http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Maya Deren

Marcin Giżycki
2003-07-19, ostatnia aktualizacja 2003-07-15 12:49

Nie mieściła się w swoim drobnym ciele. Pisarka Anais Nin nazwała ją w pamiętnikach "ukraińską cyganką w aureoli dziko kręcących się włosów". Dla filmoznawców pozostanie jednym z najważniejszych teoretyków kina i założycielką amerykańskiego kina awangardowego. Dla antropologów - badaczką wudu. Dla amerykańskiego feminizmu - patronką. Dla tych, którzy ją znali osobiście - zjawiskiem z trochę innej planety.

Maya Deren z charakterystycznie wzniesioną dłonią w geście Primavery Botticellego. Najbardziej znany portret Deren
Fot: Zeitgeistfilm / Alexander Hammid
Maya Deren z charakterystycznie wzniesioną dłonią w geście Primavery Botticellego. Najbardziej znany portret Deren
ZOBACZ TAKŻE
Elinka

Maya Deren przyszła na świat jako Eleanora Derenkowska w Kijowie w roku rewolucji październikowej. Dokładnie 29 kwietnia (mniej więcej w tym samym czasie Lenin powrócił do Piotrogrodu z emigracji). Imię otrzymała po Eleonorze Duse, wielkiej włoskiej aktorce, sławnej między innymi z umiejętności wcielania się w bardzo różne postacie. Niewątpliwie coś z tego talentu patronki przeszło też na przyszłą Mayę. Ojciec Elinki, jak ją nazywano w domu, był znanym w mieście psychiatrą. Podobno po rewolucji pracował w pionie oświaty w Armii Czerwonej, gdzie poznał Trockiego.

Nie były to łatwe czasy dla kogokolwiek, a już zwłaszcza dla dobrze sytuowanej żydowskiej rodziny w stolicy Ukrainy. W 1922 roku doktor Solomon Dawid Derenkowski i jego żona Maria podjęli decyzję o wyjeździe z sowieckiej Rosji i wraz z pięcioletnią Elinką przez Polskę i Francję dotarli 18 września do sławnego nowojorskiego portu dla imigrantów na Ellis Island.

O swoich rosyjskich latach Deren pisała już jako amerykańska studentka: "Pamiętam tylko wysoki, ceglany, czerwony mur ogrodu botanicznego, w którym się bawiłam, pożar w naszej kamienicy, ucieczkę przez granicę i niewiele więcej. Ale moi rodzice (jestem jedynaczką) zabrali ze sobą środowisko, w którym pozostałości tkwiącego we mnie słowiańskiego temperamentu mogły rozkwitać, aż stały się taką częścią mnie samej, że nie są wyłącznie wspomnieniem".

Bootsy

Derenkowscy osiedlili się najpierw w Ohio, a później w Syracuse. Doktor Derenkowski został lekarzem w państwowej szkole dla psychicznie chorych. Wykładał też na stanowym uniwersytecie w Syracuse. Pracował nieprzerwanie aż do śmierci w 1943 roku. Jego córka została wzorową uczennicą. Po przeprowadzeniu testów na inteligencję nauczyciele zdecydowali się przenieść ją do wyższej klasy. Główną troską Elinki była więc nie nauka, lecz figura. Jej feler (zbyt grube łydki) miały tuszować wysokie buty. Od nich wziął się autoironiczny przydomek "Bootsy" (od "boots" - botki), którym podpisywała się w listach do rodziców. Najczęściej jednak Elinka mówiła o sobie "Elinor", rozwiązując problem, jaki z jej imieniem (pisanym teraz "Eleanora") mieli Amerykanie.

W nagrodę za postępy w nauce (a też z powodu rosnących nieporozumień między rodzicami) „Elinor-Bootsy” pojechała z matką w 1930 roku do międzynarodowej szkoły przy Lidze Narodów w Genewie. Spędziła tam trzy lata. Na zakończenie nauki napisała pracę „Historia i obecna sytuacja rosyjskich chłopów”. Chodzenie do kina nie należało chyba jeszcze do jej głównych zajęć, ale przynajmniej jeden film zrobił na niej niezapomniane wrażenie. „Co do nowin, to widziałam w sobotę »Na Zachodzie bez zmian « - pisała do matki. - To było wspaniałe i okropne zarazem. Dwie osoby na widowni wpadły w histerię i niemal wszyscy płakali. Ja byłam jednak cały czas zbyt napięta, by płakać”.

Eleanora

Po powrocie ze Szwajcarii Eleanora Deren (Derenkowscy przyjęli tę formę nazwiska w 1928 roku, kiedy uzyskali obywatelstwo amerykańskie) dostała się na studia dziennikarskie w Syracuse. W 1935 roku wyszła za mąż za kolegę ze studiów, trockistę Gregory'ego Bardacke'a, też emigranta z Rosji (rozstali się po trzech latach). Zamieszkali w Nowym Jorku. Atmosferę środowiska komunizujących działaczy, w którym znalazła się osiemnastoletnia Deren, oddaje tytuł jej wiersza opublikowanego w studenckim piśmie "Młodzież maszeruje". W napisanej na studiach pracy seminaryjnej (temat: "Autoportret") stwierdzała zaś: "Ojciec mówi mi, że jak daleko sięga pamięcią, zawsze wszystko analizowałam, po czym buntowałam się przeciw niesprawiedliwości społecznej wokół. (...) Moje życie musi mieć znaczenie przynajmniej dla mnie samej. Dlatego jestem - jak to się mówi - radykałem. Chociaż filozofia marksistowska w powszechnym rozumieniu dotyczy wyłącznie ekonomii, dla mnie (...) stała się ona nieodłączną częścią życia".

Ten swój radykalizm kładła na karb słowiańskiego temperamentu. "W moim pochodzeniu tkwi wyjaśnienie, kim jestem" - pisała. Już po śmierci Deren jej bliscy będą wspominać, że w głębi duszy pozostałą Rosjanką. Chętnie ubierała się z rosyjska i tańczyła "kazaczoka".

Po dyplomie Eleanora została na krótko sekretarzem Krajowego Biura Ligi Młodzieży Socjalistycznej w Nowym Jorku i zaangażowała się w organizację amerykańskiej Partii Socjalistycznej. Chodziła na wykłady w sławnej nowojorskiej uczelni New School for Social Research, wsławionej m.in. przyjęciem w 1933 roku w poczet profesorów licznych uciekinierów politycznych z faszyzującej się Europy (którzy założyli w ramach tej szkoły tzw. Uniwersytet na Wygnaniu).

Już po rozwodzie Deren zdobyła tytuł magistra z literatury angielskiej na innej prestiżowej uczelni - Smith College - która w powojennych czasach stała się głównym w Ameryce ośrodkiem myśli feministycznej. Zaczęła utrzymywać się z sekretarzowania pisarzom: Edzie Lou Walton, Williamowi Seabrookowi i Maksowi Eastmanowi.

W 1940 roku wyjechała do Kalifornii. To była przełomowa decyzja dla jej przyszłej kariery artystycznej. Została asystentką do spraw literackich w zespole znanej czarnoskórej choreografki Katherine Dunham, która miała też, warto to podkreślić, dyplom z antropologii (Murzynka z ukończonymi studiami - rzecz niezwykła w ówczesnej Ameryce). W znakomitym filmie dokumentalnym austriackiej reżyserki Martiny Kudláček "W zwierciadle Mai Deren" Dunham wspomina, że gdy tylko podczas prób rozlegały się bębny, Maya, a właściwie jeszcze Eleanora, nie mogła usiedzieć spokojnie i w końcu podrywała się do tańca. To Dunham zaraziła swoją asystentkę folklorem haitańskim. I to ona, niestety, poznała Eleonorę z doktorem Maksem Jacobsonem, z którego porad korzystało wielu artystów w Hollywood. Znany był on z przepisywania pacjentom regeneracyjnych mikstur, jakoby witaminowych, naprawdę naszpikowanych narkotykami. Te środki "wzmacniające" będą towarzyszyć Deren do końca życia.

Owocem pobytu Eleanory w zespole Dunham był esej "Religijne opętanie w tańcu" zamieszczony w piśmie "Educational Dance" w 1942 roku - pionierskie studium na temat psychologii tańca. W konkluzji Eleanora stwierdzała, że taniec współczesny utracił pierwotne związki z religią na rzecz indywidualnej artystycznej ekspresji i powinien rekompensować ową stratę, stając się w większym stopniu doświadczeniem społeczności, w której jest uprawiany. To były zaczątki manifestu sztuki tańca, jaką Deren, społeczna aktywistka, chciała tworzyć.

Maya

W Los Angeles Eleanora poznała starszego o dziesięć lat filmowca i fotografa z Czechosłowacji Alexandra Hackenschmieda (później znanego pod przybranym nazwiskiem Hammid). Jego film "Na praskim zamku", zwany też "Symfonią architektury", zyskał już wtedy światowy rozgłos. Pobrali się. Hammid wtajemniczył Eleanorę w arkana fotografii i filmu, pozostawiając nam przy okazji setki jej portretów w przeróżnych wcieleniach. W 1943 roku, tuż przed przeniesieniem się do Nowego Jorku, Eleanora i Sasza wspólnie zrealizowali piękny, nastrojowy i dziwny film "Meshes of the Afternoon" ("Popołudniowe sieci") uznany za sztandarowe dzieło amerykańskiej awangardy filmowej.

Film ten rozgrywa się w scenerii malowniczego kalifornijskiego domu (ówczesnego mieszkania twórców), w którym dzieją się rzeczy na pograniczu snu i jawy. Młoda kobieta (grana przez Eleanorę), idąc drogą, znajduje porzucone przez inną kobietę kwiat i klucz. Klucz pasuje do drzwi domu, do którego zmierza. Dom jest pusty, chwilę wcześniej wyszedł z niego mężczyzna (Sasza), którego znikającą za zakrętem sylwetkę przez moment widziała wcześniej. We wnętrzu zwraca jej uwagę bochenek chleba z wbitym nożem. Wchodzi na górę, siada na miękkim fotelu i zapada w sen. Pojawiają się jej sobowtóry i kobieta z lustrem zamiast twarzy. Jedna z bliźniaczych postaci w dziwacznych okularach o metalowych kulach w miejscu szkieł usiłuje zabić śpiącą. Ta budzi się w ostatniej chwili i widzi pochylającego się nad nią mężczyznę z pierwszych ująć filmu. Razem udają się do sypialni, gdzie ona zadaje mu niespodziewanie cios nożem. Ale jego oblicze okazuje się tylko zwierciadlanym odbiciem i rozpryskuje się na kawałki. Mężczyzna wraca ponownie i tym razem zastaje kobietę martwą w fotelu.

To poetyckie dzieło, pełne wystudiowanych gestów i przedmiotów symboli, zawierało jedno bardzo osobiste przesłanie wychodzące od samej Deren: trzeba zabić w sobie, nieraz wielokrotnie, własną niedojrzałość, by stać się w końcu naprawdę sobą. I Eleanora stała się sobą właśnie w tym filmie, który wymyśliła i w którym zagrała, a który Sasza tak pięknie sfotografował.

Jeden kadr z "Sieci" - zbliżenie twarzy bohaterki ukazanej poprzez szybę okna, z charakterystycznie wzniesioną dłonią w geście Primavery Botticellego (jak zauważyła Anais Nin) - stał się najbardziej znanym portretem Deren. Ona szczególnie go lubiła, choć emanujący z tego zdjęcia spokój był tak przeciwny jej naturze. Może właśnie tego tak gorączkowo szukała?

W tym samym mniej więcej czasie Deren zmieniła imię na Maya. Nowe imię pożyczyła od hinduskiej bogini iluzji, co wiązało się - tłumaczyła przyjaciołom - z decyzją poświęcenia się twórczości filmowej. Następne trzy filmy podpisała już tylko własnym nazwiskiem. Coraz więcej miejsca zajmował w nich taniec - rytualny gest. Pojawiają się w nich znani przedstawiciele nowojorskiej bohemy, między innymi Anais Nin, kompozytor John Cage i "szara eminencja awangardy" Marcel Duchamp.

W numerze z 28 sierpnia