http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Nie jestem damą tego rodzaju

Wojciech Orliński
2010-01-19, ostatnia aktualizacja 2010-01-21 18:19

Do kin wchodzi musical 'Dziewięć' na motywach filmu 'Osiem i pół' Felliniego. Jak we włoskim pierwowzorze jest to opowieść o filmowcu, który przeżywa kryzys twórczy i zamiast myśleć nad kolejnym scenariuszem, fantazjuje o różnych kobietach, które grają m.in.: Nicole Kidman, Sophia Loren, Penélope Cruz, Kate Hudson i Judi Dench
Do kin wchodzi musical 'Dziewięć' na motywach filmu 'Osiem i pół' Felliniego. Jak we włoskim pierwowzorze jest to opowieść o filmowcu, który przeżywa kryzys twórczy i zamiast myśleć nad kolejnym scenariuszem, fantazjuje o różnych kobietach, które grają m.in.: Nicole Kidman, Sophia Loren, Penélope Cruz, Kate Hudson i Judi Dench
Fot. Kino Świat

<b>Dama Judi Dench</b>
(ur. 1934) to aktorka znana kinomanom przede wszystkim z roli M, szefowej agenta 007. W Wielkiej Brytanii kojarzona jest z wielkimi rolami teatralnymi, m.in. w Royal Shakespeare Company. Pojawiający się w tej rozmowie jej mąż Michael Williams zmarł w roku 2001 i również był aktorem teatralnym. Przez 25 lat Williams był członkiem The Garrick Club, o którym pada wzmianka w rozmowie. Mowa dziękczynna, której tak bardzo obawiała się Judi Dench, polegała według relacji brytyjskiej prasy na tym, że aktorka przychylnie skomentowała to, iż od swego założenia w roku 1831 aż do dziś jest to klub wyłącznie dla mężczyzn. 'Bardzo mi to odpowiada, bo oznacza, że nie muszę tu za nic płacić' - powiedziała aktorka, wywołując długotrwałe, burzliwe oklaski dżentelmenów płacących 1 tys. funtów składki rocznie
Fot. Corbis
Dama Judi Dench (ur. 1934) to aktorka znana kinomanom przede wszystkim z roli M, szefowej agenta 007. W Wielkiej Brytanii kojarzona jest z wielkimi rolami teatralnymi, m.in. w Royal Shakespeare Company. Pojawiający się w tej rozmowie jej mąż Michael Williams zmarł w roku 2001 i również był aktorem teatralnym. Przez 25 lat Williams był członkiem The Garrick Club, o którym pada wzmianka w rozmowie. Mowa dziękczynna, której tak bardzo obawiała się Judi Dench, polegała według relacji brytyjskiej prasy na tym, że aktorka przychylnie skomentowała to, iż od swego założenia w roku 1831 aż do dziś jest to klub wyłącznie dla mężczyzn. 'Bardzo mi to odpowiada, bo oznacza, że nie muszę tu za nic płacić' - powiedziała aktorka, wywołując długotrwałe, burzliwe oklaski dżentelmenów płacących 1 tys. funtów składki rocznie
ZOBACZ TAKŻE
Cieszę się, że pani sama wspomniała o swojej roli M, bo się bałem, że wyrzuci mnie pani za drzwi za porównanie pani bohaterki w 'Dziewięć' do M...

Ja się wstydzę, tylko gdy gdzieś źle zagram, ale nie tego, w czym gram. Na tym polega mój zawód, że się czasami gra w 'Hamlecie', a czasami w 'Bondzie'. Ale na czym właściwie polega podobieństwo między Lilly a M?

Obie wygłaszają umoralniające kazania mężczyźnie traktującemu kobiety z szowinizmem godnym lat 60.

To tu już prędzej widziałabym podobieństwo między Guidem a Bondem. Obaj są atrakcyjni... Nawet bardzo atrakcyjni. (teatralne westchnienie) Obaj są tego świadomi i wykorzystują to bez skrupułów. To przecież istota problemu. Ale już między moimi bohaterkami nie widzę tak dużych podobieństw. Lilly zna Guida od dziecka, ich wieloletnia przyjaźń przeszła różne próby. Dlatego może mu szczerze wygarnąć prawdę prosto w oczy - bo wie, że nic z tego, co powie, nie może zniszczyć tej przyjaźni. Jednocześnie ona troszczy się o niego, nie chce zranić jego uczuć. Relacja M z Bondem jest inna, nie ma między nimi więzi innej niż czysto zawodowa. Lilly prawi Guidowi morały przekonana, że on tego potrzebuje. Jeśli ona mu nie przypomni o urodzinach żony, to nikt tego nie zrobi, a Guido sam z siebie nie będzie pamiętał. M nie obchodzi to, czego potrzebuje Bond, ona w ogóle się o niego nie troszczy. M oczekuje od Bonda konkretnych rezultatów.

Akcja 'Dziewięć' rozgrywa się w wielu pięknych miejscach we Włoszech. Czy miała pani okazję coś przy okazji pozwiedzać?

Zwiedzać? Nie bardzo. Dużo czasu spędziliśmy w Rzymie, w wytwórni Cinecitta. Ponadto byliśmy we Florencji i w San Gimignano. Jestem zaciekłą italofilką, jeśli można to tak nazwać, więc dużo radości sprawia mi sam pobyt we Włoszech, nawet jeśli jest to ciężka praca i nie ma czasu na spacery. Podziwiam to, jak Włosi potrafią znaleźć radość życia w celebrowaniu codziennych drobiazgów, takich choćby jak filiżanka kawy.



W filmie gra pani włoską projektantkę kostiumów. Czy jako italofilka rozgryzła pani sekret włoskiej elegancji?

Nie, to dla mnie też jest wielka zagadka. Oni mają fantastyczne wyczucie dobrego smaku, my najwyżej możemy próbować to imitować. Kiedyś siedzieliśmy z mężem w Rzymie przy stoliku kawiarni... Właściwie Michael nie był wtedy moim mężem, więc byłam nawet trochę zazdrosna. Patrzyliśmy na idącą ulicą młodą kobietę, jedną z najelegantszych osób, jakie widziałam w życiu. Miała na sobie beżowy płaszcz i dopasowane do tego buty, kapelusz i torebkę. Mój mąż westchnął: 'Mój Boże, jak bardzo ona jest rzymska'. I to podsumowuje temat. My jako Anglosasi dokonaliśmy wprawdzie ogromnego postępu w modzie od czasu mojej młodości, ale w dużym stopniu dzięki temu, że my też mamy teraz włoskich projektantów.

Za swoje zasługi dla brytyjskiej kultury dostała pani tytuł damy. Co to dokładnie oznacza?

To jest to samo, co dostał sir John Gielgud, tylko w żeńskiej wersji. Co to oznacza? Że często spotykam się z popularnym błędem: jestem przedstawiana jako 'dama Dench' zamiast poprawnie - jako 'dama Judi Dench'. Oraz że w Ameryce, gdzie to słowo nabrało innego znaczenia, pojawia się okazja do zażartowania: 'Ale nie chodzi o ten rodzaj damy'.

Dużo ciekawych rzeczy usłyszałem od pani na temat aktorstwa - czy prowadzi pani jakieś wykłady albo warsztaty?

Dostaję takie propozycje, ale zawsze odmawiam. Kiedy młodzi aktorzy mnie gdzieś zapraszają, chętnie przyjmuję zaproszenie i chętnie odpowiadam na ich pytania - ale nie mogą po mnie oczekiwać, że obejrzę ich przedstawienie, potem wstanę i powiem: ty powinieneś grać tak, a ty siak. Dla mnie akurat cała przyjemność to patrzenie na ludzi, którzy jakąś rolę zinterpretowali inaczej niż ja. Szkoda mi aktorów młodego pokolenia, bo mimo całej wielkiej tradycji brytyjskiego teatru sytuacja teraz nie wygląda dobrze. Mamy coraz mniej małych teatrów prowincjonalnych, w których młody aktor ma szansę doskonalić warsztat. To jest zawód, którego nie można się nauczyć bez popełniania błędów - cały postęp bierze się z tego, że je analizujesz i wyciągasz wnioski na przyszłość. Młodzi ludzie dzisiaj, niestety, nie mają czasu na błędy, muszą się natychmiast wybić, żeby zrobić karierę w centrum. Nie dlatego, że tak chcą, tylko dlatego, że nie mają innej możliwości. Ale aktorem w ogóle się jest dlatego, że nie ma innej możliwości - często powtarzam młodym ludziom: 'Jeśli przychodzi ci do głowy jakiś inny zawód, na który też miałbyś ochotę, to się przekwalifikuj'. Aktorstwo jest tylko dla tych, którzy nie widzą dla siebie innej drogi.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Nie jestem damą tego rodzaju mirrandel 21.01.10, 19:00

    bardzo fajny wywiad, z ciekawą osobą. Żałuję, ze nie miałam okazji zobaczyć Judi Dench w teatrze, bo w kreacjach filmowych wypada super, ale to teatr wciąż jest miejscem, gdzie aktorstwo »

  • Nie jestem damą tego rodzaju dorota_29 03.02.10, 16:25

    Ten film to totalne g...wno, kompletne łajno i kaszanka. Gniot jakich mało. Nie polecam.»

  • Hrabianka Tyszkiewicz i pralka automatyczna pasza1981 07.02.10, 00:33

    Ciekawe, czy dama Judi Dench zagrała w reklamie pralek jak nasza dama Tyszkiewicz. Widocznie, u nas, w przeciwieństwie do Anglosasów, nasze damy szlifują swój aktorki warsztat przy robieniu»

W numerze z 4 września