http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Josephine Baker - kangur, żyrafa, wąż, pantera, rajski ptak

Mirosław Banasiak
2002-09-20, ostatnia aktualizacja 2002-09-19 12:04

Josephine Baker
Lipnitzki / Roger-Viollet ROGER_VIOLLET
Josephine Baker
Głośny teoretyk tańca Andre Levinson bronił Jo: "Gdy Europejczyk tańczy, całe jego ciało porusza się w jednym rytmie. Madame Baker ukazuje nam, że gdy tańczy Afrykanin, każda część ciała jest rozdzielona, porusza się swoim rytmem, jednak całość tworzy klasyczną harmonię".

"Josephine Baker, zanim przybyłaś, nasze życie nad brzegami Sekwany było nudne i wypełnione smutkiem. W oczach Paryża jesteś dziewicą puszczy. W swej dzikości przywiodłaś do nas odmłodzenie" - kreślił z emfazą pisarz Fernand Devoire.

Jo tego nie przeczytała, nie znała francuskiego. Zrywała się o świcie i w swetrze oraz w krótkich spodenkach kilometrami pielgrzymowała po mieście - zwiedzała ogrody, hale targowe, dzielnice bogatych i robotników. Przechodnie się do niej uśmiechali, a białe ekspedientki obsługiwały ją uprzejmie.

- Paryż jest świętem - powiedział jej kiedyś Ernest Hemingway, gdy pili wino w Café des Amateurs.

- Och, nie - odparła. - Paryż jest tańcem.

Wszetecznica odziana w znaczek pocztowy

"W następnym sezonie była już gwiazdą słynnego music-hallu Folies Bergere - pisze Ean Wood. - Śpiewała i tańczyła wśród czterdziestu artystek. Producenci zatrudnili same blondynki i rude, by egzotyczna karnacja skóry Baker lepiej się uwidaczniała".

Do uszycia kostiumów jej spektaklu "La Folie du Jour" zużyto 300 km materiałów! Jeden kostium z piór robiono tydzień. Ale do legendy przeszedł inny, bardzo skromny - spódniczka z bananów.

Tłumy waliły drzwiami i oknami. O spektaklu rozpisywała się prasa w całej Europie. W swoich opowiadaniach opisali gwiazdę Francis Scott Fitzgerald i Paul Morand.

- Moje zdjęcia sprzedawano na każdym rogu - wspominała Jo. - Portretował mnie Picasso.

"I ty możesz mieć ciało jak Baker, jeśli użyjesz kremu Valaze" - głosił poster na paryskim placu Opery.

Miewała humory gwiazdy. Któregoś wieczoru nie chciała wyjść na scenę, menedżer Paul Derval rozwalił nogą drzwi garderoby: Baker siedziała naga na podłodze i zajadała palcami homara.

W swoim apartamencie trzymała psy, koty, papugi i świniaczka Alberta, którego zraszała perfumami Je Reviens.

Założyła nocny klub Chez Josephine. Zarabiała krocie. W końcu związała się z sycylijskim awanturnikiem Pepito de Abatino - miał 37 lat i twierdził, że jest hrabią, choć z zawodu był tynkarzem. 6 czerwca 1927 roku ogłosili fałszywie, że są małżeństwem, i Jo Baker używała odtąd tytułu hrabiny.

Pepito został jej menedżerem. Uznał, że Paryż jest dla Jo za mały i zorganizował jej dwuletnią turę po Europie i Ameryce Południowej.

Najpierw był Wiedeń. Występy anonsowały plakaty artystki ubranej tylko w pióra i perły. Gdy zjawiła się tam w lutym 1928 r., biły dzwony kościelne, by przestrzec wiernych, iż zbliża się wysłanniczka piekieł. W parlamencie odbyła się debata, czy zezwolić Baker na występy. Przed hotelem Grand witała ją demonstracja katolików przeciwnych niemoralnemu show.

"Przywiozłam 15 kufrów podróżnych, 196 par butów, 137 kostiumów i 64 kg pudru do twarzy" - pisała Baker. Występowała w Teatrze im. Johanna Straussa. W dzień premiery w położonym nieopodal kościele św. Pawła znany kaznodzieja jezuita ks. Wilhelm Fey odprawił mszę za jej duszę. W kazaniu przedstawił gwiazdę jako wszetecznicę odzianą jeno w znaczek pocztowy. Kazanie musiało być sugestywne, bo po mszy wierni rzucili się do kas kupować bilety.

W Budapeszcie Jo wzbudziła sensację, jeżdżąc powozikiem zaprzęgniętym w strusia. W Zagrzebiu 21-letni student Alexius Groth ugodził się nożem w pierś i padł bez ducha u stóp Jo, gdy opuszczała nocny klub. Tracąc przytomność, wyznał jej miłość - lekarze go odratowali.

W Bukareszcie występowała pod gołym niebem; trzy tysiące ludzi szalało, gdy w strugach deszczu tańczyła charlestona.

W Berlinie nie było łatwo. Hitler dobijał się już do władzy. W październiku 1928 roku Goebbels uznał Baker za "artystkę zdegenerowaną". Bojówkarze SA nachodzili spektakle, straszyli widzów, grozili niemieckim artystom występującym z Baker. Jo nie wytrzymała napięcia i w przerwie spektaklu uciekła.

W numerze z 28 sierpnia