http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Od feminizmu do nacjonalizmu

Jerzy Celichowski
03.11.2009 , aktualizacja: 29.10.2009 16:33
A A A Drukuj
Zwolennicy Morvai manifestują swoje poparcie dla niej. Budapeszt, marzec 2009 r. Fot. AP Zwolennicy Morvai manifestują swoje poparcie dla niej. Budapeszt, marzec 2009 r.
Jako prawniczka Morvai starannie formułuje wypowiedzi. Nie powie, że przeprowadzając daną prywatyzację, dopuszczono się korupcji, tylko że 'odbyła się w atmosferze korupcji'. Nie powie, że Węgrami rządzą Żydzi, tylko że krajowi grozi los Palestyny albo że rządzą tu 'obcy'.
<b>Krisztina Morvai</b> 
- europosłanka 
z listy skrajnie prawicowej węgierskiej partii Jobbik. Morvai startowała z pierwszego miejsca na ich liście, ale do partii nie należy
Fot. PAP/EPA
Krisztina Morvai - europosłanka z listy skrajnie prawicowej węgierskiej partii Jobbik. Morvai startowała z pierwszego miejsca na ich liście, ale do partii nie należy
Krisztina Morvai i przywódcy partii Jobbik świętują wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2009 r., w których zdobyli trzy mandaty.
Fot. AP
Krisztina Morvai i przywódcy partii Jobbik świętują wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego w czerwcu 2009 r., w których zdobyli trzy mandaty.
ZOBACZ TAKŻE
'Jeśli cię zaszufladkują jako feministkę, to jesteś skończona i to, co robisz czy mówisz, nie będzie już brane poważnie. Oznacza to, że nikt nie zareaguje na twoje stwierdzenia, na przykład na takie, że co tydzień co najmniej jedna kobieta na Węgrzech umiera jako ofiara przemocy domowej'. 'Nie jesteśmy poddanymi we własnym kraju, nie jesteśmy sługami, czeladzią was, obcych, nie jesteśmy konsumentami zepsutego mięsa. Bo my mamy tylko tę jedną ojczyznę, panie redaktorze'. Te cytaty to

nie fragment debaty wyborczej między lewicową feministką a prawicowym ekstremistą. To słowa wypowiedziane w różnych sytuacjach przez jedną osobę. Jest nią Krisztina Morvai, węgierska posłanka w Parlamencie Europejskim. Dostała się tam z listy skrajnie prawicowej partii Jobbik.

Obrończyni kobiet

Jeszcze w latach 90. jej biografia nie odbiegała od biografii innych przedstawicieli węgierskiej inteligencji liberalnej. Po ukończeniu prawa na budapeszteńskim uniwersytecie kontynuowała studia w King's College w Wielkiej Brytanii. Jako stypendystka Fundacji Fulbrighta przez rok wykładała prawo na uniwersytecie Wisconsin. Później spędziła rok w Strasburgu, gdzie pracowała jako prawnik w Europejskiej Komisji Praw Człowieka. Doktorat napisała na temat przemocy domowej. Wróciła na Węgry i zaczęła wykładać prawo na uniwersytecie. W tematyce swoich badań skoncentrowała się na obronie słabych, skrzywdzonych. Zajęła się naruszeniami prawa w procesach karnych, prawami chorych na AIDS, prostytucją, przemocą na tle seksualnym, wykorzystywaniem dzieci i przemocą domową. Pisze pierwszą na Węgrzech książkę na ten temat. Postuluje uchwalenie zajmującej się tym problemem ustawy. W 2003 roku zbiera 50 tys. podpisów pod petycją domagającą się jej wprowadzenia. Działa w utworzonej przez siebie fundacji Centrum Praw Kobiety i Dziecka, która prowadzi szkolenia dla przyszłych policjantów, pracowników socjalnych i prawników na temat zapobiegania przemocy domowej i jej zwalczania.

Angażuje się w głośną na Węgrzech sprawę 14-letniej Kitti Simek. Zastrzeliła ona ojczyma, który latami wykorzystywał ją seksualnie i terroryzował rodzinę. Dziewczynę skazano na karę więzienia, jednak prezydent Mádl ją potem ułaskawił. Morvai zaangażowała się w jej obronę, a później na podstawie historii Kitti napisała wspólnie z nią książkę pt. 'Kitti - Strach i przemoc w domu'. W tym czasie zakłada też Ruch o Węgry bez Prostytucji, który domaga się, by zgodnie z podpisaną przez Węgry konwencją nowojorską nie legalizowano w kraju prostytucji poprzez tworzenie tak zwanych stref tolerowanych. Podpisana przez wiele prominentnych działaczek feministycznych petycja głosiła: 'Pytamy kobiety i mężczyzn, pytamy władze służby zdrowia i oświatowe: czy zdajecie sobie sprawę z tego, że znaczna część mężczyzn korzystających z usług prostytutek ma rodziny albo też żyje w innych związkach? Czy uświadamiacie sobie, że mężczyźni odpowiedzialni za popyt na prostytucję zarażają AIDS, żółtaczką i innymi ciężkimi chorobami przenoszącymi się drogą płciową nie tylko prostytutki, ale także swoje żony, narzeczone i ukochane, które same nie mają związku z prostytucją? Czy pomyśleliście o tym, jaki wpływ na kształtowanie relacji między chłopcami i dziewczynkami, mężczyznami i kobietami ma korzystanie z usług prostytutek, ta praktyka deptania godności ludzkiej?'.

Obrończyni Palestynek

Morvai po raz pierwszy zademonstrowała publicznie swoje wyraziste poglądy polityczne właśnie w kontekście feministycznym. Gdy rząd węgierski nie przedłużył jej członkostwa w ONZ-owskim Komitecie ds. Eliminacji Dyskryminacji Kobiet (CEDAW), w którym reprezentowała Węgry w latach 2003-06, Morvai zareagowała, pisząc jego publiczną denuncjację: 'Otrzymałam list od rządu, w którym ze zdumieniem przeczytałam, że wbrew poprzednim planom nie zgłosi mnie do komitetu CEDAW na następną kadencję. Co więcej, poinformowano mnie, że Węgry mają inną kandydatkę na to stanowisko - dr Andreę Peto. Andrea Peto jest działaczką syjonistyczną, założycielką i przywódczynią wpływowej żydowskiej organizacji feministycznej (Esztertáska)'. Według Morvai na decyzję rządu wpłynęły protesty Izraela niezadowolonego z jej działalności na rzecz Palestynek żyjących pod izraelską okupacją. Interwencja okazała się skuteczna: Andrea Peto się do komisji nie dostała i Węgry nie mają tam teraz przedstawicielki. Zapytana przez dziennikarza, dlaczego nazwała Andreę Peto 'dobrze znaną działaczką syjonistyczną', odparła: 'Zobaczcie ich stronę internetową, same nazywają się syjonistkami'. Dziennikarz sprawdził i odwołań do syjonizmu na stronie tej ledwie czteroosobowej fundacji zajmującej się badaniem historii Żydówek oraz interpretacją żydowskich religii i kultury z perspektywy kobiet nie znalazł.

Obrończyni prawicowców

Przełomowym momentem w historii politycznego zaangażowania Morvai stały się jesienne zamieszki w 2006 roku. Były one wywołane ujawnieniem tajnej przemowy premiera Gyurcsánya do parlamentarnej grupy socjalistów, w której, nie stroniąc od wulgarnych wyrażeń, przyznał, że świeże zwycięstwo wyborcze partia zawdzięcza kłamstwom na temat stanu gospodarki. Szczytem pierwszej, wrześniowej, fali zamieszek był atak demonstrantów na gmach telewizji, który został częściowo zdobyty i podpalony. Początkowo organizacją demonstracji zajmowały się grupki pozaparlamentarnej skrajnej prawicy. Obok rytualnego żądania ustąpienia premiera pojawiły się inne hasła, włącznie z wezwaniami do zmiany ustroju siłą. Prawicowy Fidesz utrzymywał ostrożny kurs polegający na - z jednej strony - popieraniu żądania ustąpienia premiera, a z drugiej - utrzymywaniu dyskretnego dystansu wobec protestujących.

Kolejną okazją do demonstracji była 50. rocznica powstania 1956 roku wypadająca 23 października. Policja przy ich rozpędzaniu wykazała się zdecydowaniem, ale i brutalnością, której ofiarą padli zarówno zadymiarze, jak i uczestnicy oficjalnej demonstracji Fideszu. Pobito między innymi interweniującego posła Fideszu. Zdjęcie jego zakrwawionej twarzy stało się jedną z ikon protestu. Morvai, która była świadkiem interwencji policji, postanowiła działać. Z taką samą energią, z jaką kiedyś stawała w obronie terroryzowanych przez mężów kobiet, teraz zaczęła bronić poszkodowanych w zamieszkach. - Chciałam pomóc w procesie przywracania nam ludzkiej godności - powiedziała później. - Bo to, co się stało 23 października 2006 roku, poraniło także tych, którym udało się wyjść cało z wydarzeń. W dalszym ciągu używa języka praw człowieka. - Trzeba uświadomić ludziom, że mają prawa, że mogą swobodnie wyrażać swoją opinię, że mogą wyjść na ulicę, jeśli tego będą chcieli.

Od tej pory Morvai regularnie chodzi na demonstracje skrajnej prawicy, które niemal zawsze kończą się walkami z policją.

Do zbadania działań policji w czasie zamieszek Morvai powołała Społeczny Komitet Prawniczy. Powstał on poniekąd w opozycji do powołanej przez premiera Gyurcsánya komisji pod przewodnictwem Katalin Gönczöl. Liczący ponad 250 stron raport - wydany później jako kolejna książka Morvai - odpowiedzialnością za wydarzenia obciążył premiera, który 'był świadom brutalności policji, wiedział o nieproporcjonalnych jej reakcjach na wydarzenia, a przy tym nie tylko nie zarządził zbadania sprawy, ale wręcz nakłaniał i zachęcał dowódców policji do dalszej przemocy i łamania prawa'. Język raportu nie stroni od mocnych wyrażeń. Premier nazwany jest 'psychopatą' oraz 'dyktatorem niszczącym swój kraj'. Ma 'krew na rękach'.

Z tego okresu pochodzi wypowiedź Morvai, że czuje wdzięczność dla premiera za to, że 'z obywatelki węgierskiej zrobił z niej patriotkę węgierską'.

Obrończyni Węgier

Reagując na ataki prasowe, z którymi spotkał się jej raport, zaczyna używać określeń 'nasi' - 'obcy'. Nie wskazuje wprost, o kogo chodzi, ale aluzje są na tyle czytelne, że łatwo się domyślić. W liście do jednej z gazet napisała: 'Towarzyszowi Megyesi, tak jak i większości was, obcych, nie podoba się, że my, Węgrzy, nie przyjmujemy bez słowa skazania nas na los kolonii, że nie reagujemy na wykład waszego ukochanego szefa Szymona Peresa na temat wykupienia Węgier słowami: szalom, szalom, zapraszamy, prosimy się obsłużyć. (...) Jeśli po 50 latach waszego komunizmu pozostałoby w nas choć trochę węgierskiego ducha, to po tak zwanej zmianie ustroju wy, obcy, nie rozpakowalibyście waszych legendarnych walizek, które podobno stały gotowe. Nie. Wraz ze swoimi walizkami wyjechalibyście stąd, i to już! (...). Byłoby pięknie, gdyby było choć trochę prawdy w tym strachu, który podobno wy, obcy, odczuwacie wobec podobno szalejącego tutaj antysemityzmu, faszyzmu itd. (...) Ale wy, obcy, wręcz przeciwnie, najwyraźniej się nie boicie, co więcej, wyzywacie nas od złodziei, a my jesteśmy takimi ofermami, że znosimy to bez słowa. Ale jak długo, drogi towarzyszu Megyesi, droga redakcjo, drodzy obcy? Nie będziemy tego znosić bez końca. Nie i nie! Bo my, szanowny towarzyszu Megyesi, szanowna redakcjo, szanowni obcy, my mamy tylko jedną ojczyznę. Węgry. To nasza ojczyzna, tu jesteśmy u siebie. Odbierzemy ojczyznę tym, którzy uczynili z niej zakładniczkę!'.

'Obcy' mąż

Wkrótce się okazało, że linia frontu między 'naszymi' i 'obcymi' przebiega przez rodzinę Morvaiów. Mąż Krisztiny György Baló, znany dziennikarz telewizyjny, okazał się nie 'nasz'. Jest nie tylko 'dziennikarzem reżimowym', ale, jak pisze skrajnie prawicowa prasa, też Żydem. Doszło do tego, że Baló w specjalnym oświadczeniu odciął się od działalności żony. 'Błędne jest twierdzenie, jakobym miał cokolwiek wspólnego z niezależną działalnością publiczną, autorską i prawniczą dr Krisztiny Morvai, która reprezentuje wyłącznie swoją osobę. Nie jestem współuczestnikiem tej działalności, a raczej jej adresatem. Wyrażam rodzinną solidarność z moją żoną, szanując przy tym jej niezależną postawę publiczną'. Ich małżeństwo w zasadzie się rozpadło, ale mieszkają razem. Morvai, która podkreśla swoją wiarę oraz to, że jest wnuczką księdza greckokatolickiego, wyjaśnia sprawę następująco. 'Częścią naszej rodziny jest trójka dzieci. Trzeba ponieść ofiary, by wiedziały, co to jest moralność. W niejednej rodzinie węgierskiej małżonkowie nie zgadzają się w kwestiach politycznych. Błędem byłoby traktowanie moich wypowiedzi jako poglądów męża, oględnie mówiąc. Żyjemy w czasach próby'.

Jedynka na liście Jobbiku

Przed tegorocznymi wyborami do Parlamentu Europejskiego przewodniczący powstałej w 2003 roku partii Jobbik Gábor Vona zaoferował jej pierwsze miejsce na liście wyborczej i Morvai propozycję przyjęła. W ten sposób i ona, i partia stanęły przed szansą wejścia do wielkiej polityki. Jobbik to skrajnie prawicowa partia, której nazwa oznacza zarówno 'lepszy' (pełna nazwa partii to Ruch na rzecz Lepszych Węgier), jak i właśnie 'bardziej prawicowy'. Publiczną działalność Jobbik rozpoczął od stawiania w centrach miast krzyży przed Bożym Narodzeniem, co było odpowiedzią na publiczne zapalanie świateł w świeczniku stawianym przez Żydów z okazji wypadającego nieco wcześniej niż Boże Narodzenie święta Chanuki. Poprzednie wybory do Parlamentu Europejskiego Jobbik zbojkotował na znak niezgody na członkostwo Węgier w Unii Europejskiej. W wyborach parlamentarnych w 2006 roku wystartował wspólnie z Węgierską Partią Sprawiedliwości i Życia, ale nie osiągnął nawet progu wyborczego.

Wiatr w żagle złapał po rzuceniu hasła o przestępczości cygańskiej. Rozpoczął nagłaśnianie przestępstw, które mniej lub bardziej zasadnie można było przypisać Cyganom, a także budował antyromską histerię, przedstawiając Cyganów jako pasożyty wykorzystujące Węgrów poprzez wyłudzanie zasiłków. Jako próbka retoryki partii niech posłuży stwierdzenie jej wiceprzewodniczącego Csanáda Szegediego: 'Węgrzy mają już dość tego, by z ich pieniędzy, z ich podatków, pod nadzorem państwa, w sposób przez państwo koordynowany na Węgrzech funkcjonowała hodowla Cyganów'. Sam termin 'przestępczość cygańska' był używany jako kategoria w oficjalnych statystykach milicyjnych w okresie kadaryzmu. Rezygnacja z niego była jednym z elementów liberalnych reform prawa po wprowadzeniu demokracji na Węgrzech.

Przy partii powstała jej osławiona przybudówka - paramilitarna Gwardia Węgierska umundurowana w stroje nawiązujące do strzałokrzyżowców, węgierskiego odpowiednika nazistów z czasów drugiej wojny światowej. Zaprzysiężenie pierwszych członków Gwardii, które odbyło się na budańskim zamku w sierpniu 2007 roku, odbiło się głośnym echem na Węgrzech i za granicą. Od tej pory Gwardia zaznaczała swoją obecność głównie organizacją przemarszów przez wioski cygańskie mających zastraszyć ich mieszkańców. Morvai nie jest członkiem partii, o czym chętnie przypomina, gdy dziennikarze pytają ją o bardziej szokujące wypowiedzi i działania Jobbiku. Firmuje ją jednak - na liście wyborczej zaraz za nią znajdują się Gábor Vona i Csanád Szegedi.

'Obcy' liberałowie

Partia na głównego przeciwnika obrała liberalny SzDSz, deklarując jako swój cel chęć bycia 'trzecią siłą', którą obecnie jest właśnie to ugrupowanie. SzDSz - mająca opozycyjne korzenie, jedna z głównych sił przełomu z 1990 roku - w połowie lat 90. wykonała woltę polityczną i mimo deklarowanego wcześniej antykomunizmu weszła w koalicję ze zwycięską wówczas partią socjalistyczną, z którą od tej pory współpracuje. W tym kontekście między działaczem SzDSz Péterem Gusztosem a Morvai doszło do wymiany listów. Gusztos przesłał jej listę pytań dotyczących jej publicznych wypowiedzi z prośbą o wyjaśnienie padających tam stwierdzeń, na którą Morvai odpowiedziała ostrym listem, dając pokaz swoich imponujących zdolności retorycznych.

Na pytania: 'Jak rozumieć stwierdzenie z pani przemówienia, że was trzeba się bać? Kto i dlaczego ma się was bać? Czemu cieszy to panią, że ludzie tu żyjący mają się bać pani i Jobbiku?' - odpowiedziała: 'Na przykład tacy ludzie jak pan, panie Gusztos, powinni żyć w strachu! Pan, który osobiście odpowiada za to, że jesienią 2006 roku 14 ludzi okaleczono, za brutalne zachowanie policji, za masowe naruszenia praw człowieka. (...) Bać się mają też oczywiście przestępcy. Dotąd w strachu żyły ofiary, czas, by zaczęli się bać oni. (...) Bać się też powinni przestępcy polityczno-gospodarczy, którzy doprowadzili kraj do stanu upadłej, pogrążonej w nędzy kolonii z Trzeciego Świata. Jestem prawniczką, sprawiedliwość, przywracanie jej, jest dla mnie powodem radości'.

Dalej zapytana, czy naprawdę uważa, że Węgrzy, którzy nie popierają polityki rządu, powinni uciekać się do metod Hezbollahu i Hamasu, i czy uważa, że te metody, czyli zabijanie niewinnych cywili, w jakiejkolwiek sytuacji mogą być wzorem do naśladowania, stwierdziła: 'Zabijanie niewinnych cywili jest raczej charakterystyczne dla popieranego przez was, obcych, Izraela, który ostatnio spowodował śmierć lub ciężkie obrażenia u 7 tys. ofiar w Gazie. I oczywiście także dla was, którzy tak chętnie strzelaliście w tłum, a potem daliście medal dowódcy policji, który wykonał wasze rozkazy. (...) Przez metody Hamasu rozumiem, że nie trzeba się mizdrzyć do okupantów, ale usunąć » przyczynę konfliktu «, czyli okupację. I dla nas, Węgrów, jeszcze nie jest za późno. Skończymy z niszczeniem rolnictwa, obronimy naszą ziemię przed wykupem, przeciwstawimy się okupacji. Bo Węgry należą do Węgrów! (...)'.

W liście tym Morvai wezwała swoich zwolenników, by spotkawszy polityków lub zwolenników SzDSz, wyrazili swoją pogardę i zażądali od nich usunięcia się z życia politycznego. SzDSz pozwał ją za to do sądu. Jako prawniczka Morvai starannie formułuje wypowiedzi. Nie powie na przykład, że przeprowadzając daną prywatyzację, dopuszczono się korupcji, tylko że 'odbyła się w atmosferze korupcji'. Podobnie nie powie, że Węgrami rządzą Żydzi, tylko że krajowi grozi los Palestyny albo że rządzą tu 'obcy'. Ale przyzwyczajeni do zakodowanych przekazów wyborcy i tak wszystko znakomicie rozumieją.

By Węgry nie stały się Palestyną

Morvai wyżywa się w walce i w sporze. Jej wypowiedzi na temat programu wyborczego partii są już mniej interesujące. Występuje w imieniu 'prostego człowieka' - rolnika, fryzjerki, sklepikarza, przedsiębiorcy - i przeciwstawia ich wielkiemu kapitałowi. Węgry mają być dla Węgrów, nie potrzeba tu zagranicznych korporacji. Siłą napędową gospodarki ma być rolnictwo, prywatyzację należy zrewidować i odebrać ukradzioną własność. Kredytów Węgry nie powinny dalej spłacać - dość już 'niewoli kredytowej', wystarczająco dużo zostało oddane. Węgry mają wszelkie dane, by odnieść sukces, dlatego wybrały je sobie zagraniczne potęgi. Jeśli Węgrzy nie zdołają obronić swej ziemi, 'z kraju zrobi się Palestyna i trzeba będzie wystąpić z Unii'. Morvai liczy na to, że w Parlamencie Europejskim znajdzie partnerów z innych krajów, którzy podzielają jej troskę o 'prostego człowieka', i że współpracując z nimi, będzie zmieniać Unię.

Na zdjęciu wyborczym prezentowała się ubrana w attylę, czyli tradycyjną węgierską kurtkę zapinaną z przodu na sznurowe pętelki. Jej założenie jest obecnie manifestacją poglądów narodowych. Ubiór ten, noszony dawniej wyłącznie przez mężczyzn, jest odpowiedni dla dzisiejszych poglądów i działalności Krisztiny Morvai. Podkreśla przy tym, jak bardzo dzisiejsza Morvai różni się od kosmopolitycznej działaczki feministycznej, którą była w latach 90. Symbolizuje długą drogę, którą przeszła od fascynacji nowinkami z Zachodu do zażartej obrony węgierskiej tradycji. Drogę, która stała się udziałem sporej części węgierskiego społeczeństwa.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się