił'.

Publikacja 'Mądrości krwi' w 1952 r. wywołała zamieszanie w rodzinnych stronach Flannery. Zamożna kuzynka Katie Semmes, która dała książkę zaprzyjaźnionym księżom, po lekturze słała listy z przeprosinami. Choć Flannery obawiała się, że doprowadzi do apopleksji inną leciwą krewniaczkę, otrzymała tylko liścik: 'Nie podoba mi się twoja książka'. Ale mimo oburzenia lokalne damy gorliwie organizowały Flannery promocyjne herbatki. Sama nie widziała sprzeczności między głęboką wiarą a pisarskim powołaniem, które rozumiała jako snucie opowieści, nawet jeśli ich bohaterami byli ateiści, chuligani i prostytutki.

Latem 1948 r. Flannery trafiła do kolonii pisarskiej w Yaddo, gdzie kończyła 'Mądrość krwi'. Odpowiadał jej rytm tamtejszego życia - po śniadaniu stypendyści zaopatrzeni w pudełko z lunchem i termos udawali się do pracowni i od 9 do 16 obowiązywała cisza. Pisarka Patricia Highsmith wspominała, że Flannery trzymała się na osobności. Obcy był jej styl cyganerii: 'Wytrzymasz tę atmosferę, jeśli zajmiesz się swoimi sprawami i będziesz ich mieć pod dostatkiem, i nie będziesz się bała odróżniać od innych' - radziła wybierającej się do Yaddo koleżance. Zaprzyjaźniła się jednak z najbardziej zwariowanym pensjonariuszem - poetą Robertem Lowellem. 'Moje uczucia dla niego są nieomal zbyt ogromne, żeby dotrzeć do ich sedna - pisała kilka lat później do Betty Hester - to jeden z ludzi, których kocham'. Lowell podziwiał jej pisarstwo i fascynował go jej katolicyzm (sam parę lat wcześniej przeżył fanatyczne nawrócenie). W maniakalnym widzie postulował 'kanonizację Flannery'.

Zimą 1949 r. Flannery przyjechała do Nowego Jorku. 'Za dużo tu ludzi na ulicach' - mówi jeden z bohaterów 'Mądrości krwi'. Odetchnęła dopiero na farmie w stanie Connecticut, gdzie zamieszkała u przedstawionej jej przez Lowella literackiej pary - Sally i Roberta Fitzgeraldów. Zaczęła niedomagać. Narzekała, że ręce bolą ją od stukania w maszynę. W grudniu 1950 r. w ciężkim stanie Flannery wróciła do rodzinnego domu. Sądziła, że cierpi na zapalenie stawów. Dopiero w 1952 r. Sally Fitzgerald zdradziła jej, że to toczeń - choroba układu odpornościowego, która dziesięć lat wcześniej zabrała jej ojca. Poddano ją terapii hormonalnej. Pisała: 'Życie i dobre samopoczucie zawdzięczam przysadkom tysięcy świń zarzynanych codziennie w Chicago. Gdyby świnie nosiły szaty, nie byłabym godna ucałować ich rąbka'. Leżąc w szpitalu, spuchnięta od sterydów wyobrażała sobie, że w 'Mądrości krwi' przepowiedziała własny los - że dotknie ją paraliż i tak jak jej bohater oślepnie.

Choroba zmusiła Flannery do powrotu w rodzinne strony. Od 26. roku życia aż do śmierci 13 lat później mieszkała z matką na farmie w Milledgeville w stanie Georgia. Od 1934 r. miasteczko nosiło przydomek Bird Sanctuary - Schroniska dla Ptaków. Było to miejsce typowe dla prowincjonalnego Południa. Flannery opisywała je: 'Mamy tu college dla dziewcząt, ale koronkową atmosferę na całe szczęście burzą poprawczak, dom wariatów i szkoła wojskowa'. Regina O' Connor była gadatliwa, despotyczna i łasa na pieniądze. Nie rozumiała twórczości córki, ale cieszyła się z jej sławy. W opowiadaniach Flannery powtarza się wątek trudnego związku matki z dorosłym dzieckiem. Władcza i małostkowa pani May, którą byk bierze na rogi w opowiadaniu 'Greenleaf', przypomina Reginę. A Tomasz z opowiadania 'Ciepło rodzinnego gniazda' 'kochał matkę, ale czasem nie mógł znieść jej miłości'. Niechcący zostanie matkobójcą.

Szybko ustalił się rytm dni niezmienny do końca życia Flannery. Wstawała skoro świt, odmawiała modlitwy i jechała z matką na jutrznię. Pracowała od 9 do południa, pisząc około trzech stron dziennie. Potem siadywała na ganku, skąd rozciągał się widok na wzgórza i pastwiska, a po podwórku przechadzały się jej ulubione ptaki. Najbardziej była dumna z kolorowych pawi, ale miała także jednookiego łabędzia, kaczki krzyżówki, japońskie kury, bażanty i przepiórki. 'Nie będzie moich biografii, bo z życia spędzonego pomiędzy domem a kurnikiem nie wychodzą ciekawe książki' - mówiła. Jednak uporządkowane życie na prowincji wciąż dostarczało jej inspiracji dla komicznych i okrutnych opowiadań. W przejmującej noweli 'Poczciwi wiejscy ludzie' pani Hopewell mieszka z dorosłą, kaleką i chorą na serce córką. 'Pani Hopewell wciąż traktowała ją jak dziecko, chociaż Joy skończyła 32 lata i była bardzo wykształcona'. Ponurą, niepełnosprawną dziewczynę, która zamiast Joy (radość) kazała nazywać się Hulgą, łączy wielkie podobieństwo z Flannery, której stawy zaczynała już atakować choroba i wkrótce miała poruszać się tylko o kulach.

Joy/Hulga przeżywa romans z fałszywym wędrownym sprzedawcą Biblii, który ją upokarza. Również na podwórko pań O'Connor zawitał akwizytor Biblii. Erik Langkjar był przystojnym Duńczykiem. Między nim a Flannery wywiązała się przyjaźń, która dla niej być może miała romantyczne zabarwienie. Przeżyła jego decyzję o powrocie do Europy. Korespondowali, ale się już nie zobaczyli. W jednym z listów Erik informował o zaręczynach. Kilka miesięcy później ktoś w pewnym sensie zastąpił Erika. Napisała do niej czytelniczka z Atlanty, wysuwając przypuszczenie, że jej opowiadania z tomu 'Trudno o dobrego człowieka' traktują o Bogu. Flannery odpowiedziała entuzjastycznie: 'Droga Panno Hester, być może o wiele bardziej zadziwiające jest dla mnie spotkanie kogoś, kto rozumie moje pisanie, aniżeli dla Pani spotkanie pisarza, którego interesuje Bóg'.

Hester miała 32 lata, mieszkała z ciotką. Była urzędniczką, a wieczorami zagłębiała się w lekturach. Do Flannery napisała kilkaset listów. W publikowanej korespondencji na własną prośbę Hester występowała jako 'A'. Hester była dla Flannery pierwszą osobą, z którą mogła podzielić się intymnymi przemyśleniami. W trakcie ich korespondencji Hester przyjęła chrzest, a jej matką chrzestną została Flannery. Jednak w 1961 r. Betty z Kościoła wystąpiła. Dla Flannery był to cios: 'Nic nie mogło nas tak zasmucić jak ta wiadomość' - napisała, chroniąc się formalną liczbą mnogą. Za odsunięcie się przyjaciółki od wiary winiła Iris Murdoch, z którą Hester nawiązała wówczas korespondencję. Kiedy po roku Betty odwiedziła Milledgeville, Flannery była zaskoczona: 'Byłam przygotowana na siwe włosy, rogowe okulary, orli nos i kształt przypominający butelkę piwa. Szukaj prawdy i idź za nią: nie jesteś ani trochę brzydka'. Hester w listach zwierzyła się jej z trudnego dzieciństwa bez ojca, samobójstwa matki, upokorzenia, kiedy została wyrzucona z wojska za romans z kobietą. Flannery, pomimo iż wcześniej uważała lesbijstwo za 'rodzaj nieczystości', łagodnie uspokajała Betty, że ich przyjaźń nie doprowadzi do skandalu. 'Jestem wystarczająco mało znana. Nikt nie wie ani nikogo nie obchodzi, z kim się spotykam. Jeśli wywołałam w tobie jakieś niezrozumiałe dla mnie napięcie, to postąp według własnego uznania, ale zawsze jesteś mile widziana'. 40 lat później Hester zwierzyła się zaprzyjaźnionemu pisarzowi, że bardzo kochała Flannery. W wieku 76 lat Hester popełniła samobójstwo, strzelając sobie w głowę.

Flannery dziwiła się, gdy po ukazaniu się jej pierwszej powieści porównywano ją z Kafką, i mówiła, że nie przebrnęła przez 'Zamek' ani 'Proces'. Zwierzała się Betty: 'Musisz górować nad istnieniem, które opisujesz. Dlatego piszę o ludziach, którzy są mniej lub bardziej prymitywni'. Fabułę jednego z najbardziej przejmujących opowiadań zainspirowała polska rodzina Matysiaków zatrudnionych na farmie. W liście do Fitzgeraldów zapowiadała: 'Mama szykuje się na coś, co, jak oczekuje, będzie jednym z jej błogosławieństw: rodzina uchodźców przyjeżdża przed Bożym Narodzeniem. Musi posprzątać i umeblować dla nich dom; nie wiadomo, ilu ich będzie, jakiej narodowości, zawodu ani nic'. 'Uchodźca' to opowieść o obcości, wygnaniu. Właścicielka farmy pani McIntyre bardzo uważa, żeby polski uchodźca nie całował jej w rękę, a zatrudniona u niej pani Shortley, która w kronice filmowej widziała 'stos nagich trupów', boi się, że mogli przywieźć zza oceanu mordercze zwyczaje. Pani Shortley zwierza się mężowi, że od Polaków wolałaby już czarnuchów. W końcu, decydując się zwolnić wyróżniającego się pracowitością i kompetencjami polskiego robotnika, gospodyni usprawiedliwia się: 'Czuję się zobowiązana wobec ludzi, którzy coś zrobili dla swojego kraju, a nie wobec tych, którzy przyjechali zza morza, żeby skorzystać ze wszystkiego, co im nasz kraj może ofiarować'.

We wrześniu 1955 r. Flannery donosiła Betty, że uczy się chodzić o kulach: 'Czuję się jak wielki, sztywny małpolud, który nie ma żadnego powodu, żeby myśleć o św. Tomaszu czy Arystotelesie. (...) Kule są obecnie moją całkowitą obsesją'. Po ukazaniu się w 1960 r. jej drugiej powieści 'Gwałtownicy je porywają' recenzent magazynu 'Time' określał autorkę jako chorą, oczytaną starą pannę, która para się problemami grzechu i zbawienia niby jakiś prowincjonalny teolog. Flannery zabolało 'wyciąganie' choroby, która, jak uważała, nie ma nic wspólnego z literaturą. W roku 1962, kiedy jej duchowy doradca ojciec McCown gratulował jej opowiadania zamieszczonego w antologii najlepszych opowiadań roku, odpowiadała: 'Ale módlmy się, żeby Bóg zesłał mi następne. Piszę od 16 lat i mam wrażenie, że wyczerpał się mój pierwotny potencjał i teraz potrzebna mi jest jakaś łaska, która pogłębia postrzeganie, zastrzyk życia czy coś podobnego'. Jednak zamiast zastrzyku życia przyszło pogorszenie choroby. W Boże Narodzenie 1963 r. Flannery ominęła świąteczne nabożeństwo. Pisała do końca. Umarła 3 sierpnia 1964 r.

Dzieła zebrane Flannery O'Connor ukazały się w prestiżowej serii 'Library of America', przyznawana jest nagroda literacka jej imienia i wydawane pismo w całości poświęcone jej twórczości. Te wyrazy uznania zapewne nie zrobiłyby na niej większego wrażenia. W liście z 1953 r. pisała: 'Zostanę Światowym Autorytetem w dziedzinie Pawi i mam nadzieję, że kiedyś zaproponują mi katedrę na Kurzym Uniwersytecie'.

Korzystałam z: Rosemary Magee 'Conversations with Flannery O'Connor', Jackson, MS: University Press of Mississippi, 1987; Joyce Carol Oates 'The Parables of Flannery O'Connor', 'The New York Review of Books', April 9, 2009.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się