Baron Ferdinando Cefalu`, zwany Fefe, nie miał innego wyjścia. We Włoszech nie było rozwodów. Była za to zbrodnia honorowa (jak na przykład zabicie żony przyłapanej in flagranti), za którą dostawało się niski wyrok oraz dozgonny szacunek sąsiadów i znajomych. I baron, który stracił głowę dla pięknej kuzynki Angeli (Stefania Sandrelli!), musiał zastrzelić swoją żonę Rosalię, która zdążyła już zbrzydnąć, a za mądra nigdy nie była.
Pojęcie zbrodni honorowej wymazano z włoskiego kodeksu karnego dopiero w 1981 roku. Pietro Germi nakręcił 'Rozwód po włosku' w 1961 roku. 13 lat później było referendum i od tej pory Włosi mogą się już rozwodzić. Ale takiego rozwodu jeszcze we Włoszech nie było. Grający rolę barona Marcello Mastroianni stworzył archetypiczną postać włoskiego samca - zapatrzonego w siebie, próżnego, łasego na niewieście wdzięki i sprawdzającego swoją wartość w prawdziwych lub wyimaginowanych miłosnych podbojach. W końcu chodzi przecież o to, żeby można było pochwalić się przed kolegami.
Ta kultura gallismo (od gallo - kogut), dominująca zwłaszcza na Południu, już od dawna jest obiektem krytyki. W ciągu powojennych lat Włochy bardzo się zmieniły, także jeśli chodzi o mentalność. Takie zachowania, choć wciąż popularne, nie są aprobowane, a przynajmniej polityczna poprawność nie pozwala ich chwalić. Albo raczej nie pozwalała. Pojawił się bowiem Silvio Berlusconi. Geniusz. Bo jak inaczej nazwać człowieka, który najpierw, zaczynając od zera, zdobył największą we Włoszech fortunę, a potem został najskuteczniejszym włoskim politykiem, ostatnio premierem po raz trzeci. Według badań opinii publicznej popiera go 75 proc. Włochów, co pozwala mu twierdzić, że jest najbardziej kochanym politykiem na świecie. Opozycja pozbawiona charyzmatycznego przywódcy straciła na znaczeniu. Jak zauważył felietonista dziennika 'Il Tempo', opozycję wobec Berlusconiego stanowią dzisiaj trzy osoby: antykorupcyjny sędzia Antonio Di Pietro, dziś przywódca niewielkiej partii, trener konkurencyjnego wobec należącego do rodziny premiera AC Milan, również mediolańskiego Interu José Mourinho i Veronica Lario Berlusconi.
'To rozrywka imperatora', 'bezwstydne medialne śmietnisko'. 'Ja i moje dzieci jesteśmy ofiarami tej sytuacji. Musimy ją znosić i bardzo cierpimy' - oświadczyła agencji prasowej ANSA żona premiera zapytana o pogląd na temat kontrowersyjnych kandydatek do Parlamentu Europejskiego na listach partii jej męża - Ludu Wolności. A były to: aktorka znana z popularnego miniserialu telewizyjnego, aktorka z opery mydlanej, uczestniczka trzeciej edycji włoskiego 'Big Brothera', spikerka telewizyjna i jeszcze parę pań o podobnym curriculum. 'Bycie politykiem i piękną kobietą to ani zasługa, ani powód do wstydu. Ale dzisiaj zza parawanu krągłości i kobiecego piękna wyłania się rzeczywistość bardzo poważna - bezczelność i brak szacunku ze strony władzy, która obraża wiarygodność wszystkich kobiet' - Veronica Lario, żona Silvia Berlusconiego, nie pierwszy raz dała wyraz swojemu niezadowoleniu z publicznych zachowań męża. Dwa lata temu w liście otwartym zażądała przeprosin za rubaszny żart premiera pod adresem pięknej Mary Carfagni, która później została ministrem w jego rządzie. 'Gdybym nie był żonaty, tobym się z nią ożenił' - wypalił wtedy Berlusconi. Mimo że ma 72 lata, czuje się jak młodzieniaszek - zrobił sobie lifting, przeszczepił włosy i twierdzi, że jakaś tajemnicza mikstura, którą sobie wstrzykuje, dodaje mu wigoru. Przeprosił. Tym razem jednak Veronica nie żądała przeprosin. Kilka dni później ogłosiła, również publicznie, że występuje z wnioskiem o rozwód.
Kolega z redakcji płakał ze śmiechu. - Tam tańczyły półnagie kobiety! Niewiarygodne! W przerwie meczu! Były właśnie mistrzostwa świata w piłce nożnej i kolega przełączył się na włoską telewizję, żeby obejrzeć rozgrywki. Zapewne trafił na program prowadzony przez Albę Parietti i Valerię Marini, dwie blond seksbomby, prezenterki, tancerki i piosenkarki. Miał rekordową w historii telewizyjnych mundialów oglądalność. Bez pięknej kobiety nie ma we Włoszech udanego widowiska telewizyjnego. To również w dużej części 'zasługa' Berlusconiego, który jak nikt wyczuwa, czego chce 'zwykły Włoch'. Oczywiście chce pięknych kobiet, które uśmiechają się do niego z ekranu i kusząco kręcą biodrami. Pod koniec lat 80. w jednej z telewizji Berlusconiego pojawiły się veline.
Velina to po włosku bibuła. Tak w dwudziestoleciu międzywojennym w dziennikarskim slangu nazywały się pisane na maszynie przez kalkę i rozsyłane do redakcji komunikaty ministerstwa kultury narodowej, będące oficjalną faszystowską wykładnią wydarzeń dnia. Potem był program telewizyjny, w którym żartowano sobie z ery faszystowskiej. I w nim pojawił się krótki satyryczny dziennik 'Striscia la notizia', którego prezenterom najnowsze wiadomości przynosiły dwie piękne młodziutkie dziewczyny, brunetka i blondynka. I to je dziś nazywa się veline. Stały się symbolem zajęcia, do którego nie potrzeba ani wielkich umiejętności, ani zaangażowania. Trzeba tylko ładnie wyglądać.
Berlusconi, który od początku w polityce stosował z sukcesem metody ze świata biznesu i mass mediów, uważa najwyraźniej, że piękne kobiety przysparzają popularności również w polityce. Rok temu wprowadził do swojego rządu jako ministra do spraw równych szans Marę Carfagnę, tę samą, za którą dwa lata temu musiał przepraszać, a wiceministrem turystyki, teraz już ministrem tego resortu, zrobił inną byłą kandydatkę do tytułu miss Italia Michelę Vittorię Brambillę. Teraz poszedłby dalej, gdyby nie Veronica. Z Warszawy, gdzie przebywał na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej, wysłał polecenie, by tuż przed zamknięciem list wyborczych wykreślić z nich kolejne trzy kandydatki (te najbardziej kontrowersyjne, jak uczestniczka 'Big Brothera', odpadły na wcześniejszych etapach 'castingu'). Ostała się bodaj jedna dziewczyna związana z show-biznesem, była spikerka telewizyjna, piękna Barbara Matera. Wykreślone rozpaczają, że już podpisały umowę u notariusza. Zdesperowany ojciec jednej z aspirujących do politycznej kariery piękności próbował się nawet podpalić. Podobne reakcje zdarzają się rodzicom kandydatek na veline, które co roku są wyłaniane w specjalnym programie-konkursie.
Gdy wybuchła sprawa 'bibułek', sympatyzujący z Berlusconim dziennik 'Libero' zamieścił zdjęcie młodej Veroniki Lario z nagim biustem. Tak, Veronica, była aktorka, też kiedyś próbowała robić karierę w show-biznesie za pomocą seksapilu. W końcu Berlusconi ujrzał ją po raz pierwszy w mediolańskim teatrze w przedstawieniu 'Rogacz wspaniały', gdzie w jednej ze scen występowała topless. Ona sama twierdzi, że już wcześniej spotkali się na kolacji, podczas której - mimo że żonaty i ojciec dwójki dzieci - 'zachowywał się jak kawaler'. Ale Veronica Lario (naprawdę nazywa się Miriam Bartolini), rocznik 1956, druga żona Berlusconiego i matka trójki jego dorosłych dzieci - Barbary, Eleonory i Luigiego - jest dziś symbolem tych drugich Włoch. Włoch, których nie uwodzi urok osobisty i sączący się z wszystkich oprócz jednego liczących się telewizyjnych kanałów (trzech będących własnością rodziny Berlusconich i trzech publicznych) populizm i propaganda sukcesu. I które mierzi lekceważący i instrumentalny stosunek do kobiet oraz tabloidyzacja wszystkiego.
'Jaką przyszłość może mieć kraj, w którym nikt nie jest gotowy do poświęceń, bo sławę i pieniądze daje » Big Brother «?' - zwierzała się przyjaciółkom zdegustowana Veronica. Już wcześniej wielokrotnie dawała do zrozumienia, że nie podoba jej się kultura propagowana przez męża. Zrezygnowała z kariery i wychowywała dzieci z dala od wielkiego biznesu, potem - od wielkiej polityki. Była przeciwniczką wojny w Iraku, którą Berlusconi entuzjastycznie poparł, opowiedziała się za in vitro, którego stosowanie jego rząd ograniczył restrykcyjną ustawą. Mimo wszystkich różnic byli jednak szczęśliwą parą. 'Kto, także ostatnio, miał okazję widzieć ich razem, nie mógł nie zauważyć, że tych dwoje zna się do głębi duszy. Wymieniali ironiczne uwagi, ale z czułością. Kiedyś mówiono na to miłość' - pisze biografka Veroniki Maria Latella.
<b>Oczywiście</b> nie poszło tylko o politykę. Tego samego dnia, gdy gazety przyniosły informacje o potencjalnych kandydatkach do Parlamentu Europejskiego, niechętna premierowi 'La Repubblica' napisała, że Berlusconi zaszczycił swą obecnością 18. urodziny pewnej blondynki z Portici pod Neapolem. 'Nie był na » osiemnastce » żadnego ze swoich dzieci!' - wybuchnęła rozgoryczona Veronica. Tajemnicza Naomi Letizia przed osiągnięciem pełnoletności zdążyła już sobie wyprostować nos u chirurga plastycznego i wziąć udział w niezliczonej ilości castingów na telewizyjne gwiazdki.
Premier i sztab jego propagandystów tłumaczą, że Naomi to córka jego starego przyjaciela i że widział ją w życiu tylko trzy razy, zawsze w towarzystwie rodziców. Ojciec Naomi twierdzi, że to on zadzwonił do Berlusconiego i poprosił go, żeby wpadł na urodziny, by podyskutować o kandydaturach Ludu Wolności z Neapolu. Tylko że wśród miejscowych polityków pana Letizii, pracownika urzędu miejskiego w Neapolu, nikt nie zna. A sama Naomi, zanim zniknęła z pola widzenia dziennikarzy, opowiedziała o swojej znajomości z Berlusconim, którego czule nazywa papi, czyli 'tatuśkiem', tak: 'Tatusiek mnie wychował. Zawsze o mnie dbał. Jednego roku podarował mi diament, w innym naszyjnik. W niedzielę złoty łańcuszek z wisiorkiem. Uwielbiam go. Dotrzymuję mu towarzystwa. Dzwoni, mówi, że ma wolną chwilę, i lecę do niego do Mediolanu, do Rzymu. Słucham go. Tego ode mnie chce. Potem śpiewamy razem'.
Nie pierwszy raz krążą plotki o zainteresowaniu premiera pięknymi i młodymi kobietami. Ponieważ 'Wysokie Obcasy' są gazetą poważną, ograniczymy się do tych historii, gdy w grę wchodzi nadużycie władzy. Uparcie krążą plotki, że wspomniana już Mara Carfagna karierę polityczną zawdzięcza romansowi z premierem i że istniały nagrania z telefonicznego podsłuchu, które to potwierdzały.
Media takich nagrań nie mają, ale niechętny premierowi tygodnik 'L'Espresso' zrekonstruował historię 'przyjaźni' Berlusconiego z arystokratyczną Virginią Sanjust di Teluada. Piękna prezenterka telewizyjna miała wpaść mu w oko, gdy zapowiadała program z jego udziałem. Wkrótce potem miał ją zatrudnić jako 'eksperta' w biurze prasowym rządu - 'L'Espresso' opublikowało zdjęcie gotowego do podpisania dekretu w tej sprawie - tylko że prasa zaczęła węszyć i Virginia pracy nie dostała. Za to problemy zaczął mieć skonfliktowany z nią były mąż, agent służb specjalnych, którego nagle przeniesiono na gorsze stanowisko, z pensją obniżoną o ponad połowę. Kiedy zagroził, że ujawni prawdę o związkach Berlusconiego z prezenterką, został przywrócony na poprzednie stanowisko.
Jeśli Veronica Lario zdecyduje się żądać rozwodu z orzeczeniem winy męża, ta i podobne historie zostaną opowiedziane w auli mediolańskiego sądu. Będzie to dla premiera tym bardziej przykre, że dopiero co parlament uchwalił prawo, które daje mu immunitet od postępowania karnego na czas sprawowania urzędu. Uratowało go to przed występowaniem przed sądem w licznych procesach o korupcję. W 2003 roku telewizja Canale 5 postanowiła ukrócić polemiki na temat 'bibułek', organizując specjalną edycję konkursu na veline dla pań powyżej 65. roku życia. Zwyciężyła 73-letnia, pełna życia matka jedenaściorga dzieci Carpina Zuccarino. Włochy przywarły do telewizorów - kolejne odcinki oglądało ponad pięć milionów telewidzów. Gdyby Berlusconi postawił na deputowane babcie, może uniknąłby małżeńskiego kryzysu. Zapytana o ambicje polityczne Noemi stwierdziła, że nie będzie kandydować w następnych wyborach lokalnych. 'Wolę startować do parlamentu. Papi Silvio o to zadba'. A sondaże pokazują, że skandal Berlusconiemu nie zaszkodził, podobnie jak pewnemu wymyślonemu sycylijskiemu baronowi przed 48 laty.