http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Ona jest jak ferrari

Anna Napiórkowska
10.08.2011 , aktualizacja: 04.08.2011 16:21
A A A Drukuj
Christine Lagarde Fot. Wu WEI/XINHUA/Gamma/Eyedea Presse/BE&W Christine Lagarde
Christine Lagarde zarabia więcej niż jej poprzednik Dominique Strauss-Kahn, a w jej kontrakcie dopisano, że 'musi unikać niekonwencjonalnych zachowań'
Nowa dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde była wcześniej ministrem gospodarki, finansów i handlu zagranicznego. Na zdjęciach z życiowym partnerem, prawnikiem Xavierem Giocantim
Fot. Philippe Wojazer/REUTERS/Forum
Nowa dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde była wcześniej ministrem gospodarki, finansów i handlu zagranicznego. Na zdjęciach z życiowym partnerem, prawnikiem Xavierem Giocantim
Nowa dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde była wcześniej ministrem gospodarki, finansów i handlu zagranicznego. Na zdjęciach 
z prezydentem Sarkozym
Fot. Christophe Guibbaud/ABACAPRESS.COM/East News
Nowa dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde była wcześniej ministrem gospodarki, finansów i handlu zagranicznego. Na zdjęciach z prezydentem Sarkozym
ZOBACZ TAKŻE
'Drodzy przyjaciele, z radością zawiadamiam was, że rada wykonawcza Międzynarodowego Funduszu Walutowego wyznaczyła mnie na dyrektora generalnego' - wpisała na Twitterze dzień po nominacji Christine Lagarde. Została zatrudniona 5 lipca tego roku, jednak na nieco innych warunkach niż jej poprzednik Dominique Strauss-Kahn. Jej pensja roczna wzrosła o 11 proc., do 551 700 dol., natomiast kontrakt uzupełniono o zapis, że 'będzie musiała unikać zachowań niekonwencjonalnych i dotyczy to także wyglądu' oraz zaliczyć - jak wszyscy obecni pracownicy Funduszu - szkolenie z zakresu etyki.

30. na liście wpływowych

Wybór Christine Lagarde na szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego nie był zaskoczeniem. Była najdłużej urzędującym ministrem gospodarki V Republiki Francuskiej, bo aż cztery lata. W 2006 roku magazyn 'Forbes' umieścił ją na 30. pozycji wśród najbardziej wpływowych kobiet świata. A w 2009 roku 'Financial Times' uznał ją za najlepszego ministra finansów strefy euro, ponieważ dzięki jej decyzjom gospodarka francuska znalazła się wśród tych, które najlepiej oparły się światowemu kryzysowi. Ponadto Lagarde ze swym perfekcyjnym angielskim i nienagannymi manierami zdaniem jury poprawiła pozycję Francji w negocjacjach międzynarodowych.

'To, co zawsze było dla mnie najważniejsze, to niezależność. Sądzę, że odziedziczyłam tę cechę po matce i babce' - wyznaje Lagarde. Babka była pielęgniarką podczas I wojny światowej zaangażowaną w pomoc ofiarom. Matka, profesor literatury, po śmierci męża, również profesora literatury, została z czwórką dzieci i wzbudzała uznanie sposobem, w jaki sobie radziła. Christine, najstarsza (ma trzech braci), wolny czas dzieliła między harcerstwo a pracę zarobkową - czyściła ryby na targu, sprzedawała ubrania. Podczas każdych wakacji wyjeżdżała z matką do Oksfordu szlifować angielski. 'Miałam szczęście wzrastać w środowisku bardzo wymagającym, ale tolerancyjnym, rodzinie katolickiej, a mimo to zaangażowanej politycznie po stronie lewicy' - wspomina.

Po maturze, w 1974 roku, wyjechała do USA na zaproszenie organizacji Field Service powołanej po II wojnie do tworzenia otwartego świata bez podziałów i uprzedzeń. Dwa miesiące później rozpoczęła studia na wydziale nauk politycznych na Uniwersytecie Aix-en-Provence. Po dyplomie pojechała do Waszyngtonu, gdzie została asystentką parlamentarną Williama Cohena. Po powrocie do Francji rozpoczęła kolejne studia - na paryskim wydziale prawa. Togi nie założyła, bo nadeszła propozycja firmy Baker & McKenzie, której nie można było odmówić.

Od adwokatki do prezeski

Firma Baker & McKenzie z siedzibą w Chicago to jedna z największych kancelarii na świecie, specjalizująca się w prawie gospodarczym. Lagarde spędziła w niej 24 lata. Zaczynała w 1981 roku jako adwokat na posyłki. Sześć lat później została szefem biura w Paryżu. Nie przeszkodziło jej to założyć rodziny i urodzić dwóch synów - Pierre'a-Henriego i Thomasa. Niestety, małżeństwo się rozpadło. 'Mężczyźni mojego życia mieli kłopot z zaakceptowaniem mojego sukcesu' - mówiła.

W 1991 roku została członkiem zarządu firmy i jej kariera nabrała przyspieszenia. Cztery lata później weszła w skład dyrekcji międzynarodowej, a w 1997 roku została prezesem firmy, miała wówczas 43 lata. Była pierwszym prezesem kobietą w historii firmy, która powstała w 1949 roku i istnieje w 38 krajach.

'Nigdy nie działałam samotnie, ani w rodzinie, ani w życiu zawodowym. W dzieciństwie uprawiałam pływanie synchroniczne, w którym liczy się perfekcja grupowa. Firma Baker & McKenzie walczyła o zasadę równości w pracy zespołowej. Bardzo to ceniłam' - tłumaczy Lagarde. Tuż przed odejściem sfinalizowała swoje ostatnie ambitne zadanie - fuzję z nowojorską kancelarią adwokacką Condert Freres.

Polityka i przedsiębiorca

Pierwszą propozycję wejścia do rządu dostała w 2004 roku od ówczesnego premiera Jeana-Pierre'a Raffarina; prezydentem był wówczas Jacques Chirac. Propozycja wydała się jej tak księżycowa, że odmówiła. Nigdy nie miała związków z polityką i prawie już żadnych kontaktów z Francją. Od ponad 20 lat mieszkała i pracowała w Stanach. Rok później otrzymała kolejny telefon, tym razem od ówczesnego premiera Dominique'a de Villepina, który zapewnił ją, że ma czas do namysłu, ale tylko jedną możliwą odpowiedź. Zgodziła się. 'Byłam już zmęczona i rozdrażniona nieustannym wysłuchiwaniem amerykańskich krytyk i oskarżeń pod adresem Francji' - tłumaczy. Została ministrem handlu zagranicznego. Jej podstawowym zadaniem było przekonywanie francuskich przedsiębiorców do inwestowania za granicą. Ruszyła więc w podróż po Francji.

W końcu 2006 roku złożyła oficjalną wizytę w Marsylii. Głównym punktem programu było spotkanie z przedsiębiorcami, a wieczorem - kolacja z przedstawicielami prawicowej partii rządzącej UMP. Podczas kolacji spotkała przyjaciela z czasów studiów na wydziale nauk politycznych - Xaviera Giocantiego. Spojrzenie, uścisk dłoni i... 'musiałem wszystko zacząć od zera, mimo że byliśmy już wówczas oboje po rozwodzie' - wspomina Giocanti. Rozpoczęły się podróże Marsylia - Paryż, ale jedynie w nieliczne wolne weekendy pani minister. Rower, spacer, zakupy na targu. Rok później postanowili się pobrać. Ale wtedy przyszła propozycja wejścia do rządu Nicolasa Sarkozy'ego. Ślub został odłożony.

'Dziś pozostają nam SMS-y i cowieczorna rozmowa telefoniczna. Sądzę, że dla Christine jestem jedną z nielicznych osób, z którą może rozmawiać o wszystkim. Ona ma spojrzenie makroekonomiczne. Ja jej przedstawiam problemy mikro, małych przedsiębiorców' - podsumowuje Giocanti. Po objęciu stanowiska szefa MFW Christine udało się wynegocjować zapis w kontrakcie o zwrocie kosztów za przeloty Marsylia - Nowy Jork, mimo że Xavier nie jest jej mężem.

Madame Lagaffe

'Ona jest jak ferrari' - skomentował jej nominację na stanowisko ministra gospodarki prezydent Nicolas Sarkozy w 2007 roku. Dość szybko jednak stracił dla niej cierpliwość. Szczere wypowiedzi Lagarde pozbawione politycznej mowy-trawy szybko stały się przedmiotem mniej lub bardziej ironicznych komentarzy. Tuż po nominacji dziennikarze mieli o czym pisać, bo pani minister zaproponowała Francuzom, by przesiedli się na rowery po skoku ceny ropy naftowej na światowych rynkach. A we wrześniu 2008 roku, w początkach światowego kryzysu, oznajmiła, że 'kryzys jest już za nami'. Otrzymała przezwisko 'Madame Lagaffe', a prasa spekulowała na temat jej dymisji. Prezydent rzeczywiście nosił się z zamieram zdymisjonowania pani minister w październiku 2008 roku, gdy po antykryzysowym szczycie francusko-niemieckim zwierzyła się zagranicznej prasie z projektu stworzenia europejskiego funduszu finansowego. Wówczas Sarkozy miał powiedzieć: 'To ja i kanclerz Merkel jesteśmy od informowania o takich decyzjach. Kolejna jej gafa będzie ostatnia'.

Kryzys nabrał jednak rozpędu i Lagarde przedstawiła prezydentowi plan ratowania francuskich banków, uczestniczyła w posiedzeniach G7, organizowała spotkania G20. Jej znajomość świata finansów i międzynarodowej gospodarki stała się zbyt cenna dla prezydenta, żeby się jej pozbyć. 'Przez lata bycia adwokatem nauczyłam się sztuki negocjacji. Znajomość świata finansów też mi pomogła' - wyznaje Lagarde. Już przestał razić jej bezpośredni styl bycia i ostre słowa wypowiadane na międzynarodowym forum, jak na przykład podczas szczytu G7 w Japonii w lutym 2008 roku, kiedy, zarzucając Amerykanom brak zdecydowanych działań, zwróciła się do ówczesnego amerykańskiego sekretarza skarbu Henry'ego Paulsona: 'Hank, siedząc na plaży, widzimy nadchodzące tsunami, a ty nas pytasz, jaki kostium założymy'.

Rozmiar buta 42

Jej pozycja w świecie finansów rośnie. Już nikt nie nazywa jej 'Madame Lagaffe', teraz słychać o 'Madame, która nie ma wrogów' - dzięki niebywałej umiejętności słuchania i łatwości nawiązywania kontaktu. Poza tym większość rozmówców podkreśla jej nienaganny styl. 'Mój styl jest związany ze sposobem życia podróżnika. Biegam na lewo i prawo. Wsiadam do pociągu, wysiadam z samolotu, zbiegam ze schodów po cztery stopnie. Nie mogę więc mieć sukienek z falbankami. Ponadto przy wzroście 1,80 m i rozmiarze buta 42 muszę uważać, by nie stracić równowagi' - podsumowuje Christine Lagarde. Uważa, że to matka wpłynęła na jej styl ubierania się. Pamięta, jak kupowały na targu materiał i jak matka szyła nocami. Dwa tygodnie później sukienka wisiała w szafie.

W 2009 roku, kiedy najgorsze uderzenie kryzysu minęło, została zaproszona do popularnego programu amerykańskiego 'Daily Show', który w zjadliwy sposób komentuje bieżące wydarzenia światowe. Pojawiła się w studiu z wielką czerwoną torbą. Prowadzący zasypał ją serią pytań: czy wyrzuciła już francuskich bankierów, kto jest teraz bardziej socjalistyczny - prezydent Sarkozy czy Obama. Lagarde odpowiadała nienaganną angielszczyzną. Na koniec rozmowy podsumowała: 'Byłam przekonana, że zaserwuje mi pan wszystkie stereotypy na temat Francji, więc mam dla pana niespodziankę', i wyciągnęła z torby dwa francuskie berety, jeden założyła sobie na głowę, a drugi wręczyła prowadzącemu. Publiczność w studiu zawyła z zachwytu, a prowadzący pozostał w berecie do końca programu.

Czarne chmury

Nie udało się jej jednak podbić serc francuskich socjalistów. Zażądali postawienia jej przed trybunałem stanu. Komisja trybunału ma rozstrzygnąć 4 sierpnia, czy zostanie jej postawione oskarżenie. Otóż w październiku 2010 roku francuska Najwyższa Izba Kontroli w swym raporcie oskarżyła panią minister o działanie na szkodę państwa w związku z powołaniem sądu arbitrażowego do rozwiązania sporu między biznesmenem Bernardem Tapie a bankiem Crédit Lyonnais.

Christine Lagarde powołała sąd arbitrażowy jesienią 2007 roku wbrew protestom urzędników ministerstwa gospodarki i finansów. Sąd ten przyznał Tapiemu gigantyczne odszkodowanie za straty moralne w wysokości nieznanej w historii Francji - 200 mln euro.

Historia sporu między biznesmenem a bankiem sięga 1992 roku, kiedy Tapie, wchodząc do ówczesnego rządu, musiał zawiesić swoją działalność gospodarczą. Zwrócił się więc do banku Crédit Lyonnais o sprzedaż firmy Adidas, której był właścicielem, za sumę 2 mld euro. Bank, w tamtym czasie państwowy, zamiast sprzedać firmę, sam ją kupił, nie informując o tym Tapiego. Transakcji sprzedaży Adidasa innemu biznesmenowi dokonano dwa lata później za sumę 4 mld euro. Tapie zażądał wyrównania strat, dowodząc, że bank był nielojalny wobec niego jako klienta. Prawo bowiem zabrania bankowi nabywania własności czegoś, co jest zobowiązany sprzedać.

Socjaliści uważają, że ten konflikt powinien rozstrzygnąć sąd cywilny, a nie arbitrażowy, którego członkowie zostali wybrani przez panią minister z politycznego klucza, a która według znaków na socjalistycznym niebie dostała instrukcje z Pałacu Elizejskiego. Wszystko jednak wskazuje na to, że sprawa trafi ad acta, bo żaden z przedstawicieli komisji nie będzie chciał postawić przed trybunałem stanu nowego szefa Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Christine Lagarde z radością opuściła świat polityki i powróciła tam, gdzie reguły gry są jasno określone i dobrze jej znane, natomiast wyzwania - nieograniczone. Bo, jak twierdzi, każdy sufit jest po to, żeby go przebić, należy jednak mieć świadomość 'konieczności poruszania się po wybranej drodze krok po kroku, każdego dnia. Sukces nie jest dany na zawsze. To ciągła walka i to, co udało nam się wywalczyć przez lata, może runąć z dnia na dzień'.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się