Skąd się wziął pseudonim 'Betty Q'? Kiedyś na imprezie byłam przebrana za Ugly Betty, czyli Brzydulę. Od tamtej pory znajomi zaczęli mówić do mnie 'Betty'. A Q? Trzymajmy się oficjalnej wersji, że Q for cute! Choć queer też wchodzi w rachubę.
Jak doszło do tego, że zdecydowałaś się zająć profesjonalnie burleską? Zaczęłam tańczyć w wieku 17 lat. Najpierw był teatr, potem teatr tańca i kurs tańca brzucha - moja instruktorka zaprosiła mnie do swojego zespołu i tańczyłam w rewii. Zaczęłam dostawać zaproszenia na zastępstwa w szkołach
fitness i tańca, aż w końcu sama zrobiłam kurs instruktorski. Spodobał mi się tak zwany tribal, który bazuje na tańcu brzucha, ale łączy w sobie flamenco, funky, breakdance. Dziewczyny, które go tańczą, zakładają 'plemiona', w których liderka przewodzi grupie, improwizując choreografię i dając sekretne znaki innym tancerkom, tak by mogły ją naśladować. W tańcu brzucha ruszasz się, jakbyś chciała powiedzieć: 'Tańczę dla ciebie', w tribalu: 'Tańczę dla siebie, a ty możesz sobie popatrzeć'. Zaczęłam szukać różnych inspiracji do swoich układów i znalazłam zespół Nekyia. To było olśnienie. Dziewczyny łączą burleskę z tribalem i tańcem orientalnym. Zdałam sobie sprawę, że też potrafię takie rzeczy wymyślać. I tak zainteresowałam się samą burleską. Wszystko nagle zaczęło do siebie pasować - taniec, moje zamiłowanie do mody retro, do muzyki z minionych epok, starych filmów. Pojechałam do Berlina i zrobiłam kurs. Od roku występuję w burlesce i uczę jej. Grupa taneczna Betty Q & Crew zaistniała dlatego, że nasze występy grupowe i mój solowy show najpierw podobały się znajomym, potem znajomym znajomych, aż nagle zaczęli do mnie dzwonić ludzie, których nie znałam. Promuję burleskę także na co dzień przez to, jak się ubieram. Chcę, żeby ludzie zauważali mnie i interesowali się, co mówią ciuchy, które mam na sobie.
Czym jest burleska? W Polsce nadal egzotyką jak jeszcze pięć lat temu taniec brzucha. Dita von Teese? A, to ta, co się rozbiera... Dita robi wszystko ze smakiem, jej występy są efektowne - ale nic więcej. Nie ma w nich historii, drugiego dna, ironii. Staram się tłumaczyć, że burleska to nie tylko nakładki na sutki i striptiz. Oczywiście nie wszystkie tancerki burleski dzielą ze mną ten pogląd. Niektóre stawiają nacisk właśnie na zrzucanie z siebie ciuchów. Dla mnie to za mało. Burleska może służyć do przekazywania treści politycznych, światopoglądu. Może być dobrym performance'em. Nie wiem, czy takie podejście do burleski mi pomoże, czy przeszkodzi.
Ile burleskowych show pokazałaś do tej pory? Grupowe: 'Lolipop', 'Welcome to Burlesque', 'Andrews Sisters', 'Pszczółki', 'Peggy Sue', 'Candy Man'. Solowe: 'Cadillac', 'Ciasto', 'Książka', 'Fischikella', 'Kuferek Cointreau', 'Fogg', 'Kieliszki szampana'.
Opowiedz o nich coś więcej. 'Lolipop' powstał na imprezę o tej nazwie. To choreografia bardzo prosta i słodka. Mamy biało-czerwone sukienki, w rękach lizaki. 'Peggy Sue' też powstała na imprezę - w hołdzie dla Buddy'ego Holly'ego. To rockandrollowa choreografia, szerokie spódnice z koła z halkami i
fryzury z lat 50. 'Welcome to Burlesque' do muzyki Cher z filmu 'Burleska' jest pikantne - zrzucamy części garderoby. 'Andrews Sisters' jest najdłuższą choreografią. To miks kawałków Glenna Millera i Andrews Sisters. Technicznie skomplikowana, złożona z charakterystycznych dla pin-upu póz. Przy 'Candy Manie' inspirujemy się wojskową musztrą. Gramy stereotypami i fantazjami na ich temat.
A solowe? Teraz robię show pt. 'Marilyn', do 'Diamonds Are the Girls Best Friends'. Jest tam moment, w którym zakładam ogromną kolię na całe ciało, która niby mnie zakrywa, ale tak naprawdę nie do końca. Bardzo klasyczny burleskowy chwyt. Podobnie jak w 'Kuferku Cointreau' - wachlarze z piór, płatki róż wysypujące się ze stanika, perły. Moim ulubionym show jest jednak 'Ciasto'. Piekę
ciasto w kształcie serca podczas show, a panowie z widowni trzymają mi obrus, który służy za stolik. Jest koszyk, fartuszek, książka kucharska. Show 'Książka' wymyśliłam, kiedy zobaczyłam krążący po internecie cytat: 'We need to make books cool again. If you go home with somebody and they don't have books, don't fuck them'. W moim show książka staje się niezbędnym atrybutem seksownej kobiety. Do 'Cadillaca' z kolei zrobiłam sobie miniaturę samochodu, który ma metr wysokości i mieszka u mnie za szafą. Mycie go polega przede wszystkim na tym, że mam na sobie mnóstwo piany, wielką gąbkę i ścierkę, z której strzepuję brokat. Jest jeszcze energetyczna 'Fischikella' do tanga Czesława Mozila i Tesco Value. Jestem w nim
krawcową, która zdejmuje miarę i nie tylko.
Skąd macie kostiumy? Z koleżanką Pati wymyślamy każdy strój od A do Z, a Pati je szyje. Nie chcę kupować sklepowej tandety, chcę, żeby kostium pokazał mnie, a nie importowaną chińską produkcję.
Co może dać kobiecie burleska? Kiedyś była show
dla mężczyzn, teraz jest sposobem na emancypację, na zakochanie się w sobie, na odkrycie kobiecości dla siebie samej. Dzięki niej wiesz, jak siedzieć, żeby dobrze wyglądać. Wiesz, jak siedzieć, żeby wyglądać pewnie. Jak usiąść, żeby wyglądać na słodką, na przestraszoną, na pewną siebie - możesz tym grać. Dziewczyny uczą się swojego ciała i tego, że ciało nie jest czymś złym, że nie trzeba wchodzić w męskie buty, żeby być silną, niezależną i odważną. Ja się tego wszystkiego nauczyłam na zajęciach z tańca brzucha. Potem zobaczyłam, że burleska uczy tego samego. Scena uczy życia. Może to impertynencja, że mam dopiero 25 lat, a snuję teorie na temat kobiecości, ale czuję się do tego dobrze przygotowana. Wychowałam się w salonie fryzjerskim, potem byłam w liceum humanistycznym, gdzie były same dziewczyny, podobnie w grupie teatralnej, a potem poszłam na bardzo kobiecy wydział pedagogiki i przeznaczony dla kobiet taniec brzucha. Temat kobiecości przewija się przez całe moje życie. Kontakt, jaki mam z kobietami, jest rezultatem tego, co odebrałam od kobiet, które mnie wychowywały. Chcę puścić tę siłę w obieg.
Jaka jest twoja mama? Bardzo kobieca i silna. Jest niespełnioną artystką i lokalną aktywistką. Na co dzień prowadzi salon fryzjerski. Czesze klientki, ale nie może się wyżyć na nich artystycznie, bo zajmują ważne stanowiska i z racji tego muszą mieć zawsze taką samą fryzurę. Ale w swoim salonie organizuje babskie wieczory przy jodze, tańcu brzucha, wyrabianiu biżuterii, szydełkowaniu, filcowaniu, oglądaniu babskich filmów czy po prostu spotkania przy winie z psycholożkami i prawniczkami, które pomagają kobietom się rozwieść. Był też cykl spotkań dla dziewczyn o tym, jak oszczędzać pieniądze i jak je inwestować. Młodsze i starsze kobiety siedzą u mojej mamy, piją limoncello i dziergają na szydełku. Ta kobieca siła jest tam tak magnetyczna, że czasem przyjeżdżam do domu tylko po to, żeby trochę jej podkraść. Spędziłam w tym salonie całe dzieciństwo, to tam wracałam ze szkoły. Zawsze rozmawiałam z moją mamą w lustrze. Dlatego teraz ze swoimi kursantkami rozmawiam, także patrząc w lustro. Mama pokazała mi, że kobieta może robić wszystko, jeśli tylko uwierzy, że potrafi. Bardzo mnie wspiera. Kiedy zaczęłam szaleć z Betty Q & Crew, też zapragnęła szaleństw. Teraz czesze całą naszą załogę.
Wyobrażam sobie, jakie wątpliwości może mieć dziewczyna, która chce się zapisać na burleskę. Może się obawiać, że ma nieodpowiednią figurę albo że nie potrafi się poruszać i koleżanki z grupy będą się z niej śmiać. Ja mam 152 cm wzrostu, dużą pupę, brzuch, za duże piersi. Nie lubię swoich okrągłych ramion. Jak jestem na scenie, czuję jednak, że to wszystko ma sens. Kitty jest wysoka, szczupła, ma długie nogi i ręce, fajną pupę i malutki biust, jest bardzo chłopięca. Na scenie, na wysokich obcasach i w gorsecie wygląda jednak hiperkobieco. Każda z nas ma inną figurę, niekoniecznie mieszczącą się w aktualnych kanonach piękna wyznaczanych przez popkulturę. Burleska nie chce podążać za tymi kanonami. Każde ciało jest godne sceny.