Przychodziła, mówili, nie wiadomo kiedy i skąd. Bezszelestność, nieoczekiwane pojawianie się i znikanie zapamiętali wyraźnie. Zastanawiali się potem, jak mogli jej nie zauważyć, nie usłyszeć kroków, nie dostrzec cienia sylwetki. Długo się jeszcze sobie dziwili.

Był koniec lat 20., kiedy starsi wychowankowie wystawili noworoczną szopkę. Trochę w niej żartowali, ale ktoś, może nawet poważnie, zaproponował: do fartucha, który zawsze zakłada na suknię, doszyjmy pani Stefie dzwoneczki. Dźwięk, pomyśleli, da nam znać, że się zbliża.

***

W Ramli w środkowym Izraelu mieszka Szlomo Nadel. Niski blok na tyłach głównej ulicy i przecinającej miasto autostrady, obłożony blachą falistą, talerzami anten satelitarnych i kotami. Wychodzą zewsząd i wyją - nie miauczą.

W Domu Sierot był Szlomkiem, jest nim znów,...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.