Zakończony dziś Kongres Kobiet wzbudza pewne nadzieje. Mam nadzieję, że komentujący Kongres zauważą nie tylko to, że Maria Kaczyńska nie jest zwolenniczką parytetów, ale także to, że za takim rozwiązaniem zaczęły opowiadać się rozmaite kobiety, które dawniej były przeciw.
Zakończony dziś Kongres Kobiet wzbudza pewne nadzieje. A za dwa tygodnie, kiedy felieton ten się ukaże, będzie już wiadomo, czy są one w jakimkolwiek stopniu uzasadnione. Mam nadzieję, że sprawa parytetu dla kobiet powróci do debaty publicznej, a parę kwestii zostanie wyjaśnionych. Zrozumiałe stanie się, że parytet na liście wyborczej nie oznacza zagwarantowania kobietom określonej liczby miejsc w organach władzy, lecz jedynie wyrównuje ich szanse wyborcze i zachęca do większej partycypacji. Nie będzie się już powtarzało z uporem maniaka: to powinno zależeć od kompetencji, a nie od płci. Wszyscy zrozumieją, że jest to argument niemądry, bo właśnie o to chodzi zwolennikom parytetów, po to one są - jako pewne przejściowe rozwiązanie, dopóki nie osiągniemy tej idealnej sytuacji, kiedy udział we władzy nie zależy od płci. Dziś, kiedy kobiet jest więcej niż mężczyzn i są one lepiej wykształcone, a we władzach różnego szczebla są bardzo słabo reprezentowane, gołym okiem widać, że to ZALEŻY od płci. Mam nadzieję, że dwa tygodnie wystarczą nawet Stefanowi Chwinowi na zrozumienie tej oczywistej oczywistości. Napisał on, że parytet parlamentarny dyskryminuje w równym stopniu kobiety i mężczyzn. Zapomniał dodać, że dzisiaj w Polsce brak parytetu dyskryminuje tylko kobiety, a wyraźnie uprzywilejowuje mężczyzn.
Nie zamyka to dyskusji na ten temat ani nawet nie oznacza konieczności opowiedzenia się po stronie tego rozwiązania. Chodzi tylko o to, aby ustalić podstawowe fakty: w tej chwili udział w polityce zależy od płci. I jeżeli uczciwie ktoś tego nie chce, to powinien przynajmniej zaproponować jakieś rozwiązanie tej sytuacji. Mam nadzieję, że komentujący Kongres zauważą nie tylko to, że Maria Kaczyńska nie jest zwolenniczką parytetów, ale także to, że za takim rozwiązaniem zaczęły opowiadać się rozmaite kobiety, które dawniej były przeciw, np. Janina Paradowska. I może - mam nadzieję - ktoś je zapyta, czemu zmieniły zdanie.
Mam nadzieję, że dziennikarze, których tak fascynują kwestie personalne, zaczną zadawać pytania, czemu na Kongresie nie było minister Radziszewskiej? Była Jaruga-Nowacka, Środa, Kluzik-Rostkowska, minister Fedak, a co z Radziszewską? Była na urlopie? Hillary Clinton mimo złamanej ręki mogła wysłać wideopocztówkę do Kongresu, a Radziszewska nie wiedziała, że się odbywa? Nie została zaproszona? Ciekawe czemu?
Może nie aż tak ciekawe jak śledzenie, co poseł Ziobro powiedział o panu Biodro do pana Kolano, ale zawsze coś z tego dałoby się medialnego wycisnąć. A jak by się wycisnęło, to - mam nadzieję - za tym poszłoby pytanie do premiera Tuska, czy zdaje sobie sprawę, że Elżbieta Radziszewska jest najgorszym ministrem zajmującym się sprawami równouprawnienia, jakiego kiedykolwiek mieliśmy.
I może pora na dymisję. Oczywiście sprawa dymisji lub niedymisji pana od budowania niebudowania szos jest ciekawsza, ale może czasem, dla odmiany, warto zapytać o coś innego?
Mam nadzieję, że wybór Henryki Krzywonos na kobietę 20-lecia każe nam zastanowić się nad naszą najnowszą historią i jej bohaterami. Co się stało z bohaterkami? Mam nadzieję, że redaktorzy TVN i inni nierzetelni dziennikarze dowiedzą się, że na 'zakazany dla mężczyzn' Kongres mężczyźni wcale nie musieli się 'wdzierać' ani przebierać w sukienki, żeby się dostać (chociaż to miłe, że męski zespół Kory wystąpił w gustownych spódnicach). Tak, było to spotkanie zorganizowane przez kobiety dla kobiet, żeby porozmawiać o wspólnych sprawach. Jeśli jednak jakiś pan był naprawdę zainteresowany Kongresem, a nie preparowaniem newsów o seksmisji, mógł się zarejestrować, przyjść, dostać materiały i być pełnoprawnym uczestnikiem. Zrobiło tak osiemnastu panów. Mam nadzieję, że pod listem Wiktora Osiatyńskiego 'Dlaczego jestem feministą' będzie podpisanych nie pięćdziesięciu mężczyzn, ale pięćdziesiąt tysięcy. Mam nadzieję... Póki życia, póty nadziei.
Nie zamyka to dyskusji na ten temat ani nawet nie oznacza konieczności opowiedzenia się po stronie tego rozwiązania. Chodzi tylko o to, aby ustalić podstawowe fakty: w tej chwili udział w polityce zależy od płci. I jeżeli uczciwie ktoś tego nie chce, to powinien przynajmniej zaproponować jakieś rozwiązanie tej sytuacji. Mam nadzieję, że komentujący Kongres zauważą nie tylko to, że Maria Kaczyńska nie jest zwolenniczką parytetów, ale także to, że za takim rozwiązaniem zaczęły opowiadać się rozmaite kobiety, które dawniej były przeciw, np. Janina Paradowska. I może - mam nadzieję - ktoś je zapyta, czemu zmieniły zdanie.
Mam nadzieję, że dziennikarze, których tak fascynują kwestie personalne, zaczną zadawać pytania, czemu na Kongresie nie było minister Radziszewskiej? Była Jaruga-Nowacka, Środa, Kluzik-Rostkowska, minister Fedak, a co z Radziszewską? Była na urlopie? Hillary Clinton mimo złamanej ręki mogła wysłać wideopocztówkę do Kongresu, a Radziszewska nie wiedziała, że się odbywa? Nie została zaproszona? Ciekawe czemu?
Może nie aż tak ciekawe jak śledzenie, co poseł Ziobro powiedział o panu Biodro do pana Kolano, ale zawsze coś z tego dałoby się medialnego wycisnąć. A jak by się wycisnęło, to - mam nadzieję - za tym poszłoby pytanie do premiera Tuska, czy zdaje sobie sprawę, że Elżbieta Radziszewska jest najgorszym ministrem zajmującym się sprawami równouprawnienia, jakiego kiedykolwiek mieliśmy.
I może pora na dymisję. Oczywiście sprawa dymisji lub niedymisji pana od budowania niebudowania szos jest ciekawsza, ale może czasem, dla odmiany, warto zapytać o coś innego?
Mam nadzieję, że wybór Henryki Krzywonos na kobietę 20-lecia każe nam zastanowić się nad naszą najnowszą historią i jej bohaterami. Co się stało z bohaterkami? Mam nadzieję, że redaktorzy TVN i inni nierzetelni dziennikarze dowiedzą się, że na 'zakazany dla mężczyzn' Kongres mężczyźni wcale nie musieli się 'wdzierać' ani przebierać w sukienki, żeby się dostać (chociaż to miłe, że męski zespół Kory wystąpił w gustownych spódnicach). Tak, było to spotkanie zorganizowane przez kobiety dla kobiet, żeby porozmawiać o wspólnych sprawach. Jeśli jednak jakiś pan był naprawdę zainteresowany Kongresem, a nie preparowaniem newsów o seksmisji, mógł się zarejestrować, przyjść, dostać materiały i być pełnoprawnym uczestnikiem. Zrobiło tak osiemnastu panów. Mam nadzieję, że pod listem Wiktora Osiatyńskiego 'Dlaczego jestem feministą' będzie podpisanych nie pięćdziesięciu mężczyzn, ale pięćdziesiąt tysięcy. Mam nadzieję... Póki życia, póty nadziei.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Nadzieja
krzysztofczyz
05.07.09, 21:54
Pani Kingo. Problem nie w ilości miejsc na listach wyborczych lecz opowiedzialniści przed wyborcami za proponowanych kandydatów lub kandydatki. Nie należy Pani do żadnej partii politycznej »
-
Władzy się tak łatwo nie oddaje
drojb
05.07.09, 22:05
toteż kobiety powinny ją wydrzeć! »
-
Re: Nadzieja
joanna_ewa_scotland
08.07.09, 18:12
Myli się Pan. Kinga Dunin od kilku lat należy do partii Zieloni2004. Jedynej w Polsce partii zachowującej parytet płci. Każdą funkcję u Zielonych pełni dwoje równorzędnych partnerów. Jest »
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










