http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Zrobieni w bambus

Katarzyna Jaklewicz
22.07.2010 , aktualizacja: 22.07.2010 12:03
A A A Drukuj
Co można kupić w naszych sklepach? Bambusowe skarpetki bez bambusa, wełniane swetry, które w okolicy wełny nawet nie leżały, i bawełniane spódnice, które zawierają wełnę, akryl, wiskozę i poliester, ale bawełny w nich brak

Fot. Filip Klimaszewski
W sklepie ze skarpetkami szukałam czegoś, co uratuje w upał moje stopy. - Bambus! - nie miał wątpliwości sprzedawca. - Przeciwpotny, antybakteryjny, zdrowy - zachwalał. Skarpetki typu stopki miały naturalne kolory (beż, biel), a na etykiecie zachęcająco wiły się pędy bambusa. Wzięłam dwupak. Spróbowałam, ponosiłam, ale nadzwyczajnych właściwości bambusa nie wykryłam. Skarpetki cisnęłam w kąt szafy i zupełnie o nich zapomniałam. Do niedawna.

Bawełna jak benzyna

Pod koniec czerwca Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów opublikował raport z kontroli sprzedawanych w Polsce ubrań. Spośród ponad 4 tys. rzeczy przebadanych przez Inspekcję Handlową na zlecenie UOKiK z ponad jedną trzecią coś było nie tak. Na niechlubnej liście znalazły się także moje skarpetki, które - co może tłumaczyć brak niezwykłych zalet - włókna bambusowego nie zawierały. Obok nich UOKiK umieścił wełniany sweter, który w sąsiedztwie wełny nawet nie leżał, i bawełnianą spódnicę, która zawierała wszystko (wełnę, akryl, wiskozę, poliester), tylko nie bawełnę. Praktyka podwyższania (tylko na metce) zawartości bawełny w ubraniach jest zresztą nagminna. Przypadki z raportu: bluzka damska z golfem - na metce 35 proc. bawełny, w rzeczywistości 0 proc., koszula męska - 55,4 proc. zamiast deklarowanych 80 proc., koszula nocna - ledwo 36,7 proc., choć miało być 65 proc. - To tak jak z benzyną - konstatuje Marcin Rubacha z Katedry Włókien Sztucznych Politechniki Łódzkiej. - Podaje się, że ma np. 95 oktanów, a w badaniu się okazuje, że jednak mniej. Czemu? Żeby zmniejszyć koszty, a zwiększyć zyski, bo - jak mówi Rubacha - dobrej jakości bawełna tania nie jest. Tymczasem chwalić się nią warto, bo wchłania wilgoć, czyli pot, i jest przepuszczalna dla powietrza, pomaga tym samym utrzymać odpowiednią temperaturę ciała. To jednak nie koniec nieuczciwych praktyk producentów i dystrybutorów. Część badanych ubrań okazała się mniej wytrzymała, niż obiecywano (badano odporność na?pranie, tarcie, pot etc.), a w kilku przypadkach odzież zawierała ołów i nikiel - niebezpieczne dla zdrowia i zakazane przez nasze oraz unijne prawo. Jak prześwietlić sumienie producenta (i dystrybutora, bo część badanych ubrań była importowana) i sprawdzić, czy sprzedaje nam to, co obiecuje?

Nie próbujcie tego w domu

Okazuje się, że nie jest to łatwe, bo włókna sztuczne są coraz lepszej jakości. Bez laboratorium nawet specjaliści mogą mieć problem z odróżnieniem jednych od drugich. Jest wprawdzie kilka radykalnych metod odróżniania np. bawełny od niebawełny, ale po pierwsze, nie zawsze nadają się do zastosowania w domu (o sklepie nie mówiąc), a po drugie - jak w wierszu Brzechwy o sroce i serze - tak intensywne badanie może źle się skończyć dla obiektu badania. - Można wrzucić ubranie do kadzi z kwasem solnym lub siarkowym. Bawełna po chwili 'rozpuści się' bez śladu - tłumaczy prof. Marek Snycerski, kierownik Zakładu Technologii i Budowy Tkanin na Politechnice Łódzkiej. Jest też łagodniejsza wersja tego eksperymentu. - Możemy spalić nitkę z ubrania. Po bawełnie zostanie biały popiół, a zapach będzie podobny do palącego się papieru. Palące się włókna syntetyczne będą inaczej pachnieć i pozostaną na ich końcach czarne kulki - wyjaśnia prof. Snycerski. O podobnej metodzie wspomina Katarzyna Biernacka, prezeska stowarzyszenia Empatia walczącego z przemocą wobec zwierząt. - Żeby sprawdzić, czy mamy do czynienia z futrem prawdziwym, czy sztucznym, wystarczy spalić jeden włos. Ten ze zwierzęcia podczas palenia będzie pachniał jak ludzki. Sztuczny inaczej, bardziej 'chemicznie'.

Czy warto jednak szukać bawełny w bawełnie i zawracać sobie tym wszystkim głowę?

Cierpienie owiec

Dużo zależy od naszej wrażliwości. - Jednej osobie będzie przeszkadzało, że zamiast bawełny nosi coś innego, druga będzie chodzić w tym całe dnie i nawet nie zauważy - mówi prof. Snycerski. On sam różnicę zauważa - choćby między wiskozą bambusową a zwykłą drewnianą. Zdradza, że nosi skarpety zrobione z tej pierwszej, ponoć niezwykle delikatnej w dotyku, i zapewnia, że komfort jest wysoki. Wiskoza (sztuczne włókno celulozowe) utrzymuje temperaturę o dwa stopnie niższą niż temperatura otoczenia. Dlatego rzeczy z niej zrobione wydają nam się chłodne. Pościel z wiskozy będzie więc dobra na lato, ale ta z wiskozy bambusowej będzie dodatkowo szczególnie miła w dotyku. Z kolei dodanie do bawełny wełny może mieć przeciwny skutek. - Ubranie będzie nas gryzło. A jeśli informacji o dodatku wełny nie ma na metce, nie będziemy wiedzieć dlaczego - tłumaczy dr Beata Kręcisz, dermatolog. Jeszcze gorzej, jeśli ubranie będzie zawierało silnie uczulający nikiel (niklowane mogą być metalowe ozdoby na ubraniu) albo ołów wchodzący czasem w skład barwników, któremu przypisuje się właściwości rakotwórcze. Jest też i aspekt etyczny: - Jako weganka unikam noszenia ubrań, których wyprodukowanie naraża zwierzęta na cierpienie i związane jest z ich zabijaniem. Owce są w trakcie golenia ranione, a ostatecznie trafiają na rzeź, dlatego nie chcę nosić ubrań z wełny. Zatajanie na metce informacji o obecności w tkaninie wełny [konkretny przypadek z raportu] jest dla mnie podwójnie niemoralne - zwierzęta się krzywdzi, a mnie oszukuje - tłumaczy Katarzyna Biernacka, prezeska stowarzyszenia Empatia. Biernacka przywołuje też inny drastyczny przypadek ze Stanów Zjednoczonych. Odzież sprzedawana tam pod markami znanych projektantów (m.in. Calvin Klein, DKNY), ale produkowana np. w Chinach, była wykańczana (kołnierze, mankiety) futrem psów i jenotów, w krajach produkcji tańszym i łatwiej dostępnym niż sztuczne. Opisywano je jednak jako sztuczne.

Mądrzy przed szkodą

Jak więc chronić się przed nieuczciwością producentów i importerów odzieży? - Organoleptycznie - radzi Marcin Rubacha. Co to znaczy? Przed kupieniem macać, czyli sprawdzić tak zwany chwyt - ocenić grubość, elastyczność, jednorodność.

- Jeśli szew na ubraniu jest krzywy i wygląda byle jak, bardzo możliwe, że i sam wyrób jest wykonany z tanich i kiepskiej jakości surowców - mówi Rubacha. Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK, uczula, żeby: - Czytać metkę. Także tę wewnątrz ubrania. Czasem klient ucieszy się, widząc napis 'piżama bawełniana', i już dalej nie analizuje, a po przeczytaniu metki odkryłby, że to nie żadna bawełna, tylko poliester.

Radzi też, żeby na wszelki wypadek nie kupować dla małych dzieci ubrań w intensywnych barwach. - Mocne kolory dają związki chemiczne używane do produkcji barwników. Nie zawsze są one przez dzieci tolerowane. Fajnie wygląda, jak mama i córka są tak samo ubrane, ale dla dziecka niekoniecznie jest to zdrowe - mówi. Większość rozmówców przekonuje natomiast, żeby nie bać się włókien sztucznych. W zapomnienie odeszły czasy mającego złą sławę bistoru. Dziś włókna sztuczne są nieporównywalnie lepszej jakości. Po pierwsze, coraz częściej mają właściwości podobne do włókien naturalnych - materiały z nich zrobione przepuszczają wilgoć, są miłe w dotyku. Po drugie, ich domieszka pozwala zachować kształt i przedłużyć żywotność ubrań. Gwarancję, że kupujemy odzież dobrej jakości, zdrową i bezpieczną, dają międzynarodowe i polskie certyfikaty. - Są dobrowolne, ale producenci, którzy dbają o renomę, sami starają się, żeby je zdobyć - tłumaczy Marian Ornat z łódzkiego Instytutu Włókiennictwa, który przyznaje między innymi funkcjonujący na całym świecie certyfikat Oeko-Tex Standard 100. Taki certyfikat (na metce trzeba szukać żółto-zielonych napisów i kwiatka) daje gwarancję, że ubranie jest wolne od szkodliwych substancji. Jest przyznawany producentom odzieży odpłatnie i wymaga szczegółowych badań, które co roku trzeba powtarzać. Rodzice mogą zwrócić uwagę na polskie certyfikaty - Bezpieczny dla Dziecka i Bezpieczny dla Niemowląt. Międzynarodowy (nie ma polskiego odpowiednika) certyfikat Made in Green daje z kolei pewność, że kupiony przez nas towar został wyprodukowany bez użycia pracy niewolniczej, krzywdzenia zwierząt i w procesach nieprzynoszących szkody środowisku.

Przez pół roku klient ma rację

Co możemy zrobić, jeśli krokodyla skóra na naszej torebce okaże się sztuczna (lub - w zależności przekonań - prawdziwa), guzik od spodni spowoduje uczulenie, a bluzka po dwóch praniach straci kształt, kolor i zmieni rozmiar? Reklamować. Mamy na to aż dwa lata. Wystarczy zachować paragon. Jeśli towar okaże się niezgodny z umową kupna-sprzedaży, czyli nie będzie tym, czym miał być, sprzedawca musi reklamację uwzględnić. Zgodnie z prawem ma tylko 14 dni, by się do niej ustosunkować, dlatego warto składać ją na piśmie, pamiętać o dacie i zachowywać dla siebie kopię. Przez pierwsze pół roku prawo daje przewagę klientowi. - Jest domniemanie, że kupiony towar był od razu wadliwy. Potem klient musi to udowodnić, np. dostarczyć opinię rzeczoznawcy - wyjaśnia Maria Beca ze Stowarzyszenia Konsumentów Polskich. Co ważne, sprzedawca nie może odesłać nas do producenta, importera ani dystrybutora. Sprawę reklamacji musi załatwić sam. Nawet gdy gwarancja stanowi inaczej, klient nadal ma wybór - może reklamować towar u sprzedawcy, jeśli tak mu wygodniej. Sprzedawca musi reklamowany towar wymienić lub naprawić, a gdy żadna z tych rzeczy nie będzie możliwa, zwrócić pieniądze. Te same zasady dotyczą wyprzedaży. To, że kupiliśmy towar po niższej cenie, nie zmniejsza naszych praw.

Gdy sprzedawca nie chce uwzględnić reklamacji, można zwrócić się o pomoc do Stowarzyszenia Konsumentów Polskich (bezpłatna infolinia: 800 800 008; e-mail: porady@skp.pl), które posłuży radą, a nawet - gdy będzie to uzasadnione - wyśle do opornego handlowca pismo z ponagleniem. Ostatecznością jest sąd.

Dobre adresy

* Raport UOKiK w całości znajdziemy w internecie na stronie: www.uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=2099

* Pomocy w sporach ze sprzedawcą i szczegółowych informacji na temat praw konsumentów należy szukać na stronie Stowarzyszenia Konsumentów Polskich: www.skp.pl

* Informacje o przyznawanych w Polsce certyfikatach znajdują się na stronie Instytutu Włókiennictwa: www.iw.lodz.pl/certyfikacja


Podziel się