http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Pani biskup

Piotr Maciejewski
2010-01-26, ostatnia aktualizacja 2010-01-22 15:58

Margot Kässmann 
i katolicki proboszcz Heinrich Plochg podczas modlitwy pogrzebowej po śmierci bramkarza reprezentacji narodowej Roberta Enkego 
w kościele Marktkirche 
w Hanowerze
Margot Kässmann i katolicki proboszcz Heinrich Plochg podczas modlitwy pogrzebowej po śmierci bramkarza reprezentacji narodowej Roberta Enkego w kościele Marktkirche w Hanowerze
Fot. Fotolink

Margot Kässmann - przewodnicząca Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech i jej trudny dialog z Kościołem katolickim

ZOBACZ TAKŻE
Czy pani biskup wolno jeździć na rowerze? Czy wypada biegać po parku w krótkich spodenkach? Dlaczego ma pani krótkie włosy? W Biblii napisane jest, że długie włosy są ozdobą kobiety. Dlaczego chodzi pani w butach na obcasie? Jezus powiedział: 'Kto się wywyższa, będzie poniżony'.

Do podobnych pytań Margot Kässmann już się przyzwyczaiła. Dziesięć lat pełniła funkcję biskupa największego Kościoła krajowego w Niemczech, w Hanowerze. Była pierwszą kobietą na tym stanowisku. 28 października 2009 r. dokonała kolejnego przełomu - jako pierwsza kobieta w historii stanęła na czele Kościoła ewangelickiego.

Granica 1.: rodzina i kariera

Przed wejściem do biura biskup Kässmann wisi reklama brukowca 'Bild'. 'Każda prawda potrzebuje odważnego, który ją wypowie' - głosi cytat, a na gości patrzy z plakatu Marcin Luter. Drzwi otwiera drobna, uśmiechnięta kobieta w plisowanej spódnicy. Nie wygląda na swoje 51 lat. W trakcie rozmowy żywo gestykuluje i dowcipkuje. Czarująco bezpośrednia - zagląda mi przez ramię w zeszyt z notatkami.

- Wychowałam się w miasteczku niedaleko Marburga - wspomina. - Miałam szczęśliwe dzieciństwo. Dom z ogrodem, obok warsztat ojca. Pod akacjami leżały stare opony samochodowe. Skakałam po nich i bawiłam się lalkami. Byłam bezpieczna i wolna. Mogłam wszystko. Nie znałam żadnych granic. Może właśnie to doświadczenie sprawiło, że w dorosłym życiu łatwiej pokonywałam różne granice? Gdy miałam 16 lat, w roku 1974, wyjechałam na roczne stypendium do USA. Pierwszy raz samolotem, sama do obcego kraju. Na miejscu szok - pełno bogatych ludzi, a obok nich pogardzani Murzyni. Zobaczyłam, co znaczy rasizm. Na historii pisałam pracę o Martinie Lutherze Kingu. Spotkałam Żydów - pytali mnie, Niemkę, o Holocaust. Dotychczas w ogóle się nad tym nie zastanawiałam! Kończyła się wojna w Wietnamie, zetknęłam się z ruchem pacyfistycznym. W tym czasie zmarł mój ojciec. Te wydarzenia skłaniały do pytań o sens życia, Boga, związki religii z polityką. Martin Luther King fascynował mnie - był pobożny (to znałam z domu) i zaangażowany społecznie (to było mi obce). Zaczynałam rozumieć, że chrześcijanin musi działać na rzecz pokoju i sprawiedliwości tu, na ziemi.

Dostałam się na teologię w Marburgu. Pierwsze wykłady: 'Teologia po Auschwitz', 'Kościół w III Rzeszy'. W kraju siał zamęt RAF [Frakcja Czerwonej Armii, lewicowa organizacja terrorystyczna]. Nie dało się uciec od polityki. Myślałam o swojej przyszłości: pastor - ciekawy zawód, blisko ludzi i ich problemów. Chciałam zmieniać świat. Jako studentka uczestniczyłam w zebraniu Światowej Rady Kościołów [ekumeniczna organizacja zrzeszająca Kościoły chrześcijańskie] w Vancouver. Tam debatowano o najważniejszych problemach ludzkości - Trzeci Świat, pokój, sprawiedliwość, ochrona stworzenia. Zajmowałam się nimi przez następne 20 lat. W chrześcijaństwie pasjonowała mnie idea wspólnoty ponad granicami - narodu, rasy czy płci.

Lata 80. i początek 90. to gęsty okres. Wyszłam za mąż, zostałam pastorką, zrobiłam doktorat i urodziłam cztery córki, w tym bliźniaczki. Aż do 1992 r. nie pracowałam na pełen etat. Przez pięć lat prowadziliśmy z mężem pastorem parafię w mieścinie na północy Hesji. Na początku miałam trudności, by przekonać wiernych, że nie tylko jestem żoną pastora, ale na równi z nim pastorką. Dziś 30 proc. pastorów to kobiety, wtedy to była rzadkość. Powinnam prowadzić kółko dla kobiet, śpiewać w chórze, siedzieć w pierwszym rzędzie na nabożeństwie. I zajmować się dziećmi. Tego oczekiwano. Z czasem parafianie pogodzili się z tym, że nie mieszczę się w takim schemacie. Nasz dom stał otworem dla ludzi. Życie prywatne mieszało się z zawodowym. Po urodzeniu bliźniaczek wracałam sama ze szpitala, a pod domem cały kościół wiwatował na moją cześć! Zaprosiłam ich na poczęstunek, wspólnie się cieszyliśmy. Miewałam wyrzuty sumienia - sprawdzam córce wypracowanie, ale czy nie powinnam przygotowywać kazania? I w drugą stronę - kobieta zwierza mi się z problemów, ale czy ja nie powinnam być teraz na urodzinach dziecka? To były piękne lata. Gdy je wspominam, odczuwam jednak ulgę. Drugi raz chyba bym nie podołała.

W latach 90. awansowałam - zostałam najmłodszym członkiem centralnego komitetu Światowej Rady Kościołów, a potem głównym sekretarzem Ewangelickiego Dnia Kościoła [cykl imprez popularyzujących religię i Kościół w Niemczech]. Byłam w swoim żywiole - spotkania, dyskusje, koncerty, wystawy. Powoli zdobywałam popularność. Aż nadszedł rok 1999 i wybory na biskupa Hanoweru. 'Dobrze, że kandyduje, ale kobieta z czwórką dzieci nie ma żadnych szans' - komentowano. A jednak mnie wybrali. Pod kościołem protesty. Rozmawiałam i tłumaczyłam. Z czasem zyskałam ich sympatię. To był zwrot w moim życiu. Miałam pod sobą trzymilionową parafię, stałam się osobą publiczną. Zaczęły się wywiady i zaproszenia do telewizji. Co pani sądzi o misji w Afganistanie? Czy wysyłać żołnierzy do Iraku? Musiałam być gotowa na każde pytanie. To wymagało dużego wysiłku.

Granica 2.: poglądy

Jako biskup Hanoweru Margot Kässmann zasłynie z charyzmatycznych kazań przyciągających tłumy.

Mówi o nędzy: - Brazylia: piękny kraj, ale jakże biedny! Głodne dzieci żebrzą na przejściu dla pieszych. Obdarci ludzie leżą na ulicach. Bezzębna kobieta wciska mi w ręce swoje dziecko. Gdy biegam po parku, smród uryny i kału jest nie do zniesienia. Czy jesteśmy świadomi, jak dobrze nam się żyje w Niemczech? Czy pomagamy ludziom w Trzecim Świecie? Jest dosyć żywności dla wszystkich. Chodzi o to, by ją sprawiedliwie rozdzielić;

o pokoju: - Znowu krwawe starcia w Izraelu. Kiedy skończy się ta wojna? W Europie po latach wojen żyjemy w pokoju. To samo jest możliwe na Bliskim Wschodzie. Państwa arabskie muszą uznać prawo Izraela do istnienia. Izrael musi uznać prawo Palestyńczyków do własnego państwa. Niech spełni się wizja z Psalmu 85: 'i ucałują się sprawiedliwość i pokój';

o ucisku kobiet: - W Etiopii są brutalnie kaleczone. Na Filipinach małe dziewczynki zmuszane są do prostytucji. W Afryce zapewniają 80 proc. pożywienia, a posiadają mniej niż 10 proc. pól. Prawa kobiet muszą być zglobalizowane. Chrześcijaństwo za długo dyskryminowało kobiety. Dziś w Kościele ewangelickim traktowane są na równi z mężczyznami;

o ochronie środowiska: - To podstawowy obowiązek chrześcijanina wobec przyszłych pokoleń. W 2009 r. Kościół krajowy w Hanowerze ruszył z programem oszczędzania energii wycenionym na 5 mln euro;

o chustach na głowę w islamie: - To oznaka dyskryminacji kobiet, powinny być zakazane w urzędach niemieckich. Mam nadzieję, że w końcu rozwinie się w Europie oświecony islam, który zaakceptuje rozdział państwa od religii, równouprawnienie kobiet i kulturę dyskusji;

o ekumenizmie: - Dialog z Kościołem katolickim jest trudny, bo uważa się on za jedynego depozytariusza Prawdy. My sądzimy, że Kościoły chrześcijańskie są w takim samym stopniu świadkami Prawdy. Rosyjska Cerkiew prawosławna po mojej nominacji zerwała z nami stosunki. Bo jestem kobietą. Nie spodziewam się postępu ekumenicznego w najbliższych latach. Ale i tak myślę, że więcej nas, chrześcijan, łączy, niż dzieli;

o antysemityzmie: - 18 proc. Niemców twierdzi, że Żydzi mają zbyt duży wpływ na ich kraj. Wrogość do Żydów jest sprzeczna z chrześcijaństwem. Kto krzyczy: 'Precz z Żydami!', krzyczy: 'Precz z Jezusem!', bo Jezus był Żydem;

o aborcji: - Chciałabym, aby kobiety nigdy nie przerywały ciąży. W trudnej sytuacji życiowej wiele decyduje się na zabieg i powinny to robić legalnie, w bezpiecznych warunkach. Prawo w Niemczech jest słuszne [dopuszcza aborcję na życzenie kobiety]. Nie wolno potępiać tych kobiet, trzeba im pomagać także po zabiegu;

o eutanazji: - Aktywna jest nie do przyjęcia. Człowiek powinien umrzeć na rękach, a nie z ręki drugiego człowieka. Ale dopuszczam pewne formy pasywnej eutanazji, np. gdy pacjent nie chce być karmiony przez sondę żołądkową. Ludzie muszą też mieć możliwość, by umrzeć;

o sztucznym zapłodnieniu: - Embriony powinny być wykorzystywane tylko do celów reprodukcyjnych. Pod tym warunkiem akceptuję in vitro jako jedną z dróg, by urodzić dzieci. Jednak jest to męczące dla kobiety, kosztowne i nie do końca skuteczne;

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Re: Pani biskup alpepe 28.01.10, 10:05

    W artykule zdziwiło mnie jedno, że autor/korektor znalazł na klawiaturze ä, aleznalezienie ß już go przerosło. Nazwisko to nazwisko, a pani biskupa nazywa sięKäßmann. Co do artykułu, to »

  • Pani biskup pablobodek 29.01.10, 12:06

    Gdybyśmy w Gdańsku mieli takiego biskupa !!Mamy Głódzia.I trzeba by zmienić wyznanie.»

  • Pani biskup emailamoira2 29.01.10, 22:30

    jestem katoliczką. obawiam się, że nie dożyję, ale jestem przekonana, wierzę,że kobiety będą wyświęcane na kapłanki w 'MOIM' Kościele. jaka jest różnicamiędzy kobietą a mężczyzną? różni nas »

W numerze z 28 sierpnia