Margot Kässmann
i katolicki proboszcz Heinrich Plochg podczas modlitwy pogrzebowej po śmierci bramkarza reprezentacji narodowej Roberta Enkego
w kościele Marktkirche
w Hanowerze
Margot Kässmann - przewodnicząca Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech i jej trudny dialog z Kościołem katolickim
ZOBACZ TAKŻE
- Nowe dziecko, nowa tuba (14-06-09, 01:00)
- Kapłaństwo kobiet (19-04-05, 12:00)
- Niemiecka biskup złapana po pijaku odchodzi (24-02-10, 17:07)
- Spodnie dają mi wolność (05-01-10, 01:00)
- Dlaczego kobieta nie może być księdzem katolickim? (19-04-02, 12:00)
Czy pani biskup wolno jeździć na rowerze? Czy wypada biegać po parku w krótkich spodenkach? Dlaczego ma pani krótkie włosy? W Biblii napisane jest, że długie włosy są ozdobą kobiety. Dlaczego chodzi pani w butach na obcasie? Jezus powiedział: 'Kto się wywyższa, będzie poniżony'.
Do podobnych pytań Margot Kässmann już się przyzwyczaiła. Dziesięć lat pełniła funkcję biskupa największego Kościoła krajowego w Niemczech, w Hanowerze. Była pierwszą kobietą na tym stanowisku. 28 października 2009 r. dokonała kolejnego przełomu - jako pierwsza kobieta w historii stanęła na czele Kościoła ewangelickiego.
Granica 1.: rodzina i kariera
Przed wejściem do biura biskup Kässmann wisi reklama brukowca 'Bild'. 'Każda prawda potrzebuje odważnego, który ją wypowie' - głosi cytat, a na gości patrzy z plakatu Marcin Luter. Drzwi otwiera drobna, uśmiechnięta kobieta w plisowanej spódnicy. Nie wygląda na swoje 51 lat. W trakcie rozmowy żywo gestykuluje i dowcipkuje. Czarująco bezpośrednia - zagląda mi przez ramię w zeszyt z notatkami.
- Wychowałam się w miasteczku niedaleko Marburga - wspomina. - Miałam szczęśliwe dzieciństwo. Dom z ogrodem, obok warsztat ojca. Pod akacjami leżały stare opony samochodowe. Skakałam po nich i bawiłam się lalkami. Byłam bezpieczna i wolna. Mogłam wszystko. Nie znałam żadnych granic. Może właśnie to doświadczenie sprawiło, że w dorosłym życiu łatwiej pokonywałam różne granice? Gdy miałam 16 lat, w roku 1974, wyjechałam na roczne stypendium do USA. Pierwszy raz samolotem, sama do obcego kraju. Na miejscu szok - pełno bogatych ludzi, a obok nich pogardzani Murzyni. Zobaczyłam, co znaczy rasizm. Na historii pisałam pracę o Martinie Lutherze Kingu. Spotkałam Żydów - pytali mnie, Niemkę, o Holocaust. Dotychczas w ogóle się nad tym nie zastanawiałam! Kończyła się wojna w Wietnamie, zetknęłam się z ruchem pacyfistycznym. W tym czasie zmarł mój ojciec. Te wydarzenia skłaniały do pytań o sens życia, Boga, związki religii z polityką. Martin Luther King fascynował mnie - był pobożny (to znałam z domu) i zaangażowany społecznie (to było mi obce). Zaczynałam rozumieć, że chrześcijanin musi działać na rzecz pokoju i sprawiedliwości tu, na ziemi.
Dostałam się na teologię w Marburgu. Pierwsze wykłady: 'Teologia po Auschwitz', 'Kościół w III Rzeszy'. W kraju siał zamęt RAF [Frakcja Czerwonej Armii, lewicowa organizacja terrorystyczna]. Nie dało się uciec od polityki. Myślałam o swojej przyszłości: pastor - ciekawy zawód, blisko ludzi i ich problemów. Chciałam zmieniać świat. Jako studentka uczestniczyłam w zebraniu Światowej Rady Kościołów [ekumeniczna organizacja zrzeszająca Kościoły chrześcijańskie] w Vancouver. Tam debatowano o najważniejszych problemach ludzkości - Trzeci Świat, pokój, sprawiedliwość, ochrona stworzenia. Zajmowałam się nimi przez następne 20 lat. W chrześcijaństwie pasjonowała mnie idea wspólnoty ponad granicami - narodu, rasy czy płci.
Lata 80. i początek 90. to gęsty okres. Wyszłam za mąż, zostałam pastorką, zrobiłam doktorat i urodziłam cztery córki, w tym bliźniaczki. Aż do 1992 r. nie pracowałam na pełen etat. Przez pięć lat prowadziliśmy z mężem pastorem parafię w mieścinie na północy Hesji. Na początku miałam trudności, by przekonać wiernych, że nie tylko jestem żoną pastora, ale na równi z nim pastorką. Dziś 30 proc. pastorów to kobiety, wtedy to była rzadkość. Powinnam prowadzić kółko dla kobiet, śpiewać w chórze, siedzieć w pierwszym rzędzie na nabożeństwie. I zajmować się dziećmi. Tego oczekiwano. Z czasem parafianie pogodzili się z tym, że nie mieszczę się w takim schemacie. Nasz dom stał otworem dla ludzi. Życie prywatne mieszało się z zawodowym. Po urodzeniu bliźniaczek wracałam sama ze szpitala, a pod domem cały kościół wiwatował na moją cześć! Zaprosiłam ich na poczęstunek, wspólnie się cieszyliśmy. Miewałam wyrzuty sumienia - sprawdzam córce wypracowanie, ale czy nie powinnam przygotowywać kazania? I w drugą stronę - kobieta zwierza mi się z problemów, ale czy ja nie powinnam być teraz na urodzinach dziecka? To były piękne lata. Gdy je wspominam, odczuwam jednak ulgę. Drugi raz chyba bym nie podołała.
W latach 90. awansowałam - zostałam najmłodszym członkiem centralnego komitetu Światowej Rady Kościołów, a potem głównym sekretarzem Ewangelickiego Dnia Kościoła [cykl imprez popularyzujących religię i Kościół w Niemczech]. Byłam w swoim żywiole - spotkania, dyskusje, koncerty, wystawy. Powoli zdobywałam popularność. Aż nadszedł rok 1999 i wybory na biskupa Hanoweru. 'Dobrze, że kandyduje, ale kobieta z czwórką dzieci nie ma żadnych szans' - komentowano. A jednak mnie wybrali. Pod kościołem protesty. Rozmawiałam i tłumaczyłam. Z czasem zyskałam ich sympatię. To był zwrot w moim życiu. Miałam pod sobą trzymilionową parafię, stałam się osobą publiczną. Zaczęły się wywiady i zaproszenia do telewizji. Co pani sądzi o misji w Afganistanie? Czy wysyłać żołnierzy do Iraku? Musiałam być gotowa na każde pytanie. To wymagało dużego wysiłku.
Granica 2.: poglądy
Jako biskup Hanoweru Margot Kässmann zasłynie z charyzmatycznych kazań przyciągających tłumy.
Mówi o nędzy: - Brazylia: piękny kraj, ale jakże biedny! Głodne dzieci żebrzą na przejściu dla pieszych. Obdarci ludzie leżą na ulicach. Bezzębna kobieta wciska mi w ręce swoje dziecko. Gdy biegam po parku, smród uryny i kału jest nie do zniesienia. Czy jesteśmy świadomi, jak dobrze nam się żyje w Niemczech? Czy pomagamy ludziom w Trzecim Świecie? Jest dosyć żywności dla wszystkich. Chodzi o to, by ją sprawiedliwie rozdzielić;
o pokoju: - Znowu krwawe starcia w Izraelu. Kiedy skończy się ta wojna? W Europie po latach wojen żyjemy w pokoju. To samo jest możliwe na Bliskim Wschodzie. Państwa arabskie muszą uznać prawo Izraela do istnienia. Izrael musi uznać prawo Palestyńczyków do własnego państwa. Niech spełni się wizja z Psalmu 85: 'i ucałują się sprawiedliwość i pokój';
o ucisku kobiet: - W Etiopii są brutalnie kaleczone. Na Filipinach małe dziewczynki zmuszane są do prostytucji. W Afryce zapewniają 80 proc. pożywienia, a posiadają mniej niż 10 proc. pól. Prawa kobiet muszą być zglobalizowane. Chrześcijaństwo za długo dyskryminowało kobiety. Dziś w Kościele ewangelickim traktowane są na równi z mężczyznami;
o ochronie środowiska: - To podstawowy obowiązek chrześcijanina wobec przyszłych pokoleń. W 2009 r. Kościół krajowy w Hanowerze ruszył z programem oszczędzania energii wycenionym na 5 mln euro;
o chustach na głowę w islamie: - To oznaka dyskryminacji kobiet, powinny być zakazane w urzędach niemieckich. Mam nadzieję, że w końcu rozwinie się w Europie oświecony islam, który zaakceptuje rozdział państwa od religii, równouprawnienie kobiet i kulturę dyskusji;
o ekumenizmie: - Dialog z Kościołem katolickim jest trudny, bo uważa się on za jedynego depozytariusza Prawdy. My sądzimy, że Kościoły chrześcijańskie są w takim samym stopniu świadkami Prawdy. Rosyjska Cerkiew prawosławna po mojej nominacji zerwała z nami stosunki. Bo jestem kobietą. Nie spodziewam się postępu ekumenicznego w najbliższych latach. Ale i tak myślę, że więcej nas, chrześcijan, łączy, niż dzieli;
o antysemityzmie: - 18 proc. Niemców twierdzi, że Żydzi mają zbyt duży wpływ na ich kraj. Wrogość do Żydów jest sprzeczna z chrześcijaństwem. Kto krzyczy: 'Precz z Żydami!', krzyczy: 'Precz z Jezusem!', bo Jezus był Żydem;
o aborcji: - Chciałabym, aby kobiety nigdy nie przerywały ciąży. W trudnej sytuacji życiowej wiele decyduje się na zabieg i powinny to robić legalnie, w bezpiecznych warunkach. Prawo w Niemczech jest słuszne [dopuszcza aborcję na życzenie kobiety]. Nie wolno potępiać tych kobiet, trzeba im pomagać także po zabiegu;
o eutanazji: - Aktywna jest nie do przyjęcia. Człowiek powinien umrzeć na rękach, a nie z ręki drugiego człowieka. Ale dopuszczam pewne formy pasywnej eutanazji, np. gdy pacjent nie chce być karmiony przez sondę żołądkową. Ludzie muszą też mieć możliwość, by umrzeć;
o sztucznym zapłodnieniu: - Embriony powinny być wykorzystywane tylko do celów reprodukcyjnych. Pod tym warunkiem akceptuję in vitro jako jedną z dróg, by urodzić dzieci. Jednak jest to męczące dla kobiety, kosztowne i nie do końca skuteczne;
Do podobnych pytań Margot Kässmann już się przyzwyczaiła. Dziesięć lat pełniła funkcję biskupa największego Kościoła krajowego w Niemczech, w Hanowerze. Była pierwszą kobietą na tym stanowisku. 28 października 2009 r. dokonała kolejnego przełomu - jako pierwsza kobieta w historii stanęła na czele Kościoła ewangelickiego.
Granica 1.: rodzina i kariera
Przed wejściem do biura biskup Kässmann wisi reklama brukowca 'Bild'. 'Każda prawda potrzebuje odważnego, który ją wypowie' - głosi cytat, a na gości patrzy z plakatu Marcin Luter. Drzwi otwiera drobna, uśmiechnięta kobieta w plisowanej spódnicy. Nie wygląda na swoje 51 lat. W trakcie rozmowy żywo gestykuluje i dowcipkuje. Czarująco bezpośrednia - zagląda mi przez ramię w zeszyt z notatkami.
- Wychowałam się w miasteczku niedaleko Marburga - wspomina. - Miałam szczęśliwe dzieciństwo. Dom z ogrodem, obok warsztat ojca. Pod akacjami leżały stare opony samochodowe. Skakałam po nich i bawiłam się lalkami. Byłam bezpieczna i wolna. Mogłam wszystko. Nie znałam żadnych granic. Może właśnie to doświadczenie sprawiło, że w dorosłym życiu łatwiej pokonywałam różne granice? Gdy miałam 16 lat, w roku 1974, wyjechałam na roczne stypendium do USA. Pierwszy raz samolotem, sama do obcego kraju. Na miejscu szok - pełno bogatych ludzi, a obok nich pogardzani Murzyni. Zobaczyłam, co znaczy rasizm. Na historii pisałam pracę o Martinie Lutherze Kingu. Spotkałam Żydów - pytali mnie, Niemkę, o Holocaust. Dotychczas w ogóle się nad tym nie zastanawiałam! Kończyła się wojna w Wietnamie, zetknęłam się z ruchem pacyfistycznym. W tym czasie zmarł mój ojciec. Te wydarzenia skłaniały do pytań o sens życia, Boga, związki religii z polityką. Martin Luther King fascynował mnie - był pobożny (to znałam z domu) i zaangażowany społecznie (to było mi obce). Zaczynałam rozumieć, że chrześcijanin musi działać na rzecz pokoju i sprawiedliwości tu, na ziemi.
Dostałam się na teologię w Marburgu. Pierwsze wykłady: 'Teologia po Auschwitz', 'Kościół w III Rzeszy'. W kraju siał zamęt RAF [Frakcja Czerwonej Armii, lewicowa organizacja terrorystyczna]. Nie dało się uciec od polityki. Myślałam o swojej przyszłości: pastor - ciekawy zawód, blisko ludzi i ich problemów. Chciałam zmieniać świat. Jako studentka uczestniczyłam w zebraniu Światowej Rady Kościołów [ekumeniczna organizacja zrzeszająca Kościoły chrześcijańskie] w Vancouver. Tam debatowano o najważniejszych problemach ludzkości - Trzeci Świat, pokój, sprawiedliwość, ochrona stworzenia. Zajmowałam się nimi przez następne 20 lat. W chrześcijaństwie pasjonowała mnie idea wspólnoty ponad granicami - narodu, rasy czy płci.
Lata 80. i początek 90. to gęsty okres. Wyszłam za mąż, zostałam pastorką, zrobiłam doktorat i urodziłam cztery córki, w tym bliźniaczki. Aż do 1992 r. nie pracowałam na pełen etat. Przez pięć lat prowadziliśmy z mężem pastorem parafię w mieścinie na północy Hesji. Na początku miałam trudności, by przekonać wiernych, że nie tylko jestem żoną pastora, ale na równi z nim pastorką. Dziś 30 proc. pastorów to kobiety, wtedy to była rzadkość. Powinnam prowadzić kółko dla kobiet, śpiewać w chórze, siedzieć w pierwszym rzędzie na nabożeństwie. I zajmować się dziećmi. Tego oczekiwano. Z czasem parafianie pogodzili się z tym, że nie mieszczę się w takim schemacie. Nasz dom stał otworem dla ludzi. Życie prywatne mieszało się z zawodowym. Po urodzeniu bliźniaczek wracałam sama ze szpitala, a pod domem cały kościół wiwatował na moją cześć! Zaprosiłam ich na poczęstunek, wspólnie się cieszyliśmy. Miewałam wyrzuty sumienia - sprawdzam córce wypracowanie, ale czy nie powinnam przygotowywać kazania? I w drugą stronę - kobieta zwierza mi się z problemów, ale czy ja nie powinnam być teraz na urodzinach dziecka? To były piękne lata. Gdy je wspominam, odczuwam jednak ulgę. Drugi raz chyba bym nie podołała.
W latach 90. awansowałam - zostałam najmłodszym członkiem centralnego komitetu Światowej Rady Kościołów, a potem głównym sekretarzem Ewangelickiego Dnia Kościoła [cykl imprez popularyzujących religię i Kościół w Niemczech]. Byłam w swoim żywiole - spotkania, dyskusje, koncerty, wystawy. Powoli zdobywałam popularność. Aż nadszedł rok 1999 i wybory na biskupa Hanoweru. 'Dobrze, że kandyduje, ale kobieta z czwórką dzieci nie ma żadnych szans' - komentowano. A jednak mnie wybrali. Pod kościołem protesty. Rozmawiałam i tłumaczyłam. Z czasem zyskałam ich sympatię. To był zwrot w moim życiu. Miałam pod sobą trzymilionową parafię, stałam się osobą publiczną. Zaczęły się wywiady i zaproszenia do telewizji. Co pani sądzi o misji w Afganistanie? Czy wysyłać żołnierzy do Iraku? Musiałam być gotowa na każde pytanie. To wymagało dużego wysiłku.
Granica 2.: poglądy
Jako biskup Hanoweru Margot Kässmann zasłynie z charyzmatycznych kazań przyciągających tłumy.
Mówi o nędzy: - Brazylia: piękny kraj, ale jakże biedny! Głodne dzieci żebrzą na przejściu dla pieszych. Obdarci ludzie leżą na ulicach. Bezzębna kobieta wciska mi w ręce swoje dziecko. Gdy biegam po parku, smród uryny i kału jest nie do zniesienia. Czy jesteśmy świadomi, jak dobrze nam się żyje w Niemczech? Czy pomagamy ludziom w Trzecim Świecie? Jest dosyć żywności dla wszystkich. Chodzi o to, by ją sprawiedliwie rozdzielić;
o pokoju: - Znowu krwawe starcia w Izraelu. Kiedy skończy się ta wojna? W Europie po latach wojen żyjemy w pokoju. To samo jest możliwe na Bliskim Wschodzie. Państwa arabskie muszą uznać prawo Izraela do istnienia. Izrael musi uznać prawo Palestyńczyków do własnego państwa. Niech spełni się wizja z Psalmu 85: 'i ucałują się sprawiedliwość i pokój';
o ucisku kobiet: - W Etiopii są brutalnie kaleczone. Na Filipinach małe dziewczynki zmuszane są do prostytucji. W Afryce zapewniają 80 proc. pożywienia, a posiadają mniej niż 10 proc. pól. Prawa kobiet muszą być zglobalizowane. Chrześcijaństwo za długo dyskryminowało kobiety. Dziś w Kościele ewangelickim traktowane są na równi z mężczyznami;
o ochronie środowiska: - To podstawowy obowiązek chrześcijanina wobec przyszłych pokoleń. W 2009 r. Kościół krajowy w Hanowerze ruszył z programem oszczędzania energii wycenionym na 5 mln euro;
o chustach na głowę w islamie: - To oznaka dyskryminacji kobiet, powinny być zakazane w urzędach niemieckich. Mam nadzieję, że w końcu rozwinie się w Europie oświecony islam, który zaakceptuje rozdział państwa od religii, równouprawnienie kobiet i kulturę dyskusji;
o ekumenizmie: - Dialog z Kościołem katolickim jest trudny, bo uważa się on za jedynego depozytariusza Prawdy. My sądzimy, że Kościoły chrześcijańskie są w takim samym stopniu świadkami Prawdy. Rosyjska Cerkiew prawosławna po mojej nominacji zerwała z nami stosunki. Bo jestem kobietą. Nie spodziewam się postępu ekumenicznego w najbliższych latach. Ale i tak myślę, że więcej nas, chrześcijan, łączy, niż dzieli;
o antysemityzmie: - 18 proc. Niemców twierdzi, że Żydzi mają zbyt duży wpływ na ich kraj. Wrogość do Żydów jest sprzeczna z chrześcijaństwem. Kto krzyczy: 'Precz z Żydami!', krzyczy: 'Precz z Jezusem!', bo Jezus był Żydem;
o aborcji: - Chciałabym, aby kobiety nigdy nie przerywały ciąży. W trudnej sytuacji życiowej wiele decyduje się na zabieg i powinny to robić legalnie, w bezpiecznych warunkach. Prawo w Niemczech jest słuszne [dopuszcza aborcję na życzenie kobiety]. Nie wolno potępiać tych kobiet, trzeba im pomagać także po zabiegu;
o eutanazji: - Aktywna jest nie do przyjęcia. Człowiek powinien umrzeć na rękach, a nie z ręki drugiego człowieka. Ale dopuszczam pewne formy pasywnej eutanazji, np. gdy pacjent nie chce być karmiony przez sondę żołądkową. Ludzie muszą też mieć możliwość, by umrzeć;
o sztucznym zapłodnieniu: - Embriony powinny być wykorzystywane tylko do celów reprodukcyjnych. Pod tym warunkiem akceptuję in vitro jako jedną z dróg, by urodzić dzieci. Jednak jest to męczące dla kobiety, kosztowne i nie do końca skuteczne;
Źródło: Wysokie Obcasy
1
2
następne »
-
Re: Pani biskup
alpepe
28.01.10, 10:05
W artykule zdziwiło mnie jedno, że autor/korektor znalazł na klawiaturze ä, aleznalezienie ß już go przerosło. Nazwisko to nazwisko, a pani biskupa nazywa sięKäßmann. Co do artykułu, to »
-
Pani biskup
pablobodek
29.01.10, 12:06
Gdybyśmy w Gdańsku mieli takiego biskupa !!Mamy Głódzia.I trzeba by zmienić wyznanie.»
-
Pani biskup
emailamoira2
29.01.10, 22:30
jestem katoliczką. obawiam się, że nie dożyję, ale jestem przekonana, wierzę,że kobiety będą wyświęcane na kapłanki w 'MOIM' Kościele. jaka jest różnicamiędzy kobietą a mężczyzną? różni nas »
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień









