Joanna Sałyga

Alina Mrowińska TVP
29.09.2012 04:00
A A A Drukuj
- Wasze najpiękniejsze 
chwile razem?
- Wszystkie. Bo są...

- Wasze najpiękniejsze chwile razem? - Wszystkie. Bo są...

Mówiłam wiele razy Jankowi, że ludzie nie umierają, dopóki żyją w czyjejś pamięci i sercu
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
chustka.blogspot.com

Joanna Sałyga zmarła 29 października 2012 roku. Zmagała się z chorobą nowotworową.



Ile lat miał twój syn, gdy zachorowałaś na raka?

Pięć. Usłyszałam od lekarzy, że przy tym typie nowotworu mam przed sobą pół roku życia.

Chciałaś to ukryć przed Jankiem?

Nie było takiej możliwości. Wiedziałam, że muszę pójść na operację, a zaraz po niej na cykl chemii. Nie sposób ukryć choroby przed dzieckiem, kiedy tygodniami leży się w łóżku, wymiotując. A poza tym nie chciałam kłamać, kombinować, wymyślać niestworzonych historii.

Czasami nie mówimy dziecku, bo chcemy je chronić.

Ale wtedy dziecko wyczuwa napięcie, które jest między dorosłymi. Słyszy strzępy rozmów, widzi strach. Kiedy jest odsunięte, nie wie, co jest powodem tego, że mama jest smutna, szeptem rozmawia o czymś z babcią; może się czuć winne, myśleć, że zrobiło coś złego.

Dla mnie powiedzenie Janowi o chorobie było też kwestią elementarnej uczciwości wobec niego.

Kiedy mu powiedziałaś?

Jeszcze przed operacją. Nie było pewności, co się za mną stanie.

Czy przeżyjesz?

Tak.

Bardzo się bałaś tej pierwszej rozmowy? Chciałaś poprosić kogoś bliskiego o pomoc?

Bardzo się bałam, ale wiedziałam, że to jest rozmowa, przez którą musimy przejść tylko ja i Jasiek. Przez wiele dni zastanawiałam się, jaki moment będzie najlepszy, układałam sobie myśli.

Jak powiedzieć pięcioletniemu chłopcu, żeby zrozumiał, ale żeby to, co usłyszy go nie przerosło, nie przeraziło.

Mamy taki zwyczaj, że przychodzę do niego przed zaśnięciem, kiedy jest już wykąpany i w piżamce leży w łóżku. Czasami mu czytam, czasami tylko przytulam, głaszczę. Zawsze rozmawiamy o wszystkim, co jest dla nas ważne - o tym, co zdarzyło się w ciągu dnia, co mu się przyśni. Gdybamy, kim kiedyś będzie.

I tamtego wieczoru też przyszłam do niego po kąpieli.

Powiedziałam, że jestem chora, że postaram się zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby wyzdrowieć. Ale że moja choroba jest tak poważna, iż może mi się nie udać. Było ciemno, wtuliłam się w Janka, obejmowaliśmy się. Powtarzałam, że będę dla niego walczyła.

Jak Janek to przyjął?

Rozpłakał się. Ale myślę, że to dlatego, bo ja płakałam. Nie umiałam opanować emocji. Janek nigdy wcześniej nie widział mnie płaczącej. Później, kiedy wielokrotnie rozmawialiśmy o moim chorowaniu, kontrolowałam się, żeby nie płakać. Czułam, że moje wzruszenie, czasem bezradność powinnam zostawić sobie.

Myślę, że informacja o chorobie była dla niego łatwa do przyjęcia. Sam chorował, leżał w szpitalu. Wiedział, że wtedy lekarze pomagają, człowiek zdrowieje i wychodzi do domu. Wiedział też, że czasem ludzie umierają...

Powiedziałaś mu, że możesz umrzeć?

Zapytał, czy tak może się stać. Powiedziałam, że wszyscy kiedyś umrzemy. W tym, że ja odejdę, nie ma niczego dziwnego, tyle tylko, że może się zdarzyć, iż odejdę szybciej. Bo moja choroba jest raczej nie do wyleczenia.

Ta informacja, że możesz niebawem umrzeć, nie przeraziła go?

Nie powiedziałam, że niebawem. Powiedziałam, że w moim przypadku jest to bardziej prawdopodobne niż w przypadku innych osób. Chciałam, żeby zrozumiał, że jeśli umrę, w gruncie rzeczy nie będzie to nic dziwnego. Tak jest skonstruowany świat. Śmierć jest wpisana w życie. Chciałam, by Janek jak najmniej bał się mojego odejścia. Nie wydaje mi się, żeby ta informacja go przeraziła. Powiedział, że do tej pory sądził, iż ludzie umierają ze starości albo w wyniku wypadku. Potem jeszcze wiele razy rozmawialiśmy o śmierci.

O co pytał?

Co się dzieje z ludźmi, kiedy umierają. Czy każdy musi umrzeć, czy po śmierci ludzie się spotykają. Co zamierzam robić, kiedy umrę.

Mówiłam zgodnie z tym, w co wierzę. Że będę dalej, że ciało umiera, ale energia, którą się światu dało - zostaje. Zostanę w nim, w jego wyglądzie, wspomnieniach, myślach. Zapewniałam go, że człowiek nie znika, bo to byłoby zbyt głupie. Nie będzie mnie tu na ziemi fizycznie, ale zawsze będę się nim opiekować.

Powiedziałam też, że kiedy ludzie tracą kogoś bliskiego, w myślach, modlitwach zwracają się do nich z prośbą o pomoc. Bliski zmarły staje się takim osobistym aniołem, rzecznikiem u wrót nieba.

Dobrze kogoś takiego mieć.

Wielokrotnie zastanawiałam się, czy nie popełniłam błędu, rozmawiając z Jankiem o śmierci. Ale za każdym razem dochodziłam do wniosku, że nie. Dostałam i dostaję mnóstwo pięknych listów od czytelników bloga, dziękują mi za to, że dzielę się z Jasiem moim chorowaniem. Piszą o swoim dzieciństwie, kiedy umierała mama czy babcia, a oni byli całkowicie izolowani, nie wiedzieli, co się dzieje. Nikt z dorosłych nie chciał z nimi rozmawiać. Ci ludzie do dzisiaj nie są w stanie poradzić sobie z tamtymi emocjami. Piszą, że czują się nieszczęśliwi, że nie dane im było świadomie cieszyć się wspólnym życiem, bliskością. A później uczestniczyć w odchodzeniu... Denerwuje mnie, że śmierć jest tematem tabu. Większość ludzi pracowicie ją neguje, zagłusza, czym się da. A przecież wszyscy idziemy w stronę śmierci. Głupotą jest jej ukrywanie, a szczególnie jeśli się jest w takiej sytuacji jak moja.

Udała ci się rzecz niezwykła - potraficie w skrajnie trudnych sytuacjach zażartować. Choćby teraz, kiedy założono ci cewnik. Ty nazwałaś go torebką, a Janek - Azorkiem.

Mówi, że mam pieska, który stale na smyczy jest ze mną. Wiesz, śmiech jest warunkiem przetrwania...

Przyjaźnię się z dziewczyną, która ma odjętą pierś. Nasze dzieci są w podobnym wieku. Pojechaliśmy do Magdy, rozmawiałyśmy, a dzieci zaczęły bawić się w rzygi. Zaskoczone zaczęłyśmy nasłuchiwać, na czym polega zabawa (śmiech). Dzieci rzucały w siebie niedużą kolorową kołderką z szaleńczymi obertasami i indiańskimi okrzykami: "Yyyy! Rzygi, złapiesz?". Obie przeszłyśmy chemioterapię z wlewami z cisplatyny. A po niej nagle szarpią nudności, takie, że zaczynasz ryczeć jak lew i musisz natychmiast biec do michy. Okazuje się, że dzieci potrafią się w tym odnaleźć. To, co dla dorosłych jest traumą, one przyjmują z całą naturalnością.

Po operacji pokazałaś Jankowi blizny?

Trochę się bał, ale bardzo był ciekawy, jak taka blizna wygląda. Wielokrotnie przychodził do mnie, kiedy leżałam już w domu. Wiedział, że jak się przytulamy, musi być ostrożny, żeby nie urazić mi brzucha. Pokazałam mu opatrunek, a później, kiedy został zdjęty, miejsce, gdzie brzuch był rozkrojony. Dotknął paluszkiem. Stał zdziwiony, zafascynowany. Pytał, jak to jest możliwe, że mi rozpruli brzuch, a potem zszyli i wszystko działa. Taka ciekawość małoletniego inżyniera (śmiech).

A jak zareagował, kiedy po chemioterapii straciłaś włosy?

Postanowiłam nie czekać, aż wylinieję, tylko wcześniej obciąć włosy. I czułam, że będzie lepiej, jak stanie się to w obecności Janka.

Żeby nie przeżył szoku, że jednego dnia mam rude włosy do ramion, a następnego widzi mnie łysą. Pojechaliśmy do mojej przyjaciółki na Mazury. Któregoś dnia jedliśmy obiad w tawernie. Podparłam się, jakoś pociągnęłam za włosy i pęk został mi w dłoni. Jeszcze raz dyskretnie przeciągnęłam palcami i znowu to samo.

Powiedziałam Jankowi: "Zobacz, jaka śmieszna sytuacja, ja łysieję, pociągnij mnie za włosy". Trochę się spłoszył, zapytał, czy nie będzie mnie bolało. Zapewniłam, że nie, bo włosy same się wykruszają. Pociągnął i zdumiony stał z puklem w ręku. Tłumaczyłam, że włosy wychodzą, bo biorę lekarstwo, które ma mi pomóc. Łysieję, ale to dobra informacja, znaczy, że lek działa.

Z golenia głowy starałaś się zrobić zabawę?

Wygłupiałyśmy się z Agnieszką, kiedy mnie goliła. Wycinała mi różne wzory, takie zabawne ścieżki z włosów, robiła irokeza.

Janek siedział na łóżku i obserwował. Powiedziałam, że włosy na pewno odrosną. Dla mnie brak włosów nie był żadnym problemem, nie czułam się mniej kobieca. Ale następnego dnia pojechaliśmy na spacer do Mikołajek, pływaliśmy statkiem. Wtedy zobaczyłam, że wiele osób mi się przygląda i że Jasia to irytuje. Zapytał: "Mamo, co można zrobić, żeby ci ludzie nie oglądali się za tobą?".

Ustaliliśmy, że jak wrócimy do domu, wybierzemy razem perukę. A na razie, żeby nie zwracać na siebie uwagi, będę zakładać chust-kę albo czapkę.

Najbardziej zaskakujące pytanie, jakie zadał ci Janek?

Pytanie, które jest oczywiste w ustach dziecka: "Czy rakiem można się zarazić?". Ale kiedy zapytała mnie też o to znajoma na ulicy, wysunęły mi się zęby jadowe.

Były takie chwile, kiedy widziałaś w Janku bunt, złość na ciebie, że zachorowałaś?

Nie. On wielokrotnie, z ogromnymi obiekcjami, mówił mi, że odkąd zachorowałam, jest o wiele lepiej. Że fajne to moje chorowanie, bo spędzam z nim mnóstwo czasu. Kiedyś prowadziłam szkolenia, jeździłam po całej Polsce na różne spotkania. Teraz nie jestem w stanie pracować i cały mój czas jest dla Janka. Chodzimy na spacery, budujemy zamki z klocków Lego, Jaś wspina się na ściance, a ja patrzę. A kiedy nie mam sił, przychodzi do łóżka i rozmawiamy. Albo ja śpię, a on czyta sobie bajeczki, w coś gra.

Wasze najpiękniejsze chwile razem?

Wszystkie. Bo są... Każdy dzień niesie szczęście. Każda chwila. Smakujemy zwyczajne, powolne życie. Zatrzymujemy się przy listku, żeby spokojnie go pooglądać. Wczoraj w lesie oglądaliśmy zajęcze kupy, połamane gałęzie drzew, szukaliśmy grzybów, sprawdzaliśmy, czy mech jest wilgotny.

Lubisz gotować Jankowi?

Bardzo. Chcę, żeby zapamiętał smaki dzieciństwa. Ja mam w głowie obiady u mojej babci Marysi, jej kotlety mielone, mizerię i rosół. Nigdy później nie jadłam czegoś równie pysznego. Zastanawiam się, co będzie smakiem Jana... Myślę, że ryż z jabłkami i cynamonem i panierowane kotleciki z indyka smażone na oliwie z oliwek.

Bardzo staram się mu pokazać, jak fajna jest codzienność. Razem rozwieszamy pranie, Janek najpierw otwiera pralkę, nurkuje głową do środka, z mozołem podaje mi mokre ubrania, podciągamy sznurki. Razem zamiatamy, oglądamy, jakie śmieci nazbierały się na podłodze. Zawsze gdzieś znajdziemy pająka, którego zabiła kocica, przyniosła nam w prezencie i ułożyła na brzegu dywanu (śmiech).

Oglądamy chmury, podlewamy kwiaty, patrzymy, jak wypuszczają pączki. Tak bardzo chciałabym, żeby Janek kochał życie... Tak samo, jak ja je kocham...

Kiedy byliście razem w zoo, Janek powiedział: "Mamusiu, nie mogę uwierzyć w swoje szczęście".

Myślę, że on czuje tę chwilowość życia i czuje upływ czasu. Zawsze okazywaliśmy sobie miłość, przytulaliśmy się, mówiliśmy, że się kochamy. Ale teraz nasze uczucia są intensywniejsze. Mamy świadomość uciekającego czasu. Janek już wie, że nie mamy żadnego wpływu na nasz czas razem...

Kiedyś wielokrotnie mi mówił, że zawsze chciałby być w przedszkolu. Czuł się tam komfortowo, lubił dzieci, przyzwyczaił się do grupy. A kiedy polubił chodzenie do szkoły, zaczął mi mówić, że już teraz wie, że czas płynie, sytuacje się zmieniają, że kiedyś był przedszkolakiem, teraz jest uczniem drugiej klasy. Zaczął dostrzegać nieuchronność zmian pór roku. Myślę, że on też chwyta chwile i je smakuje. Patrzę, jak z radością idzie do swojego przyjaciela Szymona, biegnie do niego jak na skrzydłach. Potem wraca do domu tak samo szczęśliwy.

Mimo twojej choroby jest pogodnym dzieckiem?

Pogodnym, ale nie beztroskim. Często pragnie otoczyć mnie opieką. Tłumaczę mu, że to nie jest możliwe, że jest za mały, żeby się mną opiekować. Może się starać mi pomagać, ale nie opiekować. To nie jest zadanie dla siedmioletniego chłopczyka. Na pewno jest refleksyjny. Ale taki był też przed moją chorobą.

Kiedyś ci powiedział: „Mamo, jak będę duży, zbuduję » Titanica Dwa «, odkryję skarb w oceanie i za pieniądze kupię nam dużo klocków Lego i dla ciebie lekarstwa na raka, takie smaczne i niebolesne. Tylko ty musisz walczyć, pamiętaj”.

Walczę każdego dnia, obiecałam mu to... Janek dał radę stworzyć spójną całość. Moja choroba jest w naszym życiu, ale on jednocześnie pozostał dzieckiem i ma swój świat podwodnych skarbów i klocków. Bardzo staram się, żeby ten dziecięcy świat nie został mu zabrany.

W sierpniu pisałaś na blogu: "Brak kontroli nad własnym ciałem doprowadza mnie do rozpaczy. Ból, bezradność, cierpienie upokarzają i niszczą". Chowasz się wtedy przed Jankiem? Nie chcesz, żeby widział twoje cierpienie?

Staram się, żeby jak najmniej je widział. To niczemu nie służy. Janek i tak wiele widzi i wyczuwa, nie są mu potrzebne szczegóły.

W najgorszych momentach mówię mu uczciwie: "Źle się czuję, przepraszam, synku, nie jestem w stanie z tobą rozmawiać, muszę spać, a innym razem: "Nie dam rady się bawić, chociaż bardzo bym chciała. Mogę być u ciebie w pokoju, ale mam siłę tylko na to, żeby ci towarzyszyć".

Pyta, czy wyzdrowiejesz?

Nie. Chyba jakoś oswoił się z tym, że na mojego raka nie ma lekarstwa i nigdy nie wyzdrowieję do końca. Wie, że naukowcy szukają leków. Często mówi, że w przyszłości chciałby być jednym z nich. Myślę, że to też wpływ "Harry'ego Pottera" - czyta tam o stworzeniu magicznej mikstury, dzięki której chorzy byliby zdrowi.

Upewnia się, czy walczysz?

Stale... Bardzo interesuje się, czy byłam u lekarza, lubi tam ze mną pójść. I czasem go zabieram. Ale nie był u mnie w szpitalu ani po pierwszej, ani po drugiej operacji. Uznałam, że widok mamy podłączonej do różnych kabelków nie jest mu do niczego potrzebny.

Nie był też nigdy podczas wlewów chemii. Zabrałam go kilka razy do Centrum Onkologii, kiedy miałam radioterapię. Bardzo chciał pooglądać żółwie. Na korytarzu, gdzie pacjenci czekają na naświetlania, są akwaria i terrarium z żółwiami. Janek przeczytał, że są mięsożerne, i zastanawiał się, co by było, gdyby dać im kawałek kiełbaski. A co, gdyby paluszek (śmiech). Odkryliśmy, że w akwarium pływają malutkie krewetki.

Spędzaliśmy tam zazwyczaj jedynie kilkanaście minut, ale nie wiem, czy zrobiłam dobrze, że go brałam... Zobaczył ludzi naznaczonych chorobą nowotworową. Widzisz, ja się nie utożsamiam z tymi chorymi... nie chciałabym, żeby Janek mnie utożsamiał...

A dlaczego się nie utożsamiasz?

Bo nie chcę. Upieram się, żeby być bardziej wśród zdrowych niż chorych. Wiem, że mam teraz stygmat choroby. Czasami patrzę w lustro i chociaż bardzo bym chciała, nie jestem w stanie się oszukać. Ale nie mogę się poddać.

Oglądałaś hiszpański film "Moje życie beze mnie"?

To dla mnie najpiękniejszy film o odchodzeniu

Bohaterka filmu nie rozstaje się z dyktafonem. Nagrywa życzenia urodzinowe dla swoich kilkuletnich córek aż do ukończenia 18 lat. Wie, że wtedy już jej nie będzie.

Ja mam przygotowane dla Jasia listy. Na ważne chwile w życiu.

Kończę pisać dla niego książeczkę, w której dzielę się tymi prawdami, do których dotarłam. To taka książka o wszystkim, co mnie intrygowało przez całe życie, od dzieciństwa. O wszystkim, co najważniejsze...

A co jest najważniejsze?

Po co żyjemy, czym jest Bóg, dlaczego chorujemy, czym jest miłość, tęsknota, przyjaźń, samotność... Znalezienie odpowiedzi na te pytania pozwala na uporządkowanie życia.

W przyspieszonym tempie chcesz mu przekazać wszystkie mądrości życia?

Miałam takie ciśnienie, gdy dowiedziałam się, że jestem chora. Chciałam na zapas wyposażyć go w moją wiedzę i miłość. Już wiem, że nie jest to możliwe. Kiedyś w moich notatkach na blogu odnajdzie zdarzenia z naszego życia, które otworzą mu szufladkę ze wspomnieniami...

Zapytał cię: "Czy to prawda, że jak będę dorosły, zapomnę o tobie?".

Trudne pytanie... Chciałabym mu powiedzieć: "Nie, nigdy". Blog, listy, ta książeczka są po to, żeby zostało w nim jak najwięcej wspólnych chwil. Żeby były jego kapitałem na życie. Nasze zbieranie grzybów, odkurzanie dywanów, czesanie kota...

Janek rozmawia o twojej chorobie ze swoimi kolegami?

Pytałam go, czy dzieci w szkole wiedzą, że jestem chora. Powiedział mi, że nie. Myślę, że ma świadomość, że to jest jego intymność, coś bardzo osobistego, domowego. Myślę też, że ma moje chorowanie na tyle uporządkowane, że nie odczuwa potrzeby rozmów z dziećmi w szkole.

A z twoją mamą? Ma potrzebę, żeby ktoś bliski coś mu dopowiedział?

Na pewno rozmawiał z babcią. Też z Piotrem... O co cię pytał Janek?

(Piotr Sałyga od kilku minut przysłuchuje się naszej rozmowie. Poznali się z Joanną dwa miesiące przed jej chorobą, rok temu wzięli ślub).

Piotr: Co ze mną się stanie, kiedy mama zniknie. Czy wszyscy mnie zostawią, czy będę nieszczęśliwy, czy babcia też umrze... I czy będę mamę pamiętał, zawsze ją kochał. Czy my dwaj zawsze będziemy przyjaciółmi i będziemy rozmawiali o mamie... Powiedział: "Jeśli będziemy ją pamiętali i o niej rozmawiali, to tak, jakby żyła". Joasia i Janek każdą sekundę wyciskają do cna. Jak jest przytulanie, to z całych sił, jak rozmawiają, angażują się absolutnie, sprzątają, patrząc na siebie. Jakby każda chwila była tysiąc razy cenniejsza...

Joanna: Mówiłam wiele razy Jankowi, że ludzie nie umierają, dopóki żyją w czyjejś pamięci i sercu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.

Zobacz także
Komentarze (12)
Zaloguj się
  • barbara_1_pl

    Oceniono 71 razy 63

    Odwiedzam blog Joanny nie szukam tam niusa sensacji ale po to by ja odwiedzic tak jak odwiedza sie kolezanke przyjaciela ot tak po prostu wpada sie na kawe by pogadac. Joanna to bardzo madra mloda kobieta swietna mama uczace swego synka empati dla ludzi a razem z Piotrem tworza swietna rodzine tylko ta rakiela psuje ten cudowny klimat .Pozdrawiam was serdecznie zyczac wam wielu szczesliwych wspolnych chwil jak najdluzej Barbara

  • emeryt-123

    Oceniono 54 razy 52

    przepraszam ,pisze to co czuje żal ze życie tak przemija czytam ten blog i płacze autorka ma racje czlowiek żyje dopoki jest o nim pamięć wsrod zywych jak chcialbym pomoc ,sam wiem co to jest cierpienie mija dziesięć lat jak odeszla moja zona,zostala pamięć o niej wszystko co przeżylismy razem ,dzisiaj jestem starym czlowiekiem a pamietam jej usmiech jej dobroc jej posiwecenie dzieciom pozostaje mi tylko wspomnienie i codzienne odwiedzenie jej grobu.Autorke blogu podziwiam zajej opanowanie i probe przekazania synowi wartosci ponad czasowych

  • maretina

    Oceniono 52 razy 40

    Każdego dnia, po kilka razy dziennie sprawdzam co u Joasi (na Jej blogu). Zaczynam dzień od kawy i szybkiego zerknięcia jak się czuje danego dnia. Kiedy ostatnio była w szpitalu i trochę milczała, nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Wspaniałą kobieta i cudowna Matka, a Piotr to ..... na Niego nawet słów mi brak:-)
    Pozdrawiam całą Trójkę i życzę Im wszystkiego dobrego - jak największej ilości wspólnych chwil.

  • hadassa79

    Oceniono 40 razy 34

    Tak, to bardzo ważne żeby oswoić dziecko ze śmiercią. Mnie nie oswojono i do teraz ponoszę tego konsekwencje.
    Życzę zdrowia Pani Joannie i bezliku pięknych chwil z bliskimi.

  • moja.koteria

    Oceniono 22 razy 22

    Wielu dobrych dni!

  • b.sceptyczna

    Oceniono 13 razy 13

    Bardzo mnie wzruszyła ta rozmowa. Bardzo Panią podziwiam. Znalazła Pani nie tylko siłę na walkę z chorobą, ale i na bliski i autentyczny kontakt z dzieckiem, w tak ciężkiej sytuacji okazuje mu Pani wsparcie, daje poczucie bezpieczeństwa. Życzę Pani jak nawięcej sił, wspaniałych chwil. Bardzo bym chciała, żeby Pani wyzdrowiała (nawet jeśli to brzmi naiwnie)

  • kartka12

    Oceniono 12 razy 12

    Gdy czytałam ten wywiad w wydaniu papierowym miałam wrażenie, że jest bardzo pozytywny. Pani Joanna mimo przeciwności losu, wiedziała jak żyć i była optymistycznie nastawiona do świata.
    Gdy dziś, po śmierci bohaterki przeczytałam go ponownie, miałam łzy w oczach...

  • kimjestartysta

    Oceniono 8 razy 8

    Aż się popłakałam ze wzruszenia i dojrzałości, z jaką wychowuje Pani swojego synka. Przypomina mi to trochę książkę "Pokój" Emmy Donoghue - o kobiecie, która została uwięziona w małej komórce, i tam przez kilka lat przyszło jej wychowywać swojego syna od momentu jego urodzenia. Jeszcze raz - trzymam za Panią kciuki i mam nadzieję, że listy pisane przez Panią pozostaną jak najdłużej w szufladzie lub w szafie...

  • bellezza35

    Oceniono 12 razy 8

    Asiusiu nie mam sensownego komentarza, zal I zlosc mam okrutna do losu ze tak niesprawiedliwie dzieli.
    Cudna matka z ciebie, cudnie mnie uczysz abym nie odkladala waznych rozmow z moja dziatwa!
    Asku jesli moge pomoc w jakikolwiek sposob to prosze daj znac!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX