http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Pochodnia

Katarzyna Surmiak-Domańska
27.10.2009 , aktualizacja: 13.11.2009 10:08
A A A Drukuj
Narzeczony Oksany 
Piotr również ucierpiał 
podczas pożaru. Ratując 
Oksanę, poparzył sobie 
ręce i głowę Fot. Fot . Albert Zawada Narzeczony Oksany Piotr również ucierpiał podczas pożaru. Ratując Oksanę, poparzył sobie ręce i głowę
'Włosy miałam wtedy bardzo długie. Najpierw one się zajęły, a potem już cała płonęłam jak pochodnia. Jedna myśl u mnie była: wyrzucić tę zapalniczkę. A nie mogłam. I nie wiem, ile trwało, aż ja rzuciłam i zaczęłam krzyczeć, a mój Piotrek obudził się i kołdrą zgasił ogień'
Olga Prots
Fot. Fot . Albert Zawada
Olga Prots
Z mamą i przyjaciółmi. Piknik w Porcie Praskim w Warszawie
Fot. Fot . Albert Zawada
Z mamą i przyjaciółmi. Piknik w Porcie Praskim w Warszawie
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE


Olga Prots, 44 lata

Dublany leżą 60 kilometrów od Lwowa i może 50 od Przemyśla. Tam się urodziłam, wychowałam. Tam mieszka mój były mąż, dwaj synowie z rodzinami, dwa lata temu umarła mama.

Jak doszło do pierwszego pożaru?

To było 16 lat temu. Chłopcy - siedem i dziewięć lat - byli jeszcze w szkole, a ja z pięcioletnią Oksanką wyszłam na chwilę do sklepu. Stoimy w kolejce i nagle przylatuje do sklepu starszy syn: 'Mamo, szybko, nasz dom się pali'. No to córkę zostawiłam u koleżanki, poleciałam do domu, a domu już nie było.

Ale co się stało?

Podobno wybuchło. Przyjechała policja, spisali, ale nigdy więcej się nie pokazali. Nic więc do dzisiaj nie wiadomo. Razem z domem spaliły się wszystkie meble, ubrania, sprzęty. Zostaliśmy tak, jak staliśmy. A zimno było, marzec. Nie mieliśmy gdzie spać, więc weszliśmy przez okno do opuszczonego kołchozowego baraku. I to jest do dzisiaj nasz dom. Ale to ruina. Bez prądu, woda w studni, ubikacja w podwórzu. Już się wali zresztą.

W tej samej wsi mieszka pani były mąż, ojciec dzieci. Widział spalony dom?

Jasne, że widział. Cała wioska przyleciała zobaczyć, co się dzieje. Postał, popatrzył i nic. Dzieci nawet na jedną noc nie wziął.

Płacił na dzieci?

Nic, w ogóle.

To jak tak można? Dzieci ma i nie płaci?

U nas tak nie karzą za to jak u was w Polsce. Płaci, to płaci, nie płaci, to nie płaci. Na początku coś tam dawał z emerytury matki, ale to było dla nich za ciężko. On zresztą nie pracuje, to z czego ma płacić?

A przedtem, jak był z panią, to też nie pracował?

Pracował. Jako murarz w kołchozie. A potem zaczął jeździć z kolegami do pracy na Sybir i zawsze wracał po pół roku bez kasy. A to mu nie wypłacili, a to mu ukradli, a to zgubił. A w domu to cały czas pił wódkę.

Ja to się od razu denerwuję, jak tego słucham, a pani tak spokojnie o tym opowiada, jakby się tym nie przejmowała.

A czym tu się przejmować? Pijakiem? Ja sobie sama radziłam. Szyłam na ten czas skórzane kurtki, a skórzane kurtki to bardzo drogo się ceniły. Siedziałam sobie z dziećmi w domu, miałam maszynę do szycia i sobie szyłam. Nie narzekałam.

Po co pani za mąż wychodziła za pijaka?

Wtedy jeszcze nie pił.

A długo go pani znała?

Podziel się