http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Hit: 'Bob Dylan. I'm Not There'/ Kit: 'Babskie wakacje'

Marta Strzelecka
26.07.2009 , aktualizacja: 23.07.2009 21:08
A A A Drukuj
Marta Strzelecka poleca i odradza
Marta Strzelecka
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Marta Strzelecka
Hit: 'Bob Dylan. I'm Not There', reż. Todd Haynes, DVD, TiM Film Studio

Nigdy smutny, nigdy zmęczony, nigdy sam. Tak mówi o sobie folkowy muzyk w latach 60., pomiędzy koncertem, imprezą, poważnie nietrzeźwy. Nie mówi prawdy, jest odwrotnie. Albo nie wiadomo, jak jest, bo temu artyście nie warto wierzyć. Film Haynesa o Bobie Dylanie jest hipnotyzującą historią o życiu w fikcji. Wątki przeplatają się jak w surrealistycznym śnie, często zmienia się tempo narracji oraz gatunki - western, dokument, fabuła.

Nie ma jednego Dylana, Haynes zbudował go z kilku postaci. Kilkunastoletni czarny chłopiec podróżujący pociągiem na gapę po Ameryce, z gitarą w futerale z napisem 'Ta maszyna zabija faszystów'. Popularny wykonawca folkowych piosenek, bożyszcze tłumów z harmonijką przy ustach. Poeta jak Arthur Rimbaud. Kowboj jak Billy the Kid z filmu Sama Peckinpaha.

Sześciu mężczyzn składa się w jedną postać. Pijak, szowinista, oportunista, który kiedy skończyła się wojna w Wietnamie, tęsknił za nią, bo nadawała sens jego protest songom.

Ostentacyjnie ignorował dziennikarzy, zdradzał żonę, rozbawiony tworzył swój mit. Według scenariusza Haynesa można go też uznać za zwyczajnego egoistę. Pół życia spędził, śpiąc na kanapach u znajomych, ostro pił, palił, wciągał. Kiedy publiczność go wygwizdała, nazywając zdrajcą, za porzucenie folku dla rocka, powiedział po prostu: 'Nie wierzę wam'.

Żaden z bohaterów tego filmu nie nazywa się Bob Dylan. Jest Heath Ledger grający aktora, który gra Dylana. Są Julianne Moore i Charlotte Gainsbourg, które przypominają żonę Boba Sarę Lownds. Jest Michelle Williams - jak Edie Sedgwick. I przede wszystkim Cate Blanchett - elektryzująca, męska, Dylan jak żywy.

Kit: 'Babskie wakacje', reż. Ryan Shiraki, DVD, Galapagos

Karykatury kobiet. Trzy przyjaciółki od czasów liceum - jednej zdechł kot, dla drugiej jedzenie stało się nałogiem, narzeczony trzeciej jest gejem. Zatem są nieszczęśliwe. W dodatku twierdzą, że przegapiły młodość, bo trzydziestka minęła, a one wciąż są same. Od kilkunastu lat spotykają się wieczorami, by piec pizzę. Wspominają smutne przygody, z których najbarwniejsze są występy na amatorskich festiwalach z piosenką 'True Colors' Cyndi Lauper. Licealna publiczność z pasją wygwizdywała je. Obejrzyjcie początek filmu, kiedy Becky, Gayle i Judi śpiewają, przygrywając sobie na tamburynach, a zrozumiecie dlaczego.

Pojawia się szansa na wielką metamorfozę bohaterek, kiedy szefowa jednej z nich, kandydatka na senatora stanu Texas, powierza jej supermisję. Becky ma pilnować, żeby córka pani polityk podczas licealnych imprez nie wywoływała skandali. Do supermisji Becky zaprasza przyjaciółki. Jest nadzieja, że wyluzują. Biją się z półnagimi licealistkami w pomidorach, piją, tańczą, zasypiają obok umięśnionych nastolatków, ale w ostatniej scenie znów są w kuchni. Na stole poustawiane są talerze ze składnikami do pizzy - jak w telewizyjnym programie kulinarnym. Na ścianie ogromne zdjęcie kota, który zdechł, wokół niego świece.

Jeśli warto obejrzeć ten film, to tylko ku przestrodze. Zachowuj się jak jego bohaterki, a będziesz samotna, nieatrakcyjna, nieszczęśliwa. Nie spotykaj się z nikim poza dwiema przyjaciółkami. Miej pasje, ale niezwiązane z ludźmi, bądź psim psychologiem albo hodowcą kotów. Słuchaj tylko Cyndi Lauper. Noś sukienki do kostek. Nie mierz wysoko w pracy, roznoszenie kawy jest w porządku.

Podziel się