Ma pani otwieracz do butelek?
Tak.
Słyszałam, że Finki zawsze noszą przy sobie otwieracz.
Dużo piją.
Polki też piją, ale o otwieraniu piwa myślą raczej mężczyźni.
Fińska kobieta jest samowystarczalna. Ja noszę otwieracz przy scyzoryku. Jak pani widzi, jest tu też korkociąg i śrubokręt, na wypadek gdyby trzeba było coś dokręcić w rowerze. Większość Finek nie rusza się z domu bez takiego scyzoryka.
Inna rzecz, która mnie uderzyła w Helsinkach, to pijane dziewczyny sikające na chodniku.
W Polsce tak nie ma?
Nie. Jeżeli ktoś sika na ulicy, to pijany facet.
Zwróciłam na to uwagę w Londynie. Młode Angielki często chodzą pijane, ale nigdy nie sikają na chodnik. U nas to dość powszechne.
Ale najbardziej mnie zdziwiło, że w języku fińskim nie ma osobnych zaimków 'on' i 'ona'.
To prawda. Nie będę próbować tego wyjaśnić, bo nie znam się na historii języka. Jedyne, co mi przychodzi w związku z tym do głowy, to nasz silny etos protestancki. Nie mówimy 'to dobry mężczyzna, dobra kobieta', tylko 'dobry pracownik'. Im ciężej pracujesz, tym lepszym jesteś człowiekiem. Finlandia długo była krajem stricte rolniczym. Nie było u na tradycji dworskich, mieszczańskich. Kobiety nie były adorowane, pracowały na równi z mężczyznami. Stąd może dziś są nieco mniej kobiece niż inne Europejki. Ostro piją, sikają na ulicy, mają krótkie włosy, noszą w kieszeni nóż. W ten sposób pokazują, że mają prawo robić to samo co mężczyźni. To jest taki feminizm na co dzień. Próbują naśladować mężczyzn. Ale założę się, że jak zapyta pani taką sikającą na chodniku dziewczynę, czy jest feministką, odpowie: 'Ja? Skąd!'.
A pani jest feministką?
Tak. Jestem i nie mam problemu, żeby się do tego przyznać. Tak samo nie kryję tego, że jestem lesbijką. Myślę, że większość Finek jest w takim czy innym sensie feministkami, tylko nie lubią tak o sobie mówić. Boją się etykietki: jestem feministką to znaczy, że jestem przeciw mężczyznom. Tak mówią o nas mężczyźni.
Pani nie jest przeciw mężczyznom?
Przeciwko wielu jestem. Fakt, że to oni przewodzą naszemu społeczeństwu, naszemu światu, powoduje wiele problemów. Obwiniam ich o gwałt, o zmiany klimatyczne, unikanie odpowiedzialności, zwalanie wszystkiego na kobiety. Poza tym robią strasznie dużo hałasu i zatruwają mi życie na co dzień.
Ma pani na myśli kogoś szczególnie?
Jest taki facet na basenie, gdzie codziennie pływam. To niewielki basen, jednak kiedy wejdzie do niego 10 kobiet, każda pływa po swoim torze i nigdy sobie nie przeszkadzamy. Wystarczy, że pojawi się ten gość, i nie da się pływać. Rozpycha się, zagarnia całą przestrzeń, wszystkich potrąca. Denerwują mnie też faceci za kółkiem. Mamy w Helsinkach wspaniały transport publiczny. A kto siedzi w autobusie? Same kobiety. Kto w samochodach? Mężczyźni. Muszą mieć wygodę, pokazać się.
Jako pracowniczka Christina Institute, można powiedzieć, że jest pani feministką z zawodu.
Nasz Instytut jest bardzo związany z ruchem feministycznym, chociaż od niego niezależny. Naukowiec i aktywistka to różne rzeczy. Instytut zajmuje się badaniami nad historią roli kobiet, seksualnością. Patronuje nam XVII-wieczna królowa Krystyna. Jeździła konno, studiowała geografię, logikę, ubierała się po męsku. Jak na tamte czasy była queer. Prawda, to Szwedka, ale w czasie jej panowania Finlandia należała do Szwecji, więc Krystyna była i nasza.