http://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09googleB.gifhttp://bi.gazeta.pl//i/obrazki/gamecorner/2009/GC09google.gif

Zachwycające klejnoty

Z dr Alicją Długołęcką, seksuolożką, rozmawiała Paulina Reiter
15.02.2009 , aktualizacja: 10.06.2011 14:15
A A A Drukuj
Co w nas, kobietach, jest takiego, że nie potrafimy rozłożyć nóg przed partnerem, żeby się pozachwycał naszymi narządami płciowymi, bo nam natychmiast się to będzie kojarzyć z pornolem?
ZOBACZ TAKŻE
Statystyki mówią, że aż co drugi mężczyzna i aż co czwarta kobieta w Polsce lubią seks oralny. Ja bym raczej powiedziała, że aż 75 proc. kobiet nie lubi seksu oralnego.

Tak jest.

Szokujące. Ale dlaczego?

Mnie to nie dziwi i uważam, że tak będzie jeszcze wiele lat. To kwestia co najmniej jednego, a może nawet dwóch pokoleń. Ta niechęć jest związana ze stosunkiem do własnego ciała. I z tym, że seks oralny kojarzy się ze 'stawianiem laski' - czymś wulgarnym, o czym wiemy, że jest marzeniem prawie każdego mężczyzny, i co robi, myśląc stereotypowo, dziewczyna, która stoi przy szosie.

To podobno najczęstsza usługa, o jaką mężczyźni proszą. Bo jest bezpieczniejsza?

Tak, jest bezpieczniejsza od typowego stosunku waginalnego (i najbardziej ryzykownej formy, jaką jest seks analny) w kontekście zakażenia wirusem HIV i ciąży. No i nie trzeba używać prezerwatywy, której mężczyźni tak nie lubią.

To ma urok też dlatego, że jest to właśnie forma 'wyuzdana', zarezerwowana dla 'brudnych kobiet'. Porządna kobieta, zwłaszcza porządna polska kobieta, tego nie robi! I chociaż rzadko reprezentujemy takie poglądy na poziomie rozumu, to pod-świadomość wie i robi swoje. Wielu mężczyzn, niestety, też tak myśli. A kobiety myślą, że mężczyźni tak myślą. A mężczyźni myślą, że kobiety myślą, że oni tak myślą. Koło się zamyka.

Jest taki film 'Depresja gangstera' o mafiosie, który się załamuje i trafia do psychologa. I między innymi tłumaczy mu, dlaczego chodzi do burdelu - bo przecież nie może robić "tych wyuzdanych rzeczy" ze swoją żoną. Bo ją szanuje. Jest matką jego dzieci!

Dobre porównanie, bo my się bardzo upodabniamy do takiej mentalności seksualnej włoskiej albo latynoamerykańskiej, w których normą relacji damsko-męskich jest syndrom madonny i ladacznicy, czyli żona nie może być kochanką, a kochanka nie może być żoną. Do tego dochodzi jeszcze pornografia.

Gdzie rzeczywiście panie są potraktowane dość przedmiotowo.

A większość młodych mężczyzn obecnie jest wyedukowana na pornografii i to wzmacnia tylko wyobrażenie, że seks na luzie, bez zobowiązań opiera się na tego typu kontaktach. Tam występuje często np. fellatio z wytryskiem na twarz w dość przypadkowych i ekstremalnych sytuacjach, np. na korytarzu w klubie albo w łazience u kolegi - i jak w sytuacji realnego zbliżenia, we własnym łóżku z osobą, którą kochamy, pojawi się takie pragnienie, to powstaje problem. Pojawia się dysonans. Szanujemy osobę, z którą się kochamy, ale z drugiej strony pojawia się ochota na takie zachowanie, jakie widzieliśmy w filmie.

I co robić?

Można oglądać mocne filmy z klasyką włącznie, np. 'Ostatnie tango w Paryżu' albo 'Intymność'. Oswajać się z niekomercyjną i pogłębioną wizją relacji seksualnej kobiety i mężczyzny, w której granice ustalają wyłącznie te dwie osoby, które w tej relacji uczestniczą. Seks oralny w takim wymiarze to pewna postawa wobec ciała własnego i partnera, a nie naśladownictwo czyichś zachowań! No i trzeba czytać o wschodnich sztukach kochania - dla równowagi.

Ojej.

Wiem, że nie jestem oryginalna, ale mówię poważnie. Pooglądać sobie wspólnie ryciny taoistyczne. Brakuje nam pozytywnych wzorców miłości francuskiej. Na rycinach chińskich, japońskich, hinduskich mnóstwo jest obrazów miłości oralnej. Towarzyszy temu specjalna filozofia, która mówi, że spijanie wzajemne soków kochanków służy wymianie energii, przedłuża nam życie, sprawia, że czujemy się lepiej, że jesteśmy zdrowi. Obowiązuje w niej zasada równowagi i sprawiedliwości - równie ważne jest zaspokojenie seksualne kobiety przez mężczyznę jak odwrotnie. I w tym miejscu może przypomnę, że te 'życiodajne soki', w takim samym stopniu męskie nasienie jak żeńska lubrykacja, są przejawem pożądania i erotycznego zadowolenia. Jest to czynność mająca swój głęboki filozoficzny wymiar, zgodna z prawami natury. Jest piękna - nie wiąże się wcale z przypadkowym i pośpiesznym seksem - jest formą relaksowania się z partnerem i zachwytu nad odmiennością płciową. Szukania pięknych odniesień do świata natury.

Mamy tak siedzieć i się w siebie wpatrywać?

Wiem, to trochę nierealistyczne w naszej kulturze. Ale przyzna pani, że to daje do myślenia. Warto się zastanowić, co w nas, kobietach, jest takiego, że nie potrafimy rozłożyć nóg przed partnerem, żeby się pozachwycał naszymi narządami płciowymi, bo nam natychmiast się to będzie kojarzyć z pornolem. I że same się będziemy czuły uprzedmiotowione. Dlaczego nie potrafimy dać sobie takiego luzu, żeby się pozachwycać klejnotami naszych partnerów tak samo jak ich dłońmi czy zagłębieniami w górze pośladków? Pooglądać, popodziwiać, powąchać. Pokontemplować. Wzajemnie. Poznać wszystkie detale. I robić to w sposób swobodny i nieskrępowany.

To wymaga bliskości.

Z reguły jest tak, że stosunek, o którym mówię, jest dość luźny, jeszcze nieobwarowany wzajemnymi oczekiwaniami i pretensjami, a jednocześnie przyjazny, co wynika z dużej intymności, w której czujemy się naprawdę blisko i bezpiecznie. To musi być osoba, przy której doskonale się czujemy. I to wejście w intymność fizyczną wynika z intymności psychicznej. Wtedy nie ma barier. Na poziomie świadomym to jest jasne, że każda żona może być świetną kochanką i często się nią okazuje. Tylko nie zawsze ze swoim mężem.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się