Magda Malarowska. Dla internautów - Malarosa. Zmarła w 21. roku życia na skutek przewlekłej depresji.
Pragnę, aby potwór raz
na zawsze został wypędzony
z moich myśli. Pragnę swobody
i poczucia szczęścia, poczucia,
że jestem normalna. Pragnę nigdy o potworze nie myśleć, pragnę o nim zapomnieć, pragnę,
aby dłużej już nie niszczył
mi życia, pragnę, aby ktoś to
zrozumiał, tu i teraz.
Anka, matka Magdy, na początku tylko milczała. Nasza rozmowa była jak brudnopis - pytania bez odpowiedzi, zdania bez związku, dygresje. Początek trudny. - Nie będzie ci przeszkadzało, że nagrywamy? Przepraszam cię, ale to jedyny sposób, żeby potem spisać wszystko tak, jak było. Anka jest konsultantką muzyczną w telewizji i w teatrze, stąd zna Agnieszkę Glińską, która kilka tygodni temu zadzwoniła do mnie wyraźnie poruszona z pytaniem, czy znam kogoś, kto przyjmie do szpitala młodą dziewczynę w ciężkiej depresji. Powiedziałam, że musi zaraz jechać na izbę przyjęć, bo każdy lekarz powie to samo. Teraz, po kilku tygodniach, słysząc kroki Anki na klatce schodowej, boję się rozmowy, o którą mnie poprosiła. Czy w swoim cierpieniu będzie obiektywna? Gdzie jest granica zadań i obowiązków lekarzy w bólu psychicznym? Anka, cała w czerni, wyglądała na mojej kanapie jak rysunek.
- Myślę, że stała się krzywda. Myślę, że powinnam o tym opowiedzieć. Jestem to winna po pierwsze Magdzie, a po drugie tym, których życie boli, którzy żyją z takimi problemami i których może spotkać to samo. Słychać szelest papierów. Anka kładzie na stole kilka kartek zapisanych niewyraźnym, pospiesznym pismem. Na niektórych są dziwne rysunki ludzi z szeroko otwartymi ustami, rysowanych szybką, nerwową kreską. I dużo wierszy zapisanych pospiesznie, większość po angielsku. Czasem tylko pojedyncze zdania. Ale na każdej kartce powtarza się jedno słowo:
Please, please, please
Anka jest spokojna i skupiona. Nie wiem, czy umiałabym tak. - To nie chodzi o jakiś mój ekshibicjonizm. Ale muszę cokolwiek zrobić. Bo przecież do końca życia będę przekonana, że można było jej pomóc. Lekarze muszą mieć świadomość, że nie tylko w łóżku czy na stole operacyjnym życie jest zagrożone. Nie tylko ci, których karetka wiezie erką po wypadku, ale też ci, którzy cierpią psychicznie, których się wypisuje ze szpitala bez refleksji, bez opieki, "na własną prośbę". Przecież do mnie nikt nawet nie zadzwonił, że ona wychodzi. Ja tego nie mogę zrozumieć. Usłyszałam: 'Pani córka jest dorosła, my musimy uszanować jej wolę'.
- Możesz opowiedzieć trochę o Magdzie? - Dobrze. Była bardzo inteligentna. Kiedy czuła, że ktoś za mocno wchodzi w jej świat, potrafiła założyć maskę 'zdrowej osoby'. Tak samo zresztą postąpiła z lekarzami, którzy jej chyba zbyt łatwo uwierzyli. A ona nie umiała i nie chciała mówić o tym, co ją dręczy, co nie pozwala jej normalnie funkcjonować, co to jest, co ją tak boli Ale od tego jest lekarz, prawda? Żeby dotrzeć do istoty problemu, mając do dyspozycji szereg metod, które wypracowała współczesna psychiatria. A te metody chyba nie powinny sprowadzać się tylko do wywiadu z pacjentem?