Dużo kobiet Grynberga
Joanna Batorska
15.03.2009
, aktualizacja: 13.03.2009 13:46
Fot. Mikołaj Grynberg
- Cieszę się z tych zdjęć, ale oczu nie otworzę. Za jasno tu dla mnie. Dasz radę mi tak zrobić zdjęcie?
- Dam. Nie otwieraj oczu, po co masz się męczyć.
(Tel Awiw)
Mikołaj Grynberg sfotografował kilkaset kobiet na ulicach dziewięciu miast świata. Tak powstał album 'Dużo kobiet'. Każde zdjęcie opowiada historię jednego spotkania: fotografa, który wyruszył w świat spotkać wiele kobiet, aby przeżyć żałobę po tej jednej, najważniejszej - swej matce; oraz kobiety, która czasem przypadkiem, czasem z wyboru staje się bohaterką fotografii.
Fot. Mikołaj Grynberg
- Wcale mnie nie chciałeś tu zapraszać, co? Wepchnęłam się.
- To prawda.
- I...?
- Teraz tobym cię jeszcze raz zaprosił.
- Teraz to nie wiem,
czybym się zgodziła.
(Tel Awiw)
Fot. Mikołaj Grynberg
- Ty myślisz, że życie na Zanzibarze to życie w raju.
- Nie bardzo wierzę w raj na ziemi.
- No i masz rację.
(Zanzibar)
Krótkie dialogi, które towarzyszą fotografiom, pozwalają stać się świadkiem spotkania. Autor zdjęć czule i z humorem odnosi się do swoich bohaterek, nie chce ich zmieniać. Moment robienia zdjęcia jest okazją wspólnego przeżycia chwili - czasem kłopotliwej dla obu stron, zbyt intymnej dla nieznanych sobie ludzi. Ale jest w tym coś pociągającego. Kobiety chichoczą, niektóre tańczą, wygłupiają się. Opowiadają swoje życie. Czasem jest im smutno, że to już. Jedno zdjęcie i koniec.
Sesja z nieznanym fotografem na ulicy znajomego miasta przerywa rutynę dnia. Dziewczynce z Meksyku mama pozwoliła pozować, dopiero jak sprzedała wszystko, co miała w koszyku. Starsza kobieta z Rio de Janeiro wykorzystała sesję, aby na chwilę usiąść. Młoda matka z Limy zgodziła się na zdjęcie, pod warunkiem że nie obudzi to śpiącego w jej ramionach dziecka.
Na fotografiach Grynberga każda kobieta jest piękna. Każda ma swoją historię. W jakiś sposób kobiety na całym świecie są do siebie podobne. Niepewne swojego piękna i wyjątkowości, które uświadamia im cudzoziemiec fotograf.
Kobiety Grynberga nie mają imion. To czyni ich portrety jeszcze bardziej uniwersalnymi. Jedynie kobiety z Warszawy, konkretne - znane autorowi osobiście, zaprzyjaźnione, najbliższe - zostały podpisane. Ale rozmów z nimi autor nie ujawnia.