Europa to dla ciebie drink?
Gdy usłyszałam temat konkursu 'I love Europe', westchnęłam: 'O matko, jaki banał!'. Najpierw chciałam przedstawić każde z europejskich państw jako zwierzę. Niemcy to niedźwiedź, symbol Berlina. Hiszpania - walki byków. A Polska? Tu miałam kłopot. Orzeł? Będą mówić: Polacy, niby takie orły, a inny kraj przedstawili jako krowę. Zrezygnowałam ze zwierząt i narysowałam w komputerze wysoką szklankę wypełnioną literami układającymi się w napis 'Europe'.
'Czy my nie mamy nic innego do zaoferowania Europie, tylko alkohol?' - grzmieli internauci.
Mam dwie odpowiedzi. To nie miks alkoholowy, tylko europejski miks kultur. Druga odpowiedź: tak, to alkoholowy koktajl, no i co z tego? Drink skłania do spotkań, rozmowy. W pierwszej wersji plakat wyglądał jak zanotowany przepis na koktajl. Ale zmieniłam tło na czarne, żeby kolorowe litery wyglądały jak neon. Uprościłam czcionkę. W myśl zasady prof. Lexa Drewińskiego: 'W plakacie odejmować znaczy dodawać'. To plakacista polskiego pochodzenia mieszkający w Niemczech. On usuwa z plakatów wszystko, co zbędne. Rysuje bumerang zakończony jak bomba. Proste i genialne - każda rzucona bomba wróci do ciebie.
Skąd znasz 'europejski koktajl'?
Ze zlotów wikingów na Wolinie (śmiech). Dziesięć lat temu wikingiem został mój tata. Mnie wtedy interesowały głównie imprezy, a przebieranie się za wikinga wydawało się obciachem. Ale to jest super.
Jesteś wikinką? Wikinżką? Jak to się mówi?
Kobieta wiking. Mieszkamy w namiotach, śpimy na skórach barana. Na śniadanie nie wypada zjeść kanapki z dżemem, tylko gulasz, kiełbasę. Albo podpłomyki z miodem, z dodatkiem ziół, orzechów, nasion. Chodzę boso. Na wikińskim targu można kupić gliniane naczynia, biżuterię, noże, futra. Każdy ma swoją rolę: jedni walczą, inni pływają na łodziach, wyrabiają narzędzia. Tylko wiosek nie grabimy.
A ty?
Z siostrami robimy teatrzyk kukiełkowy. O Stence, piratce, wikińskiej księżniczce. Dzieci pękają ze śmiechu, gdy z ucinanych głów leje się sok. No cóż, wikingowie byli brutalni. W ostatniej scenie Stenka, nie chcąc się poddać w walce, wsiada na rumaka, jedzie utopić się w morzu. Gramy to kilka razy dziennie, więc dzieci się potem licytują: kto Stenkę widział więcej razy. A wieczorem przy ognisku rozmawiasz z Niemcami, ze Szwedami, z Francuzami, Rosjanami... Po angielsku albo na migi i robi się taki miks europejski
Skąd się wzięła europlakacistka Mileńko?
Ze Świnoujścia. Zawsze rysowałam. Raz na polskim pani zapytała całą klasę: 'Kto nam tak pięknie namalował konia?'. Klasa chórem: 'Marysia!'. A to o Kossaka chodziło. Moje konie nosiły kapelusze. Nie rysowałam księżniczek, rodzinek. Raczej pieski na rowerach, krokodyle w kinie. Pojechałam na plener do niemieckiego zamku, malowałam na jedwabiu. W Świnoujściu nie ma liceum plastycznego, więc pojechałam do Poznania.
Nie ma bliżej liceum plastycznego?
Jest w Szczecinie. Ale jak już wyjeżdżam z domu, to co za różnica, czy jadę 100 km, czy 300? W Poznaniu mi się spodobało. Na drzwiach otwartych od razu dostałam glinę. Wyrzeźbiłam leżącą dziewczynę z motylkiem na dłoni. Dostałam się. 'O, Mileńko, taka odważna, z tyloma przesiadkami przyjechała' - przeżywali profesorowie.
Rodzice nie bali się wypuścić 16-letniej dziewczyny z domu?
Mam dwie siostry, właściwie trzy, bo jeszcze siostrę przyszywaną, córkę Gosi, partnerki mojego taty. Są ode mnie starsze, więc zawsze byłam trochę "do przodu" w porównaniu z koleżankami. Kosmetyki, doroślejszy strój. Gdy pofarbowałam włosy, przerażona mama poszła się radzić do psychologa.
I co usłyszała?
Jeśli coś nie zagraża naszemu zdrowiu i życiu - pozwalać. Włosy odrosną. W podstawówce chodziłam z tatą na jogę. Po kilku lekcjach założyłam 'szkołę jogi' na podwórku, za drobną opłatą pokazywałam koleżankom figury, asany. 'Lubię rządzić' - tłumaczyłam raz tacie. Wyznaczałam zadania, gdy każda klasa z gimnazjum miała zaprezentować jakiś kraj Unii Europejskiej.
Z okazji Dnia Europy?
Ciągle mówili nam o Unii, ale czy to był ten dzień? Nie pamiętam. My przedstawialiśmy Hiszpanię - kolega był piłkarzem FC Barcelona, koleżanka tańczyła flamenco. Ja wszystko planowałam, rządziłam. Ale wśród obcych zawsze byłam bardziej przestraszona niż przebojowa. Dlatego mama się bała mojego wyjazdu. Rodzice podpisali oświadczenie, że mogę za nich chodzić na wywiadówki. Wiedziałam, że jak mi źle pójdzie, to będzie mój problem. 600 zł od rodziców musiało wystarczyć i na farby, i na jedzenie. Zamieszkałam w bursie artystycznej.