http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Piraci i karaluchy

Maciej Drzewicki i Grzegorz Kubicki
2010-01-19, ostatnia aktualizacja 2010-01-14 16:38

<b>Marta Sziłajtis-Obiegło</b>
Rocznik 1985. Jest najmłodszą Polką w historii, która sama opłynęła świat. Pierwszy patent żeglarski zdobyła w wieku 13 lat. Sześć lat później zdała egzamin kapitański. Zorganizowała i prowadziła kilkadziesiąt rejsów szkoleniowych i turystycznych. Była oficerem wachtowym na polskich żaglowcach 'Pogoria' i 'Gedania'. Od 27 kwietnia 2008 r. do 20 kwietnia 2009 r. na jachcie 'Mantra Ania' samotnie opłynęła świat. Trasa rejsu prowadziła z Wenezueli przez Morze Karaibskie, Kanał Panamski, Pacyfik, północną Australię, Ocean Indyjski i południowy Atlantyk. Marta po drodze odwiedziła Panamę, wyspy Galapagos, Polinezję Francuską, wyspy Tonga, Vanuatu, Australię, Wyspy Kokosowe, Mauritius, Afrykę Południową, Wyspę św. Heleny i Brazylię. Łącznie przepłynęła ponad 25 tys. mil
Marta Sziłajtis-Obiegło Rocznik 1985. Jest najmłodszą Polką w historii, która sama opłynęła świat. Pierwszy patent żeglarski zdobyła w wieku 13 lat. Sześć lat później zdała egzamin kapitański. Zorganizowała i prowadziła kilkadziesiąt rejsów szkoleniowych i turystycznych. Była oficerem wachtowym na polskich żaglowcach 'Pogoria' i 'Gedania'. Od 27 kwietnia 2008 r. do 20 kwietnia 2009 r. na jachcie 'Mantra Ania' samotnie opłynęła świat. Trasa rejsu prowadziła z Wenezueli przez Morze Karaibskie, Kanał Panamski, Pacyfik, północną Australię, Ocean Indyjski i południowy Atlantyk. Marta po drodze odwiedziła Panamę, wyspy Galapagos, Polinezję Francuską, wyspy Tonga, Vanuatu, Australię, Wyspy Kokosowe, Mauritius, Afrykę Południową, Wyspę św. Heleny i Brazylię. Łącznie przepłynęła ponad 25 tys. mil
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Rozmawiamy z Martą Sziłajtis-Obiegło, najmłodszą Polką, która samotnie opłynęła świat

Z braku innych książek prze---darłam się po raz pierwszy w życiu przez jedno kobiece czytadło, a z przyjemnością zawsze czytałam książ-ki przygodowe i podróżnicze, np. o plantacji na południu Hiszpanii, przy okazji szlifując język. Wzięłam ze sobą sporo zalegających przy łóżku książek, jak: 'Śnieg', 'Świat według Clarksona', o zabytkach techniki, kurs fotografowania i oczywiście 'Znaczy kapitan' Borchardta.
Fot. archiwum prywatne
Z braku innych książek prze---darłam się po raz pierwszy w życiu przez jedno kobiece czytadło, a z przyjemnością zawsze czytałam książ-ki przygodowe i podróżnicze, np. o plantacji na południu Hiszpanii, przy okazji szlifując język. Wzięłam ze sobą sporo zalegających przy łóżku książek, jak: 'Śnieg', 'Świat według Clarksona', o zabytkach techniki, kurs fotografowania i oczywiście 'Znaczy kapitan' Borchardta.
Złoty tuńczyk złowiony 
w Oceanie Indyjskim
Fot. archiwum prywatne
Złoty tuńczyk złowiony w Oceanie Indyjskim
ZOBACZ TAKŻE
'Każde omdlenie to bilet w jedną stronę. Wypadasz za burtę i koniec. Ruszając w taką podróż, trzeba mieć świadomość, że na 50 procent się nie wróci. Testament był napisany, wszystko pozamykane, posprzątałam swoje sprawy'



Jak żeglarz może spać podczas rejsu dookoła świata, skoro płynie sam?

I to jest właśnie największy problem. Szybko zrozumiałam, że praktycznie nie ma kiedy spać. Zwłaszcza przez pierwsze dwie doby od opuszczenia portu i dwie ostatnie przed zawinięciem do mety kolejnego odcinka, bo w okolicach portów ruch na morzu jest największy.

Ale kolejne etapy trwają po kilka tygodni, więc jakoś spać trzeba.

Obserwujesz widnokrąg, czy nie ma czegoś na horyzoncie. Jeśli nie, musisz obliczyć tzw. prędkość zbliżania bezpiecznego. Zakładasz, że za widnokręgiem płynie coś, czego teraz nie widzisz, i porusza się z taką a taką prędkością. Znasz własną prędkość i obliczasz, kiedy możecie się zderzyć. Wychodzi jakieś 12-15 minut. I tyle masz czasu na drzemkę. Najlepiej jednak spać w nocy, bo światła nawigacyjne są wyżej. Czyli zobaczysz je z większej odległości, więc pospać możesz ciut dłużej. Drzemiesz, wychodzisz na pokład, przez parę minut musisz się przyzwyczaić do ciemności, rozglądasz się, wracasz spać. I tak w kółko. Wstajesz rano i... jesteś zmęczony jak pies. Po pewnym czasie nie możesz siebie poznać w lustrze. Nigdy nie myślałam, że można mieć tak podkrążone oczy.

Jak udaje ci się budzić co kwadrans? Nastawiasz budzik?

Wzięłam takie urządzenie, które odmierza czas przy gotowaniu jajek. Ale strasznie głośno tykało i nie mogłam zasnąć, więc dałam sobie spokój. Budziłam się sama. Kwestia przyzwyczajenia. Na morzu jesteś wyczulony na wszystko - dynamikę powietrza, rytm kołysania, na to, jak reagują żagle przy odpowiednich naprężeniach, na dźwięki. Wszystko ostrzega, że najwyższy czas na reakcję.

Twój najdłuższy sen?

Dwie i pół godziny.

A co z tą prędkością zbliżania bezpiecznego?

Miałam szczęście. To było w drodze na Galapagos. Wcześniej kilkanaście godzin spędziłam za sterem. Wiało, bryzgało, fale w poprzek. Siedziałam cała mokra na zimnym wietrze i przeziębiłam się solidnie. Miałam 41 stopni gorączki. Nie wiedziałam, co widzę, nie wiedziałam, czy stoję. Popłynęłam dalej... Wydawało mi się, że mam halucynacje, bo na środku wzburzonego morza widzę dryfującą szalupę z jakimiś ludźmi. Podpłynęłam do nich, zapytałam po hiszpańsku, czy im czegoś nie potrzeba - ropy albo jedzenia. Oni nie mieli prawa tam być!!! Tysiąc mil od brzegu w takiej szalupie? Nie mieliby najmniejszych szans. Coś tam mi odburknęli, porozglądali się, wymienili kilka zdań i odpłynęli. Dopiero po kilku dniach zrozumiałam, że to nie był sen w gorączce, ale spotkanie z najprawdziwszymi piratami. Na Galapagos rozmawiałam z załogą amerykańskiego jachtu, która mniej więcej w tym samym czasie i miejscu została ograbiona. Piraci tej części Pacyfiku mają taki system polowania na jachty: używają niepozornych szalup jak ta, którą spotkałam, a w pobliżu krąży statek-matka, gdzie w razie czego mogą się schronić. Ludzie podpływają do 'rozbitków', by zaoferować pomoc, a oni wchodzą na pokład i zabierają co bardziej wartościowe rzeczy - laptopy, kamery, pieniądze. Ci, którzy próbują się bronić, często lądują w wodzie.

Dlaczego ciebie oszczędzili?

Tam pływają luksusowe, wielkie jachty. Moja łódka wyglądała niepozornie. Widocznie uznali, że nic ciekawego nie znajdą. Dopiero Ekwadorczycy, z którymi o tym później rozmawiałam, uświadomili mi, że miałam mnóstwo, mnóstwo szczęścia - młode kobiety w tym rejonie są dobrym łupem, łatwym do odsprzedania. Widocznie 'moi piraci' byli nastawieni na sprzęt lub pieniądze. Żywy towar akurat ich nie interesował.

Jak w ogóle doszło do tego, że w wieku 22 lat dostałaś szansę, by popłynąć dookoła świata?

Wszystko dzięki panu Andrzejowi Armińskiemu, który kilka lat temu zaprojektował i zbudował dwa jachty. Obsadził je kobiecymi załogami i puścił w rejs dookoła globu. Każdym płynęły dwie dziewczyny. Ale rotacja w załogach była spora. Wiecie, jak to jest - za dużo kobiet na metr kwadratowy, to nie musi działać. Poza tym dziewczynom kończyły się urlopy, musiały wracać do domów, a ich miejsce zajmowały kolejne. Ktoś mu mnie polecił. Studiowałam wtedy turystykę i rekreację w poznańskiej AWF, nie pracowałam więcej, niż musiałam - robiłam rejsy dla firm, weekendowe, sylwestrowe. Wiedział, że jestem dobrym instruktorem i żeglarzem ze sporym już doświadczeniem. Popłynęłam na ostatnim etapie tamtego rejsu - z Brazylii na Karaiby i potem do Wenezueli. Kiedy kończyłam studia, pan Andrzej zaproponował mi kolejny rejs. Tą samą łódką.

Dlaczego dziewczyna, która właśnie skończyła studia, decyduje się na taki rejs?

Nie demonizujmy. Nie wypłynęłam po to, żeby sobie posiedzieć rok na wodzie. To były 184 dni na morzu i 174 postoje w portach. Wyszło mniej więcej pół na pół.

Potrzebowałaś samotności?

Skąd. Mam troje rodzeństwa, zawsze razem wyjeżdżaliśmy na wakacje. Nigdy nie zostawałam całkiem sama na dłużej - nie jestem typem eremity. Co więcej, zawsze miałam bardzo złe zdanie o samotnych żeglarzach. Jacyś dziwacy. Jaki jest ich problem? Że nikt nie chce z nimi pływać? Ja nigdy nie byłam sama na łódce, nigdy. Zawsze miałam na pokładzie ludzi, którymi zresztą kierowałam. Gdy trzeba było coś zrobić, po prostu... pracowałam palcem wskazującym. (śmiech)

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Piraci i karaluchy jan_maliniak 19.01.10, 11:41

    Malowanie paznokci dla widoczności to jeszcze da się usprawiedliwić. Alegolenie nóg?! Mnie to się nawet w cywilizacji nie chce... Super wywiad, gratulacje dla żeglarki!»

  • Piraci i karaluchy blobinho 21.01.10, 00:20

    niesamowita dziewczyna. wlasnie takie osoby pokazuja nam w jak fantastycznysposob mozna przezyc zycie. cholernie zazdroszcze Oceanii. »

  • Piraci i karaluchy javall 21.01.10, 00:55

    Moglbym sie zakochac gdyby nie tenwskazujacy palec i artysci do kuchni.»

W numerze z 4 września