Często rozmawia pani z Oliwią, Szymonem i Jasiem o ich mamie?

Bardzo często. Jako babcia staram się też raz na jakiś czas zabrać wnuki na cmentarz. Z reguły idziemy w takich godzinach, żeby nie było ludzi. Bo jak już ktoś zobaczy, że stoję z dziećmi, to zaraz jest zainteresowany, zaczyna się ruch, ciekawskie spojrzenia. I nie ma szans na skupienie. Jak jesteśmy sami, to zostawiam dzieci przed grobem Ani, a sama odchodzę do szwagra, który leży dwa groby dalej. Oliwka trzyma Jasia i Szymona za ręce. Postoją trochę, po swojemu przemyślą. Jak widzę, że się już przeżegnają, idę po nie i wracamy do codzienności. Nie pytam o nic, nie rozmawiamy. To trudne, ale muszą być silne.

Ich ojciec Jarek, któremu przyszło zmierzyć się z rolą samotnego rodzica, spisuje się znakomicie. No i ma wsparcie bliskich, zwłaszcza swojej mamy. My z moją...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.