http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Rak zmienił jego życie. Na lepsze

Karolina
15.03.2009 , aktualizacja: 13.03.2009 14:50
A A A Drukuj
Miał dwie córki i żonę. Był alkoholikiem. Najważniejsi byli koledzy. Żona wychowywała córki sama, nie mogła na niego liczyć. Po wódce był agresywny. List tygodnia

Fot. Agata Jakubowska
ZOBACZ TAKŻE
Dzieci bały się go. Małżonka musiała być cicha i posłuszna. Pokornie przygotowywała mu śniadanka, obiadki i kolacje. W czasie furii często wyrzucał to, co ugotowała, i kazał gotować nowe. Gotowała. Czasem uciekała, żeby jej nie zabił. Cierpiała. A on co dzień pił z kolegami. I tak przez 40 lat. Bez przerwy. Dzieci zdążyły dorosnąć, założyć rodziny. Nie mogły na niego patrzeć. Trzy lata temu zachorował. Rak. Zaczęło się od operacji krtani, która się udała. Inaczej nie mógłby mówić. Rzucił picie i palenie. Próbował kilka razy upić się tak jak kiedyś, ale już się nie dało. Koledzy nagle zniknęli, zostali jedynie ci prawdziwi. W ciągu kilku miesięcy zmienił się diametralnie. Interesował się domem, był lepszy, żył zwyczajnie i godnie. Wszyscy byli szczęśliwi. Córki wreszcie mogły z nim porozmawiać, żona mogła czuć się bezpieczna, a wnuczki miały prawdziwego dziadka. Pół roku temu zdiagnozowano przerzut na mózg. Powoli się wypalał, choć cały czas walczył. Szpital stał się jego domem. Zmarł trzy tygodnie temu, w co nadal nie wierzę. Rak zmienił jego życie. Na lepsze. W ciągu trzech ostatnich lat mógł poznać spokojne, zwyczajne życie i szczęście. Dlatego tak trudno było mu odejść. Zrozumiał, że tak mogło być zawsze, że nie musiał pić i krzywdzić bliskich, że mógł być kochany i dobry od początku. Mój dziadek.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się