http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Zanzibar - spełnione marzenia

Bartosz Biedrzycki
28.09.2009 , aktualizacja: 28.09.2009 09:07
A A A Drukuj
Dom na Zanzibarze Dorota kupiła w tajemnicy przed rodziną i polskimi znajomymi. 
Wykorzystując Skype'a, prowadzi w nim biuro podróży. Fot. archiwum prywatne Doroty Katende Dom na Zanzibarze Dorota kupiła w tajemnicy przed rodziną i polskimi znajomymi. Wykorzystując Skype'a, prowadzi w nim biuro podróży.
Zbliżając się do pięćdziesiątki, spełniła swoje marzenie - ma dom w Afryce. I afrykańskiego męża - najlepszego miejscowego divemastera, przewodnika po podwodnych rafach koralowych. Podobno była pierwszą Polką, która wyszła za Zanzibarczyka. I wygląda na to, że z czwartym mężem jest szczęśliwa jak nigdy dotąd.
Matka Ibrahima cieszy się, że Justin pojął za żonę Europejkę, 
bo będzie łożyć na dziecko więcej
Fot. archiwum prywatne Doroty Katende
Matka Ibrahima cieszy się, że Justin pojął za żonę Europejkę, bo będzie łożyć na dziecko więcej
Dom na Zanzibarze
Fot. archiwum prywatne Doroty Katende
Dom na Zanzibarze
ZOBACZ TAKŻE
Konkurs: wygraj wycieczkę na Zanzibar! Weź udział w konkursie.

Regulamin konkursu

Zobacz
zdjęcia z Zanzibaru

Jest jeszcze rześko, ale za chwilę będzie jak w maglu, wystarczy, że wstanie słońce. W takim maglu o zapachu imbirowo-goździkowym z otwartymi na przestrzał oknami, bo na wybrzeżu przecież wieje wiatr. Dorota Katende nawet głowy z łóżka nie podnosi i już widzi, że ocean dzisiaj jest trochę mniej spokojny. Ocean Indyjski, bo dom Doroty, oddalony o kilkadziesiąt palm od najbliższego meczetu, stoi w wiosce Jambiani na wschodnim wybrzeżu Zanzibaru. Na śniadanie Dorota zje mango, marakuję, papaję. Zbliżając się do pięćdziesiątki, spełniła swoje marzenie - ma dom w Afryce. I afrykańskiego męża - najlepszego miejscowego divemastera, przewodnika po podwodnych rafach koralowych. Podobno była pierwszą Polką, która wyszła za Zanzibarczyka. I wygląda na to, że z czwartym mężem jest szczęśliwa jak nigdy dotąd.

Matka, żona, bizneswoman

Z marzeniami o Afryce wcale nie było łatwo. Realia mocno ściągały do ziemi. Bo kiedy pojawiły się marzenia, był już i 13-letni Karol, i czteroletnia Iza, i trzyletni Mikołaj. Była jeszcze 14-letnia pasierbica i mąż, który kilka lat wcześniej hodował i sprzedawał róże, tryskał humorem i optymizmem, a teraz raczej wybucha sarkazmem i cynizmem. A przecież miała wyższe wykształcenie ekonomiczne, własny salon kosmetyczny. To ona, będąc w ciąży, ścinała róże, spiesząc się przed przymrozkami, i sprzedawała je na targu, kiedy mąż bezskutecznie przez pół roku szukał pracy w Stanach. To ona sprzedała swój salon kosmetyczny, żeby kupić maszyny do produkcji pustaków, żeby postawić halę i wreszcie otworzyć sklep z meblami rattanowymi, który zupełnie nieźle rozkręciła. Na początku lat 90. meble rattanowe to był hit.

Z poprzedniego małżeństwa wyniosła kiepskie doświadczenia - żony bogatego właściciela kwiaciarni, który płacił i wymagał absolutnego posłuszeństwa. Kiedy już nie mogła znieść odgrywania słodkiej idiotki, pojechała do Wielkiej Brytanii pakować w fabryce wyposażenia barów i podawać kawę, dzięki czemu miała na salon kosmetyczny. To właściwie można uznać za pozytywne doświadczenie.

Więc w 1994 r. Dorota ma 35 lat i tak po ludzku przestaje widzieć w tym wszystkim sens. W tej ciągłej harówie w pracy i w domu, w wysłuchiwaniu docinków. Chce uciec od wszystkiego.

Tak jak ona o Afryce marzy wtedy wielu. I co z tego.

Decyzja

- Jedź do Afryki - nakłania Edyta, pracownica rattanowej firmy, która nieoczekiwanie staje się powiernicą Doroty. Cztery słowa wystarczyły, żeby Dorota się przed nią otworzyła: 'Jak on tak może?' - zadane po kolejnych docinkach przy gościach podczas kolacji: że nie ma poczucia humoru, że jest kiepską gospodynią, że na niczym się nie zna.

Dorota nie jest przekonana do wyjazdu. - Kto to widział żonę i matkę czwórki dzieci, która rzuca wszystko i pozwala sobie na Afrykę?

- Potrzebujesz odpoczynku.

- Choroby tropikalne, robaki.

- Byłam i żyję - bo rzeczywiście Edyta była w południowej Afryce.

- A kto się zajmie dziećmi?

- Ja. Masz gosposię, która się wszystkim zajmuje, ja tylko popatrzę, czy wszystko idzie jak trzeba. Jak zachorują, na głowie stanę.

- W końcu też mi się coś należy - konstatuje Dorota.

Rodzice pytają po co. Siostra mówi, że to za duże ryzyko. Znajomi pukają się w głowę. Mąż uważa, że to śmieszne. Tylko pieniądze, 1,8?tys. dol. - to nie problem, ale i tak niektórym znajomym mówi, że safari w Kenii wygrała, żeby nie wyglądało na zbytnią nonszalancję.

Podziel się