Hit: Agnieszka Drotkiewicz 'Teraz', wyd. W.A.B., Warszawa 2009
Styl Agnieszki Drotkiewicz, jej literacki charakter pisma, umacnia się i dookreśla. Mimo że jego znakiem rozpoznawczym jest pastisz, cytat i parafraza, a materią potoczny język współczesnej kultury - czasopisma, film, kulinaria, muzyka, poczytna literatura czy modne idee - Drotkiewicz nadała swojemu pisarstwu całkowitą suwerenność, stała się niepowtarzalna. To zabawne, a zarazem ponure pisanie jest lekkie, wręcz zwiewne, ale pełne paradoksalnych metafor i groteskowych autodemaskacji. Zwiewność skrywa zdolności szydercze, drapieżną siłę nazywania rzeczy i przekraczania stereotypów. Życie warszawskiej 'dziewczyny od liter', na poły intelektualistki, a na poły proletariuszki biedującej 'na kabackim wertepie', staje się dla czytelnika historią uniwersalną, losem bohatera naszych czasów, męczennika przygodnej egzystencji. Człowiek dziewczyna "po rewolucji feministycznej", ale po gombrowiczowsku starą panną podszyta, z mozołem buduje gmach własnej tożsamości na lotnych piaskach literatury. Przymusowy miejski nomadyzm zderzony jest z przymusową lekcją marzeń o domu, miłości i rodzinie. Suma tych uwarunkowań produkuje oślepiające, cykliczne migreny, a te z kolei owocują widzeniem na wskroś i wisielczym humorem.
Kit: Lech Chodacki 'Bujda', wyd. Nofis, Kraków 2009
'Punkt wyjścia w » Bujdzie «wydaje się nieodkrywczy' - czytamy na skrzydełku wydania tego późnego dość debiutu. Wydaje się nieodkrywczy i taki właśnie jest, podobnie jak punkt dojścia oraz droga między jednym a drugim. Oto bohater otrzymuje od dorastającej córki nieżyjącego kolegi taśmę magnetofonową, którą odtworzyć może na sprzęcie innego kolegi. Udaje się do kolegi. Kolega nieżyjący i ten, do którego idziemy, a także kolega narrator tworzyli odwieczny krakowski krąg pijaków i jaraczy i tego niejako dotyczy nagranie, tracące zresztą znaczenie dla dalszej akcji. U kolegi po latach żona i dzieci. Biednie, ale uczciwie, wątki pijacko-jarackie nie zostaną rozwinięte. Potem przenosimy się w czasy dawne, kiedy byliśmy młodzi i graliśmy na gitarach w górach. Pomysł na powieść jest chyba taki, że oto bliżej już niż dalej i pora powspominać. Wiele ponadto w 'Bujdzie' nie znajdziemy, choć jest jakaś śladowa intryga fantastyczna, kiedy to kolega, który ma dobrą żonę, popada w obłęd, a może i wdepnął niechcący w coś jakby służby specjalne. Całość napisaną językiem noweli pozytywistycznej rekomenduje kolega Marcin Świetlicki. Jest jednak życzliwość na tym świecie!