http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Szuma, ty jesteś facet!

Agnieszka Jucewicz
30.01.2012 , aktualizacja: 25.01.2012 18:20
A A A Drukuj
Małgorzata Szumowska Fot. Maciej Zienkiewicz Małgorzata Szumowska
Ale lubię być kobietą - jak jestem w nastroju, to od razu uderzam we flirt. Rozmowa z Małgorzatą Szumowską
Małgorzata Szumowska:
Fot. Maciej Zienkiewicz
Małgorzata Szumowska: "Ale lubię być kobietą - jak jestem w nastroju, to od razu uderzam we flirt"
Małgorzata Szumowska
Fot. Maciej Zienkiewicz
Małgorzata Szumowska
Te sceny, kiedy Anne, bohaterka twojego filmu, wtaszcza zakupy w wózku do domu, kiedy uprawia pilates z zaciśniętymi zębami, kiedy stoi wymięta w szarej kuchni, to są niby niewinne sceny. Ale dla mnie są symboliczne. Myślę, że dla wielu innych kobiet też.



To są wszystko również sceny z mojej codzienności. Kiedy dwa lata temu przyjechałam do Paryża kręcić ''Sponsoring'', mieszkałam w podobnym pięknym mieszkaniu w superdzielnicy. Pojechałam tam z ówczesnym partnerem, z synem, z nianią. Chodziłam z takim samym wózkiem na targ, gotowałam w podobnej kuchni. Wiedziałam, co się za tymi scenami kryje.

Chcesz mi powiedzieć, że Anne, 50-letnia dziennikarka mieszczańska do bólu, to ty?

Nie, ale jest w niej część mnie. Choć nie tylko. Dużo z siebie włożyły do tej postaci też Juliette Binoche i druga scenarzystka - duńska psychoanalityczka. Kiedyś na planie ludzie z ekipy zwrócili mi uwagę, że te sceny tak świetnie mi wychodzą, jakbym robiła film o sobie. Pomyślałam wtedy, że czasem nie mogę już znieść, że każdy dzień potrafi wyglądać podobnie: robienie śniadań, odwożenie dziecka do szkoły, czytanie gazet, sprawdzanie internetu.

Co w tym było strasznego?

Poczułam, że zaczynam się starzeć. Przez rutynę. Zawsze miałam masę sił witalnych, a tu mnie nagle ta stagnacja zaczęła zjadać. A nie można powiedzieć, że się nudziłam - miałam niekonwencjonalną rodzinę, niekonwencjonalnego partnera anarchistę. To nie był mieszczański dom. Być może to ja wprowadzałam do niego ten mieszczański rys?

Ty?

Wbrew pozorom lubię porządek i jakiś rytm. Jestem dobrą gospodynią domową. W przeciwieństwie do mojej matki, która nigdy nie gotowała. Rodzice mieszkali na 35 metrach w ohydnym bloku. Ojciec gotował jakieś polskie potrawy po 48 godzin, po których się tylko tyło. Panował ogólny bajzel i ja tego nie znosiłam.

Później zaczęłam jeździć za granicę i zobaczyłam, że ludzie mają fajnie urządzone domy, robią kolacje, zapraszają znajomych. I też tego zapragnęłam. I kiedy się wyprowadziłam, to zaczęłam po kolei tworzyć te domy, urządzać je, gotować. Uwielbiałam to.

Ale zaczęło cię to uwierać?

Potwornie. Zaczęłam mieć dosyć tego, że jestem taka poukładana, że tu mam świeczkę zapachową, tutaj mam godzinę na pilates, a tam kolację na 12 osób. Ile można? Tuż po rozstaniu z ówczesnym partnerem miałam ochotę to wszystko odwrócić. Poszłam w balangę. Miałam 37 lat, a żyłam jak studentka. W wynajętym mieszkaniu, na materacu, na kartonach, z niezapłaconymi rachunkami. I strasznie mi się to podobało.

A nie mogłaś przeprowadzić tej zmiany w ramach tego, co miałaś?

Nie. Bo ja tego nie zaplanowałam. Jak już poszłam w to szaleństwo, co myślałam, że jest przejściowe, to mi tak zostało. Jestem uczciwa. Musiałam zamknąć pewien etap życia po to, żeby zacząć nowy.

Rodzina to nie była wartość?

Rodzinę trzeba tworzyć, trzeba w nią wierzyć, ale jakkolwiek by to brzmiało, nie utożsamiać się z nią w stu procentach. Zostawiać przestrzeń dla siebie.

Moi rodzice zawsze przedstawiali rodzinę jako coś najważniejszego, chociaż przecież nie byli konwencjonalni.

Wniosek, do którego doszłam teraz, jest taki, że bez względu na to, jaka ta rodzina jest, zawsze będzie pułapką. Bo zawsze na pewnym etapie pojawia się wypalenie albo brak relacji z partnerem, albo zbytnie skupienie się na dziecku, znudzenie. I ta rutyna, brak namiętności, nie tylko seksualnej, ale takiej wielkiej, namiętnej miłości, są dla mnie najstraszniejsze. Pojawia się jakaś ogromna tęsknota, pustka.

Więc tak, rodzina jest pułapką, ale samotne życie i zmienianie nieustanne partnerów jest taką samą pułapką, jeśli nie większą.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (13)

  • ahhna

    Oceniono 9 razy 1

    Muszę jeszcze raz, echhh...

    Nie znoszę tych pretensjonalnych ksywek od nazwisk: Szuma, Lisza, Pakosa... Mniejsza z tym.

    Pani Szumowska żyje na luzie, bo ma dobrą, stabilną bazę w postaci dobrego, stabilnego dzieciństwa ze świetnymi i kochającymi się wzajemnie rodzicami. Dzieci kopną rodziców, to jest chyba oczywiste, ale tu chodzi o to, jak będą żyły, w jaką bazę zostaną wyposażone. Nie chodzi o to, żeby się umartwiać "dla dobra dzieci", ale z drugiej strony nieoglądanie się na nie, bo "i tak kopną w d..." to tez chyba nie tego.

    Ja tam jestem dzieckiem rozwodników, Mama mnie kochała i kocha, a po rozwodzie tez żyła na luzie. Czułam się z tym makabrycznie niestabilnie i brakowalo mi koszmarnie pewności siebie. Miałam poczucie, że ocno odstaję od reszty dzieci. Dziś ja z uporem maniaka stwarzam bazę swoim dzieciom, w jednym domu przynajmniej na 10 lat, z dwojgiem tych samych rodziców. Nie za wszelką cenę, ale rutyna to nie jest jeszcze ta cena, żeby im to zabierać. Najwyżej później sobie odbiję :) A moje dzieci, pewnie wyposażone w dobre stabilne dzieciństwo, zafundują, wzorem swoich dziadków, życie na luzie swoim dzieciom :)

    Ja mam tylko 2 pytania: dziecko mieszka na tych kartonach z panią Szumowską i podoba mu się to? I gdzie i z kim ono było podczas 40 dni zdjęć na Mazurach?

  • 0rn

    Oceniono 3 razy 3

    magiel

  • jestemtrupem

    Oceniono 15 razy 7

    Konkluzja jest następująca: robię co chce, mówię co chce, żyje jak chce - bo mam kasę! ("Bo tą moją wolność w dużej mierze dają mi pieniądze").
    A ja myślałam, że wolność to stan ducha nie portfela...

    • irakirakirak

      Oceniono 14 razy 8

      @jestemtrupem

      Bo nie ma wolności (a raczej poczucia wolności) bez pieniędzy. Szczególnie w kapitalizmie, czyli w ustroju, w którym człowiek znaczy tyle, ile ma pieniędzy. Na czym ma polegać "wolność" człowieka, który nie jest w stanie zaspokoić swoich podstawowych potrzeb, bo go na to nie stać?

      Albo nawet "wolność" szaraka, który może podstawowe potrzeby zaspokoić, ale tylko jeśli tyra po całych dniach przez całe swoje życie. To jest wolność? To jest niewola. Na luz i abstrakcyjne poczucie wolności mogą sobie pozwolić tylko ci, których na to stać.

      Oczywiście można starać się wmawiać sobie, że wolność to stan ducha, i nie dać się swojemu żołądkowi i poobijanym gnatom, ale w pełni udaje się to głównie psychotykom. Oni są wolni, nawet gdy są biedni. Tylko że to też marna "wolność".

  • misti8

    Oceniono 20 razy 2

    Bełkot o niczym...

  • veryok

    Oceniono 3 razy 3

    widzialam film na Berlinale.calkiem zgrabna historia z duza iloscia scen ilustrujacych prowadzenie sie panien. ale na plus-sporo humoru. na mninus- historia przewidywalna dla kazdego inteligentnego dobiorcy:)
    tworczyni prezentowala film z wdziekiem.

  • harmonia222

    Oceniono 18 razy 4

    Fajna babka. I ciekawe rzeczy mówi

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX