Hit: Heather O'Neill 'Kołysanki dla małych kryminalistów', tłum. Barbara Gryczan, wyd. Pierwsze, Warszawa 2008
Baby - to śmieszne imię wybrali jej nieletni rodzice - to 12-letnia ślicznotka, półsierota. Podopieczna, a zarazem opiekunka taty narkomana. Mieszka w Montrealu, ale często zmienia adresy. Jest wybitnie inteligentna, ironiczna, ale i rozpaczliwie dziecinna. Za prezent, trochę uwagi, porcję spaghetti doprawionego trawą pozwala ze sobą zrobić wszystko. A chętnych do jej ciała jest wielu. Mała dziewczynka wkrótce sypia z mężczyznami za pieniądze i bierze heroinę. Każdy prawdziwy rajfur jest jak matka - tłumaczy nam swoje przywiązanie do niejakiego Alphonse'a. Porównywana do Christine F., nieżyjącej już autorki kultowej książki 'My, dzieci z dworca ZOO', Baby jest jednak w znacznie większym stopniu postacią literacką. Heather O'Neill, choć powołuje się na doświadczenie autobiograficzne, kreuje postać dziecka jako dojrzała pisarka, świadoma formy i po mistrzowsku grająca ironią, poetyckim zagęszczeniem czy socjologicznym detalem. Głos dziecka ulicy z samego wnętrza opowiadający szokujące historie jest całkowicie czytelny, bliski i swojski. Baby przenikliwie odmalowuje kondycję własną i sobie podobnych dzieciaków, którym skomplikowany system opieki, kontroli i kar skonstruowany przez państwo nie jest w stanie zapewnić odrobiny czyjejkolwiek uwagi. Miłość łącząca dziewczynkę z jej staczającym się do rynsztoka ojcem opisana jest wzruszająco, wstrząsająco, a przy tym przezabawnie.
Kit: Szymon Wątorek 'Trzydzieści dni Pompei', wyd. Takk, Kraków 2008
Co to jest, że wszystkie te debiuty młodzieży płci męskiej są zapisem postępującej choroby alkoholowej - nie wiem już sama, czy autora, narratora, bohaterów, czy wszystkich naraz? Szymon Wątorek, sprawny epigon Charlesa Bukowskiego, raczy nas zazębiającymi się historyjkami o kacach, piwach, winach, whisky barach i dziewczynach 'w tym mieście'. Ma to chyba być bardzo groźne, seksistowskie i mroczne, ale tuż pod powierzchnią jest poczciwe i niewydarzone. 'Żeby zrozumieć fenomen Mike'a Russeela, trzeba się było z nim napić, urżnąć, pójść na dziwki do Riccarda albo wdać w awanturę w parku Wolności'. Niby parodia, ale jednak nie parodia, bo nic innego tu nie znajdziemy. 'Powietrze było ciężkie. Gruby Martin zamówił whisky z lodem. Mike wsypał lód do szklanki i zalał go żółtym płynem'. Hm. Najbliższą autorowi postacią jest, jak rozumiemy, Kuba. Kuba ma kolegę Keczupa i kolegę Barta. Bart jest poetą, choć Kuba jakby też jest poetą. Jak to w takich światach bywa, Kuba, choć bez przerwy pijany, ma chyba w sobie to coś, bo dziewczyny mimo wszystko lecą i dają. Bukowszczyzna jako jednolita stylizacja może by i była zręczna, gdyby nie tak monotonna. Jedynym od niej odstępstwem jest wegetarianizm (głównego?) bohatera.