http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Cześć, miły Szwedzie

Marcin Masłowski
20.07.2009 , aktualizacja: 17.07.2009 13:10
A A A Drukuj
237 Polek zdecydowało się odpowiedzieć na ogłoszenie 'bardzo samotnego Szweda' zamieszczone w 'Kurierze Polskim' w 1981 roku. Dziś, po niemal 30 latach, listy wracają do nadawczyń Fot. Radosław Jóźwiak 237 Polek zdecydowało się odpowiedzieć na ogłoszenie 'bardzo samotnego Szweda' zamieszczone w 'Kurierze Polskim' w 1981 roku. Dziś, po niemal 30 latach, listy wracają do nadawczyń
Przyślij mi fotografię oraz rajstopy, bo u nas w Polsce jest teraz taka bieda, że w sklepie nic nie można kupić
Trzej adresaci listów to jedna osoba - Nils Heine Hansson. Mieszkał w Malmö w blokowisku, dziś mieszkają 
tam głównie obcokrajowcy
Fot. Radosław Jóźwiak
Trzej adresaci listów to jedna osoba - Nils Heine Hansson. Mieszkał w Malmö w blokowisku, dziś mieszkają tam głównie obcokrajowcy
ZOBACZ TAKŻE
Na piątej stronie 'Kuriera Polskiego' w listopadzie 1981 roku ukazały się równocześnie trzy ogłoszenia: 'Szwed, lat 23, zainteresowany polską kulturą i muzyką, szuka ładnej zgrabnej dziewczyny celem nawiązania poważnego kontaktu. Odpowiedź może być w języku polskim, najchętniej z fotografią'. N-H Hansson Box 31056 Malmö. ('Dziwny wydaje mi się ten adres' - pisała później Joanna z Poznania, nie wiedząc, że to skrytka pocztowa). 'Szwed, lat 40, bardzo samotny biznesmen, nawiąże kontakt z polską dziewczyną 20-45 lat. Ty, która pragniesz mieć lojalnego towarzysza życia, napisz i załącz zdjęcie. Odpowiedź może być w języku polskim'. Nils Heine Box 431 201 Malmö. (Inna myślała, że Box to nazwisko Nilsa Heinego). I trzecie ogłoszenie - od 32-latka, ale z adresem domowym: Munkhättegatan 186, Malmö.

W odpowiedzi na ogłoszenia przyszły 244 listy z całej Polski. Z Warszawy, Krakowa, Gdańska, z Myśliborza, ze Szczecina, z Prabut, Tłuśćca, Reska, Zawadówki, Kobyłki... Najstarsza była Maria z Kalisza; gdy 27 lat temu zdecydowała się wysłać list matrymonialny do Szwecji, miała 45 lat. Najmłodsza była Ewa z Nowego Dworu Mazowieckiego - miała 16 lat. W 2004 roku ktoś z Malmö wystawił listy Polek do Szweda na aukcji internetowej. Kupił je Eryk, biznesmen, ale nie wie od kogo. Pisał maile do sprzedawcy, jednak nie dostał odpowiedzi. Eryk jest Szwedem, ma żonę Polkę. Razem adoptowali 12-latka z byłego PGR-u pod Szczecinem, gdzie chłopiec nie był szczęśliwy. Postanowiliśmy, że oddam listy nadawczyniom.

Najprawdziwszy Kopciuszek

Gdy nie miały zdjęcia, wysyłały slajdy w plastikowej ramce, wycinały się z własnych ślubnych zdjęć, inne obiecywały, że doślą, jak tylko zrobią nowe. Albo nie wyślą, 'bo ludzi nie należy oceniać według wyglądu'. Listy są oszczędne, krótkie, bardzo mało osobiste. 'A w ogóle to napiszę o sobie więcej i wyślę zdjęcie, jak do mnie odpiszesz'. Rzadko zdarza się taki list jak ten od Hani z Rzeszowa, wówczas 25-letniej: 'Ten list pisze do pana najprawdziwszy Kopciuszek. Urodziłam się w Opolu. Miejsce niezbyt ciekawe i zdrowe. Rosłam na chwałę rodziny i narodu. Aż któregoś dnia, mając lat 20, stwierdziłam, że jestem już kobietą. Poznałam sympatycznego chłopca. Kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży, zniknął. Zostałam sama z maleńkim dzieckiem dosłownie na ulicy. Chwilami myślałam o oddaniu małego do domu dziecka. Nie liczę na odpowiedź. Po prostu chcę spróbować po raz drugi szczęście złapać i dusić, dusić jak cytrynę'. Ale Hani nie ma dziś pod adresem z listu. I nikt z sąsiadów nie wie, gdzie się podziewa. Sporo kobiet miało dzieci. Jak Ela, suwnicowa z Warszawy. 'Po nieudanym małżeństwie jestem ostrożna w zawieraniu znajomości, a mówiąc ściślej, wcale ich nie zawieram. Umiem gotować, nie mówiąc już o praniu czy sprzątaniu - ma się rozumieć. Chcę ojca, który pokocha mojego 6-letniego syna. Chcę wiedzieć, że ktoś na mnie czeka, że jestem potrzebna '

Rok 1981

Żaden papier listowy. Najczęściej kartki wyrwane z zeszytu w kratkę, obcięte równo nożyczkami. Znaczków o odpowiednich nominałach nie było na pocztach, więc na niektórych kopertach jest tyle znaczków, że nie mieszczą się jeden obok drugiego. Dwie 19-latki z Gdańska - Mariola i Jagoda - nie piszą w celu matrymonialnym: 'Na pewno słyszał pan o fali pomocy z Zachodu dla Polski. My nic nie dostałyśmy, bo paczki dostają tylko uprzywilejowani. Za pozytywne rozpatrzenie z góry dziękujemy. Biust - 85, pas - 72, biodra - 90. Chodzi nam głównie o kosmetyki, bieliznę i słodycze'.

Jola z Chojnic: 'Mam 21 lat, nie jestem gruba, taka w sam raz. Przyślij mi swoją fotografię oraz jeśli u was są rajstopy i skarpetki, bo u nas w Polsce jest teraz taka bieda, że w sklepie nic nie można kupić. Możesz przysłać, co chcesz, co masz i co kobieta potrzebuje. Zdjęcie dostaniesz, nie martw się'. Beata z Żychlina ma 20 lat. 'Wybacz, że zgłaszam się z tym do ciebie. Wiesz chyba, że zbliżają się święta i chciałabym, żebyś mi przysłał coś do jedzenia. Oczywiście nie jest tak źle, ale dobrze wcale'.

Rok 2009

Ilona z Radomska, wówczas 23-letnia sekretarka, wysłała listy na trzy ogłoszenia. Zdjęcia nie dodała i to był chyba błąd. 'Ładna, szczupła, zgrabna. Blond. Wiadomo, podobam się mężczyznom bez względu na ich narodowość. Proszę moją osobę potraktować poważnie'. Nie kłamała. Pani Ilona ma dziś 50 lat, wygląda na 35. - Pan zobaczy - mówi sąsiad - to piękna, ale najsmutniejsza kobieta w bloku. Nadal mieszka w tym samym bloku, w którym pisała listy. Nadal z mamą. Nadal w dwóch pokojach. Nadal piękna blondynka. Jej koleżanka z bloku też wysłała trzy listy do Szweda. W końcu wyjechała do Francji, chyba też z ogłoszenia - przypuszcza Ilona. Bierze list do ręki. - To było tak dawno - mówi i uśmiecha się smutno. - Nawet nie wiem, czy mi odpisał. Nie chcę do tego wracać.

Czy chce zatrzymać list? - Niekoniecznie. Wszystko mi jedno - znów smutny uśmiech na pięknej twarzy. Malwina z Zamościa, która pisała, że pomaga ojcu 'w piekarni i przy pieczarkach', nie pamięta takiego listu i jest zdziwiona, że ktoś trzymał dokumenty sprzed lat, żeby teraz je odkurzyć i sprzedawać informacje na zewnątrz! - Nikt ich nie będzie sprzedawał - mówię. - Chciałem tylko list oddać.

Barbara ze Sławna mówi, że to nie ona pisała. To koleżanki wykręciły jej numer i podały się za nią. - W tym czasie miałam zostać mamą, więc takie głupoty się mnie nie trzymały. Mam nadzieję, że żaden artykuł się nie pojawi. 24-letnia Agnieszka z Tomaszowa Mazowieckiego wkleiła małe zdjęcie z dowodu osobistego do malutkiej kartki z kwiatkiem i dopisała: 'Wesoła, pogodna recepcjonistka z hotelu'. Pod tym adresem w Tomaszowie mieszka jej mama. - Coś się stało Adze? - pyta. - Przecież córka od 16 lat męża ma w Norwegii. Poznała, wyjechała, norweskiego tam nawet uczy. Jezu, na pewno nic się jej nie stało? Mam do niej zadzwonić?

Co powiedzą rodzice!

Elwira uczy dziś w szkole w miasteczku pod Łodzią. Na zdjęciu ładna blondynka w okularach. 27 lat temu pisała do Hanssona: 'Jestem samotna. Uczę się na nauczycielkę. Odpisz. Będzie mi bardzo miło'. Dziś już nie jest tak miło. Odwiedzam ją w szkole, gdy kończy lekcje. Bierze list do ręki, prosi, byśmy wyszli z budynku. - A może moglibyśmy porozmawiać o tamtych czasach? - proponuję.

Waha się. - Muszę porozumieć się z mężem - mówi w końcu. Wieczorem telefon od męża: - Jeśli słowo zostanie napisane o mojej żonie, to pana firma i my spotkamy się w sądzie. Po chwili ona wyrywa mu słuchawkę. - Wie pan, co będzie w szkole, jak pan to napisze? To jest wieś, tu się wszyscy znają. Co powiedzą dzieci, rodzice, koledzy? Hanssonowa będą na mnie wołać! Byłam panienką, nie znałam mojego męża, do czego tu wracać? Wtedy stan wojenny był, strasznie było!

Jejku, jaka chuda byłam

Zdjęcia są dwa, czarno-białe. Jadwiga miała wtedy 22 lata i w kwiecistej sukience pozowała koleżance na nowym blokowisku w Głogowie. Ładna, długowłosa brunetka. List napisała na kartce UNICEF-u kupionej w empiku w Kaliszu. 'Jak pan myśli, jak powinnam zacząć ten list, który jest adresowany do pana? W związku z pańskim ogłoszeniem w » Kurierze Polskim «? Nie lubię tego, jest to takie oficjalne, a zacząć wyliczankę, jaka jestem, też nic panu nie da, gdyż może pan później stwierdzić, że to nieprawda. Czy jestem spokojna? Zależy, jak mam to rozumieć. Gdyż w pracy jestem czasami szalona. Ale co robić, jak dziewczyny 25-27-letnie, mężatki są też czasami niepoważne? Muszę uprzedzić, że za tańcami nie przepadam. Umiem tańczyć, a i od czasu do czasu chodzę na wieczorki, ale raczej nie pociąga mnie to. Ach, faktycznie, zapomniałam poinformować, że mam lat 22. Wzrost 165, waga 51. Są to suche fakty, lecz na to się zwraca uwagę, a później są rozczarowania. Proszę wybaczyć za zdjęcia, lecz nie posiadam aktualnie innego. Są robione w czasie szaleństw z koleżanką na spacerze. Czekam na odpowiedź. Jadwiga'.

Pani Jadwiga wciąż mieszka w Głogowie. - Ciasto kupne - przeprasza - ale koleżanki w pracy mówią, że pyszne. Siada na sofie. Łaszą się kot i pies, ale nie zwraca na zwierzaki uwagi. Otwiera list, ogląda zdjęcia. Uśmiecha się. - Koleżanka mi tę sesję zrobiła... Boże, miałam ciemne włosy. A potem tak farbowałam, farbowałam. No i jestem blondynką dziś! - śmieje się. - Jakaś taka niedożywiona byłam - wciąż wpatruje się w zdjęcia. - Tak mi zawsze pielęgniarka w szkole mówiła. O jejku? Ile ja tam miałam lat? Skąd pan ten list ma? - mówi jakby sama do siebie. - Pewnie wszystkie byłyśmy wtedy panienkami, jak te listy pisałyśmy. Technikum skończyłam w Kaliszu i tam w Zakładach Dziewiarskich 'Polo' pracowałam. Byłam samotna, potem wróciłam do Głogowa, więc pewnie wtedy dorwałam ten adres - wspomina. - On mi chyba wówczas nie odpisał. A korespondowałam też z innym Szwedem. Ale jak mu napisałam, że nie dostanę zgody na wyjazd, to ten też już więcej nie napisał. Ale to nie było tak, że chciałyśmy koniecznie wyjść za Szweda. Dla mnie to była szansa, by napisać list do kogoś za granicą. Poznać kogoś ze Szwecji to już było coś. Pan tego nie zrozumie.

- Dlaczego?

- Przyszedł stan wojenny. Najbardziej męczące chyba było chodzenie po zezwolenia. Jeździłam wtedy do technikum do Wrocławia i musiałam chodzić po zezwolenia, żeby pociągiem z Głogowa do Wrocławia pojechać. Bez zezwolenia to nawet na dworzec nie można było wejść. Ciągłe legitymowanie, grzebanie w torebce przez wojsko i milicję. - Rzeczywiście - mówię - inne też chciały choćby tylko popisać z cudzoziemcem. 'Gdybym się nawet Panu nie spodobała, chętnie widziałabym od Pana kilka słów' - pisały. Albo: 'Wyślij choć pocztówkę ze Sztokholmu. Czystą. Na pamiątkę'.

- No, widzi pan, bo to takie szare czasy były. Stało się od szóstej rano i o godzinie 20 informacja, że karpia w ogóle nie przywiozą. Tak mi się przykro przed tą Wigilią zrobiło. No i kawy się chciało i nigdy jej nie było. Dzieci się pożyczało, żeby bez kolejki herbatę kupić. A dziecko się drze, bo obca kobieta na ręku je trzyma.

Podziel się