http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Budujemy mosty

Urszula Jab³oñska
15.03.2009 , aktualizacja: 13.03.2009 13:57
A A A Drukuj
<b>Justyna Józefowicz</b>, 34 lata, Warszawa - Cork. Prowadzi w irlandzkich szko³ach i bibliotekach kampaniê 'Czytam po polsku', która ma zachêciæ dzieci, zarówno polskie, jak i irlandzkie, do zainteresowania siê polsk± literatur± i kultur± zdjêcia Monika Bere¿ecka/Zorka Project Justyna Józefowicz, 34 lata, Warszawa - Cork. Prowadzi w irlandzkich szko³ach i bibliotekach kampaniê 'Czytam po polsku', która ma zachêciæ dzieci, zarówno polskie, jak i irlandzkie, do zainteresowania siê polsk± literatur± i kultur±
Polki, które emigrowa³y i zawojowa³y ¦wiat
<b>Beata Molendowska</b>, 30 lat, Wroc³aw - Dublin. Jedna z za³o¿ycielek Forum Polonia, organizacji skupiaj±cej dzia³aczy polonijnych w Irlandii. - Chcê pobudowaæ mosty - mówi
zdjêcia Monika Bere¿ecka/Zorka Project
Beata Molendowska, 30 lat, Wroc³aw - Dublin. Jedna z za³o¿ycielek Forum Polonia, organizacji skupiaj±cej dzia³aczy polonijnych w Irlandii. - Chcê pobudowaæ mosty - mówi
<b>Wies³awa Nowak</b>, 53 lata, Sikorzyce k. Tarnowa - Cork. Emerytowana nauczycielka angielskiego, w Irlandii pomaga Polakom za³atwiæ ró¿ne formalno¶ci i uczy angielskiego. Lubi pomagaæ, nie ma ustalonych cen
zdjêcia Monika Bere¿ecka/Zorka Project
Wies³awa Nowak, 53 lata, Sikorzyce k. Tarnowa - Cork. Emerytowana nauczycielka angielskiego, w Irlandii pomaga Polakom za³atwiæ ró¿ne formalno¶ci i uczy angielskiego. Lubi pomagaæ, nie ma ustalonych cen
ZOBACZ TAK¯E
GALERIA ZDJÊÆ
Justyna Józefowicz, 34 lata, Warszawa - Cork.

Prowadzi w irlandzkich szko³ach i bibliotekach kampaniê 'Czytam po polsku', która ma zachêciæ dzieci, zarówno polskie, jak i irlandzkie, do zainteresowania siê polsk± literatur± i kultur±

Spotkanie w szkole, 500 dzieciaków na sali. Opowiadamy im o swoich krajach, s± tam dzieci z ró¿nych miejsc. Prezentujemy zdjêcia z Polski, takie najpiêkniejsze - góry, pla¿e. Dzieci s± zachwycone, ka¿± pokazywaæ sobie ka¿de miejsce na mapie, pytaj± o gatunki zwierz±t. Nagle w³±cza siê pani dyrektor szko³y. Stojê przy tablicy z mikrofonem, a ona pyta mnie, czy w Polsce jest du¿o budowlañców. Rêce mi opad³y. Odpowiedzia³am, ¿e nie, bo wszyscy przyjechali tu. Ca³a fajna atmosfera pad³a. Albo inna sytuacja: pani puszcza dzieciom film na DVD. A ¿eby polskie dzieci mia³y ³atwiej, w³±cza im napisy... cyrylic±. W szkole mojej córki na jedn± klasê przypada troje-czworo dzieci z Polski. Koledzy pytaj± je, czy w Polsce mieszka siê w igloo, czy mo¿na ogl±daæ MTV.

Irlandczycy maj± wizjê Polski ze stanu wojennego - wszyscy chodz± w wielkich czapach i waciakach, a dooko³a ¶nieg. I to dotyczy tak¿e ludzi wykszta³conych! Trzymaj± nas w jednym worku z krajami by³ego Zwi±zku Radzieckiego, wszystko im jedno, Polska czy Kazachstan. No, ale co sobie mo¿na pomy¶leæ o ludziach, którzy zostawiaj± swój kraj i emigruj± nie do Wielkiej Brytanii i innych Ameryk, tylko do Irlandii? ¯e w ich kraju musi byæ bardzo ¼le. Mnie siê wtedy w³±cza poczucie misji. Przecie¿ trzeba im powiedzieæ, ¿e to nie tak! Nie chcê, ¿eby moja córka, kiedy wyje¿d¿a do Polski, musia³a t³umaczyæ kole¿ankom, ¿e nie zabiera gumofilców. Mówiê, ¿e u nas jest cieplej i ¿e standard ¿ycia wcale nie gorszy, ale ma³o kogo staæ, ¿eby kupiæ sobie dom.

Polacy przyjechali tutaj ³apaæ, ³apaæ, ³apaæ, zapominaj±c o tym, ¿e sami maj± du¿o do zaoferowania. Nie umiemy o sobie opowiedzieæ, a powinni¶my, bo jeste¶my najliczniejsz± grup± imigrantów. To jest szokuj±ce, kiedy pani z gazowni, pan z poczty i pan policjant, kiedy podajê im nazwisko, mówi±: 'A, dzieñ dobry!'. Dzieci z wieloma rzeczami s± pozostawiane same sobie. Id± do szko³y i nie znaj± angielskiego. By³y takie pomys³y, ¿eby dzieci imigrantów by³y w oddzielnych klasach, nie z Irlandczykami. Merytorycznie to jest nawet uzasadnione, ale rodzi kompleksy. Bo dziecko z Irlandii s³ysza³oby jêzyk polski tylko na budowie czy w sklepie, a mama nie mówi³aby mu, ¿e jej szefowa te¿ jest Polk±. W ramach kampanii 'Czytam po polsku' rozsy³amy polskie ksi±¿ki po bibliotekach irlandzkich i polonijnych. Organizujemy w szko³ach warsztaty dziennikarskie, ilustratorskie, spotkania literackie. Chodzi o to, by ludzie zaczêli co¶ robiæ. I to ju¿ siê zaczê³o. Napisa³a do nas pani, ¿e chce za³o¿yæ polsk± bibliotekê. Cel jest jeden - ¿eby polskie dzieciaki dobrze siê poczu³y we w³asnej skórze. Ksi±¿ki to narzêdzia. Je¿eli dzieci irlandzkie widz±, ¿e ksi±¿eczki Tony'ego Rossa, które znaj± od lat, s± te¿ piêknie wydane po polsku, je¶li polski autor ma spotkanie w irlandzkiej szkole, to inaczej patrz± na Polskê.

Przyjechali¶my tu na rok. Ten czas siê koñczy, ale nie wiem, kiedy wyjedziemy. Nasze dzieci - piêcioletni Ja¶ i siedmioletnia Oliwia - posz³y do szko³y, chcê, ¿eby siê nauczy³y jêzyka. Finansowo jeste¶my przygotowani. Ja piszê projekty dla organizacji pozarz±dowych w Polsce i mogê to robiæ te¿ st±d. A m±¿ jest pilotem.

Beata Molendowska, 30 lat, Wroc³aw - Dublin.

Jedna z za³o¿ycielek Forum Polonia, organizacji skupiaj±cej dzia³aczy polonijnych w Irlandii. - Chcê pobudowaæ mosty - mówi

Najwiêcej t³umaczy³am porodów. Sta³am za kotar± i mówi³am rodz±cej, ¿e ma przeæ, jakie ma rozwarcie, pyta³am, czy ma bóle. Zawsze rycza³am, jak przynosili dziecko. Ale by³y te¿ przykre rzeczy. Raz przyjecha³am do wypadku, my¶la³am, ¿e to bêdzie jaki¶ po³amany na prze¶wietlenie, a przywie¼li ch³opaka, którego wyrzuci³o z samochodu na 20 metrów. Mia³ krwotok, lekarze kazali mi mówiæ do niego, ¿eby nie zasn±³. Rzuca³ siê, dosta³ drgawek, krew zaczê³a wszêdzie tryskaæ. Zemdla³am. Jak odzyska³am przytomno¶æ i chcia³am wracaæ na salê, us³ysza³am, ¿e ju¿ nie trzeba. Uzna³am, ¿e takie t³umaczenie to dla mnie za du¿o, bo trzeba mieæ jakie¶ przygotowanie psychologiczne.

Wzywali mnie te¿ do s±du. T³umaczy³am sprawy o gwa³ty, morderstwa, kradzie¿ alkoholu. Ludzie nie mieli pieniêdzy, ale nie kradli chleba, tylko wódkê. Poza tym bójki. Teraz fala Polaków, którzy pij± i siê bij±, siê zmniejsza. My¶lê, ¿e nied³ugo zostan± tu tylko ci, którym bêdzie zale¿eæ, a nie tacy, którzy przyjechali na chwilê. Zauwa¿y³am, ¿e Irlandczycy zaczynaj± siê nas obawiaæ, bo nas nie znaj±. Z kolei Polacy, którzy przyje¿d¿aj± do Irlandii, krytykuj± wszystko, chocia¿ s± go¶æmi. Izoluj± siê, nie chc± wyj¶æ ze skorupy. Mo¿e dlatego, ¿e nie mówi± po angielsku. Hiszpanie te¿ nie mówi±, ale zawsze próbuj± zagadaæ. Znalaz³am pracê w bibliotece w Cork, bo skoñczy³am bibliotekoznawstwo. Zorganizowa³am wystawê 'As I See It'. Poprosi³am Irlandczyków, ¿eby zrobili zdjêcia Polakom - jakimi ich widz±, a Polaków, ¿eby zrobili zdjêcia Irlandii. Du¿o by³o pejza¿y: konie, klify, ale te¿ ¿ebrak przy bankomacie. Szybko awansowa³am na wy¿sze stanowisko w centralnej bibliotece w Dublinie.

Postanowi³am zintegrowaæ Polaków z Irlandczykami. Ze znajomymi po³±czyli¶my si³y. Wys³ali¶my e-maile do ludzi, którzy tu co¶ robi±, i tak powsta³o Forum Polonia. Przysz³o mnóstwo ludzi z organizacji polonijnych, ale te¿ ze zwi±zków zawodowych, gazet, pe³nomocnicy ds. integracji z ró¿nych partii. By³o ju¿ sze¶æ spotkañ. Zachêcamy Polaków do g³osowania w zbli¿aj±cych siê wyborach samorz±dowych, w których bêdziemy mieæ kandydata, zastanawiamy siê, jak ciêcia bud¿etowe wp³yn± na edukacjê polskich dzieci. Ludzie chc± tu zarabiaæ na co¶, a ja od siedmiu lat po prostu ¿yjê - podró¿ujê, poznajê ludzi. Do Irlandii przyjecha³am, bo nie widzia³am siê w Polsce. Jestem tam dwa razy do roku i przera¿a mnie biurokracja, krytyczne podej¶cie do wszystkiego. Zawsze wiedzia³am, ¿e wyjadê, tylko nie wiedzia³am dok±d. I dalej nie wiem, czy Irlandia to ostatni przystanek.

Klementyna Kasprzyk-Kucharz, 30 lat, Gdañsk - Dublin.

Dziennikarka 'The Evening Herald' i korespondentka TVP Polonia. Od trzech lat organizuje w Dublinie Festiwal Filmów Polskich

Pierwszy numer polskiej gazety, jaki tu widzia³am, na ok³adce mia³ d³oñ z d³ugimi pazurami i napis: 'Chc± nas oszukaæ!'. Potem okaza³o siê, ¿e szefa tej gazety poszukuj± listem goñczym za malwersacje finansowe. To takie polskie. Jest tu te¿ gazeta, która od czterech lat istnieje, a jej redaktor nie zna angielskiego. Jak on mo¿e o Irlandczykach pisaæ! Ja wspó³pracujê z polskim dodatkiem 'The Evening Herald'. Na pocz±tku zatrudni³am siê w ¿³obku. To ciê¿ka fizyczna robota. Osiem godzin dziennie plus pó³torej godziny na dojazd. Potwornie ³amali prawa pracowników. Grypê mia³am, 39 stopni gor±czki, chcia³am wzi±æ dzieñ wolny, ale nie dali. A jeszcze w sobotê by³ kurs pierwszej pomocy i musia³am byæ. W koñcu im powiedzia³am, ¿e piszê artyku³ o ³amaniu praw pracowniczych w Irlandii, i spyta³am, gdzie szukaæ informacji. Na drugi dzieñ szefowa mi podziêkowa³a. Nie lubiê, jak Polacy mówi±, ¿e Irlandczycy oszukuj±, ale nie mo¿na mówiæ, ¿e takie zjawisko nie istnieje. To mit, ¿e Polak na tym samym stanowisku zarabia tyle samo co Irlandczyk. W mojej firmie zarabia dwa razy mniej.

S± bardzo serdeczni, kulturalni i otwarci, ale wê¿a maj± w kieszeni. Przekona³am siê o tym, kiedy wpad³am na pomys³ zorganizowania w Dublinie Festiwalu Filmów Polskich. Robi³am to wspólnie z Pomorsk± Fundacj± Filmow±, która organizuje festiwal w Gdyni, i partnerem irlandzkim. Sprzedali¶my 85 proc. biletów i Irlandczycy obiecali, ¿e te pieni±dze to bêdzie pula na przysz³y rok, ale zniknê³y. Musieli¶my szybko zdobywaæ ¶rodki na kolejn± edycjê festiwalu. Zajmowa³am siê wszystkim, od wybierania filmów i artystów do rozwieszania plakatów. Na pierwszy festiwal zaprosi³am Stuhra i Zanussiego. To by³ wielki sukces, przyszli Japoñczycy, Czesi, na pokazie polskich animacji by³a pe³na sala. A po wszystkim poczu³am siê wykorzystana, bo mojego nazwiska nie by³o nigdzie. W koñcu zrobi³am sobie wizytówki z napisem 'Polish Film Festival' i zaczê³am je rozdawaæ. Po dwóch latach zerwa³am z Irlandczykami wspó³pracê. W tym roku festiwal trwa trzy dni, a nie dziewiêæ, ale robiê go sama.

Dziêki festiwalowi zaczê³am pracowaæ jako korespondentka dla TVP Polonia. Wcze¶niej mia³am propozycje od innej polskiej stacji, ale podziêkowa³am im, jak us³ysza³am, czego oczekuj±. Powiedzieli: 'Jakby kogo¶ w nietypowy sposób zabili, to bêdzie dla nas full wypas'. Mam dosyæ pokazywania Polonii takiej jak w Chicago, gdzie trzecie pokolenie emigrantów nie mówi po angielsku. Trzeba lansowaæ ludzi m³odych, wykszta³conych. Jestem tu ju¿ trzy lata, ale nie chcê zostaæ na sta³e, bardzo têskniê za Polsk±. Od pocz±tku ¿yjê ¶wiadomo¶ci±, ¿e zbieram do¶wiadczenia do CV. Chcia³abym w Krakowie za³o¿yæ instytucjê kulturaln±, jakiej jeszcze u nas nie ma.

Wies³awa Nowak, 53 lata, Sikorzyce k. Tarnowa - Cork.

Emerytowana nauczycielka angielskiego, w Irlandii pomaga Polakom za³atwiæ ró¿ne formalno¶ci i uczy angielskiego. Lubi pomagaæ, nie ma ustalonych cen.

Nigdy siê nie og³asza³am. Dowiaduj± siê o mnie jeden od drugiego. W tygodniu zg³asza siê ze 30 osób. Telefon dzwoni bez przerwy. O, nawet teraz dzwoni. Najpierw pomaga³am ludziom z mojego domu - mieszka ze mn± piêæ osób. Powiedzieli o mnie w pracy i siê zaczê³o. Od dwóch lat zajmujê siê zasi³kami na dzieci, sprawami chorobowego, ubezpieczam samochody. Du¿o osób przychodzi z pro¶b± o pomoc w wype³nianiu formularza do bezrobocia. Pomagam rodzicom za³atwiaæ szko³ê dla dzieci. Dziwiê siê, ¿e oni tak do mnie przychodz±, bo jest du¿o og³oszeñ w internecie typu 'wype³niam formularze, pomagam za³atwiaæ sprawy', ale widocznie du¿o to kosztuje. I taka osoba nie pójdzie za³atwiæ sprawy osobi¶cie, tylko wype³ni formularz. A ludzie boj± siê potem z tym formularzem pój¶æ, jak nie rozumiej±, co siê do nich mówi. S± te¿ naci±gacze, znam nawet takiego. Przysz³a do mnie matka dwójki dzieci, m±¿ zarabia³ 300 euro, ona jeszcze pracy nie mia³a. Za pomoc w za³atwieniu zasi³ku na dzieci chcia³ 200 euro! Nie dokoñczy³ jej wype³niaæ formularza, nie powiedzia³, jakie dokumenty s± potrzebne, tylko wzi±³ pieni±dze i znikn±³. Czujê siê dobrze, jak ludzie dzwoni± i mówi±: 'Pani Wiesiu, dosta³em nareszcie zasi³ek!'. Koniaki przynosz±, kwiaty, ja mia³am tutaj ca³y stó³ kwiatów. Robiê to prawie charytatywnie. Nie wystawiam cen.

Prowadzê zajêcia z angielskiego z doros³ymi i dzieæmi. Jak przyjecha³am trzy lata temu, posz³am do parafii, gdzie jest polski ksi±dz. Pomóg³ zorganizowaæ zajêcia, ¿eby uczniowie p³acili tylko za ubezpieczenie i ksero. W ko¶ciele by³y og³oszenia po ka¿dej mszy. Zg³osi³o siê du¿o chêtnych, g³ównie pracowników fizycznych. W fabryce wymagaj± znajomo¶ci jêzyka, z dobrym angielskim mo¿na zostaæ t³umaczem. Jest im trudno, ale chodz±. Przychodz± po pracy na godz. 18, zmêczeni, przysypiaj±. Nauczy³am siê jêzyka jako dziecko, jak by³am w USA. My¶my tam pojechali ca³± rodzin±. Mia³am siedem lat, przez sze¶æ chodzi³am tam do szko³y. Jak wróci³am, mamusia kaza³a mi pisaæ listy do kole¿anek, wiêc jêzyk zachowa³am. Skoñczy³am liceum, potem w s±siedniej wiosce przez 26 lat uczy³am angielskiego. Anglistykê skoñczy³am, jak mia³am 45 lat. Przesz³am na emeryturê i zaraz moja córka wysz³a za m±¿. Wesele mnie kosztowa³o 15 tys. z³. Musia³am wzi±æ po¿yczki. To sen z powiek mi spêdza³o, bo mia³am tysi±c z³otych emerytury. Irlandiê kole¿anka zaproponowa³a, ona jest bardziej przebojowa. Ja by³am sceptycznie nastawiona, ale szybko znalaz³am pracê na noce jako opiekunka. Przez pó³tora roku opiekowa³am siê dzieckiem. Nawet nie zauwa¿y³am, jak sp³aci³am d³ugi.

My¶lê, ¿e w przysz³ym roku zjadê ju¿ do Polski, bo mam ¶lub m³odszej córki. Ale jak tylko wrócê na chwilê, zaraz dzwoni± za mn± z Irlandii: 'Pani Wiesiu, co my bez pani zrobimy?'. Jak by³am teraz w Polsce dwa tygodnie, sto osób do mnie dzwoni³o. Nie mogê byæ chora, bo pytaj±: 'Do kiedy pani bêdzie chora?'. Nie mogê synowi pomóc, bo mówi±: 'Pó¼niej pani pomo¿e'. Ale uczê siê asertywno¶ci. W niedzielê nie przyjmujê ¿adnych wizyt.

Jolanta Wójtowicz, 33 lata, Zabrze - Kinsale.

Za³o¿y³a w Kinsale, mie¶cie, które s³ynie ze wspania³ej kuchni, nowoczesn± restauracjê z polskim akcentem. - Czasy ciê¿kiej polskiej kuchni ju¿ minê³y - mówi

Zawsze dominowa³am w grupie, by³am przewodnicz±c± klasy, gra³am pierwsze skrzypce na koloniach. Mama mówi³a: 'Dziecko, czy ty zawsze musisz i¶æ w pierwszym rzêdzie?'. W Irlandii te¿ tak jest. Spotykam kogo¶ i s³yszê: 'A, to ty jeste¶ ta s³awna Jola!'. To znaczy, ¿e siê o mnie mówi, a to dobrze. Do Londynu przyjecha³am na wakacje, ¿eby nauczyæ siê jêzyka. I tak zlecia³o 12 lat. Zaczê³am pracowaæ za barem, mimo ¿e nie mówi³am prawie po angielsku. Po roku zosta³am kelnerk± w polskiej restauracji i zrozumia³am, ¿e to jest to. To by³a pierwsza polska restauracja w Londynie za³o¿ona przez ksiêcia Jana Woronieckiego. Teraz jest ich mnóstwo, ale to g³ównie bistro bary. A tam by³ barszcz, bigos, schabowe, pierogi, kaszanka, sa³atka warzywna, ³oso¶ z mizeri± i du¿o polskich wódek. Po roku zosta³am mened¿erem.

Kiedy urodzi³a mi siê córka, poczu³am potrzebê zmiany. Do Kinsale przyjechali¶my z mê¿em na weekend. Zachwyci³o nas to kameralne miasteczko, wszyscy byli przyja¼ni. Musieli¶my podj±æ decyzjê ¿ycia. M±¿ mia³ swój interes, ja pracê, mieli¶my w Londynie dom. Ale Londyn to nie jest miasto do wychowywania dzieci. Najpierw za³o¿yli¶my mê¿owi firmê. Kiedy za³atwiali¶my samochód s³u¿bowy, okaza³o siê, ¿e w³a¶ciciel salonu mia³ te¿ restauracjê, która od trzech lat sta³a zamkniêta. A ja chcia³am otworzyæ kawiarniê. No i on mówi: 'A dlaczego nie restauracjê?'. Tego samego dnia pojechali¶my obejrzeæ lokal. Wiêkszo¶æ rzeczy ju¿ by³a: krzes³a, stoliki, wyposa¿enie kuchni. Od razu mia³am wizjê, jak urz±dzê wnêtrze. To by³a ciê¿ka praca przez cztery miesi±ce. Menu uk³adam sama. Kuchnia jest europejska, ale z polskim akcentem. Mam placki ziemniaczane z ³ososiem, pierogi z kaszank±, zupê grzybow±, szarlotkê, ale te¿ jagniêcinê marynowan± w czerwonym winie i rozmarynie z bazyliowo-orzechowym sosem. Najwiêksz± popularno¶ci± ciesz± siê lody z polskimi nalewkami. Robiê je sama: malinow±, czekoladow±, z czarnej porzeczki, krupnik. Uczê Irlandczyków picia czystej wódki - sch³odzonej, w zmro¿onych kieliszkach. Wiele osób mówi, ¿e wcze¶niej nie przypuszcza³o, ¿e wódka mo¿e smakowaæ tak dobrze.

Z Polski sprowadzam majeranek i grzyby suszone. Resztê produktów mo¿na tu kupiæ. Przychodz± g³ównie Irlandczycy. Kto¶ mi powiedzia³, ¿e moja jagniêcina jest najlepsza, jak± jad³ w ¿yciu. Kilku powa¿nych krytyków kulinarnych napisa³o o mnie. To daje mi energiê. Na razie nie my¶lê o powrocie do Polski. Chcê, ¿eby córka skoñczy³a tu szko³ê. Na pewno nie spêdzê ca³ego ¿ycia w Irlandii, ale lubiê swoje ¿ycie tutaj. Chcia³abym, ¿eby kto¶ powiedzia³, ¿e jestem jedn± z Polek, które przyjecha³y tu i zawojowa³y ¶wiat.



Dziêkujemy Peggy Sue Amison z Sirius Art Centre w Cobh za pomoc w realizacji materia³u

Podziel siê