W tenisówkach
ZOBACZ TAKŻE
- Od lewej do prawej (31-05-09, 01:00)
Nie śledziłam szczegółów, ale obiło mi się o uszy (i oczy), że była do objęcia (w drodze konkursu) niezła posada - zarządcy małej tropikalnej wyspy. Niewiele obowiązków, świetna pensja i - niestety - spora konkurencja. Zwycięzcą okazał się - cóż za zaskoczenie - przystojny młody człowiek. Mówi się trudno, brzydkie stare kobiety nie pasują do pięknych egzotycznych wysp. Szkoda, bo może bym wystartowała. Od specjalistki do spraw literackich w 'Dzienniku' dowiedziałam się, że takich przystojnych młodych mężczyzn można publicznie nazywać ciachem albo dżagą (chociaż dotąd myślałam, że dżagi są rodzaju żeńskiego). To takie równouprawnienie płci na poziomie zabawy tanecznej w remizie strażackiej. Pod jedną ścianą lachonie, pod drugą ciachonie. Poza tym ciachem i dżagą nazwany został nie uroczy blondyn, który już pakuje swój akwalung, tylko Wojciech Olejniczak, który na okładce 'Wprost' pokazał owłosioną klatę. Pokazał, bo też stara się o posadę, i nie on jeden. W Polsce rozpoczął się właśnie konkurs o 50 bardzo dobrych posad w Parlamencie Europejskim.
Czy bycie ciachem albo dżagą (także rodzaju żeńskiego) wystarczy do objęcia tej funkcji? Ależ skądże, trzeba mieć kompetencje, w każdym razie tak się twierdzi. Np. takie jak Danuta Hübner, na oko już nienadająca się do zarządzania tropikalną wyspą. Jako komisarz unijny wstydu nam nie przyniosła, więc może i do Parlamentu się nadaje? Co prawda organ ten ma możliwości niezbyt wielkie, ale w końcu opiniuje, wyznacza i określa... Czyli trochę politycznej wyobraźni i obycia mogłoby się przydać. A tu biedna pani Hübner startuje z listy PO, ale całkiem przypadkiem. Mogłaby z każdej innej. I nawet nie wie, jakie PO ma poparcie. Czyli w sumie plus, pogratulować kobiecej i politycznej intuicji. Już przedtem zresztą intuicja nie zawiodła Hübner, kiedy przed laty zapisywała się do PZPR, by - jak tłumaczy - móc korzystać z pełnej wolności poglądów na uniwersytecie. Oczywiście nie tak pełnej, żeby się z PZPR wypisać, ale poza tym całkowitej. Poza tą uroczą naiwnością nie różni się ona jednak zbytnio od innych kandydatów. Prawie wszyscy zapewniają nas o tym samym co ona - że chcą tej posady nie dla siebie, tylko dla Polski. Żeby załatwić nasze sprawy. Bo Europa jest dla nas o tyle tylko interesująca, o ile może coś nam dać. Ale już jaka Europa, niewiele nas to obchodzi.
Wszyscy, którzy zaczęli do mnie właśnie gadać z mediów, zachowują się tak, jakbyśmy wybierali reprezentację narodową, a nie poprzez swoje wybory wzmacniali konkretne frakcje w europarlamencie. I jakby to zupełnie dla nas nie miało znaczenia, która z nich będzie mocniejsza. Dlaczego właściwie zaletą PO ma być to, że chce wzmocnić najsilniejszą z nich? Cóż to za zaleta, skoro mnie się Partia Ludowa wcale nie podoba? Nie znaczy to, że nie mamy żadnych wyobrażeń na temat europejskiej polityki. Europa ma być solidarna (rzecz jasna z nami!) i wszystkim się z nami równo podzielić. A jak jest z naszą solidarnością z Europą? No cóż, to PO krzyczało: 'Nicea albo śmierć!', to my nie podpisaliśmy traktatu lizbońskiego, to my brzydzimy się europejskimi standardami praw człowieka i mamy swoje, oczywiście lepsze. I nawet mało kogo śmieszy, że PiS chce działać na rzecz tej solidarności wspólnie z konserwatystami brytyjskimi. Szczęść Boże, pomidorze. Znany z niebywałego politycznego instynktu święty Lech Wałęsa dobrze pokazuje, o co w tym wszystkim chodzi. Pokręcił się chwilę koło PO, załatwił synowi miejsce na liście, a potem pojechał na kongres eurosceptyków i zgarnął kasę od razu. W tej sytuacji może nie ma co kombinować, tylko należy głosować na ciacha i dżagi. Ja już mam jedno ciacho upatrzone. Ładniejsze od Olejniczaka, nie wzmocni frakcji liberalnej, będzie przeciwko Barrosowi... Ja przynajmniej wiem, jakie ciastka lubię.
Czy bycie ciachem albo dżagą (także rodzaju żeńskiego) wystarczy do objęcia tej funkcji? Ależ skądże, trzeba mieć kompetencje, w każdym razie tak się twierdzi. Np. takie jak Danuta Hübner, na oko już nienadająca się do zarządzania tropikalną wyspą. Jako komisarz unijny wstydu nam nie przyniosła, więc może i do Parlamentu się nadaje? Co prawda organ ten ma możliwości niezbyt wielkie, ale w końcu opiniuje, wyznacza i określa... Czyli trochę politycznej wyobraźni i obycia mogłoby się przydać. A tu biedna pani Hübner startuje z listy PO, ale całkiem przypadkiem. Mogłaby z każdej innej. I nawet nie wie, jakie PO ma poparcie. Czyli w sumie plus, pogratulować kobiecej i politycznej intuicji. Już przedtem zresztą intuicja nie zawiodła Hübner, kiedy przed laty zapisywała się do PZPR, by - jak tłumaczy - móc korzystać z pełnej wolności poglądów na uniwersytecie. Oczywiście nie tak pełnej, żeby się z PZPR wypisać, ale poza tym całkowitej. Poza tą uroczą naiwnością nie różni się ona jednak zbytnio od innych kandydatów. Prawie wszyscy zapewniają nas o tym samym co ona - że chcą tej posady nie dla siebie, tylko dla Polski. Żeby załatwić nasze sprawy. Bo Europa jest dla nas o tyle tylko interesująca, o ile może coś nam dać. Ale już jaka Europa, niewiele nas to obchodzi.
Wszyscy, którzy zaczęli do mnie właśnie gadać z mediów, zachowują się tak, jakbyśmy wybierali reprezentację narodową, a nie poprzez swoje wybory wzmacniali konkretne frakcje w europarlamencie. I jakby to zupełnie dla nas nie miało znaczenia, która z nich będzie mocniejsza. Dlaczego właściwie zaletą PO ma być to, że chce wzmocnić najsilniejszą z nich? Cóż to za zaleta, skoro mnie się Partia Ludowa wcale nie podoba? Nie znaczy to, że nie mamy żadnych wyobrażeń na temat europejskiej polityki. Europa ma być solidarna (rzecz jasna z nami!) i wszystkim się z nami równo podzielić. A jak jest z naszą solidarnością z Europą? No cóż, to PO krzyczało: 'Nicea albo śmierć!', to my nie podpisaliśmy traktatu lizbońskiego, to my brzydzimy się europejskimi standardami praw człowieka i mamy swoje, oczywiście lepsze. I nawet mało kogo śmieszy, że PiS chce działać na rzecz tej solidarności wspólnie z konserwatystami brytyjskimi. Szczęść Boże, pomidorze. Znany z niebywałego politycznego instynktu święty Lech Wałęsa dobrze pokazuje, o co w tym wszystkim chodzi. Pokręcił się chwilę koło PO, załatwił synowi miejsce na liście, a potem pojechał na kongres eurosceptyków i zgarnął kasę od razu. W tej sytuacji może nie ma co kombinować, tylko należy głosować na ciacha i dżagi. Ja już mam jedno ciacho upatrzone. Ładniejsze od Olejniczaka, nie wzmocni frakcji liberalnej, będzie przeciwko Barrosowi... Ja przynajmniej wiem, jakie ciastka lubię.
Źródło: Wysokie Obcasy
-
Re: Gangsta, nie musisz się zenić z Olejniczakiem
drojb
24.05.09, 14:45
nawet nie musisz podzielać wszystkich jego poglądów (bo całkowitej zgodnościmożna się doszukać tylko w jednoosobowej partii założonej przez samego siebie).Ale jak nie zagłosujesz - to »
-
Ciacha i dżagi do europarlamentu!
krzysztofczyz
24.05.09, 22:42
Babski punkt widzenia. Chociaż macie jakieś ciach. Jako facet lubiący ciasteczka to do wyboru jak Sama to podkreślasz wielkiego nie mam. Gdyby jakaś Cycolina, a tu nic. Przyjdzie a fuj , »
-
Re: Ciacha i dżagi do europarlamentu!
dori_sue
06.06.09, 17:22
alez Pani Środa startujewystarczyło wprosic sie do Łodzi»
W numerze z 28 sierpnia
- Wysokie Obcasy to sobotni dodatek Gazety Wyborczej
- Galeria okładek
- Kup E-wydanie
Najczęściej czytane24 htydzień










