'Pytam, za co najbardziej kochają Julię Child. - Za jej autentyczność i genialne poczucie humoru. Za to, że pokazywała na własnym ciele, co to jest szynka albo łopatka. Za to, że ciągle coś upuszczała i popijała wino podczas programu
- Ziemniaki Dauphinoise (15-10-09, 01:00)
- Konfrontacja z szarą słoniną (10-11-09, 01:00)
- Łosoś w liściu (12-07-09, 01:00)
- Pieczona cytryna (27-06-09, 01:00)
- Pstrąg (21-06-09, 01:00)
188 cm do kochania
Właściwie pierwsza gwiazda kulinarna w historii telewizji nie miała w sobie nic z gwiazdy. Ani urody Nigelli Lawson, ani szelmowskiego uśmiechu Jamiego Oliviera, ani piekielnej energii Gordona Ramsaya. Potężna - 188 cm wzrostu, co w tamtych latach nie było atutem, za to bez zadyszki pozwalało ubić majonez lub z wdziękiem poćwiartować na oczach widzów gęś wielkości strusia. Niezbyt młoda - karierę telewizyjną zaczęła po pięćdziesiątce. Niespecjalnie szałowo ubrana i zawsze w tych samych loczkach. W dodatku śmiesznie mówiła - lekko skrzeczącym, nosowym głosem, przeciągając sylaby. Typ charakterystyczny, w żadnym razie - erotyczny. Nauczycielka, nie kusicielka. Kucharka, nie bogini. Kiedy jednak w 1963 roku w telewizji PBS ukazał się jej pierwszy program 'The French Chief', w którym pokazywała, jak przyrządzać boeuf bourguignon - wołowinę w czerwonym winie - Amerykanie pokochali ją od pierwszego wejrzenia. Jeden z jej fanów napisał kiedyś: 'Gdziekolwiek pojawia się Pani imię, wywołuje uśmiech na twarzach'. Miał rację. Kiedy w ostatniej chwili zapraszam sąsiadów na kolację, na hasło 'Julia Child' wpadają w zachwyt, przekładają ważne spotkania i zjawiają się w komplecie. To niespotykane w zapracowanej Ameryce, gdzie wszystko jest zaplanowane tygodnie naprzód! Podobnie w gigantycznej księgarni w Tysons Corner pod Waszyngtonem, gdy pytam o jej książkę kucharską, twarz sprzedawczyni nagle jaśnieje. - Julia Child? Bon appétit? - pyta z charakterystyczną intonacją bon motem Julii, którym zawsze kończyła swój program. - Uwielbiałam ją! W soboty rano po 'Ulicy Sezamkowej' oglądałam z mamą jej programy. Mama zapisywała każde jej słowo, ale nigdy nie gotowała, za bardzo była zapracowana.
Rzeczywiście. Kuchnia Julii nie znosi kompromisów. 'Zwyczajne składniki kupione w każdym sklepie mogą zamienić się w prawdziwe dania kuchni francuskiej' - przez lata przekonywała Amerykanów i dodawała: 'Potrzeba tylko dwóch przypraw wyjątkowych: czasu i miłości - do ludzi i do gotowania'. Jeśli komuś wydaje się, że była to propozycja makdonaldyzacji kuchni francuskiej na potrzeby zacofanych kulinarnie Amerykanów, grubo się myli. Przepisy z 'Mastering the Art of French cooking' - 743-stronicowej cegły bez jednego zdjęcia, ze zbiorem precyzyjnie opisanych, trudnych dań - wymagają absolutnego poświęcenia. Przez bite dwa dni siekam więc, obieram, blanszuję, karmelizuję, odcedzam, podsmażam, gotuję i piekę. Padam z nóg, ale efekty są. Boeuf bourguignon pachnie nieprawdopodobnie. Majonez ubijany mikserem puszy się w słoiku niczym paw. Od kupnego dzielą go lata świetlne.
Głodna
- Miałam potwornie późny start. Zaczęłam gotować w wieku 32 lat, wcześniej tylko jadłam - powie Julia Child w jednym z wywiadów. Wcześniej gotować nie musi. Jej rodzice Julia Carolyn i John McWilliamsowie w kalifornijskim domu w Pasadenie przez lata zatrudniają kucharza, ogrodnika i pokojówki, a do trójki ich dzieci - Julii urodzonej w 1912 roku, Johna (1914) i Dorothy (1917) - liczne niańki. Matka do końca życia będzie żartować, że udało jej się wychować 'pięć i pół metra dzieci'. Nie było to łatwe - wszystkie były bardzo wysokie, a długa, chuda i wysportowana Julia miała iście wilczy apetyt. Nieustannie była głodna i wciąż jadła. Miała to szczęście, że jej ojciec zarabiał grube dolary jako wiceszef wielkiej firmy J.G. Boswell produkującej żywność i budującej domy. Był żywym symbolem amerykańskiej prosperity początku XX wieku. Absolwent Harvardu, zagorzały republikanin, w latach 50. zwolennik senatora Josepha McCarthy'ego znanego z antykomunizmu i niechęci do obcych i czarnych. To przez niego między ojcem i Julią będą wybuchały awantury, a jej mąż Paul przestanie odwiedzać teściów. 'Gdybym nie zaczęła gotować, pewnie poślubiłabym jakiegoś bankiera republikanina i została alkoholiczką' - powtarzała na złość ojcu wielokrotnie.
W zamożnym i spokojnym domu McWilliamsów jada się niespecjalnie wykwintnie - pieczone mięsa, żeberka, sezonowe warzywa i biszkopty. Bez wina i wymyślnych deserów. Julię bardziej od siedzenia przy stole interesują książki, tenis, golf i koszykówka, jeżdżenie rowerem, łażenie po drzewach i próbowanie papierosów w sadzie. 'Pasadena to był raj. Pomarańcze, słoneczniki. Potem skończyłam anglistykę w Smith College w Massachusetts - nie byłam ani brylantem, ani kujonem, raczej średniakiem. Moje życie beztroskie jak motyl pełne było dobrej zabawy' - wspomni w 1999 roku Julia Child w wywiadzie rzece dla archiwów telewizji publicznej. Po studiach, jak sama przyznaje, mogła wyjść za mąż, zostać pielęgniarką, nauczycielką albo sekretarką. Tylko takie kariery uznawano za odpowiednie dla kobiet. Wybrała to ostatnie, a właściwie wzięła, co dali. Do Nowego Jorku przyjechała, bo marzył jej się etat sekretarki w 'New York Timesie', ale wylądowała w dziale reklamy firmy meblowej. - 18 dolarów tygodniowo. Niedużo, ale wystarczało. We czwórkę z przyjaciółmi wynajmowaliśmy mieszkanie, ale jakie wtedy były ceny! 50 centów kosztował lunch - pożywna zupa, ryba i deser. Czy warto było w ogóle gotować? - wspominała po latach.
W grudniu 1941 roku po ataku na Pearl Harbor jak wielu młodych Amerykanów chce zaciągnąć się do armii, do kobiecych oddziałów pomocniczych, ale nie przyjmują jej, bo... jest za wysoka. Trafia do nowo stworzonej agencji wywiadowczej Office of Strategic Services (OSS) w Waszyngtonie, która po wojnie zostanie przemianowana na CIA.Zostaje sekretarką samego szefa - generała Williama Donovana. Nie jest może typem szpiega, który z łatwością potrafi schować się w tłumie, ale mistrzowsko pisze na maszynie, świetnie sporządza informacje, jest dyskretna i sumienna. Kilkanaście miesięcy później Julia McWilliams pracuje już w specjalnej grupie wodnej OSS, która udoskonala ekwipunek dla żołnierzy - kamizelki, repelenty odstraszające rekiny i lusterka pozwalające dawać znaki helikopterom ratunkowym. W 1944 roku zostaje wysłana z misją gromadzenia informacji na Cejlon i do Chin. Tam poznaje mężczyznę, który uczyni ją Julią Child.
Zjeść siebie
'Ma 34 lata, jest zafascynowana kuchnią, lubi gotować i rozmawiać o jedzeniu. W dodatku jest dziewicą' - pisał do swojego brata Charlesa Paul Child. W oddziale OSS był odpowiedzialny za sporządzanie map. O dziesięć lat od niej starszy i sporo niższy, zdeprawowany seksualnie kawaler - przez 17 lat mieszkał bez ślubu w Paryżu i USA ze starszą o 20 lat metresą, która zmarła na raka. 'Czuję, że żyję tylko wtedy, gdy cię widzę, przytulam i zjadam' - pisała do niego Julia krótko po wojnie, po powrocie do Kalifornii. Paul sugerował, by przeprowadziła się do Waszyngtonu i została jego kucharką, a 'wtedy będą mogli jeść siebie nawzajem'. Pobrali się we wrześniu 1946 roku i od tego momentu byli nierozłączni. Paul zawsze będzie obecny w jej życiu nie tylko jako mąż, ale także wspólnik i pomocnik w interesach - agent, doradca, organizator, fotograf, grafik i projektant jej fantastycznej jak na tamte czasy kuchni, a nawet cierpliwy i pracowity pomywacz. Julia nigdy w odniesieniu do swojej kariery nie użyje sformułowania 'ja', zawsze - 'my', a jedyne, czego przez całe życie będzie żałować, to tego, iż nigdy nie będzie jej dane zamiast jagnięciny w ziołach czy szynki w maderze gotować zupek, kaszek i pieluch.
Muzyk, judoka, poeta, fotograf, malarz, ogrodnik, hutnik szkła, kelner, drwal, nauczyciel, guwerner. Paul wychowany przez samotną matkę artystkę (jego ojciec zmarł, gdy on i jego brat bliźniak mieli kilka miesięcy) imał się wielu profesji. Należał do generacji mężczyzn nowoczesnych, którzy w karierach swoich żon nie widzieli zagrożenia dla własnego ego. Kiedy zostaje dyplomatą, attaché kulturalnym w ambasadzie w Paryżu, a potem w Oslo, jego żona - Julia Child - pozostaje w jego cieniu. Kilka lat później, kiedy po jego służbie dyplomatycznej powrócą do USA, Paul autentycznie będzie cieszył się jej sukcesami: 'Czuję, że natura odzyskuje utraconą równowagę. Jestem nieustannie wdzięczny fortunie za to, że dane jest mi żyć z Julią. Nigdy nie jesteśmy osobno' - pisze w liście do brata.
Znakiem firmowym ich zwariowanej prawie 50-letniej miłości małżeńskiej (Paul umrze w 1992 roku w wieku 94 lat) staną się kartki, które co roku będą wysyłać przyjaciołom i rodzinie nie na święta Bożego Narodzenia, ale na walentynki. Julia i Paul nadzy w wannie pełnej piany i podpis: 'Szkoda, że was tu nie ma'. 'Myślę, że rolą kobiety jest wyjść za mąż za fajnego faceta i cieszyć się życiem domowym' - powie Julia w 1966 roku 'New York Timesowi', będąc u szczytu sławy, a feministki nie wybaczą jej tego nigdy. Wiele było w tym kokieterii - Julia poza gotowaniem nienawidziła prac domowych, uznawała je za głupie i nudne, a w dodatku była kobietą, która zamiast 'cieszyć się życiem domowym', zrobiła spektakularną karierę, zostawiając daleko w tyle osiągnięcia zawodowe swego męża. Jednak wizerunek żony, wielbicielki domowego ogniska, kobiety domowej był jej bardzo potrzebny. I mimo że ze wszystkich sił wspierała kobiety, które w tamtym czasie marzyły o karierze szefów kuchni (fundowała stypendia, pokazywała je w telewizji). Mimo że ucząc się gotowania w Paryżu, należała do słynnej elitarnej grupy gotujących kobiet, szefów kuchni - Cercle des Gourmettes. Mimo że wielokrotnie wyrażała poparcie dla organizacji proaborcyjnej Planned Parenthood ('Po prostu uważam, że kobiety powinny być traktowane jak ludzie' - mówiła), za feministkę nie uważała się nigdy.
Sztuka jedzenia
- Sztukę? Sport, muzykę? Co lubi pana żona? - zapytał bibliotekarz, kiedy Paul zwierzył się mu, że poszukuje jakiejś lektury, która zainteresowałaby jego lekko znudzoną kilkumiesięcznym pobytem w Paryżu żonę. - Julia najbardziej lubi jeść - odpowiedział Paul i wrócił do domu z adresem najlepszej w Paryżu szkoły kulinarnej. Z pierwszych zajęć Julia wróciła nadąsana. Zużyte naczynia, brudno, minimalne ilości składników, w dodatku poziom jak w przedszkolu, a przecież Julia, wiedząc, że wychodzi za mąż, przez kilka tygodni uczyła się gotowania w Kalifornii. Wtedy to co prawda spektakularnie spaliła kaczkę i rozgotowała na mamałygę sos berneński, ale przecież nigdy nie była urodzoną kucharką, która wchodzi do kuchni i w ciągu pięciu minut wyczarowuje z kilku składników pozostałych w lodówce rozkosz dla podniebienia. Julia Child smak swojej kuchni zawdzięcza ciężkiej pracy i wieloletniej nauce, do której aż się paliła. W Le Cordon Bleu trafia w końcu na kurs najbardziej zaawansowany - dla szefów kuchni. Może tam chodzić, bo płaci ciężkie pieniądze i jako Amerykanka ma wstęp na zajęcia. 'Nauczyli mnie tam gotować wszystko - od ślimaków po dziczyznę' - przyzna potem. Jednak swój pierwszy egzamin dyplomowy w Cordon Bleu obleje z kretesem - znienawidzona właścicielka szkoły zada jej pytania ze stopnia podstawowego, a tymczasem Julia wykuta na blachę z najtrudniejszych potraw zdenerwuje się i na egzaminie całkowicie posypie. Potem gotowania będzie ją uczył słynny Max Bugnard, który uczyni ją prawdziwym szefem kuchni. W końcu w marcu 1951 roku Julia Child jako pierwsza kobieta dostanie dyplom Le Cordon Bleu i jej kariera pójdzie jak po maśle. W 1961 roku ukaże się jej książka kucharska napisana z dwiema francuskimi kulinarnymi przyjaciółkami - Simone Beck ('Simcą') i Louisette Bertholle, która odkryje dla Amerykanów wykwintną kuchnię francuską; warto dodać, że książka była dla 'kucharzy, którzy nie posiadają służących'. Kiedy dwa lata później Julia Child zadebiutuje w programie 'The French Chief', książka błyskawicznie zniknie z półek w nakładzie 1,6 mln egzemplarzy, czyniąc Julię gwiazdą na zawsze.
Ocalcie wątrobę!
Boeuf bourguignon - wołowina z warzywami wykąpana w butelce młodego wina beaujolais czy burgunda, pieczona na wolnym ogniu przez trzy godziny, okraszana karmelizowanymi szalotkami i smażonymi grzybami, wywołuje zachwyt. Potem jest jeszcze lepiej. 12 osób, siedząc przy stole i powoli smakując jej ulubione ciasto migdałowo-czekoladowe - Reine de Saba - głośno mlaszcze i mruczy. Pytam, za co najbardziej kochają Julię Child. - Za to, że była taka zwykła i przez to bliska. Za jej autentyczność i genialne poczucie humoru. Za to, że na własnym ciele pokazywała, co to jest szynka albo łopatka, albo chwytała oskubaną gęś za skrzydła i z dumą prezentowała: 'Oto 10-funtowa piękność!'. Za to, że ciągle coś upuszczała i popijała wino podczas programu (tak naprawdę spadł jej kawałek placka ziemniaczanego, kiedy przewracała go na patelni, a na wizji piła głównie wodę i sok). Za to, że tak dobrze się trzymała i powtarzała: 'Jedyny czas, kiedy warto być na diecie, to czas oczekiwania na usmażenie steku' (w rzeczywistości odchudzała się wielokrotnie, od pewnego czasu nosiła perukę i miała kilka liftingów twarzy). Wszyscy wspominają też jej liczne parodie, w tym najsłynniejszą Dana Aykroyda w 'Saturday Night Live', kiedy to 'Julia', patrosząc kurczaka, odcina sobie palec i krwawiąc, krzyczy: - Ocalcie wątrobę!
Podobno prawdziwa Julia bardzo się śmiała, oglądając ten skecz. Nie mogła natomiast zrozumieć, dlaczego pewna młoda kobieta postanowiła ugotować 524 jej potrawy w 365 dni (a jeszcze inna potem nakręciła na tej podstawie film). Sara Multon, wieloletnia przyjaciółka Child, twierdzi, że Julia po prostu nigdy nie lubiła tych, którzy chcą wyrobić sobie nazwisko na jej plecach, a co gorsza, zarobić na tym duże pieniądze. - Nigdy nie zaangażowała się w reklamę żadnego produktu - wspomina Multon. - Była skromna, ale naprawdę wiedziała, kim jest i czego pragnie. Odmówiła nawet wówczas, gdy grupa ogrodników z Santa Barbara chciała nazwać jej imieniem różę w maślanożółtym kolorze (Child była wielką miłośniczką masła w kuchni; ogrodnicy i tak nazwali różę jej imieniem).
Gdy mieszam w garnku jej zupę cebulową, myślę o tym, że pewnego sierpniowego wieczoru 2004 roku zjadła ją ze smakiem, położyła się spać i już się nie obudziła. W wieku 92 lat znów stanęła w swojej niebieskiej kuchni. Pewnie przetarła garnki i patelnie i ugotowała Paulowi solidny obiad, pamiętając o radach, które zamieściła w swojej kultowej książce: 'Ofiaruj sobie wiele czasu. Zawsze zwracaj uwagę na detale - niewielka różnica w przyrządzaniu może stworzyć wielką różnicę w smaku. Sprzątaj po sobie tak często, jak tylko możesz. Naucz się używać rąk i palców - są wspaniałymi narzędziami. Noże miej zawsze pod ręką. Dobrze naostrzone'. Różę Julii Child można zobaczyć w internecie, wstukując jej nazwisko i hasło 'rose', a jej niebieską kuchnię - w Muzeum Historii Amerykańskiej w Waszyngtonie. Wstęp dla wszystkich bezpłatny. Ja dołączam kilka oryginalnych przepisów Julii.
Boeuf bourguignon - wołowina w czerwonym winie z bekonem, cebulą i grzybami
15 dag świeżego bekonu
-
Tu Julia Child. Bon appétit!
tjaryma6
08.10.09, 15:55
Zobaczcie jak gotuje www.pbs.org/juliachild/ jest strasznie oryginalna i zabawna»
-
Julia Child & French Culinary Institute NYC.
motoricus
08.10.09, 19:29
W roku 2000 skonczylam 9- miesieczny kurs gotowania w French CulinaryInstitute w Nowym Jorku. Zajecia odbywaly sie pod okiem najlepszych owczesnychszefow kuchni francuskiej w NY- Andre »
-
Julie/Julia - o książce słów parę
melanto
12.10.09, 08:16
Skuszona popularnością filmu "Julie/Julia" postanowiłam najpierw przeczytaćksiążkę pod tym samym tytułem. Liczyłam na literaturę lekką, dowcipną, zkonceptem i przepisamu do wynotowania. Po »
W numerze z 30 stycznia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
-
Najgorsze - list tygodnia
Ktoś nas musi nauczyć umierać razem. Nie osobno
-
Kobieca solidarność
Solidarnie nie wyciągajmy rączek po cudzych mężczyzn






odtwórz




