http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Wojciech Eichelberger o adopcji

Wojciech Eichelberger
2002-03-15, ostatnia aktualizacja 2002-03-13 11:40


ZOBACZ TAKŻE
RAPORTY
20 tysięcy polskich dzieci spędza swoje dzieciństwo w domach dziecka. Dzień i noc dręczy je poczucie nienależenia do nikogo. Z piekącą raną porzucenia długo żyć nie sposób. Serce musi stwardnieć, a wrażliwość z obawy przed bólem dalszych zranień zamiera, wyrodniejąc w otępienie lub cynizm. Cel jest jeden: przeżyć za wszelką cenę, we wrogim, pozbawionym miłości świecie. Brak sił i powodów, by rozwijać cnoty i talenty czy choćby prostą umiejętność kontaktowania się z ludźmi. Atak lub obrona. Obrona albo atak. Nic więcej nie może się przydarzyć. Nic więcej nie jest potrzebne.

W ich świecie nie ma miejsca na zaufanie i szacunek, na przywiązanie, na lojalność i wierność, nie mówiąc o współczuciu i miłości. Gdy w końcu utracą męczącą nadzieję, że ktoś ich stąd zabierze, odkrywają zbawienne działanie agresji i nienawiści, tak dobrze znieczulających rozpacz i upokorzenie bycia niechcianym.

Dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy polskich kobiet i ich partnerów spędza najlepsze lata swego życia i wydaje majątki na zmagania z bezpłodnością. To zrozumiałe. Bardzo trudno jest przyjąć taki wyrok losu. Tym bardziej że współczesna medycyna wyroków losu już prawie nie uznaje. Wyroki losu zaczynają być uleczalne.

Ale od odpowiedzi na pytanie, czy moja bezpłodność jest uleczalną chorobą, czy nieodwołalnym wyrokiem losu, zależy bardzo wiele. Często są to zmarnowane w oczekiwaniu na kolejne in vitro lata, zniszczone zdrowie, rozbite związki. Rozgoryczenie, rozpacz i rezygnacja.

Jak więc spotkać dzieci pozbawione rodziców z rodzicami pozbawionymi dzieci? Jak spotkać spragnionych kochania ze spragnionymi miłości? Tak bardzo siebie potrzebują, tak wiele mogą sobie dać - i nie mogą się znaleźć. Nie odległość i nie mury domów dziecka to sprawiają. I nie są temu winne zbyt długotrwałe i zawikłane procedury adopcyjne. To lęki, fałszywe wyobrażenia i oczekiwania dotyczące adopcji wraz z powszechnym brakiem zrozumienia i szacunku dla adopcyjnych decyzji oddzielają jednych od drugich.

Rozmowa z Katarzyną Kotowską, matką, której dziecko urodziło się innym rodzicom, oraz jej dwie znakomite książki z pewnością sprawią, że te zbawienne spotkania zdarzać się będą coraz częściej.

Brak komentarzy

W numerze z 31 lipca