http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Tajny rząd kobiet

rozmawiała Marta Strzelecka
2009-05-31, ostatnia aktualizacja 2009-05-28 15:53

Wydaje mi się, że Polki są wyjątkowo silne, bo musiały znaleźć sposoby na to, jak radzić sobie z męską dominacją - rozmowa z Jamesem Hopkinem

ZOBACZ TAKŻE
Co wiedziałeś o Polkach, kiedy zacząłeś pisać 'Zatopioną zimę'?

Przyjeżdżałem tu od pięciu albo czterech lat, obserwowałem, rozmawiałem z przyjaciółmi. Bohaterkę mojej powieści, odważną kobietę, racjonalną intelektualistkę, zbudowałem trochę na podstawie opowieści ludzi w moim wieku, którzy wychowywali się tu w komunizmie.

Zanim pierwszy raz przyjechałeś, wiedziałeś coś o nas?

Niewiele, w latach 90. w Wielkiej Brytanii nie wiedzieliśmy dużo o Polsce. To była wiedza z mediów. Boniek, Jan Paweł II, Wałęsa, Jaruzelski. Znałem polską literaturę.

Jeśli pytasz o kobiety, znałem kilka dobrych autorek - Szymborską, Tokarczuk, ale nie było powszechnej opinii o nich, media nie pomagały jej budować.

Jakie było twoje pierwsze wrażenie?

Że to kobiety rządzą tym krajem, potajemnie. Mimo bardzo staroświeckich ról społecznych związanych z płcią, które kojarzyły mi się z latami 50. na Zachodzie - mężczyźni macho, a panie piękne, ale powołane do gotowania, raczej należało im dawać kwiaty, niż dyskutować z nimi na poważne tematy. Miałem wrażenie, że kobiety się z tym zgadzają, jednak wiedzą swoje. To jest jednym z tematów 'Zatopionej zimy'. Tytuł miał brzmieć 'Kobiety undergroundu', w tym sensie, że są w podziemiu, ale stamtąd rządzą. Nie chciałem, żeby bohaterka mojej książki Marta była słaba, sentymentalna, ale nie jest też karierowiczką, egoistką. Ma dziecko, domowe życie. Zakochuje się, jednak nie pozwala, żeby to przesłoniło jej ambicje. Praca naukowa bywa dla niej ważniejsza od mężczyzny.

Dlaczego bohaterkami jej pracy są Lya de Putti, Edyta Stein?

Pamiętam plakat de Putti, który na początku 2000 roku zobaczyłem w Berlinie, przechodząc obok Literaturhaus. Ciemne oczy, czarne włosy na pazia, sukienka z nadrukiem trupiej czaszki. Piękno tej kobiety, jakieś pomieszanie czułości ze złożonością, wciągnęły mnie w jej historię. Pochodziła z węgierskiej rodziny ziemiańskiej, była zdeterminowana, żeby zostać gwiazdą filmową. Kiedy miała kilkanaście lat, zaaranżowano jej małżeństwo, z czego nie mogła być zadowolona. Wyjechała do Berlina, potem do Hollywood. Zostawiła dzieci. Zmarła, kiedy miała 33 lata. Niezwykła historia o migracji, języku, ambicjach, z tragicznym wątkiem o niszczeniu rodziny, konsekwencjach stawiania kariery na pierwszym miejscu. Wiedziałem, że chcę z tego skorzystać, kiedy zacząłem pisać 'Zatopioną zimę'. Postać de Putti powoduje u Marty zazdrość, adorację, ale też trochę strachu. Edytę Stein podsunęła mi Natasza Goerke, mówiąc, że dla wielu polskich kobiet to fascynująca postać. Dla mnie ważne było jej przejście z judaizmu na katolicyzm, co oznacza przełamywanie granic, kontrolowanie własnego życia, odważne szukanie spełnienia. Zależało mi na wizerunku, który nie jest kojarzony wyłącznie z religią, Holocaustem, bo poza tym była po prostu dynamiczną kobietą, która miała dużo do powiedzenia. One są niebezpieczne, co sprawia, że wydają się atrakcyjne. Przede wszystkim zagrażają ustalonemu porządkowi społecznemu, odrzucają męską dominację. Jako pisarza fascynowała mnie teoria Hélene Cixous, écriture féminine, w której, upraszczając, chodziło o udowodnienie, że pisanie nie jest wyłącznie męską domeną. Chciałem to sprawdzić, zrobić coś wbrew stylowi białej brytyjskiej klasy średniej. Profesor Lorna Sage, autorka 'Bad Blood' i wielu innych ważnych książek na temat literatury kobiecej, miała duży wpływ na moje pisanie, potem profesor Nicole Ward Jouve zapoznała mnie z Colette, która dziś jest jedną z moich ulubionych autorek.

Colette była feministką?

Raczej nie, choć rzeczywiście jej 'La Vagabonde' można uznać za jedną z pierwszych feministycznych powieści. Niesamowicie silna intelektualistka, zostawiła męża pisarza, żeby pracować nad własnym pisaniem. Jednocześnie była wodewilową tancerką. Feministka tańcząca półnago, doskonała kombinacja.

Napisała za męża kilka książek.

Tak, a on traktował ją fatalnie. Zabawiała jego kochanki, kiedy Willy był w sypialni z inną. Mówię o pisaniu w jego imieniu, bo interesuje mnie, czy twoim zdaniem istnieje męski styl literacki albo kobiecy . To jest coś, co próbuję odrzucać. Tradycjonaliści zawsze znajdą sposób, żeby ci udowodnić, że piszesz jak kobieta albo jak mężczyzna. Ale wystarczy wrócić do Virginii Woolf, która w ' 'Falach' negowała pomysł, że kobiety powinny być rozmarzone, a mężczyźni bezpośredni. Pamiętam, kiedy pokazałem komuś na uniwersytecie moje opowiadania, usłyszałem: 'James, masz bardzo kobiecą wyobraźnię'.

To znaczy?

Nie wiem, co to znaczy. Że piszę rozbudowane zdania? Nie wiem. Chciałem spróbować pograć z takimi stereotypami w 'Zatopionej zimie'. Części pisane przez bohatera - Josepha - są rozmarzone, ciemne, wodniste, pływające. Marta pisze krótkie zdania, proste, celne, bardziej męskie w potocznym rozumieniu. Tak chciałem to zbudować, żeby zobaczyć, co się stanie. Ale osobiście uważam, że to nonsens nazywać styl literacki męskim albo kobiecym. Można powiedzieć, że istnieje pisanie pełne wyobraźni, obrazowe albo nieobrazowe, jeśli już chcemy kategoryzować. Jednak wydaje mi się, że bardziej wartościowe jest łamanie granic, co łączy się z tym, jak żyły Putti albo Stein. Podążanie ponad rolami, które zostały narzucone, choćby przez pochodzenie albo najstarsze, tradycyjne koncepcje tożsamości płciowej.

Jaki był wpływ Hannah Arendt na 'Zatopioną zimę'?

Jej książka o Rahel Varnhagen była dla mnie ważna. Varnhagen, Żydówka, gospodyni artystycznego salonu w Berlinie na przełomie wieków XVIII i XIX, to mocna, dowcipna, dynamiczna postać. Odrzucała ograniczenia religii oraz patriarchalnego społeczeństwa. Zmagała się z teorią 'tak czy inaczej, mężczyźni wszystkim trzęsą'. Pisała cudowne listy, w których na przemian kpiła z własnego staropanieństwa i ubolewała nad nim. Fascynowało mnie podejście Arendt do jej bohaterki - próba stworzenia duchowej biografii, płynnego, niejasnego portretu Varnhagen, jakby przepływała wokół niej, mieszając listy, fragmenty dzienników ze swoimi filozoficznymi spostrzeżeniami. Efektem jest bardzo empatyczna biografia, poetycka, wyzywająca, mądra. Może być przykładem tego, co Cixous nazwała écriture féminine.

Można wyjaśnić, co to znaczy?

Trudno, ale można spróbować. To zakwestionowanie tezy, że pisanie jest męską domeną, ale też rozpoznanie, że w języku odbywa się walka o równouprawnienie płci. Écriture féminine przeciwstawia się kategoriom - nielinearny, enigmatyczny sposób pisania, oferujący wiele znaczeń, w związku z tym podstępny, poetycki, ciemny, niemożliwy do zdefiniowania... Jednak wciąż, miejmy nadzieję, znaczący. Woolf za śmiertelne dla pisarza uznawała bycie po prostu mężczyzną albo po prostu kobietą. Potem Cixous w środku feminizmu lat 70. zalecała 'pisanie ciałem', rytmami, tym, co kobiety czują dzięki pulsowaniu narodzin, macierzyństwa, menstruacji, co - w jasny sposób - dla mężczyzn jest niedostępne. Poddała się temu Angela Carter, niedługo później Jeanette Winterson i setki innych piszących kobiet w latach 80., a potem, kiedy zamiast o płci zaczęło się mówić o seksualnej tożsamości, używać pojęcia 'gender', te teorie stały się jeszcze bardziej trafne. Chodzi w nich o świadome rozbijanie różnic męsko-damskich, nieuznawanie granic, powodowanie zamieszania wokół nich. Chciałem przejąć coś z takiego podejścia nie tylko w sposobie pisania Marty o jej kobietach podziemia, szczególnie o Edycie Stein, również w mojej próbie pisania z kobiecej perspektywy, jako Marta. Zależało mi na wiarygodnym relacjonowaniu jej wewnętrznego życia, wypełnianiu jej listów informacjami - od ukrytych literackich odniesień do detali dotyczących codzienności, od kobiet podziemia do jej pozbawionego sentymentalizmu spojrzenia na miłość. Asertywna, współczesna polska kobieta. Oczywiście niektórym się to nie spodobało, woleliby, żeby Marta złamała się, rozpadła, stała się histeryczna. Jedna z polskich recenzji oskarżała ją o uciekanie od rodziny, polskiej tożsamości. Żadna z tych rzeczy nie jest prawdą, ona tylko odkrywa, co jest dla niej ważne. Inni mówili: 'Ale co ty wiesz o polskich kobietach? Skąd wiesz, jak to jest?'.

Źródło: Wysokie Obcasy
  • Stein i Putti awroble 04.06.09, 15:04

    Połączenie Putti i Stein... cóż, jak się nie wie co się powinno wiedzieć, to się chwali tym, co się wie... (parafrazując przysłowie).Nawet w takim artykule GW przemyciła ciut »

W numerze z 31 lipca