Pierwsze spotkanie z Almodóvarem?
Na planie 'Porozmawiaj z nią'. Pamiętam, jak do mnie wtedy zadzwonił. Ostrzegł, że to minimalna rola. Ale i tak byłam szczęśliwa, powiedziałam: 'Nie szkodzi, gdybym miała zagrać u pana stojak na mikrofon, chętnie bym to zrobiła'. Mój ojciec na premierze nie zauważył momentu, w którym pojawiłam się na ekranie, ale dla mnie spotkanie z Almodóvarem było dużym przeżyciem. Dorastałam z jego filmami, w konserwatywnej Hiszpanii uczyłam się z nich różnorodności świata. Almodóvar otwierał nam umysły, opowiadał o stylach życia, które pozostawały w ukryciu. Po upadku Franco, kiedy cenzurę polityczną zastąpiła obyczajowa, rozliczał się już nie z reżimem, ale ze spustoszeniem, jakie dyktatura zostawiła w sercach Hiszpanów. Praca z nim była moim marzeniem.
W 'Skórze, w której żyję' gra pani jedną z głównych ról. Duża trema?
Mam ją przed każdą rolą. Od 18. roku życia, kiedy jako smarkula wiedziałam, że aktorstwo to ogromna odpowiedzialność. Można komuś zepsuć film. Ale praca z Almodóvarem to szczególne wyzwanie. Czuje się oddech na plecach, panuje atmosfera spięcia, presji. Mimo że sam Pedro dużo robi, aby to napięcie rozładować.
Jak pracuje z aktorkami?
Świetnie przekazuje emocje. Poświęca aktorowi uwagę. Zanim padł pierwszy klaps, przez trzy miesiące robiliśmy próby, powtarzaliśmy kwestie, tworzyliśmy świat 'Skóry '. Mówiliśmy o poczuciu obcości, niedopasowaniu do własnego ciała.
Almodóvar zaczynał karierę w szalonych czasach la movida madrile?a. Dzisiaj kino stało się biznesem, ciężko jest dopiąć budżet artystycznego filmu. Autor 'Kiki' nie stracił swojego zapału?
Pedro obsesyjnie kocha kino i spala się dla niego, poświęca mu większość życia. A Oscary i nagrody go nie zmieniły.
Rolą w 'Skórze, w której mieszkam' weszła pani do ekskluzywnego klubu jego aktorek muz.
Chyba wszystkie kobiety Almodóvara, jak Victoria Abril, z którą się przyjaźnię, czy nawet Penélope Cruz, przyjęły mnie z otwartymi ramionami. Miałam wrażenie, że wchodzę do rodziny. Dużo rozmawiałyśmy. Mówiły mi o zwyczajach Pedra, radziły, jak się zachować wobec niego, na co uważać. Przede wszystkim jednak powtarzały: 'Podążaj za jego wyobraźnią i zaufaj mu w pełni'. Bo on zabiera ludzi w podróż, którą warto przeżyć. Byłam też szczęśliwa, że mogę zagrać u boku Marisy Paredes. Dorastałam, oglądając filmy, w których grała. Stała się dla mnie symbolem ciepła i dramatów świata kobiet.
Co jest takiego w hiszpańskich aktorkach starszej generacji, jak Paredes czy Carmen Maura, że potrafią być tak fascynujące?
Potrafią pięknie się starzeć i zbierając kolejne życiowe doświadczenia, stają się coraz wspanialszymi aktorkami. Zawiedzione miłości, śmierć, cierpienie, ale też radość, przyjaźń, seks - wszystko to odbija się w oczach. I właściwie to samo można powiedzieć o Pedrze.
Almodóvar naprawdę tak dobrze rozumie kobiety?
Oczywiście, ale równie dobrze rozumie mężczyzn. Jest wnikliwym obserwatorem i umie spojrzeć na każdą sytuację z wielu perspektyw. W 'Skórze, w której mieszkam' pokazuje przecież samotność mężczyzny zdradzonego i opuszczonego, który składa hołd własnej miłości, a jednocześnie próbuje rozliczyć się ze swoim życiem. Czasem mam wrażenie, że dla Almodóvara płeć nie istnieje - tylko ludzkie emocje, niespełnienie, tęsknoty.
Jednak często opowiada on w filmach o dyskomforcie związanym z ciałem. Tym razem expressis verbis - portretując chirurga plastycznego.
Nie feruje jednak wyroków. Ja też mam mieszane uczucia odnośnie do współczesnego boomu na zabiegi estetyczne. Medycyna służy przede wszystkim ratowaniu ludzi i nie wolno o tym zapominać - bohater filmu pragnie wynaleźć nową, lepszą skórę, która pomogłaby wyeliminować wiele chorób i zagrożeń. Chirurgia plastyczna pozwoliła wielu osobom spełnić marzenia i zaakceptować samych siebie. Ale jednocześnie mam poczucie, że czasem ludzie tracą kontrolę, zatracają się w pasji zmieniania własnego ciała. Tymczasem ono zwykle więcej na tym traci, niż zyskuje. Twarz po operacjach staje się martwa, a ja jestem aktorką - kocham przyglądać się ludzkiej ekspresji, drobnym skurczom mięśni, z których odczytuję emocje. Podobają mi się coraz głębsze zmarszczki, bo żłobi je życie.
Jednak dla aktorów transformacje ciała nie są nowością.
Rzeczywiście, kształtujemy je nieustannie - czasem trzeba schudnąć, nabrać mięśni, przytyć, dolepić sobie plastikowy nos, który zmieni ekspresję. Chociaż często sztuka rodzi się wtedy, kiedy odrzuci się rekwizyty i po prostu zagra własnymi twarzą, ciałem, gestem.
Pani często stawała przed kamerą naga. Zagrała pani bardzo odważne role - w 'Lucii i seksie' czy w homoerotycznym 'Room in Rome'. To trudne?
Odrzucanie dobrych propozycji wyłącznie z powodu scen lesbijskiego seksu byłoby głupotą. Tym bardziej że kreując postać, nie myślę tylko o seksualności bohaterki, lecz o jej emocjach, napięciach, charakterze. Ale zagranie miłości na ekranie jest rzeczywiście trudne. W świetle reflektorów trzeba odkrywać się przed widzami, gubić własną intymność, sprzedawać prywatne przeżycia. Ubraniem i kostiumem można jeszcze coś oszukać, zakryć. W takich odważnych nagich scenach jak w 'Room in Rome' traci się kontrolę nad tym, co chce się pokazać publiczności. Ale wtedy myślę: 'Do licha, w sztuce jak w życiu, trzeba czasem zdobyć się na odwagę'.
Role w filmach Almodóvara stały się dla wielu aktorów - z Banderasem na czele - przepustką do międzynarodowej kariery. Pani też przyjmuje oferty spoza Europy, choćby w wielkiej hollywoodzkiej produkcji 'Van Helsing'.
Kino nie ma narodowości. Budżet, lokacje, plenery - to wszystko mnie nie dotyczy. Wybieram historię, którą chciałabym opowiedzieć własnym ciałem. I tylko to mnie interesuje - chcę eksperymentować, ściągać ludzi do kin. Raz na 'Skórę ', raz na 'Van Helsinga'.
Ameryka to inna kultura, język. Te bariery można przekroczyć?
Oczywiście, choć grając za oceanem, wiele godzin pracuję z trenerem aktorskim, by szlifować akcent. Ale proszę pamiętać, że to nie ja tworzę film. Polegam na reżyserze - on dba o prawdę ekranu. A ja mogę wejść w projekt, grając na przykład Hiszpankę przyjeżdżającą do obcego kraju do pracy.
Hiszpańscy aktorzy, którzy zrobili kariery za oceanem - Javier Bardem, Penélope Cruz, Antonio Banderas - coraz chętniej wracają do ojczyzny. W Europie znajdują ciekawe role i krajobrazy dzieciństwa. Kiedy pani myśli o przyszłości, gdzie widzi pani siebie?
Przyszedł teraz naprawdę fajny moment w mojej karierze. Mając dużo do zrobienia dziś i jutro, nie próbuję planować, co będzie pojutrze. Poza tym w mojej rodzinnej Palencii wszyscy zawsze powtarzali, żeby koncentrować się na tu i teraz. I chyba wciąż jestem częścią tego świata, nie wyobrażam sobie życia w rezydencji w Los Angeles. Może więc uda mi się zestarzeć jak Carmen Maura i Marisa Paredes?