http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Była striptizerka maluje Angielską Różę

tekst Agnieszka Jucewicz
2007-11-26, ostatnia aktualizacja 2007-11-23 13:16

Malutka Diana, księżna Walii.  Vine przyznaje, że czuje z gwiazdami pokrewieństwo. Zwłaszcza z tymi, których życie nie rozpieszcza
Malutka Diana, księżna Walii. Vine przyznaje, że czuje z gwiazdami pokrewieństwo. Zwłaszcza z tymi, których życie nie rozpieszcza
Fot. Supplied by Alpha BULLS

Księżnej Dianie rozmazał się makijaż, wybałuszone oczy były pełne łez, z ust płynęła krew

Stella Vine w 'Prozac and private views', Transition Gallery
Fot. Timothy Allen Timothy Allen / eyevine /Fotolink
Stella Vine w 'Prozac and private views', Transition Gallery
Do galerii dla amatorów wszedł któregoś dnia Charles Saatchi. Zachwycił się krwawą Lady Di
i kupił portret, płacąc sześć razy więcej, niż był wyceniony
Fot. Rex Features Rex Features
Do galerii dla amatorów wszedł któregoś dnia Charles Saatchi. Zachwycił się krwawą Lady Di i kupił portret, płacąc sześć razy więcej, niż był wyceniony
Kate Moss. Alexander McQueen kupił portet Moss za 10 tys. funtów
Fot. Supplied by Alpha BULLS
Kate Moss. Alexander McQueen kupił portet Moss za 10 tys. funtów
ZOBACZ TAKŻE
Trzy lata temu miało miejsce wydarzenie, które nieodwracalnie zmieniło życie Stelli Vine. Trwało dwie minuty.

Do małej galerii we wschodnim Londynie, gdzie wystawiano prace amatorów, wszedł Charles Saatchi (twórca największej na świecie agencji reklamowej i kolekcjoner sztuki współczesnej). Spojrzał na portret księżnej Diany namalowany przez Vine, zapłacił za niego sześćset funtów (choć był wyceniony na sto) i wyszedł. Księżna Diana na obrazie miała rozmazany makijaż, płonęły jej policzki, wybałuszone oczy były pełne łez, a z ust płynęła krew. Obok jej twarzy czerwonymi wołami krzyczał napis: 'Cześć, Paul. Czy możesz tu przyjść, bardzo się boję'. Prośba była skierowana do osobistego lokaja Diany Paula Burrella. Kilka miesięcy później zarówno ten portret, jak i drugi, przedstawiający Rachel Whitear, 21-letnią ofiarę heroiny, o której głośno było w brytyjskiej prasie, znalazły się na wystawie 'New Blood', kolekcji dzieł wschodzących gwiazd współczesnej sztuki, które skompletował Saatchi. Zbulwersowani rodzice Rachel wkroczyli na wernisaż pod eskortą policji, żądając wycofania portretu córki. Publika była wstrząśnięta bezpardonowym szarganiem wizerunku Angielskiej Róży. Krytycy - zniesmaczeni niezasłużonym awansem nikomu nieznanej 'pseudomalarki'. Dziennikarze bulwarowej prasy - zachwyceni, bo życiorys Vine w sam raz nadawał się na pierwsze strony gazet. Sama zainteresowana uciekła przed prasą do Hiszpanii, żeby uczyć dzieci rysunku.

'Woda święcona ci teraz nie pomoże'

Dzisiaj nawet przeciętnie interesujący się sztuką czytelnik brytyjskiej prasy zna CV Stelli Vine na pamięć.

'Urodzona w uroczym miasteczku Alnwick na północy Anglii jako Melissa Robson. Wychowana przez matkę Ellenor i ciotkę Joan. W wieku siedmiu lat przeprowadziła się do Norwich, do nowego męża matki. Jako 13-latka uciekła z domu i cztery lata później zaszła w ciążę. Wychowywała syna samotnie. Uczęszczała na zajęcia z aktorstwa do "jakiejś podrzędnej" szkółki i grywała w bardzo offowych teatrach. Żeby utrzymać siebie i dziecko, pracowała jako sprzątaczka, kelnerka, hostessa i striptizerka. Przez dwa miesiące była żoną lidera Stuckists Charlesa Thomsona (ugrupowanie artystyczne, które było głośne m.in. z bojkotu Nagrody Turnera), ale małżeństwo rozpadło się z hukiem. Jest samoukiem. Maluje celebrities. Nieźle jej idzie.

Jak jej nie wyjdzie, zawsze może wrócić do zawodu'. Wierny czytelnik bulwarówek wie jeszcze więcej. Na przykład to, że matka artystki przedstawiła córce jej nowego tatusia na dzień przed ślubem. Albo to, że ojcem syna Vine jest dozorca budynku, w którym pomieszkiwała jako nastolatka. No i to, że w najcięższym okresie była utrzymanką podstarzałych panów oraz że podczas jednej z awantur z Charlesem Thomsonem pękł jej implant w piersi i trafiła do szpitala. O tym, że George Michael kupił od Vine jeden z portretów Diany za 25 tys. funtów, a Alexander McQueen - portret Kate Moss za 10 tys., wiedzą nawet ci, którzy gazet nie czytają. Najnowsza wiadomość głosi, że Vine z 'elficy' zamieniła się w krótko ostrzyżoną 'czterdziechę' przy kości. Czyżby zmieniała seksualną orientację? - zastanawiają się bulwarówki Tyle prasa. Możliwe jednak, że czytelnicy zaaferowani wydarzeniami na świecie albo rozgrywkami pucharowymi przeoczyli pewne wydarzenia z życia Stelli Vine. Kto wie, czy nie bardziej istotne niż pęknięty implant, striptiz czy utrata sylwetki.

'Co się stało z Melissą Jane?'

To prawda. Alnwick jest urocze, ale też potwornie nudne. Życie miasteczka toczy się przede wszystkim wokół średniowiecznego zamku, który od pokoleń należy do arystokratycznej rodziny Percy. Tutaj kręcono m.in. 'Harry'ego Pottera', 'Robin Hooda' i seriale z epoki. Tutaj co roku odbywa się historyczny targ i zawody piłki nożnej. Tutaj wyborcy głosują na torysów. Poza tym Alnwick to jeszcze dwa zakłady specjalizujące się w produkcji sprzętu rybackiego, duży antykwariat, sklep ze zdrową żywnością i malutkie muzeum Bailiffgate poświęcone głównie lokalnej historii.

W zeszłym roku Stella Vine miała tutaj swoją skromną wystawę zatytułowaną 'Co się stało z Melissą Jane?'. Nie znalazły się na niej ani portrety Lady Di, ani Kate Moss, ani uczestników brytyjskiej wersji 'Big Brothera'. Bo wbrew powszechnej opinii Vine nie tylko maluje znanych ulubieńców bulwarówek. Znalazły się za to obrazy przedstawiające matkę Vine oraz seria autoportretów. Po powrocie z Alnwick Vine napisała felieton dla magazynu 'Latest Art.', który brzmiał mniej więcej tak:

'Byłam w Alnwick. Ach, jak cudownie jest chodzić po pastwisku, śpiewać pogańskie pieśni i oddychać świeżym powietrzem. Poprowadziłam warsztaty plastyczne dla trudnych nastolatków. Pewien chłopiec, który uczy się »zarządzać złością «, zrobił kolaż z pistoletem w roli głównej i powiedział mi, że »kolaże są śmieszne «. Warto zapamiętać. Myślałam, że może namaluję księżną z zamku, jak siedzi na drzewie, coś a la Goya, ale nie. Zaprosiłam babcię na wernisaż. Odmówiła. Pojawiło się za to parę osób, które czytały moje blogi od 2003 r. Naprawdę zdumiewające! Przyszło też paru znajomych mojej matki. I dwóch marszandów z Niemiec. Jakie to miłe! Teraz wszystkim o tym opowiadam. Mój terapeuta mówi, że przechodzę przez fazę autodestrukcji. Ale nie jest aż tak źle! Wzięłam udział w dorocznej zabawie w Alnwick. Taki średniowieczny rytuał, podczas którego sprawdzają, czy jesteś czarownicą, czy nie. Rozczarowałam się. Było dużo mniej spektakularnie, niż myślałam”.

Niedawno Vine podarowała muzeum w Alnwick jeden ze swoich obrazów. Stoi na nim przed domkiem babci, który 'odnalazła chwilę po tym, jak się zgubiła w okolicy'. Była feta i oficjalne przekazanie obrazu. Zaproszona babcia ponownie nie przyszła. Babcia: 'Niech sobie maluje, co chce, ale nie podobają mi się portrety księżnej Diany'.

Kuratorka: "'est pani bardzo hojna. Dziękuję w imieniu Alnwick. Jestem dumna, że w naszej kolekcji znalazła się lokalna artystka'. Vine: 'Chyba jest pani moją drugą fanką po Charlesie Saatchim'.

"Zawsze będę cię kochać"

O dzieciństwie spędzonym w Alnwick Vine mówi z dużym sentymentem. Razem z bratem, matką i ciotką mieszkała w domu babci. 'Było cudownie. W kominie płonął ogień, a Cyganie przychodzili handlować tkaninami. Tam zawsze miałam poczucie przynależności' - taka jest bajkowa wersja tej opowieści, którą Vine opowiada dziennikarzom w przypływie dobrego nastroju. Bliższa prawdy jest jednak ta wersja: "Jako dziewczynka byłam słodka, cicha i bardzo się bałam'.

O matce mówi: 'Nie była uczuciowa. Nigdy mnie nie przytuliła. Uwielbiałam ją, ale bez wzajemności, tak jakby w ogóle nie istniała. Ciągle mi się wymykała. Wydaje mi się, że kiedyś pojechała na autostop do Europy i nie było jej przez rok albo jakoś tak'. Kiedy umarła cztery lata temu, Vine zaczęła malować cykl portretów księżnej Diany. To był jej sposób na przeżycie żałoby. Powstało też kilka obrazów młodych dziewczyn podobnych do Rachel Whitear, która odebrała sobie życie. Później Vine je zniszczyła. Na portretach, które namalowała dla swojego rodzimego muzeum, Ellenor przypomina młode gwiazdy filmowe z lat 60. Na jednym Vine siedzi otoczona przez ptaki, podobnie jak inne bohaterki jej obrazów: Jackie Onassis, Sharon Tate i Sylvia Plath. Na innym ubrana jest w suknię ślubną. Na jeszcze innym pali papierosa i siedzi obok małej dziewczynki. Obie płaczą czarnymi łzami, a może to rozmazany makijaż?'Jestem podobna do matki - mówi Vine. - Tak samo mało towarzyska. Chciałabym się zabawić z George'em (Michaelem) albo Rupertem (Everettem), pójść do klubu, ale nie potrafię. Trzymam się z boku. Obserwuję'.

'Tatusiu, musiałam cię zabić'

Temat pobytu w Norwich jest dla Vine bolesny. Twierdzi, że ojczym nigdy nie zaakceptował ani jej, ani brata. 'Norwich to było nieustające pasmo strachu' - kwituje. Nigdzie nie przyznaje, że była molestowana seksualnie, ale trudno wykluczyć tę wersję. W wywiadzie dla 'The Observer' mówi, szlochając: 'To, co się stało, już się nie odstanie. Nie ma sensu tego rozpamiętywać. Kiedy zaczynam o tym mówić, przez następne kilka dni mam ochotę się zabić'.

Taką ochotę Vine miała nieraz. Ma za sobą kilka prób samobójczych. Powracające depresje. Zachowania autodestrukcyjne. Kurację prozakiem. Oraz uzależnienie od kokainy, które zawdzięcza stosowaniu aktorskiej metody Stanisławskiego przy malowaniu portretu Kate Moss. Kiedy maluje, stara się i ciałem, i stanem umysłu wczuć w osoby, które portretuje. Nie przeszkadza jej to, że ich nie zna. Maluje ze zdjęcia, które wybiera spośród setek innych. 'Bo właśnie to, a nie inne" do niej przemawia. 'Może być coś w geście albo w spojrzeniu, albo w tle, co sprawia, że wydobywa ze zdjęcia całą prawdę'.

Uzależnienie od kokainy trwało kilka miesięcy. Po pierwsze, dlatego że zaczęło ją kosztować tygodniowo tyle, ile Saatchi zapłacił za jej pierwszy obraz. Po drugie, pewnego dnia poślizgnęła się na ulicy, rozbiła głowę i trafiła do szpitala. Stamtąd psychiatra wysłał ją na odwyk. W zeszłym roku codziennie przez cztery miesiące spotykała się z terapeutą, co - jak twierdzi - nadało jej życiu zupełnie nową jakość. 'Przedtem byłam bardzo krucha i pokiereszowana. Łatwo było mnie zranić. Terapia mnie uleczyła. Czuję się silniejsza'. Silniejsza, ale czy szczęśliwa? Lily zrywa z chłopakiem w Marku Jacobsie"

Pamięta taki rok. Była wtedy naprawdę szczęśliwa. Jamie uczył się jeździć na desce, więc postanowiła, że objadą vanem najlepsze skate parki w całej Wielkiej Brytanii. Spakowali dwie torby i deskę, wynajęli vana i pojechali.

Źródło: Wysokie Obcasy

W numerze z 28 sierpnia