http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Córka ojca Filutka

rozmawiał Dariusz Zaborek
01.07.2011 , aktualizacja: 08.04.2009 16:36
A A A Drukuj
Z Katarzyną Lengren rozmawia Dariusz Zaborek
KATARZYNA LENGREN
Fot. Jan Zamoyski
KATARZYNA LENGREN
Toruń - pies Filuś, towarzysz prof. Filutka  (postacie stworzone przez rysownika Zbigniewa Lengrena)
Fot. Wojciech Kardas / AG
Toruń - pies Filuś, towarzysz prof. Filutka (postacie stworzone przez rysownika Zbigniewa Lengrena)
Opowiem panu anegdotę. Miałam sześć lat i poszłyśmy z mamą zwiedzać groby wielkanocne. W kościele wśród paprotek leży na zielono podświetlona figura Pana Jezusa, jakaś babcia klęczy i chlipie. Po cichu podchodzimy do tej gipsowej postaci naturalnej wielkości, a nagle ja na cały kościół wrzeszczę: 'Tu nie ma co stać, tu trzeba pogotowie wzywać!' (śmiech). Od najwcześniejszych lat czuję za wszystko okropną odpowiedzialność. Męczę się z nią, nie chcę taka być, ale dźwigam.

Da się...

Bolą mnie plecy (śmiech).

Da się coś z tym zrobić?

Nie. Często chodzę do Łazienek do sali balowej i tam jest Herkules dźwigający świat, ma taką kulę, i myślę sobie: 'To ja'. Gdy niedawno obejrzałam musical dla dzieci 'Król Bul', który napisałam 30 lat temu, stwierdziłam, że opisałam w nim swoją rodzinę.

'Król Bul' to historia władcy złoszczącego się na poddanych z powodu bólu zęba. Poddani próbują ulżyć jego cierpieniu, żeby przywrócić upragniony spokój.

Król Bul - to mój egocentryczny tatuś. Sztuka opowiada, że tylko mała dziewczynka ma udźwignąć konflikt międzynarodowy, czyli uratować królestwo bajkowe od wojny. I ja w mojej rodzinie stale wszystkich ratowałam od wojny.

Co pani robiła?

Szybki porządek, bo przyjdą goście i trzeba pozbierać majtki i wyrzucić śmieci, bo śmierdzą. Albo wytłumaczyć inkasentowi, że wprawdzie jest niezapłacone, ale niech nie wyłącza prądu, bo mama wróci po południu. Pamiętam, raz mama wylała sobie na nogę gorący tłuszcz. Mój brat zaczął wrzeszczeć, ojciec przestraszył się i zgasił światło. A ja - miałam z pięć lat - złapałam swoją skarbonkę świnkę i poleciałam do apteki po lekarstwa.

A rodzice?

Byli ludźmi okaleczonymi przez wojnę. Matka była pielęgniarką i sanitariuszką, ojciec mieszkał w Toruniu i poznali się, gdy ranny leżał w szpitalu. Potracili przyjaciół i po wojnie żyli jak hipisi, z dnia na dzień. Wszystko przejadali, nie chcieli niczego posiadać, uważali, że to nie ma sensu, bo za chwilę ktoś ich wysiedli. Pamiętam zgrzyt, gdy z Wiednia przyjechał wydawca książek mojego ojca i rozochocony alkoholem spytał: 'A skąd państwo tak dobrze znacie język niemiecki?'. Na co ojciec bez złośliwości: 'Z naszego pokolenia, jak ktoś nie znał niemieckiego, to już nie żyje'. Ojciec urodził się w Tule w Rosji, gdzie babka utknęła w czasie rewolucji, bo dwa lata czekała na pociąg. Zawsze mi mówiła: 'Nie jedź do Rosji, bo pojedziesz na dwa dni, a zostaniesz dwa lata'. Wrócili do Torunia, babka się rozwiodła i wyszła za mąż za przystojnego mecenasa Monne, ojciec uczył się rysować i na UMK studiował architekturę. Gdy miałam cztery lata, przyjechaliśmy do Warszawy. Ojciec dostał malutkie dwa pokoje na Starym Mieście. Artystom i intelektualistom dawali mieszkania kwaterunkowe, obok nas mieszkali Lec i Munk.

Zbigniew Lengren, pani ojciec, w 1946 roku stworzył postać Filutka, którego przez ponad 50 lat rysował dla 'Przekroju'.

Ojciec był znany nie tylko z rysunków, występował w Teatrze Buffo i w pierwszych programach powstającej telewizji. Zawsze był bezpartyjny, a w czasach stalinowskich już dobrze funkcjonował. Żeby wtedy być znanym i bezpartyjnym, trzeba było wykonać piruet dowcipnisia, i on założył taką błazeńską czapeczkę, i tym się chronił.

Pani ojciec mówił, że z doświadczeń wojennych wyniósł przekonanie, iż śmiech i satyra leczą.

Ojcu wdzięk zawsze ratował życie i w czasie wojny wykręcał się rysunkiem, dowcipem i urodą. Uciekł z transportu do oflagu, bo schował się pod spódnicami bab wiejskich, które niosły kosze z jajkami. Takiemu bez wdzięku nie pozwoliłyby czepiać się majtek (śmiech). Jako żołnierz napatrzył się na okropieństwa i uważał, że lepiej ludzi rozbawiać i odciągać od złych wspomnień. Mówił, że został programowym humorystą, i u niego rozśmieszanie ludzi było programowe. To, co robił, podobało się i poszedł za ciosem. Ale błazeńską czapeczkę trzeba gdzieś zdejmować.

I gdzie zdejmował?

W domu. Uroczy na zewnątrz, wieczny dowcipniś, co wszystko traktuje lekko, musiał to gdzieś odreagować. Nazywaliśmy go nie humorystą, ale humorzystą. Śniadanie zaczynało się od wrzasków, że coś nie tak. Rozpieszczony egocentryk. A mama z wiecznym pielęgniarskim uczuciem go hołubiła i była zakochana, bo był ładny i uroczy, bo to byli uroczy ludzie. Ale ponure życie ich otaczało i gniotło. Mama walczyła z administracją, aż dostała zawału, bo dom, w którym mieszkali, na Brzozowej na Starówce, był nieogrzewany. Nie mieli telefonu, na który w PRL-u czekało się 30 lat, i gdy w końcu dostali, byli już na emeryturze. Ojciec nie miał samochodu i pieniędzy, o które się nie kłócił. Był popularny i ludziom się wydawało, że jesteśmy bogaci. A było skromnie i nie żądałam pieniędzy, bo nie mieli. Mama zajmowała się nami i domem, ale wszystko było na sznurek i kokardę. Przy stole miała dwa stołeczki i stawiała jeden na drugim. Nigdy nie było tyle krzeseł, ilu członków rodziny (śmiech).

Mój brat był krótkowidzem i gdy już nic nie widział, ktoś wpadł na pomysł, że może ma krótki wzrok. Tego rodzice nie widzieli.

Z czego to wynikało?

Sami byli dziećmi. Gdy wybuchła wojna, mieli po 19 lat i po traumie wojennej zatrzymali się w rozwoju psychicznym. Zajmowali się ucieczką od rzeczywistości albo zabawą. My z bratem byliśmy od nich starsi. Ojciec narzucał nieustanne wibracje i nie wiadomo było, czym się skończy miły obiad. Tylko dowcipem można go było zaczarować. Gdy się opowiedziało śmieszną historię, to atmosfera łagodniała i nie było awantury. Wszyscy troszczyli się o to, żeby nie mówić o swoich kłopotach, bo się go wprowadzi w zły nastrój.

Podziel się

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (1)

  • godeliva

    0

    Pania Katarzyne Lengren znam z "Malej Czarnej" i jestem jej wielbicielka. Przejrzalam wszystko co sie dalo na you tube, dotyczace jej osoby. Tak bardzo podoba mi sie jako czlowiek, ze nawet gdyby okazalo sie , ze gra osobe autentyczna, pelna humoru i wdzieku, okrzyknelabym ja wielka aktorka./Ta mysl przyszla mi dlatego, ze takich osob jak pani Katarzyna, dzis na lekarstwo, a zwlaszcza w telewizji!/. Smutne i niezrozumiale, ze pani Lengren nie ma przy sobie faceta inteligentnego, "gdzie te chlopy"! Sama zyczylabym sobie takiej barwnej przyjaciolki /bo o przyjazni z pania Katarzyna , nie smiem nawet marzyc!.Na szczescie mam podobna do niej siostre/. Zycze pani Katarzynie wszystkiego najlepszego i nawet o jeden wiecej!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX