http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Tamara Łempicka

Małgorzata Czyńska
2003-01-03, ostatnia aktualizacja 2002-12-20 16:49

"Madame, jestem malarką i bardzo chciałabym, żeby pani pozowała mi do aktu" - zaczepiła na ulicy młodą brunetkę. "Piękna Rafaela" zostanie uznana za jeden z najważniejszych aktów XX stulecia - opowieść o Tamarze Łempickiej, malarce

?Autoportret?, 1929 r.
akg-images akg-images
?Autoportret?, 1929 r.
ZOBACZ TAKŻE
Nigdy nie miała zielonego bugatti, a jedynie niewielkie żółte renault. "Zawsze ubieram się jak samochód, a samochód jak ja" - mawiała. Kiedy w jasnożółtym kostiumie, w niewielkim kapeluszu-kasku na głowie, zajechała przed Grand Hotel w Monte Carlo, wyglądała jak uosobienie nowoczesnej kobiety - chłodnej, wyemancypowanej i pewnej siebie, bogini ery automobilu. Taką zobaczył ją wydawca prestiżowego niemieckiego żurnala mody "Die Dame". Zachwycił go ten wyrafinowany mariaż kobiety z maszyną i zamówił u Tamary jej autoportret na okładkę swojego magazynu. Obraz "Tamara w zielonym bugatti" stał się ikoną szalonych lat dwudziestych. Właśnie tak musiały wyglądać bohaterki powieści Scotta Fitzgeralda i Agaty Christie.

Przystanki

Na jej oczach zawaliło się majestatyczne imperium Romanowów i rozpoczęła zuchwała epoka jazzu. "Życie jest jak podróż - twierdziła Tamara Łempicka - spakuj tylko to, co najbardziej potrzebne, bo musisz zostawić miejsce na to, co zabierzesz po drodze". Moskwa, Warszawa, Sankt Petersburg, Paryż, Rzym, Mediolan, Nowy Jork - to tylko niektóre z jej przystanków. Polska dziewczyna z dobrej rodziny, młoda emigrantka, postanowiła podbić świat. Na zimno wykalkulowała, że z malarstwa można jednak wygodnie żyć. W swojej sztuce pogodziła nowatorski kubizm z bezpiecznym XIX-wiecznym akademizmem i odniosła spektakularny sukces. Z "instynktem zabójcy" portretowała bogatą burżuazję i arystokrację. "Malowałam królów i prostytutki, tych, którzy są dla mnie inspiracją i powodują, że czuję wibracje" - mówiła. Jej wyzywające, niemal pornograficzne akty ozdabiały pałace zamożnych dekadentów szukających w malarstwie rozpustnego klimatu kabaretu. "W sztuce geniusz polega na tym - cytowała swojego przyjaciela Jeana Cocteau - żeby wiedzieć, jak daleko można się posunąć za daleko".

Polka

Borys Gurwik-Gorski i Malwina z domu Dekler poznali się w jednym z tych kosmopolitycznych europejskich kurortów, gdzie jeździło się dla podreperowania zdrowia i zawiązania korzystnego małżeństwa. On był majętnym rosyjskim Żydem, kupcem czy przemysłowcem. Ona pochodziła z zamożnej polskiej rodziny. W 1896 lub 1898 roku przyszła na świat ich najstarsza córka. Na cześć bohaterki jednego z wierszy Michaiła Lermontowa dano jej imię Tamara. Dzieci Gorskich, Tamara, Adrienne i Stańczyk, wychowywane były przez matkę i dziadków Deklerów. Ojciec zniknął z życia Tamary, gdy miała zaledwie kilka lat. Okoliczności jego odejścia były bolesną, głęboko skrywaną tajemnicą Tamary. Mówiła, że rodzice się rozwiedli, ale bardziej prawdopodobne jest, że Borys Gorski popełnił samobójstwo.

Letnie miesiące rodzeństwo spędzało zwykle w Warszawie u rodziny matki. Deklerowie należeli do elity towarzyskiej - w ich salonie do fortepianu często zasiadali Ignacy Paderewski i Artur Rubinstein. Jako dorosła kobieta Tamara będzie podkreślała, że jest Polką. Sfałszuje nawet swoją metrykę: jako miejsce urodzenia poda nie Moskwę, lecz Warszawę.

Białe noce Sankt Petersburga

W karnawale czy nie, Sankt Petersburg przypomina jedną wielką salę balową. W 1911 roku Tamara przeniosła się tu i zamieszkała u krewnych - Stefy i Maurycego Stiferów. Przedpołudnia spędzała spokojnie i pracowicie na kursach rysunku w Akademii Sztuk Pięknych. Wieczorami jej życie nabierało tempa: Stiferowie zabierali Tamarę na przedstawienia baletowe do Teatru Maryjskiego albo do "kapiącego od złota i purpury" prywatnego teatru książąt Jusupowów. Bywała na wytwornych recitalach i koncertach w Carskim Siole, letniej siedzibie Romanowów, i trwających do świtu kolacjach, na których stoły uginały się od "ostryg z Paryża, homarów z Ostendy, kwiatów z Nicei". Gdy ubrana w strój wieśniaczki, ciągnąc za sobą stadko gęsi, Tamara pojawiła się na balu maskowym, zwróciła na siebie powszechną uwagę. W tłumie śmiejących się gości stał wtedy niezwykle przystojny mężczyzna - Tadeusz Łempicki. Ten młody prawnik, czarujący i zblazowany bonvivant, był ulubieńcem petersburskiej socjety. Urodził się w Warszawie i - pomimo wielu lat spędzonych w Rosji - był do Polski bardzo przywiązany. Jego matka, Maria Norwid, była bratanicą Cypriana Kamila Norwida. Ojciec, Julian Łempicki, ze starego szlacheckiego rodu herbu Junosza, był przedstawicielem Towarzystwa Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Rodzina mieszkała w Sankt Petersburgu w "rezerwowym pałacu" wielkiego księcia Włodzimierza Aleksandrowicza.

Zachwycona pięknym Tadeuszem Tamara zaczęła go uwodzić. Spotykali się na grzecznych herbatkach w zaprzyjaźnionych domach i niegrzecznych tańcach w nocnych klubach. Po kilku latach starań "pastereczka" usidliła Don Juana. Ślub odbył się w 1916 roku w Sankt Petersburgu. Kaplica Kawalerów Maltańskich była wypełniona po brzegi urzędnikami carskimi i zagranicznymi dygnitarzami. Tamara, w sukni z trenem ciągnącym się przez całą długość kaplicy, olśniła całe to wytworne towarzystwo. 16 września 1916 roku przyszła na świat Maria Krystyna, pieszczotliwie nazywana Kizette.

Perony Gare du Norde

Wybuch pierwszej wojny światowej niewiele zmienił w życiu Łempickich. Rewolucję traktowali jak kolejną niedogodność i nadal dobrze się bawili. W Ogrodzie Zimowym wyłączono co prawda fontanny, a tramwaje były nieoświetlone, ale Tamara miała własny samochód i szybko jeździła szerokimi ulicami Sankt Petersburga. Wpadała na premiery teatralne i do modnych restauracji, które stały się "sceną ustawicznych orgii, cena butelki szampana dochodziła do stu rubli, a ludzie zabawiali się, lejąc trunek wiadrami". Jednak zimą 1917 roku do ciepłej, urządzonej z przepychem sypialni Łempickich wtargnęli czekiści i aresztowali Tadeusza. Następne dni Tamara spędziła na poszukiwaniach męża. Strach i upokorzenie, które wówczas przeżyła, na zawsze zburzyły jej poczucie bezpieczeństwa. Przyjaciele utracili nagle wszystkie wpływy, Stiferowie już wcześniej schronili się w Kopenhadze. Zdana tylko na siebie Tamara przystała na propozycję znajomego konsula szwedzkiego: w zamian za wspólną noc obiecał pomóc jej wyjechać z Rosji i wydostać z więzienia Tadeusza.

Małżonkowie spotkali się po kilku miesiącach w stolicy Danii. Zamiast swego wesołego, eleganckiego męża, Tamara witała ponurego mężczyznę zniszczonego więziennymi przejściami.

Latem 1918 roku Łempiccy przybyli do Paryża. Na zalanych słońcem peronach Gare du Norde podróżni przepychali się przez tłum znużonych francuskich żołnierzy. Dla nich kończyła się wojna, dla Tamary beztroska.

Wszystkie malują i malują

Ciasny pokój w podrzędnym hotelu, niezadowolony zgorzkniały mąż i ciągły brak pieniędzy - oto jak wyglądało życie młodej emigrantki. Sprzedała już ostatnie klejnoty, żeby opłacić zaległy czynsz, i nie wiedziała, co dalej robić. Jej siostra Adrienne, studentka architektury, twierdziła, że Tamara powinna pójść do pracy. "Do pracy? Jakiej pracy? - zdumiała się Tamara. - Wszystkie wielkie księżne były modelkami u Chanel, ale one miały smukłe sylwetki". Adrienne przypomniała siostrze o jej zdolnościach do rysunku i namówiła ją na studia malarskie w Académie Ransom. Tamara mogłaby malować portrety na zamówienie i w ten sposób utrzymywać rodzinę. Ale powojenny Paryż pełen był ambitnych dziewcząt, które chciały zrobić karierę artystyczną. "Kiedy zaczynałam malować - wspominała po latach Tamara - był to czas, gdy zaczynało malować wiele kobiet. Wówczas robiło to więcej kobiet niż mężczyzn". A powieściopisarka Jean Rhys zanotowała: "To dość okropne, jak pomyśli się o tych setkach kobiet dookoła, które nic, tylko malują i malują".

Początkowo studiowała u Maurice'a Denisa, przyjaciela Paula Gauguina. W 1922 roku przeniosła się do pracowni André Lhote'a w Académie Montparnasse. Lhote wywarł ogromny wpływ na styl Łempickiej. Bronił kubizmu jako "nowego klasycyzmu" i łączył tradycję wielkiego francuskiego malarstwa Poussina, Davida i Ingresa z modernizmem. Taki mariaż nowoczesności z tradycją podobał się bogatym bourgeois, dla których poczynania Picassa były jednak zbyt śmiałe. Należąca do stronników Lotha Tamara została "kubistką salonową".

Akt XX stulecia

"Madame, jestem malarką i bardzo chciałabym, żeby pani pozowała mi do aktu" - zaczepiła Tamara na ulicy młodą brunetkę. "Piękna Rafaela" Łempickiej uznana zostanie po latach za "jeden z najważniejszych aktów XX stulecia". Leniwie rozparta na kanapie modelka kusi widza krągłymi kształtami, gładką satynową skórą i zmysłową czerwienią ust. Jej pulchne ciało zdaje się rozsadzać ramy obrazu. Jak pisała Kizette, "pożądanie jest tu namacalne. Tamara pożądała tej kobiety".

W połowie lat dwudziestych jej kariera zaczęła się błyskawicznie rozwijać. Wiedziała, że na sukces trzeba zapracować, więc malowała po kilkanaście godzin dziennie. Zafascynowana sztuką renesansu jeździła do Włoch studiować dzieła dawnych mistrzów. Za ich przykładem stosowała świetliste czyste barwy i z pedanterią wykańczała każdy szczegół obrazu. Krytycy sztuki pisali o niej jako o „propagatorce perwersyjnego malarstwa”, a jej wyraźnie homoerotyczne akty „ociekające jakąś cielesnością graniczącą z kiczem lub przynajmniej grzechem” podobały się publiczności. Księżne i żony bogatych przemysłowców zamawiały u artystki portrety naturalnej wielkości. Wszystkie chciały mieć seksapil jak czarnoskóra tancerka Josephine Baker, o której malarka mówiła, że „zniewalała swym ciałem każdego, kto ją zobaczył. Wyglądała, jakby zeszła z jednego z moich płócien, więc nawet nie myślałam jej prosić, by mi pozowała”. Dziennikarz „La Pologne” pisał, że „modelki Tamary de Łempickiej to kobiety nowoczesne. Nie znają hipokryzji i wstydu w kategoriach moralności burżuazyjnej. Są opalone i ogorzałe od wiatru, a ich ciała sprężyste jak ciała Amazonek”. Galeria portretów tych wybrańców bogów to jednocześnie obraz zbliżającej się ku końcowi epoki, kiedy to na szykownych przyjęciach podawano haszysz, a nowoczesne kobiety „tłoczyły się na premierach teatralnych, wpadały na ostatni numer w kabarecie i tańczyły tango w »Czarnej dziurze « do białego świtu”.

W numerze z 28 sierpnia