W tenisówkach - felieton Kingi Dunin
ZOBACZ TAKŻE
- Sens i bezsens (03-09-09, 01:00)
- Prawo Madonny (11-08-09, 01:00)
Piosenki Michaela Jacksona to dla mnie rodzaj szumu odróżnialnego od tła tylko dzięki ilości decybeli. Nie potrafię też odróżnić jednej od drugiej. Podobny problem mam z Madonną. Po prostu nie odbieram na tej fali. Nie chcę przez to powiedzieć, że jestem ponad to. Ponad pop. I że słucham jedynie Bacha w wyjątkowych wykonaniach i Arvo Parta dla wytchnienia. Słucham głównie popu, ale innego. Na przykład Antony'ego, który śpiewa jak kobieta, i Tracy Chapman, która śpiewa jak facet. I tu trzeba przyznać, że jeśli chodzi o gry z własną płcią, Michael Jackson był rewelacyjny. Z każdym rokiem bardziej zniewieściały i sztuczny powoli zbliżał się do mojego ideału mężczyzny. Nie lubiłam go słuchać, ale lubiłam oglądać. I nie zamierzam teraz spektakularnie obrażać się na medialny szum towarzyszący jego śmierci. W końcu wszystko jest tu całkowicie przewidywalne, chociaż jedna rzecz mnie zdziwiła - niesłychane zainteresowanie, jakie wzbudziła w polskich mediach kwestia spadku po Jacksonie. Ile kasy zostawił i komu ona przypadnie. Nikt w Polsce nie ma chyba szans na okazanie się biologicznym dzieckiem idola, a sumy są tak astronomiczne, że aż abstrakcyjne. Nie mam pojęcia, co w tym wszystkim takiego podniecającego. Co bym zrobiła, gdybym odziedziczyła taki majątek? Przestałabym jeździć komunikacją miejską i do końca życia jeździła tylko taksówkami. Większych materialno-konsumpcyjnych pragnień jakoś nie potrafię w sobie wzbudzić. Może inni je mają i dlatego abstrakcyjny spadek dla nie wiadomo kogo budzi w nich tyle emocji? Czy są to ludzie chciwi, czy tylko tutejsi?
Pytam, bo w tym samym czasie, kiedy ekscytowano się milionami czy też miliardami - cóż to właściwie za różnica - Jacksona, zobaczyłam też w telewizorze księdza Sowę. Ksiądz Sowa, wiadomo - miły, zawsze ciepło uśmiechnięty, kulturalny, zero agresji - Idealny Ksiądz Medialny. Naprawdę. I naprawdę trudno mu było nie zaufać, kiedy patrząc telewidzom prosto w oczy, zapewniał, że kapitalizm jest dobry. Najlepszy. Nie ma nic lepszego. Nie wchodząc w szczegóły, czy chodzi o kapitalizm chiński, czy szwedzki. Problemem jest jedynie ludzka chciwość, to przez nią wszystko nie wygląda tak, jak powinno.
Od którego momentu zaczyna się chciwość, a kończy uzasadnione zaspokajanie potrzeb? Czy jestem zbyt chciwa, gromadząc kasę w celu jeżdżenia taksówkami? Czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy wszyscy zawsze chodzili piechotą? Dla kapitalizmu raczej nie, bo żywi się on naszą chciwością. Nadmierna chciwość, która nie wiadomo gdzie się zaczyna, jest jednak grzechem. Przykładem takich grzeszników są - jak dowiedzieliśmy się od księdza - ci wszyscy, którzy brali za dużo kredytów. Oczywiście nie banki, które robiły wszystko, żebyśmy je wzięli, bo taka jest ich natura, lecz ci, którzy wszystkiemu temu, co skłania do konsumpcji, nie potrafili się oprzeć. Gdyby nie ci grzesznicy, nie byłoby kryzysu i wszystko działałoby bez zarzutu.
Zamiast pomyśleć o jakichś mechanizmach kontrolnych pozwalających podporządkować instytucje finansowe wspólnemu interesowi, najlepiej pomoralizować. Nadzieja na to, że w wyniku moralnych pouczeń ludzie przestaną być chciwi, jest mniej więcej tak uzasadniona jak to, że wysłuchawszy nauk Kościoła, nie będą uprawiać seksu przed ślubem. Zawsze jednak warto spróbować. Tylko zaczęłabym te pouczenia od kogoś innego. Może od banków? W ciągu ostatnich kilku dni dwa z nich zadzwoniły do mnie, żeby nieproszone zaproponować mi kredyt na niezwykle korzystnych warunkach. Ale banki robią tak nie z chciwości, ale z kapitalizmu, więc nie wolno się ich czepiać. Kapitalizm jest dobry, a nawet najlepszy. W takim razie może przećwiczyć moralizowanie na Kościele? Jeśli uda się przekonać tę instytucję, żeby dała już spokój kolejnym szkołom czy szpitalom, które podobno należały do niej w średniowieczu, to może potem i wiernych uda się przekonać.
Pytam, bo w tym samym czasie, kiedy ekscytowano się milionami czy też miliardami - cóż to właściwie za różnica - Jacksona, zobaczyłam też w telewizorze księdza Sowę. Ksiądz Sowa, wiadomo - miły, zawsze ciepło uśmiechnięty, kulturalny, zero agresji - Idealny Ksiądz Medialny. Naprawdę. I naprawdę trudno mu było nie zaufać, kiedy patrząc telewidzom prosto w oczy, zapewniał, że kapitalizm jest dobry. Najlepszy. Nie ma nic lepszego. Nie wchodząc w szczegóły, czy chodzi o kapitalizm chiński, czy szwedzki. Problemem jest jedynie ludzka chciwość, to przez nią wszystko nie wygląda tak, jak powinno.
Od którego momentu zaczyna się chciwość, a kończy uzasadnione zaspokajanie potrzeb? Czy jestem zbyt chciwa, gromadząc kasę w celu jeżdżenia taksówkami? Czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy wszyscy zawsze chodzili piechotą? Dla kapitalizmu raczej nie, bo żywi się on naszą chciwością. Nadmierna chciwość, która nie wiadomo gdzie się zaczyna, jest jednak grzechem. Przykładem takich grzeszników są - jak dowiedzieliśmy się od księdza - ci wszyscy, którzy brali za dużo kredytów. Oczywiście nie banki, które robiły wszystko, żebyśmy je wzięli, bo taka jest ich natura, lecz ci, którzy wszystkiemu temu, co skłania do konsumpcji, nie potrafili się oprzeć. Gdyby nie ci grzesznicy, nie byłoby kryzysu i wszystko działałoby bez zarzutu.
Zamiast pomyśleć o jakichś mechanizmach kontrolnych pozwalających podporządkować instytucje finansowe wspólnemu interesowi, najlepiej pomoralizować. Nadzieja na to, że w wyniku moralnych pouczeń ludzie przestaną być chciwi, jest mniej więcej tak uzasadniona jak to, że wysłuchawszy nauk Kościoła, nie będą uprawiać seksu przed ślubem. Zawsze jednak warto spróbować. Tylko zaczęłabym te pouczenia od kogoś innego. Może od banków? W ciągu ostatnich kilku dni dwa z nich zadzwoniły do mnie, żeby nieproszone zaproponować mi kredyt na niezwykle korzystnych warunkach. Ale banki robią tak nie z chciwości, ale z kapitalizmu, więc nie wolno się ich czepiać. Kapitalizm jest dobry, a nawet najlepszy. W takim razie może przećwiczyć moralizowanie na Kościele? Jeśli uda się przekonać tę instytucję, żeby dała już spokój kolejnym szkołom czy szpitalom, które podobno należały do niej w średniowieczu, to może potem i wiernych uda się przekonać.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Re: Chciwość
kocia_noga
20.07.09, 20:27
Czas, kiedy sięgną po szpitale już bliski - niewiele zostało do rozszabrowania. KK zgłosi Miastu zgodę na przyjęcie szpitala miejskiego, co to był kościelny, bo dawniej szpitale były »
-
Chciwość
maksionek
21.07.09, 20:18
Nie wiem, czy powinienem skierować ten list do pani Dunin osobiście, do redakcji W.O., czy do Gazety. Gdybym znalazł jakiś adres mailowy pani Dunin, pewnie bym się zdecydował na bardziej »
-
Chciwość
amerlyn
04.08.09, 14:21
Czy pani rozumie znaczenie slowa "chciwość"? Chciwosc, juz w swojej podstawowej formie jest grzechem, wiec piszac "Nadmierna chciwość, która nie wiadomo gdzie się zaczyna" popelnia pani i »
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










