http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Zakazane owoce

Joanna Szczepkowska
2009-05-31, ostatnia aktualizacja 2009-05-27 16:37

Felieton Joanny Szczepkowskiej

Joanna Szczepkowska
Fot. Jacek Piotrowski
Joanna Szczepkowska
Dlaczego o tym nie napiszesz? - to pytanie powtarza się już od kilku miesięcy, odkąd zaczęłam opowiadać, co wydarzyło się tamtego dnia. Odpowiedź nie jest prosta. Z jednej strony to idealny temat dla felietonisty. To nawet obowiązek, zwłaszcza że dotyczy instytucji tak obecnej w naszym kraju jak Kościół. Z drugiej strony dlaczego nie napisałam od razu? Bo zbyt łatwe to jakieś. Podejrzanie efektowne. Zwłaszcza w laickich 'Wysokich Obcasach'. A ja jestem osobą wierzącą i Kościół jest mi potrzebny. Mój Bóg ma białą szatę, siwą brodę i miłość w oku. Nie zmienił się od dzieciństwa, a ja nie mam zamiaru się tego wstydzić. I mam wrażenie, że odchodzimy od Kościoła pod pozorem rozczarowań, braku wiarygodności, a przecież tak naprawdę nie chce się nam.



Po prostu sprowadziliśmy pojęcie religijności do kontaktu z księdzem pełnym wad i uzależnień, który zabiera nam czas, sam prowadząc naganne, cywilne życie. A przecież nie boimy się już ani grożenia z ambony, ani wskazywania palcem, ani tego grzmiącego głosu, ani żadnych prostych sztuczek, którymi księża posługiwali się przez wieki. Gromy sprzed ołtarza nie mają już żadnej siły rażenia. To dobrze. Gorzej, że za tym siłę traci też sama Tajemnica. Czymkolwiek by była, należy do misterium, nad którym pochylają się nawet ci, którzy w Tajemnicę nie wierzą. Tak jak istnieje wiara głęboka i powierzchowna, tak istnieje głęboka lub powierzchowna niewiara. Wyznawcy tej drugiej szanują powagę misterium. Wynajdywanie błędów Kościoła jest bez wartości, jeśli nie idzie za tym choćby minimalna wiedza teologiczna. Nie mam tej wiedzy, dlatego bardzo uważam, żeby nie podjąć dyskusji, do której nie mam prawa. Mam też wrażenie, że wsteczność Kościoła jest wielokrotnie zasadna - w tym zalewie kompromisów moralnych jakaś instytucja musi być niewzruszona, jeśli oczywiście opiera się na zaufaniu, a nie na szantażu moralnym. A jednak za każdym razem, kiedy opowiadałam tamto zdarzenie, słuchacze pytali mnie, dlaczego nic z tym nie robię. Może rzeczywiście trzeba.



Msza za duszę mojej matki odbyła się w środku Warszawy, w kościele, który kochała, gdzie pracowała jako wolontariuszka w stanie wojennym. Było oczywiste, że przyjdzie tu wiele osób także takich, które nie mają dobrych kontaktów z Panem Bogiem. Moja mama miała dar zjednywania sobie ludzi, była ich ciekawa, więc gromadzili się wokół niej jak pszczoły. Patrzyłam z dumą, jak kościół zapełnia się najprzeróżniejszymi ludźmi, którzy przyszli tu ze swoimi nastoletnimi dziećmi. Wiele z nich najwyraźniej weszło tu niezbyt chętnie - przyjaciółka rodziców to nie jest atrakcyjny temat i powód spędzenia czasu w kościele. Ponure miny tych młodych wskazywały wyraźnie, że kościół nie jest ich wymarzonym miejscem. Dlatego ucieszyłam się, kiedy przed ołtarz wyszedł dość młody ksiądz. Krótko trwała moja radość. Nie minęło kilka minut, a wszyscy popatrywaliśmy po sobie, nie wierząc, że słyszymy to naprawdę. Zimnym, monotonnym głosem, jak guru sekty, ksiądz nakazał powtarzać słowa: 'Wyrzekamy się'. Sam natomiast dyktował litanię zjawisk, których tłum wiernych ma się wyrzec wobec Boga. Były to między innymi: Przywiązanie do zwierząt, karty, totolotek, medytacja i akupunktura.



A wszystko w mantrycznym, hipnotycznym tonie. 'Wyrzekamy się' powtarzał tłum coraz ciszej, z każdym zdaniem coraz mniej licznie. To już nawet nie chodzi o treść tej litanii. Być może wszystko można wytłumaczyć jako zło czy dzieło szatana. Chodzi o ton. Władczy, zimny, oskarżycielski, sprowadzający człowieka do poziomu marnego potępieńca. Już w środku tej litanii słychać było pierwszy trzask drzwi. Potem coraz więcej. Jestem absolutnie przekonana, że akcje totolotka wzrosły tego dnia o kilkunastu klientów. Mam nadzieję, że ozdrowieńcza akupunktura też ma się lepiej. Ale nasz ponury, smutny i oskarżycielski Kościół stracił tego dnia wiele dusz. Wcale mnie to nie cieszy. Nie mówiąc już o duszy mojej matki - karciary grającej w totolotka i opiekunki chorych gołębi. Duszy radosnej, mam nadzieję, na widok dobrego i czułego Boga.



Źródło: Wysokie Obcasy
  • Zakazane owoce alaudin 03.06.09, 19:59

    Pani felieton bardzo mnie ujął swoją delikatnością w podejściu do tematu.Opowieść o ponurym księdzu była poruszająca, ale pomyślałam sobie - wszędzietrafi się jakiś oszołom. Wzruszyła »

  • Zakazane owoce azja80 08.06.09, 09:43

    Bardzo budujące jest usłyszeć tak szczere słowa z ust katolika. Większość z nas,tych potwornych "niepraktykujących", zna tylko katolików zasznurowanych,zaszytych w uporze. Połowę szwu »

  • Zakazane owoce alba20 08.08.09, 21:11

    Mogłabym podpisać się pod komentarzem Azji80.Pani Felieton świetny, ale przykre, że taka sytuacja miała miejsce podczasmszy za Pani Matkę.Rozumiem Pani znajomych. Sama nie mam już »

W numerze z 28 sierpnia