Czy rzeczoznawca w sprawach o plagiat ma w Polsce dużo pracy? W Polsce takich spraw jest faktycznie coraz więcej, ale sam plagiat nie jest zjawiskiem nowym. Pierwsze międzynarodowe regulacje dotyczące plagiatu, tzw. konwencja berneńska, pochodzą już z 1886 r. i dotyczą głównie kwestii literackich. W okresie międzywojennym w samym tylko Paryżu spraw o plagiat w ubiorze było blisko 450! Najwięksi kreatorzy mody wytaczali sobie procesy, które nie zawsze udawało się rozstrzygnąć. Na przykład Elsa Schiaparelli, awangardowa projektantka, wdawała się w sądowe potyczki, podczas gdy Coco Chanel lekceważyła producentów kopii swoich modeli - wychodząc z założenia, że jej jakość jest nie do podrobienia. Biorąc pod uwagę, że często produkowała tkaniny na wyłączność, miała w pewnym sensie rację.
Dzisiaj jednak przy ogólnoświatowym rynku taki altruizm jest nie do przyjęcia. Straty mogą być zbyt dotkliwe. Firmy produkujące ubiory i projektanci strzegą swoich praw. Szczególnie konsekwentnie penetrują rynek firmy produkujące ubiory sportowe.
Jaką sprawą zajmowała się pani ostatnio? W jednym z warszawskich sklepów zarekwirowano czterysta kilkadziesiąt sztuk odzieży udającej produkty najlepszych światowych marek. Były imitacjami ewidentnymi - tragiczne podróbki, jakościowo beznadziejnie uszyte z kiepskiej jakości tkanin przez niewprawne
szwaczki. Nici niedobrane kolorem, ekspresy niedoszyte do końca, ale na tandetnej bluzce umieszczano wielki napis ''Dior'' czy ''Gucci''. Trudno mi uwierzyć, że ktoś mógłby te rzeczy uznać za oryginały. Właścicielka sklepu, broniąc się, twierdziła, że kupiła je w second-handzie jako autentyki. Było to zupełnie niewiarygodne, bo, owszem, w sklepach z używaną odzieżą zdarzają się rzeczy dobrych marek, ale nie aż tak dobrych jak oryginalne diory!
W second-handach trafiają się natomiast oprócz używanej odzieży tzw. końcówki serii, bo często bywa, że jest zamówienie np. na tysiąc sztuk jakiegoś fasonu, ale zleceniobiorcy wyjdzie 1020 sztuk. Taka odzież nie ma wszystkich metek i dodatków, ale jest dobrze uszyta z materiałów wysokiej jakości będących własnością zleceniodawcy. Trafia ona zwykle na czarny rynek.
Kupiłam kiedyś w Turcji bluzkę, ale z częściowo wyciętą markową metką. Czy to mogła być taka końcówka serii? Tak właśnie się robi, żeby zaznaczyć, że jest to autentyk, ale nie został on sprzedany w
luksusowym butiku lub jest uszkodzony. W takich przypadkach zdarza się też przekreślanie albo zamazywanie metek flamastrem czy wycinanie metek ze składem surowcowym.
Metka może nam zresztą bardzo wiele powiedzieć o odzieży, którą kupujemy. Trzeba pamiętać, że ona jest wszywana w trakcie produkcji w jakimś określonym cyklu. Jeśli więc jest naszyta na gotowym wyrobie, to już powinniśmy mieć podejrzenia, że to podróbka. W dobrych firmach nikt metek nie stebnuje, i to jeszcze krzywo albo nitką innego koloru. Robi się to punktowo, tak że szycie prawie nie jest widoczne. Oryginalne metki z logo ekskluzywnych firm są zawsze produkowane na maszynach żakardowych, nigdy nie są drukowane na plastikowych lub papierowych wszywkach!
Jak jeszcze odróżnić podróbki albo po prostu tandetę od ubrań dobrej jakości? Na przykład męska koszula. Wydaje się, że jest to taki prosty wyrób! Jednak ktoś, kto jest zorientowany, wie, że karczek powinien być cięty na środku pleców, a jego obie części - wyglądać jak lustrzane odbicia, bo dzięki temu koszula będzie się lepiej układać i będzie bardziej komfortowa w noszeniu. Najlepsze koszule mają tzw. francuski mankiet, czyli podwójny, zapinany na spinki, a nie guziki. Poza tym prawdziwie eleganckie koszule nie mogą mieć naszytej kieszeni. Natomiast w tych zupełnie luksusowych kołnierz będzie wszywany ręcznie. Bardzo ważna w kołnierzu i plisie zapinającej jest też liczba ściegów na centymetr. Powinno być pięć-sześć uderzeń igły - i taki szew nigdy nie pęknie. Jak są trzy, wiadomo, że to produkcja słabej jakości.
Ktoś wszywa jeszcze dziś ręcznie kołnierze do koszul albo marynarek? Dziś, niestety,
garnitury szyją ręcznie już tylko Anglicy i w mniejszym stopniu Włosi, jednak tak, krawiec powinien kołnierz szyć ręcznie. Robi się to na wypukłości uda, żeby od razu pracować na odpowiednim kształcie, który zapewni właściwe naprężenie nitek. Wszyscy pamiętamy z przedwojennych filmów krawca siedzącego po turecku na stole i szyjącego marynarkę. Szycie ręczne to nie tylko większy prestiż, ale też zupełnie inna długość użytkowania i komfort noszenia odzieży.
Z kolei w marynarce małą podpowiedzią co do jakości jest wygląd wewnętrznej kieszeni umieszczonej na piersi. Powinna być obramowana (wkoło wejścia) tkaniną wierzchnią. Jeśli będzie uszyta jedynie z podszewki, to mamy do czynienia z tanią produkcją.
Guziki na końcu rękawa powinny móc się odpinać. Najlepiej wszystkie lub ewentualnie dwa z np. czterech czy pięciu. Jeśli zaś wszystkie są przyszyte na stałe i rękaw nie ma rozcięcia - to jest produkt niskiej klasy. To samo odnosi się z resztą do damskich żakietów. A skąd to się wzięło? Chodziło o to, żeby mężczyzna mógł odpiąć te guziki i umyć ręce, nie mocząc przy okazji rękawów, a jednocześnie nie zdejmując marynarki (mężczyzna bez marynarki - niedopuszczalne!).
Czyli im bardziej skomplikowana konstrukcja ubrania, tym wyższa jakość? Można tak powiedzieć. Proszę sobie wyobrazić, że marynarka, aby dobrze wyglądała, powinna składać się z mniej więcej stu części! Bo dobra marynarka położona ma leżeć miękko jak szalik, ale jednocześnie - założona na człowieka - nadawać kształt sylwetce. Takie ''miękkie'' marynarki jako pierwszy wprowadził Armani.
Reportaże, wywiady, portrety. Najciekawsze teksty roku Wysokich Obcasów">>