Gwiazdy zawsze wykorzystywały sławę, by zabrać głos w sprawach ważnych i globalnych. Pop i polityka spotykają się nie tylko na widowiskowych galach charytatywnych, a tak zwana muzyka zaangażowana to dziś już leciwy, wysłużony gatunek, liczący sobie co najmniej tyle dekad, ile widnieje w metryce pierwszego wędrownego folkowego barda. Bono, lider irlandzkiej grupy U2, swego czasu regularnie dostępujący audiencji u Busha juniora i piszący prologi do poważnych książek o ekonomicznych problemach świata, to wariant tak skrajny, że już kuriozalny. Ale ten mesjański zew odzywa się raz na jakiś czas w artystach różnego pochodzenia i kalibru, od Boba Geldofa, dziś przy całym medialnym i gwiazdorskim zapleczu Live Aid uprawiającego jednak aktywizm w wydaniu glamour, po Katie Meluę, piosenkarkę co prawda mdłą, ale za to ekonomicznie świadomą na tyle, by w wywiadach domagać się socjalnej równości. Zatem nie żarliwe manifesty w tekstach wyróżniają Sister Fa spośród zastępów zatroskanych losami ludzkości mądrali - rapująca Senegalka nie poprzestaje na idealistycznych postulatach bez pokrycia. W objazdową akcję edukacyjną po wioskach, którą przeprowadziła jakiś czas temu, zaangażowała prywatne fundusze. Nie łaszczy się na flesze i reflektory, a kiedy trzeba, zbeszta niejednego ministra.
Hiphopowa emancypacja
Jak spektakularnie dać wyraz niechęci do ucisku patriarchatu? Wyrwać się z jednego dyskryminującego środowiska, wejść w drugie, jeszcze bardziej seksistowskie, i tam odnieść sukces. To właśnie zrobiła Sister Fa, sprzeciwiając się najbliższej rodzinie. Ojciec nie akceptuje drogi, którą poszła, wujek, u którego mieszkała po wyprowadzeniu się od ojca, też niespecjalnie popierał jej odważne życiowe wybory. 'Byłam najgorsza, bo wychodziłam z domu i ubierałam się jak facet' - wspomina.
Senegal to wciąż kraj radykalnej męskiej dominacji, obyczajowo zacofany i ortodoksyjny. Sister Fa domagała się niezależności, a to najgorszy z grzechów. Mogła się emancypować na milion różnych sposobów, wybrała najtrudniejszy - karierę raperki. Hiphopowa branża nie sprzyja kobietom nawet w ucywilizowanej części przemysłu muzycznego, i tu triumfują naprawdę tylko najbardziej zdeterminowane. 'Miejsce kobiety jest w kuchni, ma siedzieć w domu, gotować i sprzątać. Promotorzy nie traktują rapujących kobiet poważnie i nie chcą inwestować w ich kariery, bo są pewni, że jak tylko te wyjdą za mąż i zaczną rodzić dzieci, zamkną się w domach i zapomną o muzyce. W przeciwnym razie rodziny byłyby niezadowolone' - objaśnia niekorzystne realia. Mimo to w świecie nierównych szans jej udało się odnieść gigantyczny, niespodziewany sukces, mierzony nie tylko nagrodami senegalskiego show-biznesu, ale też rozkręcającą się właśnie karierą międzynarodową.
Dobry towar eksportowy
Fatou Mandiang Diatta, teraz po prostu Sister Fa, zaczęła nagrywać pierwsze kompozycje, mając 19 lat. Początkowo nieśmiało i skromnie, by kilkanaście miesięcy później, zaraz po nagłej śmierci matki, zrezygnować ze szkoły i poważnie poświęcić się muzyce. Impulsem była nie tylko osobista tragedia, ale także brutalna rzeczywistość, w której dorastała. Bo choć Senegal cieszy się opinią najbardziej stabilnego i nowoczesnego politycznie państwa Afryki, ostatnie trzy dekady to czas krwawych lokalnych zamieszek, buntów i terroru wprowadzonego przez separatystów domagających się niezależności regionu, w którym dorastała Sister Fa. 'Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo 1999 r. W wiosce, w której mieszkałam, mordowano ludzi. Wszystko wydarzyło się tak nagle, nie było ucieczki. Moi znajomi w ogniu krzyżowym. Rebelianci uciekający się do coraz bardziej ekstremalnych metod. To był moment, w którym zdecydowałam się zabrać głos przeciwko nie tylko tej konkretnej sytuacji, ale także każdej życiowej niesprawiedliwości, którą widziałam bądź której doświadczyłam. I właśnie dzięki hip--hopowi mogłam to zrobić'.
Na początku mijającej dekady pojawiała się regularnie na tematycznych hiphopowych imprezach - propagujących humanitaryzm, tolerancję religijną. W 2005 r. wydała pierwszy album i zdobyła tytuł najlepszego senegalskiego debiutanta. W maju 2009 r. ukazała się jej pierwsza międzynarodowa płyta, przynosząc Sister Fa opinię najlepszego muzycznego towaru eksportowego Senegalu od czasu podobnie gorliwie wojującego o równość i wolność pieśniarza Youssou N'Doura (muzyk również wystąpi na tegorocznym festiwalu Skrzyżowanie Kultur). Nie poszła jednak na kompromis ze światem i nie przygotowała płyty w uniwersalnej wersji językowej, czyli po angielsku. Sister Fa rapuje głównie w dialektach zrozumiałych tylko dla rdzennych mieszkańców Senegalu, rzadziej po francusku. Europejczyk musi uwierzyć wywiadom, w których Fa wyjaśnia, o czym są jej teksty.
Piosenki o obrzezaniu
To o czym? Jeden jest poświęcony zmarłej matce, jeden - kobietom pracującym ponad siły, jeden - senegalskim żołnierzom wysyłanym na rzeź, jeden - młodej dziewczynie, którą zmuszono do małżeństwa zaaranżowanego wbrew jej woli przez rodzinę, jeszcze inny - epidemii wirusa HIV wśród senegalskich kobiet. Zwykle bohaterką jest afrykańska kobieta i jej los. Dla Sister Fa feminizm to konsekwentna walka z realnym problemem. Za główny cel obrała sobie powszechną w Senegalu praktykę okaleczania intymnych narządów kobiecych. Choć obrzezanie kobiet zostało tam?zakazane dziesięć lat temu, senegalskie społeczeństwo ignoruje dyrektywy Światowej Organizacji Zdrowia. Odsetek obrzezanych kobiet osiąga nawet 20 proc. 'To śmiertelnie niebezpieczny zabieg - mówi Sister Fa. - Na własne oczy widziałam martwe dzieci. Niezależnie od kosztów należy walczyć z tą praktyką i zaniechać jej na zawsze. Ale to złożony problem, kobiety poddaje się obrzezaniu od jakichś trzech tysięcy lat. Sama jestem ofiarą'.
Sister Fa pojechała w edukacyjną trasę po miasteczkach i wioskach Senegalu, całe przedsięwzięcie finansując z własnej kieszeni. Nie robiła nadętych odczytów - pokazywała film senegalskiego reżysera opowiadający historię dwóch młodych dziewczyn, które uciekły z rodzinnej wioski właśnie ze strachu przed obrzezaniem. Na darmowe projekcje ściągnęła tłumy, choć akcja wymagała rządowej zgody i nie obeszło się bez awantury w ministerstwie zajmującym się sprawami senegalskich kobiet.
Siostra w Berlinie
W marcu 2006 r. Sister Fa przeniosła się do Berlina, by tam zamieszkać ze świeżo poślubionym austriackim etnologiem i dokumentalistą. 'Na początku było dziwnie. Jestem przyzwyczajona do piania kogutów i meczenia owiec, w dużym mieście czuję się nieswojo. Ale jestem tu z powodu mężczyzny, którego kocham, mojej muzyki, z którą chciałabym jak najwięcej osiągnąć, i tych paru innych rzeczy, które chciałabym zrobić, by poprawić życie jak największej liczby osób'. Nawigowanie muzyczną karierą w Berlinie jest prostsze, co odbija się w zapchanym kalendarzu Sister Fa. Regularnie bierze udział w projektach społecznie zaangażowanych, od pojedynczych albumów począwszy, a na dużych imprezach skończywszy. Gościnnie pojawiła się chociażby na składance opatrzonej szyldem 'Pop and Islam', próbie poprawienia reputacji religii wciąż nierozumianej przez świat zachodni. Powoli przymierza się do koncertów poza Niemcami. Jednak deklaruje, że bez względu na to, gdzie zamieszka i dokąd pojedzie, Senegal nie przestanie być obecny ani w jej muzyce, ani w działalności poza sceną.