Fot. www.bylaurenluke.comLauren Luke - niedawno dyspozytorka w firmie taksówkowej - dziś ma własną stronę internetową, kanał na YouTube i felieton w 'The Guardian'. Uczy w nich, jak się malować, żeby wyglądać jak gwiazda. Sama nią już jest. Ma zarejestrownych 210 tys. fanek. A jej instrukcje internetowe osiągnęły przeszło 40 mln odsłon
Hej, to ja! Dziś pokażę wam, jak zrobić makijaż ślubny, ale najpierw zatuszuję te paskudne krosty
Niespełna dwa lata temu Lauren Luke, 25-latka z South Shields w północnej Anglii, miała dziewięcioletniego syna na utrzymaniu, pokój w nieogrzewanym domu rodziców i znienawidzoną pracę jako dyspozytorka w firmie taksówkowej. Dziś ma kanał makijażowy na YouTube z 210 tys. zarejestrowanych fanek, własną stronę internetową, felieton w jednej z największych gazet brytyjskich - 'The Guardian', wywiady udzielone telewizjom BBC i CBS, artykuły m.in. w 'Vanity Fair' i francuskim 'Elle' oraz serię kosmetyków do makijażu sygnowanych własnym nazwiskiem. Jej książka-poradnik i gra nintendo ukażą się jesienią. Jak to zrobiła? Pomógł jej w tym internet. Makijaż a la piosenkarka Leona Lewis zrobiony przez Lauren na sobie samej obejrzało na YouTube 2,6 mln internautek, makijaż a la Britney Spears - 1,2 mln. W sumie instrukcje internetowe najbardziej znanej makijażystki świata osiągnęły liczbę przeszło 40 mln odsłon! Bez reklamy, sztuczek marketingowych i szczerzenia się w telewizji. Do tego bez wychodzenia z własnej sypialni.
Panacea81 radzi
- Dziwna historia, prawda? To wszystko jest jak roller coaster! Albo sen, w którym czekam, aż ktoś mnie obudzi - sama nie może uwierzyć. Tu kupiła taniej, tam sprzedała drożej - prawie dwa lata temu zaczęła wystawiać kosmetyki na eBayu, bo pieniędzy brakowało nawet na ogrzanie domu. Mieszkała w nim do niedawna z rodzicami, 11--letnim synem Jordanem, siostrą, dwiema kuzynkami bliźniaczkami i pięcioma psami, które, jak mawia ze śmiechem, służyły rodzinie zimą za naturalne grzejniki, i to w dodatku samoprzenośne. Żeby interes na eBayu lepiej się kręcił i aby pokazać, jak cienie i szminki wyglądają na skórze, załączała swoje zdjęcia. Potem, kiedy kupujące zadręczały ją prośbami o dalsze porady, zaczęła nagrywać kilkunastominutowe filmiki instruktażowe na YouTube jako Panacea81, choć nigdy nie ukończyła żadnego kursu makijażu.
Internetowy nick wymyślił jej partner, 40-letni Ken Tylor, z którym od niedawna mieszka. Pochodzi od słowa 'panaceum' i roku jej urodzin. Pierwszy film Panacea81 zamieściła na YouTube 22 lipca 2007 roku. Wszystkie do dziś nagrywa we własnej sypialni przy upiornym świetle lampki nocnej, w szlafroku lub wyciągniętym T-shircie, z nie do końca uczesanymi włosami, po prostu siadając przy komputerze. Sto procent naturalności, dwieście - amatorszczyzny. Żadnych przygotowań, powtórek, mizdrzenia się. Żadnego przejmowania się niezasłanym łóżkiem, chrapiącym pod biurkiem psem czy otwartą szafą z wylewającą się zawartością. Żadnej reżyserii, dbania o to, by nie mieć czerwonego od kataru nosa, nie grzebać za głośno w kosmetyczce, ani o światło, by nie wyglądać o 20 lat starzej i 50 kilogramów grubiej.
Pierwsze filmiki były nieme, potem ośmielona popularnością Panacea81 przemówiła. Zaczęła opisywać to, co robi, dodając rady. Prawdziwą sławę wśród nastolatek przyniosły jej makijaże na ulubione gwiazdy - Cheryl Cole i Amy Winehouse. Pasja stawała się biznesem. Najpierw YouTube zaoferował jej jako jednej z najbardziej oglądanych użytkowniczek podział z zysku z reklam. Potem zgłosiły się firmy MAC, Stila i Barry M z propozycją reklamowania ich kosmetyków. W końcu amerykańska (większość fanek Lauren pochodzi z USA) agencja reklamowa Anomaly i Zorbit Cosmetics wyprodukowały palety do makijażu w pięciu odcieniach sygnowane jej nazwiskiem. W sprzedaży internetowej pojawiły się zestawy ośmiu kosmetyków: cieni, pudrów i szminek. Do każdego dołączony jest wideoinstruktaż Lauren. Za nimi pójdą pewnie róże do policzków, podkłady i mascary.
Lauren to ja
- Hej, to ja. Dziś pokażę wam, jak zrobić makijaż ślubny, ale najpierw zatuszuję te paskudne krosty! Kiedy po raz pierwszy oglądasz Lauren na YouTube, myślisz sobie: ot, zwyczajna dziewczyna, czy jak piszą internauci: 'normalna panienka'. Po kilku minutach nie możesz od niej oderwać wzroku. Zauważasz, że ma piękne zielone oczy, powłóczyste rzęsy, dołki w policzkach. Jej obecność w świecie mediów jest zwycięstwem naturalności nad sztucznością. 'Wmawiają nam, że musisz być chuda i śliczna, by dać sobie radę w życiu, a to nieprawda'.
Lauren, urocza i skromna, jest przeciwieństwem wystylizowanych celebrytów, którzy wyglądają tak, jakby w życiu nie mieli krosty, a w perfekcyjnym makijażu po prostu się urodzili. Momentami nieporadna ('Kiedy popełnię błąd, trudno, tak leci' - mówi) jest też absolutnym przeciwieństwem wszechwiedzących, profesjonalnych makijażystów, którzy pracują dla największych marek kosmetycznych świata i często sami zachowują się jak celebryci. Cóż może mieć z nimi wspólnego przeciętna młoda dziewczyna? Co innego Lauren - pomacha zza ekranu, poprzytula przed kamerą swoje psy, poskarży się na pryszcze, mówi ich językiem, jest taka jak one.
Siłę sytuacji marketingowej, w której przyjaciółka poleca coś przyjaciółce, firmy kosmetyczne zajmujące się sprzedażą bezpośrednią - Avon, Mary Kay i Oriflame - odkryły już dawno. Jednak to Panacea81 na wielką skalę wykorzystała ją w internecie. Największym fanem jej filmików jest jej tata. Obsesyjnie sprawdza jej oglądalność i nie może uwierzyć, że jego córka jest bardziej znana w internecie niż tańczące (na lodzie czy bez) gwiazdy. Znakiem rozpoznawczym Lauren Luke jest mocne oko. Z kolorowymi cieniami zaczęła eksperymentować już w szkole średniej, kiedy zmagając się z nadwagą i wadami zgryzu, starała się zyskać akceptację rówieśników.
Zaszła w ciążę, gdy miała 16 lat, nie skończyła szkoły, urodziła syna, dla którego nudną wieczorną pracę w firmie taksówkowej zamieniła na internetową sprzedaż kosmetyków, by być częściej z nim w domu. Ostatnio znów zaczęła wychodzić wieczorami, tym razem do szkoły. - Dopiero tam nauczyłam się, jak ważny w makijażu jest podkład i modelowanie twarzy za pomocą pudru brązującego, różu. Do tej pory nakładałam makijaż na kompletnie czystą twarz, malując tylko oczy! - mówiła niedawno w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji CBS. Mimo to sama nauczyła się wiele, choćby tego, że gdy maluje czarną kreskę na górnej powiece, bierze do ręki kredkę, opiera mały i serdeczny palec na policzku i dopiero maluje. Wtedy ręka ma oparcie, nie dynda w powietrzu i kreskę dużo łatwiej narysować. W szkole koleżanki i koledzy wyśmiewali się z jej nadwagi, nazywali ją 'pasztetem' i 'spaślakiem'. Dziś internautki i internauci piszą: 'Lauren, jesteś niesamowita i piękna. I proszę, nigdy się nie zmieniaj!'.