Ten dzień był wyjątkowy. Bo miała urodziny, co jeszcze bardziej niż sylwester sprzyjało podliczeniom. Bo wreszcie czekało ją oryginalne zlecenie, w którym mogła zdać się na własny gust, zamiast spełniać marzenia klientów, łącząc czerwone róże z asparagusem albo wyplatając wieńce pogrzebowe. I tak dobrze, że nie żądali od niej układania plastikowych chryzantem.
W pralce wciąż stała woda. W łazience wciąż piętrzyły się brudy. Pod innymi względami mogło się coś zmienić, mogła dziś wejść w następny przedział wiekowy w metryczkach socjologów, ale jeśli chodzi o pralkę - świat był w stanie constans.
Na zewnątrz też. TVN przypomniał, że
Grecja wciąż balansuje na krawędzi bankructwa, Nergal pracuje dla telewizji, a w całym kraju nadal ma być zachmurzenie z przelotnymi opadami deszczu. Wyłączyła telewizor. Cisza przeszywała ją jak listopadowy wiatr. Pod szlafrokiem zrobiło jej się zimno. Pożałowała, że podczas remontu wygłuszyła sufit - raptem perspektywa słuchania łomotu małych drewniaków i krzyku dzieci sąsiadów (- Zabiję cię, jak mi go nie oddasz! - Nienawidzę cię! - Milcz! - Ale on mi zabrał bakugana!) wydała się tak kusząca, że przez chwilę rozważała, czy nie zedrzeć tynku z płatami wełny mineralnej. Żeby chociaż cudzych posłuchać. Paznokci byłoby żal - pomyślała, patrząc na świeżo zrobione dłonie, i to ją rozbawiło.
Pijąc kawę, planowała dzień - w kwiaciarni czekały orzechy włoskie, które zamierzała wpleść do bukietu ślubnego dla zdziwaczałej starszej pary, która po 20 latach pełnego kłótni pożycia postanowiła sformalizować związek. Alarm w komórce przypomniał jej, że naprawdę już czas się zbierać. Nie wyglądało to dobrze - czyste były dżinsy i kostium kąpielowy. Stroje bardzo ładne, ale nie na dziś. Dziś miała być gwiazdą. Tak się w tym pięknym dniu widziała. W końcu wyszła w mini pamiętającej początek szalonych lat 90. i Roskilde. Nie czuła się komfortowo w trampkach, ale zbyt długo wczoraj tańczyła, by włożyć obcasy. Wyglądała trochę za bardzo vintage, sytuację ratowała jednak wymarzona torebka Valentino - kosztowny składkowy prezent 'od wszystkich'. Pogłaskała ją z czułością. Głupio byłoby się przyznać, ale podobała się sobie. Ile spośród nas może bez wciągania brzucha zapiąć spódnicę kupioną podczas najbardziej szalonych wakacji w życiu?
Zapalając silnik, próbowała sobie przypomnieć, który to był rok. '91? '92? Trudno było myśleć o tamtym lecie bez rumienienia się. Czy dziś by jeszcze tak umiała? Była zbliżającą się do czterdziestki energiczną właścicielką dobrze prosperującej lokalnej kwiaciarni. Taką panią trochę. Z nadziejami na ciekawe popołudnie, ale niezbyt, umówmy się, spontaniczną. Ta samoświadomość nie przeszkadzała jej oczywiście podskakiwać na siedzeniu, gdy w
radiu puścili 'Pump It Up'. Elvis Costello zawsze wprawiał ją w dobry nastrój, w największym korku mogła być królową uprzejmości, puszczając każdego, kto chciał zmienić pas.
Pani w czarnej hondzie? Proszę bardzo. Pan w berecie? Nie ma sprawy. Już po pani w hondzie, jakiś dziad z tyłu zaczął trąbić. Ale ją to tylko nakręcało. Nie miała zrozumienia dla braku zrozumienia wobec bliźnich szukających przyzwoitego człowieka, który pozwoli im dojechać na egzamin na
studia doktoranckie, na porodówkę z rozwarciem pięć centymetrów, do korporacji, której bramy zatrzaskują się o dziewiątej. - Jak tak, to wpuszczę jeszcze poloneza - mruknęła. I wpuściła. Dziad z tyłu nie przestawał trąbić. W lusterku zobaczyła, że mignął kierunkowskazem i zmienił pas, znajdując się tuż obok niej. Spodziewając się awantury, nastawiła głośniej
radio - po co się denerwować - i zaczęła zamykać okno. I właśnie wtedy spojrzała na dziada.
Najpierw zrobiło jej się zimno, potem gorąco, a na koniec pomyślała, że to chyba prezent urodzinowy. Otworzył okno. - Cześć, Chrabąszczu - powiedział miękko. Uśmiechnęła się. - Gdzie byłeś, kiedy cię nie było? - Opowiem ci na kawie - nieznacznie wskazał głową bar. Poczuła rozczarowanie. Zdziwiła się, jak silne. Uśmiechnął się i podniósł CD z podłogi. Costello. - Nie liczyłaś chyba, że powiem, że nosiłem wtedy aparat na zębach? Odprężyła się.
- Zatankuję. Zamów mi kawę - ruszyła, nim kierowcy tłoczący się za ich plecami zdecydowali się na dokonanie linczu.
Na stacji wpadła prosto do łazienki. Perfumy, szczotka, rzęsy. Szminka, nie, jednak bez szminki. Cholera jasna, dlaczego nie wozi ze sobą szpilek?! Bez obcasów czuła się mała. Przy nim czuła się mała. Bez obcasów, przy nim? Zapomniała o włoskich orzechach, o PIT-ach, sritach, księgowości, którą miała w małym palcu, żeby tam w małym placu - w paznokciu małego palca. Zapomniała, kim jest, myślała tylko o zapachu świeżo skoszonej trawy i o Roskilde. Jeśli gdzieś istnieje wehikuł czasu, to pachnie skoszoną trawą. Na stacji, jak chyba w całym kraju tego lata, z głośników huczała Amy
Winehouse. 'No, no, no' - zanuciła razem z nią.
Z łazienki wyszła nastolatka. Stukając cudownie wysokimi obcasami swoich kolorowych butów, stanęła tuż obok niej. I od razu zapiszczała na widok torby Valentino. - Jaka śliczna! Prawdziwa? - Najprawdziwsza. Możesz pogłaskać. - Cuuuudo - zapiszczała mała. - To moje marzenie, nie wiem, czy kiedykolwiek na nią odłożę - wywróciła oczami. Valentino rzeczywiście tani nie był. W rewanżu miała właśnie pochwalić małej buty, gdy nagle przed oczami, jak na ekranie telewizora, przewinęła jej się stara reklama mentosów. - Słuchaj - powiedziała - dam ci ją za twoje buty. Jaki rozmiar nosisz? 37? Mała z wrażenia nie była w stanie nawet odpowiedzieć. Pokiwała głową.
- Dawaj - warknęła. Przerzuciła rzeczy do materiałowej torby na zakupy, błyskawicznie zdjęła trampki i wsunęła na nogi kolorowe szpile. Wreszcie mogła się wyprostować. Tanecznym krokiem poszła na kawę, a w głowie miała tylko nieprzyzwoite myśli. 'Cześć, Chrabąszczu' - na sam dźwięk 'Chrabąszcza' oblewało ją gorąco. Pani z kwiaciarni miała ochotę obrywać liście akacji.
Tak. Nie. Może. Tak - ale tylko jeśli będzie pamiętał moją kawę - postanowiła, otwierając drzwi baru. - Jak ty to robisz, że wciąż jesteś sobą? - zapytał i odwrócił się do kelnerki. - Podwójne espresso i cappuccino z bitą śmietaną dla pani. Tak, to był wyjątkowy dzień.
Przeczytaj pierwszą część opowiadania Joanny Sokolińskiej
"Tajemniczy nieznajomy".
Druga część opowiadania.
Trzecia część opowiadania.
Czwarta część opowiadania.
Z kim do łóżka? 
Z kim do łóżka?
Zagłosuj! Z kim do ołtarza? 
Z kim do ołtarza?
Głosuj!